Sklep rzeczy utraconych - rozdział 49
Schody były węższe, niż Eveline przypuszczała. Musiała trzymać lampę przed sobą, żeby nie zahaczyć ramieniem o wilgotną ścianę. Stopnie opadały stromo, a woda szumiała gdzieś po prawej stronie, niewidoczna za kamieniem.
Na dole znalazła się w niskim korytarzu. Powietrze pachniało mułem i starym drewnem. Przy ścianie biegł płytki kanał, którym przepływała ciemna woda. Kilkanaście kroków dalej korytarz rozdzielał się na trzy odnogi.
W świetle lampy dostrzegła znak wyżłobiony na kamieniu przy rozwidleniu. Jedna kreska rozchodziła się na trzy strony, dokładnie tak samo jak przy drzwiach na górze.
Lewym przejściem płynęła woda. Środkowe prowadziło pod niskim sklepieniem, a prawe było szersze i miało równiejszą posadzkę. Na jego progu Eveline zauważyła dwa równoległe ślady.
Przykucnęła. Rysy ciągnęły się w głąb korytarza, przecinając jaśniejsze fragmenty kamienia. W zagłębieniach nie zebrał się jeszcze osad, choć resztę posadzki pokrywała cienka warstwa wilgotnego pyłu.
Przypomniała sobie podobne ślady w archiwum Veyr. Tam również prowadziły od bocznych drzwi, za którymi znaleźli wózek z metalową skrzynią. Przesunęła palcem po jednej z rys i roztarła ciemny nalot pozostający na jej krawędzi. Nie potrafiła określić, skąd pochodził.
Ktoś niedawno przewoził tędy coś ciężkiego.
Ruszyła prawym przejściem. Korytarz opadał łagodnie, a w jego ścianach co kilkanaście kroków ciemniały wnęki po dawnych lampach. Większość była pusta. W jednej leżały kawałki rozbitego szkła, w innej zardzewiały uchwyt. Woda sącząca się z sufitu zbierała się w szczelinach między płytami.
Przy następnym rozwidleniu zobaczyła kolejny znak z trzema odnogami. Jedna z kresek była dłuższa od pozostałych, więc wybrała wskazywane przez nią przejście. Po kilkunastu krokach dotarła jednak do niskiej kraty. Za nią woda płynęła pod sklepieniem tak niskim, że dalsza droga wymagałaby zanurzenia głowy.
Wróciła do rozwidlenia. Oznaczenie nie wskazywało przejścia, którego szukała, ale mogło pomóc jej odnaleźć drogę powrotną. Wyjęła notes, przerysowała znak i naszkicowała układ korytarzy, po czym wybrała środkową odnogę.
Dalej korytarz stopniowo się poszerzał. Po lewej stronie minęła wąskie przejście, niemal całkowicie zasłonięte występem skalnym. Zatrzymała się i uniosła lampę. Za występem znajdował się drugi tunel, którego posadzka biegła nieco wyżej niż ta, po której szła. Na kamieniu przy wejściu nie było żadnego oznaczenia.
Naszkicowała jego położenie w notesie, lecz nie zamierzała teraz sprawdzać, dokąd prowadzi. Szum wody dochodzący z głównego korytarza stawał się coraz głośniejszy, a pod nim słyszała niski, głęboki dźwięk.
Zatrzymała się, próbując ustalić jego źródło. Dźwięk powtórzył się, a pod stopami poczuła słabe drżenie.
Uniosła lampę. Przed nią otwierał się szeroki łuk wykuty w ciemnej skale, a za nim rozciągała się grota.
Rozpoznała ją od razu.
Podczas pierwszej wizyty weszła tutaj razem z Vaelenem, Florentiną i królewską strażą. Pamiętała ogromne sklepienie, mokrą skałę i metalową żyłę ciągnącą się przez ścianę.
Najlepiej zapamiętała drżenie pod stopami. Wtedy nikt poza nią nie spojrzał w dół.
Stanęła tam, gdzie nierówny kamień przechodził w gładszą posadzkę. Za pierwszym razem poczuła tu pojedynczy wstrząs. Teraz podłoże drżało nieprzerwanie. Kiedy przesunęła stopę dalej, drżenie osłabło, a po cofnięciu wróciło.
W grocie pojawiły się nowe urządzenia. Wzdłuż ściany z ciemną metalową żyłą zamocowano grube przewody. Biegły od skrzyń ustawionych pod skałą, wspinały się po wspornikach i znikały w szczelinach wysoko nad ziemią. Przy kilku połączeniach świeciły drobne punkty.
Złote żyły w skale były znacznie jaśniejsze niż wtedy. Blask wydobywał się spod kamienia, przechodząc przez niego w nierównych odstępach.
Eveline podeszła do jednego z przewodów. Metalowa obejma miała czyste krawędzie, bez ciemnego nalotu pokrywającego starsze części konstrukcji, a pod wspornikiem leżały drobne odłamki skały.
Kiedy zbliżyła się do miejsca, w którym przewody znikały w ścianie, poczuła ucisk za oczami. Tak samo bolała ją głowa po śnie w lesie, po ucieczce z Veyr. Widziała wówczas starca, którego głowa spoczywała za szkłem, połączona z urządzeniem dziesiątkami przewodów.
Dotknęła skroni. Ucisk narastał, aż musiała przymknąć oczy. Cofnęła się o kilka kroków i poczuła ulgę.
Spróbowała ponownie, tym razem ostrożniej. Ból wrócił, gdy zbliżyła się do ściany. Zatrzymała się i spojrzała na złotą żyłę, w której wnętrzu przesunął się jasny punkt.
Zrobiła krok w bok. Światło również się przesunęło, choć nie potrafiła stwierdzić, czy podążało za nią, czy po prostu płynęło wzdłuż metalu.
Nie podeszła bliżej. Wróciła na środek groty, gdzie ból stopniowo ustąpił.
Od strony przeciwległej ściany dobiegł metaliczny stuk.
Za jedną z większych skał dostrzegła prostokątną wnękę, której wcześniej nie zauważyła. Stały w niej dwie metalowe skrzynie, a pomiędzy nimi widniały drzwi z ciemnej stali.
Przy drzwiach umieszczono płaski zamek z niewielkim zagłębieniem pośrodku. Dwie cienkie prowadnice sięgały od niego ku krawędzi framugi. Eveline widziała już podobne urządzenie w Veyr.
Przysunęła lampę, uważając, żeby niczego nie dotknąć. Powierzchnia zamka pozostawała ciemna.
Przypomniała sobie ostrzeżenie Tempo.
Pamiętaj o zamkach.
W Veyr wystarczyło przyłożyć dłoń do płyty, żeby pojawiła się złota linia. Urządzenie oznajmiło wtedy, że wykryło kontakt. Tempo wiedział o tym, zanim jeszcze opuścili Veyr.
Cofnęła rękę. Nie zamierzała sprawdzać, czy tutaj działa to tak samo.
Z drugiej strony drzwi dobiegł trzask. Punkt przy framudze rozświetlił się na biało, a zaraz potem usłyszała kroki.
Szybko obeszła jedną ze skrzyń, przykucnęła za nią i skręciła knot, aż płomień ledwo się tlił.
Drzwi otworzyły się z cichym zgrzytem.
Przez szczelinę między skrzyniami zobaczyła mężczyznę w długim, brązowym płaszczu. Był w średnim wieku, miał krótkie siwiejące włosy i skórzaną torbę przewieszoną przez ramię. Pod lewą pachą trzymał dwie grube książki, a w prawej dłoni płaski metalowy pojemnik.
Postawił go na skrzyni przy drzwiach, żeby poprawić pasek torby. Eveline dostrzegła prostokątne oznaczenie, ciąg niewielkich cyfr oraz trzy cienkie linie przecięte jedną poprzeczną.
Taki sam znak miała na plakietce z Veyr. Podobne cyfry widziała na dokumentach programu kontaktu, a przy wyjściu serwisowym stała skrzynia pełna takich pojemników.
Mężczyzna poprawił torbę, podniósł pojemnik i ruszył przez grotę, nie oglądając się za siebie. Skierował się ku przejściu ukrytemu za skalnym występem. Eveline dostrzegła tam schody, których nie pamiętała z poprzedniej wizyty. Po chwili mężczyzna zniknął za zakrętem.
Stalowe drzwi we wnęce zamknęły się same, a biały punkt przy framudze zgasł. Eveline zaczekała, aż jego kroki ucichną na schodach, i dopiero wtedy podkręciła knot.
Człowiek z książkami.
Praczka mówiła o medyku rady, starym służącym i mężczyźnie, który co kilka dni przynosił królowi książki. Eveline nie wiedziała, czy właśnie go zobaczyła, ale pojemnik oznaczony tak samo jak te w Veyr oraz przejście prowadzące w górę zamku wystarczyły, żeby pójść za nim choć kawałek.
Mogła jeszcze wrócić. Znała drogę do wejścia i zapisała rozwidlenia w notesie. Przed zmierzchem miała spotkać się z Florentiną, a obie powinny wrócić do pralni. Jednak schody, którymi odszedł mężczyzna, mogły prowadzić w pobliże komnat królewskich.
Schowała notes, poprawiła chustkę i ruszyła w ich stronę.
Na górze znalazła wąski korytarz. Pod sufitem biegł przewód, przy którym co kilka kroków świecił biały punkt. Eveline znów przykręciła knot i poszła dalej.
Mężczyzny nigdzie nie widziała. Po kilku zakrętach dotarła do następnych schodów. Z góry dochodził odgłos otwieranych drzwi i przytłumiona rozmowa.
— ...do wieczora — powiedział ktoś.
Drugi głos odpowiedział ciszej, ale Eveline nie rozpoznała słów. Kiedy usłyszała zbliżające się kroki, cofnęła się do wnęki w ścianie.
Na schodach pojawiło się dwóch służących. Jeden niósł pustą tacę, drugi zwinięte płótno. Rozmawiali o brakujących świecach i minęli korytarz, nie zaglądając do wnęki.
Eveline odczekała, aż odejdą, i wspięła się jeszcze kilka stopni. Na górze zobaczyła zamknięte drzwi oraz boczne przejście prowadzące ku znajomemu kamiennemu sklepieniu. Za drzwiami ktoś przesuwał ciężki mebel. Przy ścianie wisiała drewniana tabliczka z oznaczeniem zachodniego skrzydła.
Nie miała dokumentu pozwalającego poruszać się samodzielnie między pomieszczeniami zamku. Przełożona wpisała ją na listę dostawy, nie służby zamkowej. Jeśli strażnik zatrzyma ją przy schodach, nie będzie potrafiła wyjaśnić, skąd przyszła.
Zawróciła.
Droga powrotna zajęła jej więcej czasu. Kiedy zeszła ze schodów, podkręciła knot lampy. Przy pierwszym rozwidleniu sprawdziła rysunek w notesie, a później minęła niski kanał, w którym woda płynęła pod kamiennym sklepieniem. Znajomą szczelinę w ścianie rozpoznała po śladach kół przecinających posadzkę.
Przy schodach prowadzących do składu usłyszała ponad sobą kroki. Zatrzymała się dwa stopnie przed drzwiami i rozpoznała głos młodej służącej, która wcześniej przyjmowała bieliznę.
— Wszystkie kosze policzone?
— Tak. Można zamykać.
Eveline przyspieszyła, lecz zanim dotarła do ostatniego stopnia, usłyszała szczęk żelaza. Nacisnęła klamkę.
Nie ustąpiła.
Spróbowała mocniej, ale drzwi nawet nie drgnęły. Przyłożyła ucho do drewna. Po drugiej stronie było już cicho.
Uniosła pięść, żeby uderzyć w drzwi, lecz powstrzymała się.
Obejrzała framugę w świetle lampy. Na wysokości zamka tkwiła metalowa płytka, za którą widać było koniec zasuniętego rygla. Mechanizm umieszczono po drugiej stronie.
Mogła zawołać służącą. Być może ta zgodziłaby się otworzyć, ale równie dobrze mogła sprowadzić strażnika. Wystarczyłoby sprawdzenie listy dostawy, żeby żołnierze dowiedzieli się, kto poręczył za Eveline. Przełożona pralni odpowiadałaby wówczas za pomocnicę znalezioną w zakazanym przejściu.
Eveline opuściła rękę. Nasłuchiwała jeszcze, czy ktoś nie wraca, lecz za drzwiami panowała cisza. W końcu wyjęła notes i spojrzała na narysowane przejścia.
Miała jeszcze drogę przez grotę i schody prowadzące do zachodniego skrzydła. Tam również mogła natknąć się na strażników, ale przynajmniej znała część trasy.
Ruszyła z powrotem w głąb podziemi. Przy najbliższym rozwidleniu rozpoznała znak z trzema odnogami, jednak gdy dotarła do kolejnego zakrętu, usłyszała kroki. Ktoś szedł w stronę groty.
Przykręciła knot i cofnęła się do wnęki. Po chwili zobaczyła dwóch mężczyzn niosących narzędzia. Jeden miał na ramieniu zwinięty przewód, drugi trzymał niewielką skrzynkę. Przeszli obok, nie zauważając jej.
Zaczekała, aż się oddalą. Nie chciała iść tuż za nimi do groty, gdzie trudniej byłoby się ukryć.
Przypomniała sobie wąskie przejście, które minęła podczas pierwszej wędrówki. Zaznaczyła je w notesie, choć nie sprawdziła, dokąd prowadzi. Znajdowało się niedaleko, za rozwidleniem, które właśnie minęła.
Wróciła do niego i uniosła lampę. Za występem skalnym tunel lekko się wznosił, a potem skręcał w stronę groty. Był wąski, więc dwa razy musiała przeciskać się bokiem między kamieniami. Przy ostatnim zakręcie zobaczyła niskie metalowe drzwi
Była zamknięta, a obok tkwił taki sam płaski zamek jak przy stalowych drzwiach we wnęce.
Eveline obejrzała metalową płytę. Miała pośrodku zagłębienie dopasowane do dłoni, a od niego ku framudze biegła wąska prowadnica. Pod nią widniała zgaszona złota linia.
Mogła przeczekać i wrócić przez grotę, kiedy mężczyźni skończą pracę. Nie wiedziała jednak, jak długo to potrwa, a przełożona czekała na dwie pomocnice, za które poręczyła własnym nazwiskiem. Te drzwi też mogły prowadzić w pułapkę.
Pomyślała o Tempo.
Pamiętaj o zamkach.
W Veyr urządzenie rozpoznało jej dotyk. Tempo mówił, że każdy taki zamek komuś o niej mówi. Nie powiedział komu.
Postawiła lampę na kamiennej półce i wyciągnęła prawą dłoń. Zatrzymała ją nad zagłębieniem, nasłuchując jeszcze kroków w korytarzu.
Nie słyszała nikogo.
Przyłożyła rękę do zamka.
Metal był ciepły. Pod palcami poczuła delikatne drżenie, a wzdłuż prowadnicy przesunęło się złote światło. Wewnątrz odezwał się mechanizm i drzwi ustąpiły.
Za nią ciągnął się wąski korytarz, zakończony schodami prowadzącymi w górę. Eveline zabrała lampę i weszła do środka.
Za jej plecami złota linia nadal świeciła.
A potem, daleko w głębi korytarza, zapalił się drugi punkt światła.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania