LBnP→XXX→Prześladowca

Póki co nie linkuję. Na wypadek, gdym napisał co innego.                                                                  

                                                                               

                                                                          

                                                                          ––?/––

Musiałem zamilknąć, by usłyszeć własne słowa. Krzyczą do mnie z czeluści umysłu. Ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Ponaglają do ucieczki, bym jeszcze bardziej przyspieszył. To cholerstwo biegnie z tyłu. Zapewne chce mnie dopaść i wyszarpać całe pokręcone życie, razem z wnętrznościami. Mam wrażenie, że widzę ciemny drgający cień przed sobą, tego czegoś co biegnie za mną. Na końcu podwija się, jakby chciał wytworzyć ścianę, która zakończy bieg a zacznie game over. Chociaż zaczynam mieć wątpliwości. Wciąż te same. Dlaczego w ogóle mnie ściga? Widuje go codziennie, ale nie zawsze jest taki napastliwy. Na wszelki wypadek, zbaczam pod sklepienie czaszki. Biegam w kółko, aż kręci mi się głowie. Jakiej cholera głowie, skoro mam głowę na karku, w której biegam. A gdzie mózg. Skąd tu tyle wolnego miejsca. Coś nie tak ze mną z tego strachu.

 

Wybiegam z powrotem na ulicę. Uciekam wśród ludzi. Patrzą na mnie jak na wariata. Zamiast patrzeć, mogli by bestię zatrzymać. Nikt mi nie pomaga, bo jestem nikim, w świecie nicości. Jakiej nicości? Raczej samotności. No nie bardzo. Ktoś się jednak mną interesuje. Mój prześladowca. Mam wrażenie, że za chwile rozszarpie wszystko co posiadam.

 

No nic. Muszę odpocząć. Póki co, go nie widzę. Dyszę strasznie. Obcieram pot z czoła. Przerwa jest zbawienna. W przeciwnym wypadku, musiałbym płuca wypluć i by się kulały na pęcherzykach płucnych. Mimo wszystko nerwy nadal buzują, we wrzątku rozgotowanej psychiki. Postanawiam coś kupić do zjedzenia. Zgłodniałem od tego biegu. Ciekawie, gdzie się łajdak podział. A może obserwuje z ukrycia. W tej chwili mam go gdzieś. To znaczy chce mieć. To nie takie proste. Mózg pragnie powtórki zdarzeń. Tłumaczę mu wolno, że to dla mnie bardzo męczące. Kiwa fałdami, że zrozumiał. Oby. No nic. Jak już mówiłem, zgłodniałem.

 

Wchodzę do piekarni. Kupuję dwie bułki. Niedopieczone. Takie jakich nie cierpię. Ten głupi sprzedawca, sprzedał jakiś niechrupiący szajs. Przecież widzi, że jestem zdenerwowany, a mimo wszystko wciska coś takiego, co zapewne uważa za smakowite jedzenie. Nie dosyć, że mnie wariat jakiś ściga, to jeszcze ta pokraka, dokłada zmartwień. Jakbym miał ich mało. Dobrze, że nie ma żadnych świadków. Przewracam go na podłogę. Wkładam bułkę do przestraszonej gęby. Dociskam ręką. Drugą zatykam nos. Kiedy przestaje wierzgać, wychodzę. Odreagowałem emocje, myślę racjonalnie. Czuję się o wiele lepiej, lecz jeszcze bardziej samotny. Czy aby na pewno? A jednak zabiłem człowieka, którego dobrze znałem. Dlatego poszło tak łatwo. Nie przypuszczał przecież, że akurat mam zły dzień, bo mnie jakiś czubek goni.

 

–– Tatusiu. Dlaczego jesteś taki spocony? Znowu biegałeś po ulicy? Mama się martwiła. Poszła cię szukać. Chyba wiesz, że to już nie pierwszy raz tak z tobą jest?

–– Posłuchaj ty mój aniołku. Tatuś czasami musi uciekać, bo coś go ściga.

–– A powiesz mi co? Proszę. Może będę mogła pomóc. Lalce też pomogłam, bo umiałam.

–– Jesteś kochana, ale nie możesz pomóc. Tatuś musi sam coś zaradzić.

–– A wiesz, że ktoś zabił naszego piekarza, od którego kupowałam bułki. Bardzo je lubiłam.

–– To musiał być bardzo zły człowiek.

–– Też tak myślę, tatusiu. I chyba nie lubił bułek.

 

Dzisiaj mój szczęśliwy dzień. Jestem taki podminowany emocjami, że aż się boję, że za chwilę wybuchnę. Dzisiaj też mnie ścigał, ale tym razem, wykazałem się cwaniactwem. Chyba pierwszy raz go przechytrzyłem. Byłem dobrze schowany, więc łajdak przebiegł obok, chwiejąc się na boki. Przecież wyraźnie widziałem. Byłem chwilę w jego cieniu, ale tym razem, bardzo mnie ucieszył taki stan.

  

*

  

Stoi nieruchomo. Jakby na mnie czekał. Na moją zemstę. Tak mi słodko na duszy. Aż bym chciał polizać, bo lubię słodycze. Szczególnie napoleonki i kruche ciastka. On też jakiś kruchy. Cholera jasna. Słyszę grzmoty. Idzie na burzę. Zaczyna padać. Dostrzegam go nadal z daleka. Może dlatego taki słabowity się wydaje. Znowu nachodzi mnie myśl, w jaki sposób mógł mnie ścigać. Jednak nie kombinuję za bardzo. Jestem już bardzo blisko niego.

 

Wyciągam z obszernej torby siekierę. Szczęście dopisuje mi znowu, niezakłóconą możliwość działania. Nagle słyszę głośny huk. Burza przybiera na sile. Z ostrza zamiast krwi, kapią strugi wody. Tak samo jak ze mnie. Prawie zrobiło się ciemno. Co chwile widzę go w świetle błyskawicy. Nadal stoi nieruchomo. Może sumienie go gryzie i czeka na sprawiedliwość. O tak. Doczeka się. Jestem bardzo blisko. Zupełnie przy nim. Pierwsze uderzenie siekiery. Niedługo odzyskam spokój. Drugie uderzenie siekiery…

 

*

„Dzisiaj w naszym miasteczku, pewien mężczyzna zginął od uderzenia pioruna. Stał za blisko. Miał w ręku siekierę. Nie wiadomo dlaczego, chciał ściąć drzewo. Najładniejszy klon w mieście. Został nim przygnieciony.’’

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Papulek ponad tydzień temu
    Kanion jest tylko jeden. To tam gdzie mała dziewczynka bawi się z szerokim uśmiechem w wspomnieniach starego człowieka. To tam gdzie gałęzie lubią spadać na głowę, tam kryje się magiczny świat, kryje się przed światem Papulkowy dziecięcy czas. Tam to wszystko co bezpowrotnie utracone... Śmiech, spokój i stara kamera niczym trzecie oko śledzące wesołe zabawy małego człowieka. Radość była czasem skryta a czasem całkiem widoczna lecz na zawsze zapamiętana, leży w sercu obok radosnego wspomnienia rodziny Stresików. Teraz pewnie pani Depresja już sporo starsza... Leży w fotelu z gazetą
    ...i czeka na kolejnego Papulka.
  • Papulek ponad tydzień temu
    Dziewczynka jest smutna....On..jak by zapomniał.. O magicznym świecie z pod kaloryfera.
  • Piotrek P. 1988 ponad tydzień temu
    Opowiadanie bardzo zabawne i przekraczające granice rzeczywistości, czyli bardzo dobre, 5, pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Piotrek P.1988→Dzięki:)→Pozdrawiam:)
  • Shogun ponad tydzień temu
    Ciekawe opowiadanie, dobrze się czytało. Taka psychoza połączona ze schizofrenią. Musiał mieć jednak chwilowe przebłyski, albo te jego ataki były chwilowe, gdyż miał córeczkę, bardzo uroczą zresztą, oraz żonę. Trochę szkoda człowieka i klona, gdyż chory zapewne nie ze swej winy.
    Pozdrawiam :)
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Shogun→Dzięki:)→Różnie to bywa:)↔Pozdrawiam:)
  • Antoni Grycuk ponad tydzień temu
    Takie, że tak powiem, Twoje to opowiadanie. Jest psychol, jest agresja, jest śmierć i zabójstwo.
    Dobre opowiadanie. Ale nie zachwyciło mnie.

    Pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    AG↔Dzięki:)↔Pozdrawiam:)
  • Literkowa Bitwa na Prozę ponad tydzień temu
    Witamy kolejne opowiadanie w Bitwie. Brawo!
    Literkowa pozdrawia i życzy dobrej lektury
  • Marian ponad tydzień temu
    "Talk samo jak ze mnie." -> "Tak samo jak ze mnie."
    "Był nim przygnieciony.’’ -> Zmieniłbym na: " Został nim przygnieciony.’’
    Fajny tekst. Zaczynasz wypracowywać swój styl. Nazwijmy go roboczo "dondizm".
    Pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Marianie→Dzięki:)→Poprawiłem talk na tak i zmieniłem według rady Twej→na→został.
    Fajna nazwa:)↔Pozdrawiam:)
  • pasja ponad tydzień temu
    Mania prześladowania i wytworzenie w swoim wnętrzu drugiego ja jest niebezpieczne, Temu człowiekowi potrzebny był specjalista.
    Zabić i co potem?

    Ciekawy obraz samotności pośród ludzi.

    Pozdrawiam
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Pasjo→Dzięki:)→W sumie nie wiem na pewno, czy wrzucę na Bitwę?→Pozdrawiam:)
  • LeeaThorelli ponad tydzień temu
    Nie wiem jak to ująć... fajnie, dobrze (mniejsza z tym) przedstawione urojenia bohatera. Czuć wyraźnie psychodeliczną atmosferę. Choroby psychiczne, to ciężka sprawa.
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    LeeaThorelli→Dzięki:)→Chyba najbardziej lubię pisać w pierwszej osobie i czasie teraźniejszym:)→Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania