Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 52a

Kroki zatrzymały się przed drzwiami. Eveline zamknęła notes i wsunęła go pod złożony koc. Florentina siedziała na łóżku, trzymając chustkę na kolanach, gdy klucz obrócił się w zamku.

Do izby wszedł pisarz, a za nim strażnik i wysoki mężczyzna w brązowym płaszczu. Ten ostatni miał na ramieniu skórzaną torbę z ciemną łatą przy sprzączce.

Eveline rozpoznała go od razu. Widziała go w grocie pod zamkiem, kiedy wychodził z jednej z pracowni. Niósł wtedy książki i płaski metalowy pojemnik. Teraz miał przy sobie tylko torbę.

— To one? — zapytał pisarz.

— Wstańcie — powiedział mężczyzna, wchodząc głębiej do izby.

Eveline podniosła się pierwsza. Florentina odłożyła chustkę i stanęła obok niej.

— Pokażcie dłonie.

Eveline wyciągnęła ręce. Mężczyzna obejrzał jej palce, odciski u nasady kciuka i cienką bliznę poniżej palca wskazującego.

— Skąd ta blizna?

— Od noża.

— Przy czym pracowałaś?

— Rozcinałam sznury na skrzyniach.

Przytrzymał jej dłoń, sprawdzając skórę po wewnętrznej stronie palców. Potem ją puścił.

— Następna.

Florentina podała mu prawą rękę wierzchem do góry, z palcami lekko opuszczonymi. Mężczyzna nie ujął jej od razu.

— Obie dłonie.

Księżniczka spełniła polecenie. Jej paznokcie były równe i starannie przycięte, a skóra gładka, poza niewielkimi zaczerwienieniami po dzisiejszym praniu.

— Jak długo pracujesz w pralni?

— Od dzisiaj.

— A wcześniej?

— Przy szyciu.

— Dla kogo szyłaś? — zapytał, obracając jej dłonie.

— W domu.

— Dla kogo?!

— Dla rodziny.

— Zabiorę tę — powiedział do pisarza, puszczając jej ręce.

— Obie są zatrzymane — odpowiedział pisarz.

— Potrzebuję jej do pracy.

— Na czyje polecenie?

Mężczyzna wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza złożony dokument. Pisarz rozprostował papier pod świecą i obejrzał pieczęć.

— To przepustka do komnat królewskich.

— Wystawiona przez lorda Hessela.

Pisarz odczytał numer zapisany u dołu.

— Sto osiemnaście.

Eveline znała ten numer z rejestru, który oglądała wcześniej na biurku pisarza.

— Przepustka pozwala panu wejść do zachodniego skrzydła — powiedział pisarz. — Nie daje prawa do zabierania zatrzymanych.

— Dziewczyna zostanie w zamku.

— Potrzebuję polecenia podpisanego przez dowódcę.

— Dostanie je pan rano.

— W takim razie rano porozmawiamy.

Mężczyzna odebrał dokument, ale nie odszedł od razu. Pisarz odłożył pozostałe papiery na stół i zaczął porządkować ich brzegi. Dopiero wtedy przybysz schował przepustkę.

Przy ruchu płaszcza odsłonił się jego dolny brzeg. Tkanina była mokra niemal do kolana, szczególnie po lewej stronie. Z fałdy spadły dwie krople na kamienną posadzkę.

— Rano przyjdę po nią — powiedział.

Pisarz skinął strażnikowi.

— Zamknij.

Mężczyzna wyszedł bez pożegnania. Pisarz zaczekał, aż minie próg, po czym zwrócił się do dziewcząt.

— Dowódca zdecyduje, co z wami zrobić. Do tego czasu zostajecie tutaj.

Strażnik zamknął drzwi.

Przez korytarz przeszli jeszcze dwaj ludzie. Jeden z nich mówił coś o zmianie warty. Potem ich głosy oddaliły się w stronę schodów.

— To on? — zapytała Florentina.

— Tak.

Księżniczka usiadła na łóżku.

— Przecież nie wie, kim jestem.

— Nie wiem, dlaczego wybrał ciebie. Nie zapytał nawet, co robiłyśmy w kuchni.

Eveline wyjęła notes spod koca i odszukała stronę z zapisem z rejestru.

Sto osiemnaście. Hessel. Dostawca ksiąg.

Przy ostatnich słowach postawiła niewielki znak. Florentina przeczytała wpis, pochylając się nad jej ramieniem.

— Hessel — powiedziała cicho. — Nie zamierzam z nim iść.

Eveline odłożyła notes na stół i podeszła do drzwi. Znajdował się w nich zwyczajny żelazny zamek, zamocowany na dwóch grubych śrubach. Obejrzała go wcześniej, kiedy strażnik je tu przyprowadził. Teraz przyłożyła ucho do desek. Z korytarza nie dochodziły żadne głosy.

— Masz jeszcze szpilki?

Florentina wyjęła jedną z włosów i podała jej. Eveline wyprostowała metal, pozostawiając niewielkie zagięcie przy końcu. W sklepie otwierała w ten sposób szkatułki i sekretarzyki, do których klienci zgubili klucze, ale tamte zamki były małe i czyste. Ten był stary i zardzewiały.

Uklękła i wsunęła szpilkę do otworu. Pierwsza zapadka długo nie chciała ustąpić. Przy drugiej szpilka zgięła się w palcach. Eveline wyjęła ją, wyprostowała ponownie i spróbowała od nowa. Poczuła, że mechanizm zaczyna ustępować. Mogła spróbować przekręcić go dalej, ale wyjęła szpilkę.

— Możesz otworzyć? — zapytała Florentina.

— Myślę, że tak.

— Więc chodźmy.

Eveline podniosła się z kolan.

— Nie wiemy, ilu strażników stoi przy schodach. Jeśli nas złapią, nie będziemy miały drugiej okazji.

— A jeśli zaczekamy do rana, nie będziemy miały nawet pierwszej.

— Jest jeszcze przełożona. Jeśli uciekniemy, poślą po nią do pralni.

— Nie możemy jej narażać, rozumiem, ale to mnie ten człowiek chce zabrać. Do pokojów mojego ojca.

Eveline schowała wyprostowaną szpilkę. Za drzwiami prowadził jeden korytarz, kończący się schodami. Właśnie stamtąd dochodziły wcześniej głosy strażników.

— Zostańmy do rana — powiedziała. — Jeśli przyjdą po ciebie, będę przy tobie.

— Pisarz może ci nie pozwolić.

— Wtedy nie będę go pytać o pozwolenie.

— Nie podoba mi się to.

— Mnie też.

Florentina wróciła na łóżko.

— A jeśli w nocy zmienię zdanie?

— Obudzisz mnie.

Eveline zabrała notes ze stołu, schowała go do torby i zgasiła świecę. Przez okno wpadało dość światła, by widzieć oba łóżka i ciemny prostokąt drzwi. Florentina położyła się pierwsza. Eveline usiadła na swoim łóżku i zdjęła buty. Szpilkę wsunęła pod mankiet rękawa.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania