Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 35

Grijs prowadził ich wzdłuż wąskiego korytarza. Przy każdym rozwidleniu zwalniał, sprawdzając boczne przejścia. Eveline szła za Florentiną, przyciskając skaleczoną dłoń do spódnicy. Biodro bolało ją przy każdym kroku, a w uszach wciąż słyszała pisk po wybuchu.

Vaelen zatrzymał się przed szerokimi drzwiami. Kiedy przyłożył dłoń do ciemnej płytki, biała płyta wsunęła się w ścianę.

Za drzwiami kończyła się jasna część laboratorium. Weszli do szerokiego, kamiennego korytarza. Grube filary podtrzymywały wysokie sklepienie, a po obu stronach ciągnęły się zamknięte magazyny. Pod ścianami stały porzucone wózki transportowe. Przez otwory wysoko nad posadzką wpadało szare światło dnia.

Grijs zatrzymał się na progu. Pośrodku stała bestia. Grzbiet pokrywały jej czarne płyty, a ciężkie przednie łapy kończyły się zakrzywionymi pazurami. Od żelaznej obręczy na szyi biegł gruby łańcuch, którego drugi koniec trzymał mężczyzna oparty o filar. Miał ciemny płaszcz i kapelusz o szerokim rondzie. Kiedy ich zobaczył, uniósł dwa palce do kapelusza.

— Dzień dobry.

Eveline poznała ten gest. Grijs wysunął miecz.

— Beken.

Mężczyzna przyjrzał mu się uważniej.

— Ach.

— Czterdziestu jeden.

Jeździec puścił łańcuch. Ogniwa uderzyły o kamień.

— Pamiętasz dokładnie.

Grijs natarł. Jeździec odskoczył od filaru i dobył wąskiego miecza. Jego klinga miała ciemny, matowy połysk. Pierwsze cięcie Grijsa minęło mu pierś o kilka cali. Drugie zmusiło go do cofnięcia się między porzucone wózki.

Bestia ruszyła ku Florentinie. Vaelen wyciągnął broń. Rozległ się suchy trzask. Rozbłysk uderzył w czarną płytę na barku stworzenia. Zwierzę zawyło, ale nie zawróciło.

— Za filar! — krzyknął Grijs, nie odrywając wzroku od przeciwnika.

Florentina chwyciła Eveline za zdrową rękę i pociągnęła ją w stronę ściany. Bestia dopadła jednego z wózków. Jej ciężar złamał drewnianą burtę, a koło potoczyło się po posadzce.

Znów rozległ się suchy trzask. Tym razem stworzenie odskoczyło i zwróciło łeb ku Vaelenowi.

Grijs napierał na jeźdźca. Ich ostrza zderzyły się dwukrotnie, po czym Grijs skrócił dystans i uderzył przeciwnika barkiem. Mężczyzna zachwiał się, lecz przy obrocie zdołał ciąć go pod ramieniem.

Ostrze przecięło płaszcz i trafiło w złotawą płytę kadeńskiego pancerza. Rozległ się metaliczny trzask, a na powierzchni została głęboka rysa.

Grijs cofnął się o krok. Spojrzał na uszkodzoną płytę, potem na klingę przeciwnika.

Vaelen też na nią patrzył. Eveline znała ten matowy, ciemny połysk. W kieszeni halki nosiła odłamek łuski spod Veld.

Jeździec ponownie natarł. Grijs odbił pierwsze pchnięcie, ale przeciwnik był już zbyt blisko. Rękojeść miecza uderzyła go w prawy łokieć, w stare łączenie płyt. Ramię ugięło się pod ciosem.

Jeździec natychmiast skierował ostrze pod żebra. Grijs próbował odchylić pchnięcie, lecz prawy łokieć nie wytrzymał. Klinga trafiła w dolną krawędź pancerza, tam, gdzie jedna płyta zachodziła na drugą.

Metal pękł. Grijs syknął z bólu i odskoczył, lecz ostrze zdążyło rozciąć mu bok.

Eveline zobaczyła ciemną plamę rozlewającą się pod uszkodzonym fragmentem zbroi.

— Grijs!

Nie obejrzał się. Odbił następne uderzenie, lecz ostrza zwarły się tak blisko jego twarzy, że musiał odchylić głowę. Jeździec napierał coraz mocniej, spychając go w stronę przewróconego wózka.

Grijs nagle ustąpił, pozwalając przeciwnikowi wychylić się do przodu. Uderzył go kolanem w brzuch, a kiedy mężczyzna się zgiął, rozciął mu rękaw. Na kamienie spadła krew.

Jeździec cofnął się i poprawił chwyt.

— Dobra zbroja — powiedział, spoglądając na pękniętą płytę.

Grijs ruszył na niego ponownie.

Bestia skoczyła w stronę Vaelena. Pazury uderzyły o kamień w miejscu, w którym przed chwilą stał. Vaelen odsunął się za filar, a stworzenie uderzyło barkiem w jego krawędź. Czarne płyty zgrzytnęły o kamień.

Florentina wysunęła się zza osłony i cięła bestię w tylną nogę. Ostrze ześlizgnęło się po pancerzu, ale zwierzę odwróciło się ku niej.

Eveline chwyciła księżniczkę za płaszcz i szarpnęła w tył. Pazury przeorały posadzkę tuż przed ich butami.

Z przeciwnej strony dobiegł krótki dźwięk rogu. Bestia zatrzymała się tak gwałtownie, że tylne łapy poślizgnęły jej się na kamieniu.

Eveline obejrzała się. Jeździec trzymał niewielki ciemny róg przy ustach. Opuścił go lewą dłonią, a bestia odwróciła za nim głowę.

Jeździec natychmiast pchnął Grijsa. Grijs odbił ostrze, lecz osłabiona ręka zadrżała. Przeciwnik wszedł bliżej i uderzył go w pękniętą płytę pod żebrami. Grijs zachwiał się, ale zdążył trafić jeźdźca jelcem w lewą dłoń.

Róg wypadł jeźdźcowi z palców i potoczył się po posadzce.

Eveline pobiegła po niego. Leżał przy rozbitym wózku. Podniosła go zdrową dłonią i cofnęła się ku filarowi.

Jeździec zauważył, co zrobiła.

— Zostaw.

Bestia ruszyła ku Eveline. Nie biegła, tylko zbliżała się powoli, wpatrzona w instrument.

Eveline przyłożyła róg do ust i dmuchnęła. Nie wydobył się żaden dźwięk. Spróbowała jeszcze raz. Rozległ się przeciągły, nierówny ton, od którego zwierzę szarpnęło łbem.

Jeździec odwrócił się ku niej.

Grijs ciął go w ramię i pchnął na filar. Mężczyzna zdołał osłonić pierś, ale miecz przeciął mu płaszcz, odsłaniając metalową płytkę ukrytą pod ubraniem.

Eveline dostrzegła na niej dwa równoległe nacięcia. Takie same jak na uchu bestii.

Jeździec chwycił nadgarstek Grijsa. Przez moment szarpali się przy filarze. Vaelen uniósł broń, ale jeździec trzymał się tak blisko Grijsa, że nie było między nimi miejsca na strzał. Grijs próbował uwolnić ostrze, lecz łokieć znów zawiódł. Mężczyzna wykręcił mu rękę i kopnął go w kolano.

Grijs upadł, wypuszczając miecz.

— Grijs!

Vaelen odwrócił broń w ich stronę, ale bestia wbiegła między niego a walczących. Musiał uskoczyć przed jej łapą. Florentina również ruszyła ku Grijsowi, lecz zwierzę zagrodziło jej drogę.

Jeździec przycisnął ostrze do gardła leżącego mężczyzny.

— Czterdziestu jeden — powiedział cicho. — I nadal nie nauczyłeś się, kiedy przestać.

Grijs chwycił go za nadgarstek lewą ręką.

Bestia zawarczała za plecami jeźdźca.

Mężczyzna obejrzał się przez ramię. Stworzenie stało kilka kroków dalej, z głową opuszczoną nisko nad posadzką. Kiedy jeździec zrobił krok w jego stronę, zwierzę skuliło łeb i odsłoniło zęby.

Eveline zobaczyła blizny wokół żelaznej obręczy na jego szyi. W kilku miejscach skóra była starta do ciemnych, nierównych zgrubień.

— Na miejsce — rozkazał jeździec.

Bestia nie posłuchała. Potrząsała łbem, cofała się i znów ruszała naprzód, za każdym razem bliżej niego.

Eveline ścisnęła róg.

Jeździec cofnął ostrze od szyi Grijsa. Ten natychmiast uderzył go kolanem i odepchnął od siebie. Przetoczył się na bok, chwycił miecz i podniósł się z trudem.

Bestia skoczyła.

Jeździec uskoczył tuż przed jej paszczą. Pazury zazgrzytały o kamień. Stworzenie obróciło się za nim, ciągnąc po posadzce łańcuch.

Grijs ruszył naprzód, ale ból w boku zmusił go do zwolnienia.

Jeździec wycofał się między filary. Bestia podążała za nim, warcząc i szarpiąc łbem.

Wtedy z głębi korytarza rozległ się drugi sygnał rogu, dłuższy i niższy od poprzedniego.

Stworzenie zatrzymało się natychmiast.

Jeździec również znieruchomiał. Nasłuchiwał przez chwilę, po czym schował miecz.

— Jeszcze się spotkamy — powiedział Grijs.

Mężczyzna poprawił kapelusz.

— Zapewne.

Spojrzał na Eveline, która nadal trzymała róg.

— Proszę go zatrzymać, panno Vale.

Cofnął się za filar. Bestia ruszyła za nim.

Grijs zrobił krok w ich stronę, ale zachwiał się i oparł lewą dłonią o ścianę. Florentina podbiegła do niego.

— Pokaż ranę.

— Wasza Wysokość, musimy...

— Pokaż.

Grijs rozchylił płaszcz i odsunął pękniętą płytę na tyle, by odsłonić rozcięcie pod żebrami. Krew przesiąkła już przez koszulę.

Florentina oderwała pas materiału z podszewki płaszcza. Eveline pomogła jej przytrzymać opatrunek, podczas gdy księżniczka owijała nim bok Grijsa.

— Mocniej — powiedział.

Florentina zacisnęła węzeł. Grijs przymknął oczy, ale nie wydał dźwięku.

Eveline obróciła róg w dłoni. Przy ustniku widniały dwa równoległe nacięcia.

— Ten sam znak — powiedziała.

Grijs spojrzał na róg, a potem na nią.

— Widziałem.

Eveline wsunęła róg do kieszeni płaszcza. Grijs spróbował podnieść miecz prawą ręką, lecz ból przeszył mu łokieć. Przełożył broń do lewej.

Vaelen stanął przy bocznym przejściu, którym odszedł jeździec. Z głębi dobiegał już tylko odległy stuk łańcucha.

— Nie pójdziemy za nim — powiedział.

Grijs spojrzał w tamtą stronę.

— Wiem.

Florentina pomogła mu poprawić płaszcz, uważając, żeby nie zahaczyć o opatrunek.

— Dasz radę iść?

— Tak, Wasza Wysokość.

— Więc bez kolejnych pojedynków.

Grijs poprawił pas, żeby nie uciskał opatrunku.

— Postaram się.

Ruszyli w stronę wschodniego przejścia. Grijs szedł wolniej niż zwykle, trzymając prawą rękę blisko ciała. Eveline zauważyła, że przy każdym kroku starał się nie poruszać tułowiem.

Za kolejnym zakrętem zatrzymał się tak nagle, że Florentina omal na niego nie wpadła.

Na końcu korytarza stał mężczyzna w ciemnej zbroi. Gładka maska odbijała światło lamp.

Grijs sięgnął po miecz, lecz Vaelen położył mu dłoń na ramieniu.

Mężczyzna przechylił głowę.

— Lordzie Vaelen. Wreszcie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania