Sklep rzeczy utraconych - rozdział 38
Za drzwiami ciągnął się korytarz, szerszy od poprzedniego. Wzdłuż ścian biegły przewody zamknięte za przezroczystymi osłonami, a pod sufitem wisiały podłużne lampy. Większość nie świeciła. Dwie, odległe od siebie o kilkanaście kroków, dawały chłodne, białe światło.
Eveline szła pierwsza. Pod najbliższą lampą zatrzymała się.
— Tędy?
— Jeśli nie przebudowano tej części — odpowiedział Vaelen.
— Zadziwiająco dobrze zna pan to miejsce.
— Kiedyś znałem je lepiej.
Eveline ruszyła dalej, nie odpowiadając. Po kilku krokach obejrzała się. Grijs stał jeszcze w drzwiach, z ręką na framudze. Florentina zdjęła mu z ramienia sakwę, zanim zdążył zaprotestować.
Poszli za Eveline. Grijs trzymał prawą rękę blisko ciała.
Po lewej stronie mijali zamknięte pomieszczenia. Przez wąskie okna Eveline widziała stoły, wysokie szafy i urządzenia, których przeznaczenia nie znała. W jednym pokoju stały metalowe ramy zakończone drobnymi chwytakami.
Na końcu korytarza znajdowały się szerokie drzwi z ciemnego metalu. Nad nimi biegł napis złożony ze znaków Archen. Część liter była zatarta.
— Archiwum główne — odczytał Vaelen.
Dotknął płyty obok drzwi. Nic się nie wydarzyło. Wyjął zza pasa narzędzie i odchylił osłonę, odsłaniając kilka cienkich przewodów.
— Zepsute? — zapytała Eveline.
— Raczej uszkodzone połączenie.
Jeden z przewodów wysunął się z mocowania. Vaelen przytrzymał go końcem narzędzia i przesunął w sąsiednie zagłębienie. Płyta rozbłysła, a z głębi drzwi dobiegł głuchy trzask.
Drzwi rozsunęły się powoli i zatrzymały na szerokości wystarczającej, by przeszła jedna osoba.
Za nimi rozciągała się duża sala. Długie rzędy metalowych szaf ciągnęły się aż do przeciwległej ściany. Niektóre miały przezroczyste fronty, za którymi spoczywały setki cienkich płytek. Inne były zamknięte. Pośrodku stały cztery stanowiska z pochylonymi panelami i szerokimi, ciemnymi ekranami.
Powietrze było tu cieplejsze niż na korytarzu. Od strony regałów dochodził niski szum, a słaby podmuch poruszył kosmykami włosów przy skroni Eveline.
Pod sufitem biegły szyny. Na jednej z nich wisiało urządzenie z trzema ruchomymi ramionami. Kiedy weszli, mechanizm przesunął się wzdłuż prowadnicy.
Grijs zatrzymał się przy drzwiach i lewą ręką dotknął rękojeści broni.
— Spokojnie — powiedział Vaelen.
Grijs nie zdjął dłoni z rękojeści, dopóki urządzenie nie odjechało na drugi koniec sali.
Tam zatrzymało się nad jedną z szaf, wyjęło płytkę i przeniosło ją do sąsiedniego regału. Zaraz potem sięgnęło po następną.
— Wciąż pracuje? — zapytała Eveline. — Od stu trzydziestu lat?
— Niekoniecznie bez przerwy.
— Ma sporo zaległości.
— Administracja zawsze miała swoje problemy — odparł Vaelen.
Florentina podeszła do najbliższego stanowiska.
— Czy te urządzenia pozwolą nam odczytać pozostałe zapisy?
— Powinny.
Eveline wyjęła z sakwy płytkę z odsyłaczem i wsunęła ją w szczelinę pod panelem. Rozległo się kliknięcie. Na ekranie pojawiły się rzędy znaków, następnie spis dokumentów.
Vaelen przesunął palcem po ekranie. Spis ustąpił miejsca kolumnom dat i oznaczeń.
— Odtwarzanie, utrwalanie, korekta... — odczytał.
Zatrzymał palec przy następnym wierszu.
— Modyfikacja tożsamości.
Florentina stanęła obok Eveline.
— Proszę otworzyć.
Na ekranie pojawiły się dwa rysunki ludzkiej głowy, a pod nimi zapis podzielony na kolumny. Vaelen czytał w milczeniu.
— Przed zabiegiem i po zabiegu. Porównywano wspomnienia, zachowanie i reakcje badanych. — Otworzył pierwszy zapis. — Ten mężczyzna miał żonę i córkę. Pamiętał wspólne życie, dom, pracę. Po zabiegu nadal je rozpoznawał, ale przestał uważać je za swoją rodzinę. Po siedmiu dniach wciąż odmawiał powrotu do domu.
Eveline pochyliła się nad ekranem.
— Jak można pamiętać własne dziecko i jednocześnie uznać je za kogoś obcego?
Vaelen przewinął zapis do końca.
— Przeniesiono go do dalszych badań. Na tym dokument się kończy.
Florentina poprosiła o następny przypadek.
Vaelen streszczał kolejne zapisy. Kobieta, która zachowała wspomnienia z dzieciństwa, ale zmieniła się tak bardzo, że badacze uznali próbę za częściowo udaną. Mężczyzna, który pamiętał swoje życie, ale przestał rozpoznawać własne imię. Dalej czytał już tylko krótkie uwagi: poprawa, brak reakcji, próba przerwana.
— Ilu ich było? — zapytała Florentina.
Vaelen odnalazł podsumowanie.
— Czterdzieści osiem osób. Dziewiętnaście zmarło.
Grijs, który usiadł przy ostatnim regale, skąd widział drzwi, podniósł głowę.
— W jednej serii?
— Tak.
Vaelen odczytał ostatni wiersz:
— „Wyniki uzasadniają kontynuację programu”.
— Po śmierci dziewiętnastu ludzi? — Florentina cofnęła dłoń od blatu.
Eveline pomyślała o sklepie. O Celii, która zawsze stawiała filiżankę w tym samym miejscu na ladzie. O Vaelenie, który potrafił zapłacić majątek za pęknięty przedmiot, a potem przez tydzień udawać, że zakup był doskonale przemyślany.
— Czy dało się to odwrócić? — zapytała.
Vaelen sprawdził końcową część dokumentu.
— Tutaj nie ma o tym informacji.
Wyłączył zapis. Ekran pociemniał.
— Pracowałem w tym programie — powiedział.
Florentina odwróciła się ku niemu.
— Ten program prowadzono przed upadkiem Archen. Sto trzydzieści lat temu.
— Wiem.
Eveline nie od razu podniosła wzrok. „Dawno temu”, odpowiedział Grijsowi w poprzedniej sali.
— Więc pan naprawdę pamięta tamten świat — powiedziała księżniczka.
— Pamiętam.
— Jak to możliwe? — odezwał się Grijs.
— Archeńczycy żyli dłużej niż inni.
Eveline spojrzała na jego twarz. Cztery lata pracowała przy jego ladzie i nie wiedziała nawet, ile ma lat. Nie miał ani jednego siwego włosa.
Florentina przyjrzała mu się uważniej.
— A mimo to pozwolił pan nam szukać odpowiedzi w ruinach, zamiast powiedzieć, co się tutaj działo?
— Nie znałem całego programu. Nie wiedziałem też, jakie zapisy przetrwały.
— Ale znał pan ludzi, którzy go prowadzili.
— Tak.
Księżniczka zacisnęła usta, ale pozwoliła mu mówić dalej.
— Początkowo zajmowałem się odzyskiwaniem wspomnień po urazach — powiedział Vaelen. — Pracowaliśmy z osobami, które zgodziły się na badania. Później program rozszerzono.
— Na to? — Eveline wskazała ciemny ekran.
— Tak.
— I został pan?
— Wierzyłem, że zdołam ich powstrzymać. Myślałem, że mnie posłuchają. Odszedłem dopiero po tej serii.
Eveline patrzyła na wygaszony ekran.
— Dziewiętnaście osób.
— Wiem.
— Pan wiedział wtedy.
Vaelen nie zaprzeczył. Stał tuż obok. Eveline przesunęła się wzdłuż blatu, tak żeby nie dotykać jego ramienia.
Nad ich głowami mechanizm przeniósł kolejną płytkę do sąsiedniego regału.
Florentina oparła dłonie o krawędź stanowiska.
— Czy te same urządzenia mogły wpływać na Ader?
Vaelen spojrzał na nią.
— Korzystały z jego energii. Ale nie były przeznaczone do sterowania nim.
— A gdyby ktoś chciał korzystać z Aderu w Kadenie tak jak tutaj?
Vaelen obejrzał się na pozostałe stanowiska.
— Potrzebowałby urządzeń, które potrafią się z nim połączyć. Takie budowano tutaj. W dokumentacji technicznej mogły pozostać schematy.
Florentina zacisnęła palce na krawędzi stanowiska.
— Rada była pewna, że Vermaarowi chodzi o zboże i przełęcze.
— Wasza Wysokość…
— W takim razie szukamy schematów. I od tej chwili niczego nie uruchamiamy bez mojej zgody, lordzie Vaelen.
Vaelen skłonił głowę.
Eveline wciąż stała przy ciemnym ekranie.
— Kto rozszerzył program? Chcę wiedzieć, kto za to odpowiadał.
— Większość z tych ludzi nie żyje od stu lat.
— A reszta?
— Jest ktoś, kto może jeszcze pamiętać tamte badania. Ktoś, kogo uważałem za zmarłego.
— Strateg.
— Tak.
Grijs uniósł rękę. Siedział przy ostatnim regale, pochylony nad podłogą.
— Tędy coś niedawno przewożono.
Eveline jeszcze chwilę patrzyła na Vaelena, potem podeszła do Grijsa.
Wskazał dwie równoległe rysy biegnące od bocznych drzwi do tylnej ściany regału. W zagłębieniach niemal nie było kurzu.
— Mogła to zrobić ta maszyna — powiedziała Eveline, wskazując mechanizm pod sufitem.
— Nie po podłodze — odparł Grijs.
Vaelen obejrzał regał. Między jego tylną krawędzią a ścianą znajdowała się wąska szczelina.
— Stoi na prowadnicach.
Odszukał płytę na boku szafy i nacisnął ją. Z głębi konstrukcji dobiegło buczenie. Regał odsunął się powoli, odsłaniając przejście.
Za nim ciągnął się wąski korytarz. Wszystkie lampy świeciły, a na podłodze nie było kurzu. Przy ścianie stał wózek z metalową skrzynią. Jedna z przegródek była otwarta.
Florentina zajrzała do środka i znalazła kilka pustych pojemników oraz cienki pasek tkaniny.
— Ktoś nadal korzysta z tego miejsca.
Vaelen wszedł do przejścia pierwszy. Grijs wstał, podpierając się lewą dłonią o regał, i ruszył za pozostałymi.
Na końcu korytarza znajdowały się kolejne drzwi z okienkiem. Przez szybę widać było jasne pomieszczenie i rząd foteli ustawionych wzdłuż ściany.
Eveline podeszła bliżej. Takie same fotele stały w białej sali: obręcze nad zagłówkami, pasy przy podłokietnikach, popękana skóra. Przez moment znów zobaczyła rękę Luciena wystającą spod metalu.
Przy jednym z foteli stał stolik z płaskim urządzeniem. Na jego powierzchni znajdowało się zagłębienie podobne do tych, w które wcześniej wsuwali płytki.
— Do odczytywania pamięci? — zapytała.
— Tak — odpowiedział Vaelen.
Dotknął płyty przy drzwiach. Na jej powierzchni zapaliły się znaki.
— Dostęp ograniczony.
— Możemy to sprawdzić później? — odezwał się Grijs.
Florentina obejrzała się na niego. Miał bladą twarz, a lewą dłonią przytrzymywał bok. Spod rozchylonej kurtki widać było ciemną plamę przy brzegu opatrunku.
— Grijs?
— Wolałbym usiąść, zanim znowu się przewrócę.
Księżniczka podeszła do niego.
— Wracamy do archiwum. Tam są krzesła.
— Nie musimy wszyscy.
— Nie zostaniesz sam.
Eveline przyglądała się fotelom za szybą. Na jednym pasy były przetarte głębiej niż na pozostałych.
— Zaraz przyjdę — powiedziała.
Florentina zawahała się.
— Nie uruchamiajcie niczego, dopóki nie wrócę. — Spojrzała na Vaelena. — Lordzie Vaelen, proszę jej pilnować.
— Dopilnuję.
— Tylko oglądamy — powiedziała Eveline.
Grijs oparł się na ramieniu księżniczki i razem ruszyli w stronę archiwum.
Vaelen został przy drzwiach.
— Nie znam stanu tych urządzeń. Nie powinniśmy ich uruchamiać.
— Chcę wiedzieć, czy tamten zapis dotyczy mnie.
— Eveline...
— Proszę nie zaczynać od nowa. Przez cztery lata nie powiedział mi pan nic o tym miejscu. Teraz mam po prostu uwierzyć, że robi to pan dla mojego dobra?
Vaelen spojrzał na nią.
— Wiem, co te urządzenia robiły z ludźmi. Proszę tego nie robić.
— Nie zamierzam siadać na tym fotelu — powiedziała.
— To nie jedyne, co może być niebezpieczne.
Podeszła do zamka.
— Panno Vale, proszę...
Przyłożyła zdrową dłoń do płyty.
Metal był ciepły i lekko drżał pod palcami. Natychmiast cofnęła rękę.
— Vaelen.
Na powierzchni zamka pojawiła się cienka linia złotego światła.
— Proszę się odsunąć.
Eveline zrobiła krok w tył. Linia rozdzieliła się na kilka krótszych odcinków, które ułożyły się w nieznany jej znak. Potem zgasły.
Drzwi pozostały zamknięte.
Za szybą rozległ się cichy dźwięk. Jeden z foteli przesunął się na prowadnicach na środek pomieszczenia. Metalowa obręcz nad zagłówkiem uniosła się powoli.
— To miało się wydarzyć? — zapytała Eveline.
— Nie.
Wzdłuż ściany zapaliły się kolejne lampy. Na płycie przy drzwiach pojawił się nowy komunikat.
Vaelen przeczytał go.
— Wykryto kontakt.
Pod spodem zapalił się drugi wiersz, krótszy.
— Brak zapisu w archiwum.
Eveline spojrzała na niego.
Za szybą fotel czekał pośrodku pomieszczenia. Na jego oparciu świeciła niewielka złota kreska.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania