Sklep rzeczy utraconych - rozdział 33
Rano Grijs wrócił z obchodu, zanim pozostali zdążyli osiodłać konie.
— Przy głównej bramie nikogo nie ma — powiedział. — Ale w nocy ktoś przejeżdżał przez dziedziniec. Słyszałem jeden wóz, może dwa. Od strony wrót pod skałą.
Florentina odłożyła popręg.
— W takim razie tam pójdziemy.
Do zachodnich wrót dotarli przed południem. Były znacznie większe, niż wydawało się z tarasu: dwa żelazne skrzydła osadzone w kamiennej ścianie, nad nimi szeroki łuk wsparty na grubych filarach. Po obu stronach znajdowały się mniejsze wejścia dla pieszych.
Grijs zatrzymał się przy jednym z zawiasów. Na żelazie widniała świeża warstwa smaru, a na kamieniu poniżej zaschły ciemne krople.
— Ktoś zadbał, żeby nie skrzypiały — zauważyła Eveline.
Florentina obejrzała ciężkie skrzydła.
— Są zamknięte?
Grijs wsunął ostrze noża w szczelinę i nacisnął. Jedno skrzydło przesunęło się o szerokość dłoni.
— Tylko przymknięte.
— Za nimi jest szeroki przejazd — powiedział Vaelen. — Dawniej wprowadzano tędy wozy do składów.
— Dokąd prowadzi? — zapytała Florentina.
— W głąb skały. Nie wszystkie pomieszczenia służyły do przechowywania towarów.
Grijs schował nóż i obejrzał drogę za ich plecami.
— Konie zostawimy tutaj. Nie wiemy, co jest w środku.
Uwiązali zwierzęta przy kamiennych słupach dawnego postoju. Grijs polecił Florentinie trzymać się blisko, lecz księżniczka wyjęła krótki miecz otrzymany od Hadrena.
— Potrafię się obronić.
— Wiem, Wasza Wysokość. Proszę tylko nie wyprzedzać mnie w ciemnym korytarzu.
Wrota ustąpiły pod naciskiem Grijsa i Vaelena. Za nimi rozciągał się sklepiony przejazd, którego kamienna posadzka opadała łagodnie w głąb góry. Po obu stronach znajdowały się pomieszczenia zamknięte ciężkimi drzwiami lub żelaznymi kratami. Światło z zewnątrz sięgało zaledwie kilkunastu kroków, więc Grijs zapalił latarnię zabraną z domu straży.
Eveline już po chwili poczuła zapach mokrego siana i zwierzęcego potu, zmieszany z ostrą wonią przypominającą rozgrzane żelazo. Przy ścianie leżała świeża słoma, a obok stało wiadro z wodą. Na kamieniach zachowały się również ślady błota.
— Ktoś trzyma tu zwierzęta — powiedziała.
Grijs obejrzał słomę.
— I nie tak dawno je karmił.
Ruszyli dalej, ostrożnie omijając pozostawione przy ścianach skrzynie.
***
Pierwsze pomieszczenie było puste. W drugim znaleźli trzy duże klatki o prętach grubszych niż w zwykłych kojcach. Zamki umieszczono po zewnętrznej stronie, a na posadzce leżały kawałki sznura, żelazne obręcze i zerwane rzemienie.
W jednej z klatek stało drewniane koryto. Eveline dostrzegła w nim resztki ziarna wymieszanego z ciemną, lepką substancją. Grijs sprawdził zamknięcia; wszystkie klatki stały otworem.
Za kolejnymi drzwiami znaleźli długi stół przykryty poplamionym płótnem. Na półkach ustawiono gliniane naczynia, metalowe narzędzia i kilka szklanych słojów. Przy ścianie wisiały łańcuchy, a pod nimi stała drewniana skrzynia.
Część wyposażenia wyglądała na bardzo starą, lecz płótno na stole i niektóre narzędzia były niemal nowe.
— Ktoś urządził sobie tutaj pracownię — powiedziała Eveline.
Vaelen wziął z półki jeden z metalowych przyrządów i obejrzał go w świetle latarni.
— Wykorzystano dawne pomieszczenia, ale te narzędzia nie pochodzą z Archen.
Florentina przesunęła dłonią po stole. Pod palcami wyczuła głębokie rysy.
— Do czego go używano?
Grijs skierował światło ku przeciwległej ścianie, gdzie znajdowała się jeszcze jedna klatka, znacznie większa od pozostałych. Jej żelazne pręty osadzono bezpośrednio w kamieniu, a na podłodze leżała gruba warstwa słomy.
Coś poruszyło się w ciemności.
Grijs stanął przed Florentiną, unosząc latarnię. Z wnętrza dobiegł chrapliwy oddech, a potem odgłos ciężkiego ciała przesuwającego się po posadzce.
Eveline wychyliła się zza jego ramienia.
Na słomie, niedaleko kraty, leżało duże, ciężkie zwierzę. Grzbiet pokrywały mu ciemne, nieregularne płyty, a na barkach wyrastały metaliczne wypukłości podobne do tych, które widzieli u bestii spod Veld. Jedna z przednich nóg wyglądała zwyczajnie, podczas gdy druga kończyła się ciężkim, czarnym członem o ostrych krawędziach.
Stworzenie spróbowało się podnieść, lecz przednia noga ugięła się pod jego ciężarem. Opadło na słomę, wydając niski, urywany dźwięk.
— To jedna z nich — powiedziała Florentina.
Vaelen przykucnął przed klatką. Przyglądał się miejscu, w którym czarne płyty wrastały w skórę zwierzęcia.
— Nie dokończono przemiany.
Stworzenie podniosło głowę. Miało szeroki pysk, ciemne oczy i krótkie rogi. Jedna strona czaszki pozostawała niemal zwyczajna, drugą pokrywały czarne narośla.
Kiedy ponownie otworzyło pysk, Eveline przypomniała sobie podobny głos słyszany w oborze opuszczonego gospodarstwa przy drodze do Veld.
Uklękła przy kracie i poprosiła Grijsa, żeby podniósł latarnię. Zęby zwierzęcia były szerokie i płaskie, starte od żucia. Takie same widziała u martwej bestii pod Veld.
Na lewym boku, pomiędzy czarnymi płytami, dostrzegła fragment zwykłej sierści, a tuż pod nim wypalony znak hodowcy — okrąg przecięty krótką kreską.
— To był wół — powiedziała.
Florentina podeszła bliżej. Eveline wskazała jej znak i zęby.
— Ktoś przywiózł tu zwykłe zwierzę gospodarskie.
— I zrobił z niego to? — zapytał Grijs.
Eveline przytaknęła.
Przypomniała sobie, co opowiadał o Beken. Bydło zniknęło. Ludzie też.
— Podobne doświadczenia prowadzono w Archen — odezwał się Vaelen. — Nie sądziłem, że ktoś do nich wrócił.
— W Beken zniknęło nie tylko bydło — powiedziała Eveline. — Czy z ludźmi można zrobić to samo?
Vaelen milczał.
— Tak.
Eveline przyjrzała się zwierzęciu. Przy każdym oddechu czarne płyty na jego grzbiecie przesuwały się nieznacznie względem siebie. Jedna odstawała od skóry, odsłaniając zaczerwienione ciało.
— Możemy mu pomóc?
Vaelen obejrzał metalową kończynę i narośla.
— Nie znam sposobu, żeby cofnąć taką przemianę.
— Więc zostawimy je tutaj? — zapytała Florentina.
Grijs sprawdził zamek klatki.
— Nie wiemy, czy jest bezpieczne. Ani kiedy wróci ten, kto je tu trzyma.
Eveline nie ruszyła się od razu. Wół próbował ułożyć głowę na słomie, lecz za każdym razem czarna narośl przy szyi zawadzała o pręty. Dopiero za trzecim razem znalazł pozycję, w której mógł odpocząć.
***
W dalszej części pracowni znaleźli kilka drewnianych skrzyń. Większość była pusta, lecz w jednej pozostały skórzane pasy i metalowe obręcze dopasowane do zwierzęcych kończyn.
Eveline zauważyła na stole księgę i otworzyła ją na ostatniej zapisanej stronie. Drobne pismo układało się w równe rzędy, pomiędzy którymi widniały daty, liczby i oznaczenia, których nie rozumiała. Rozpoznała jednak kilka słów:
Próba. Przemiana. Utrzymanie.
Niżej ktoś dopisał:
Próba szósta. Niedokończona.
Następna strona była pusta.
Eveline podała księgę Vaelenowi. Przejrzał kilka kartek, zatrzymując się przy datach i oznaczeniach kolejnych prób. W miejscach przeznaczonych na podpisy widniały jedynie pojedyncze litery.
— Zabieramy ją — zdecydowała Florentina.
Vaelen zamknął księgę, ale zanim zdążył ją schować, Grijs uniósł rękę, nakazując ciszę.
Z korytarza dobiegły kroki. Zbliżały się powoli, zatrzymując się co jakiś czas, jakby ktoś zaglądał do kolejnych pomieszczeń.
Grijs zgasił latarnię.
Eveline stała nieruchomo w ciemności. Słyszała ciężki oddech wołu i kroki, które zatrzymały się tuż za drzwiami. Ktoś poruszył zamkiem w sąsiednim pomieszczeniu.
Rozległ się trzask zamykanych drzwi. Kroki oddaliły się w stronę wyjścia, po czym z głębi przejazdu dobiegł zgrzyt ciężkich żelaznych skrzydeł i stuk zasuwy.
Grijs odczekał, zanim uchylił drzwi. Korytarz był pusty, a od strony wrót nie wpadało już światło. Dopiero wtedy ponownie zapalił latarnię.
— Nie zostajemy tutaj — powiedział cicho.
Florentina wskazała klatkę.
— A ono?
— Nie możemy go wyprowadzić. Nie w takim stanie.
Eveline wróciła do zwierzęcia. W sąsiednim pomieszczeniu znalazła wiadro z wodą, które przysunęła do kraty. Wół uniósł głowę, lecz nie dosięgnął naczynia.
Spróbowała przesunąć je między prętami. Było za szerokie.
Wyjęła więc ze skrzyni płytką drewnianą miskę, napełniła ją i wsunęła między pręty. Przesunęła naczynie po słomie pod sam pysk zwierzęcia. Wół opuścił głowę i zaczął pić.
— Chodźmy, panno Vale — odezwał się Grijs.
Eveline podniosła się, otrzepując wilgotne dłonie o spódnicę.
— Ktoś powinien je stąd zabrać.
— Ktoś powinien przede wszystkim przestać robić takie rzeczy — odpowiedziała Florentina.
Vaelen schował księgę pod płaszcz.
Grijs poprowadził ich w stronę głównego przejazdu. Przy skrzyżowaniu korytarzy Vaelen zatrzymał się przed węższym przejściem odchodzącym w głąb skały. Zamykały je stare, częściowo uchylone drzwi pokryte ciemnym nalotem.
— Tamtędy można dostać się do starszej części Veyr — powiedział. — Dalej jest drugie wyjście, po przeciwnej stronie zabudowań. O ile nadal można z niego korzystać.
Grijs obejrzał się w stronę głównych wrót.
— W takim razie tędy.
Florentina zatrzymała się przy starych drzwiach.
— Co jest za nimi?
— Dawne pracownie Archen. Zamknięto je jeszcze przed opuszczeniem miasta.
— Tam też zmieniano zwierzęta w bestie?
— Prowadzono inne doświadczenia — odpowiedział Vaelen.
Eveline chciała zapytać, jakie, lecz Grijs odezwał się pierwszy:
— Lepiej ruszajmy, zanim tamci wrócą.
— Proszę prowadzić, lordzie Vaelen — powiedziała Florentina.
Vaelen pchnął stare drzwi. Za nimi ciągnął się kamienny korytarz, którego ściany były gładsze niż w przejeździe. Nie widać było śladów napraw ani nowych okuć, a wzdłuż posadzki biegły wąskie metalowe listwy, znikające pod kolejnymi drzwiami.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania