Sklep rzeczy utraconych - rozdział 41
Eveline nie widziała już ani fotela, ani panelu. Czuła zapach spalenizny i słyszała oddech Vaelena, urywający się za każdym razem, gdy próbował nabrać więcej powietrza.
— Eveline.
— Jestem tutaj.
Materiał pod jej dłonią był mokry od krwi. Docisnęła go mocniej. Vaelen syknął przez zęby.
— W wewnętrznej kieszeni płaszcza. Po lewej. Zapalniczka.
Położył dłoń na opatrunku, a ona dopiero wtedy zwolniła ucisk. Sięgnęła pod jego płaszcz i wyjęła niewielką zapalniczkę, którą znała ze sklepu. Vaelen używał jej, kiedy chciał obejrzeć drobny znak na metalu albo sprawdzić kamień.
Otworzyła wieczko i przekręciła kółko. Za drugim razem pojawił się płomień.
Vaelen siedział oparty o ścianę. Był blady, a materiał przy jego boku pociemniał od krwi. Eveline postawiła otwartą zapalniczkę na posadzce i ponownie przycisnęła opatrunek.
— Trzeba pana stąd wydostać.
— Najpierw Florentina.
Spojrzała w stronę zamkniętego przejścia do archiwum. Nie dochodził stamtąd żaden dźwięk.
— Nie wiem, co się tam stało.
Vaelen spróbował odchylić materiał przy ranie, lecz zatrzymała jego rękę.
— Proszę tego nie ruszać.
Posłuchał. Oparł głowę o ścianę i przymknął oczy.
— Lordzie Vaelen.
Otworzył oczy.
— To, co powiedział pański brat. Czy to prawda?
— Rozważałem to.
Jej palce zacisnęły się na materiale.
— Zabicie mnie?
— Tak.
Eveline przyglądała mu się w świetle zapalniczki. Nie odwrócił wzroku.
— Kiedy?
— Niedługo po tym, jak zaczęłaś pracować w sklepie.
Przypomniała sobie pierwsze tygodnie pracy, rachunki rozłożone na pulpicie i Vaelena, który często zostawiał ją samą z klientami. Pamiętała nawet, jak pewnego dnia przyniosła mu herbatę, bo od rana nie wychodził z gabinetu.
— Dlaczego?
— Reagowałaś na przedmioty z Archen. Początkowo sądziłem, że to przypadek. Później zacząłem podejrzewać, że masz jakiś związek z Aderem.
— I dlatego chciał mnie pan zabić?
— Nie wiedziałem, kim jesteś ani kto jeszcze może o tobie wiedzieć. Gdyby ktoś wykorzystał twoje zdolności, mógłby otworzyć rzeczy, które powinny pozostać zamknięte.
Eveline odwróciła wzrok. Płomień oświetlał fragment posadzki i ciemną smugę prowadzącą od miejsca, w którym Vaelen upadł.
— Dlaczego pan tego nie zrobił?
— Nie miałem pewności.
— Tylko dlatego?
— Na początku. Później cię poznałem.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nadal trzymała dłoń przy jego boku.
Vaelen przymknął oczy.
— Proszę nie zasypiać — powiedziała.
— Nie zamierzam.
Z korytarza dobiegł odległy trzask. Eveline obejrzała się w stronę archiwum.
— Gdzie pan był, kiedy rozmawiałam z pańskim bratem?
— Przy wyjściu serwisowym. Znalazłem tam skrzynię. Ktoś zostawił ją otwartą.
Urwał, próbując nabrać powietrza.
— Zatrzymałem się, żeby sprawdzić zawartość. Prawdopodobnie o to mu chodziło.
Eveline poprawiła opatrunek. Krew nadal przesiąkała przez materiał.
— Powiedział mi o piątym zapisie. Szuka go.
Vaelen odwrócił ku niej głowę.
— Co dokładnie powiedział?
— Że usunięto go z archiwum, ale nadal jest gdzieś w Veyr.
Zza regału dobiegł stuk. Po nim następny.
Eveline uniosła głowę.
— Florentina?
Nikt nie odpowiedział.
Eveline poprowadziła dłoń Vaelena do opatrunku.
— Proszę mocno przyciskać.
Zaczekała, aż przejmie ucisk, i podniosła zapalniczkę. Ruszyła wzdłuż korytarza, mijając drzwi do sali z fotelami. Zatrzymała się dopiero przy regale zamykającym przejście do archiwum.
Przesunęła płomień wzdłuż jego krawędzi. Po tej stronie również znajdowała się niewielka płyta, wpuszczona w ścianę. Dotknęła jej palcami.
Nic się nie wydarzyło.
— Eveline — odezwał się Vaelen z głębi korytarza.
Przyłożyła do płyty całą dłoń.
Pod palcami pojawiła się cienka złota linia. Świeciła nierówno, a potem przesunęła się wzdłuż krawędzi. Z wnętrza ściany dobiegł głuchy trzask.
Regał drgnął.
Eveline cofnęła rękę. Mechanizm natychmiast się zatrzymał, pozostawiając szczelinę szeroką na dłoń. Ponownie dotknęła płyty. Złota linia rozbłysła i regał przesunął się jeszcze trochę.
Przez otwór zobaczyła przewrócony stół i posadzkę zasypaną dokumentami.
Za jej plecami zaszeleścił materiał. Obejrzała się. Vaelen próbował się podnieść, opierając wolną dłoń o ścianę. Nie zdołał wstać.
— Nie idź tam sama.
Eveline zajrzała przez szczelinę.
— Florentina! Grijs!
— Eveline? — dobiegł głos księżniczki.
— Jesteśmy tutaj! Vaelen jest ranny!
— Nie ruszaj się! Zaraz…
Głos urwał się. Rozległ się szelest przesuwanego metalu.
Eveline ponownie przyłożyła dłoń do płyty. Regał odsunął się na tyle, że mogła przecisnąć się bokiem. Kiedy oderwała palce, złota linia zgasła, ale przejście pozostało otwarte.
Wróciła do Vaelena. Wciąż przyciskał materiał do boku. Pomogła mu poprawić ułożenie dłoni i postawiła zapalniczkę przy jego kolanie.
— Słyszałam Florentinę. Sprowadzę pomoc.
Spojrzał na nią, lecz tym razem nie próbował jej zatrzymywać.
Eveline ruszyła z powrotem ku archiwum.
Przy drugim wejściu paliła się osłonięta lampa. Jej światło padało na przewrócony regał, rozsypane metalowe kasety i kawałki rozbitego szkła. W powietrzu wisiał gryzący dym.
Pośrodku sali spoczywała maszyna.
Przypominała stwora, który w Kadenie wyszedł ze ściany i zabił Doorna, ale miała dłuższe przednie kończyny i szeroką, płaską głowę. Pancerz na jej piersi był rozłupany. W wypalonym otworze widać było splątane przewody i powyginane pręty.
Grijs siedział pod ścianą. Uszkodzony wcześniej pancerz na jego boku był jeszcze bardziej wygięty, a prawa ręka spoczywała bezwładnie na kolanie. Florentina klęczała obok niego, próbując odsunąć fragment metalowej obudowy, który przygniatał jego płaszcz.
Przy jej stopach leżał medalion z zerwanym łańcuszkiem.
— Pomóż mi — powiedziała, kiedy zobaczyła Eveline.
Eveline podbiegła i chwyciła za krawędź blachy. Razem uniosły ją na tyle, żeby Grijs mógł wysunąć płaszcz.
Księżniczka odrzuciła metal na bok i sprawdziła opatrunek pod jego uszkodzonym pancerzem.
— Wyszła ze ściany — powiedziała, wskazując maszynę. — Szła prosto na mnie.
Eveline spojrzała na wypaloną pierś stworzenia.
— Kto ją zniszczył?
Grijs wskazał mieczem drugie wejście.
Stał tam mężczyzna z bronią na ramieniu.
Był wysoki i szeroki w barkach. Miał ogoloną głowę, a dolną część jego twarzy zasłaniała szara tkanina, ciasno owinięta od ucha do ucha. Na wysokości ust tkwiło w niej okrągłe metalowe sitko, które cicho syczało przy każdym oddechu.
Broń była długa, z szeroką lufą i grubym kablem biegnącym do skrzynki przy pasie. Na jej boku gasły ostatnie niebieskie punkty światła.
Lewa ręka mężczyzny od łokcia w dół była wykonana z metalu. Ciemne płytki zachodziły na siebie, a palce składały się z drobnych, połączonych zawiasami części.
Mężczyzna podszedł bliżej.
Grijs uniósł miecz lewą ręką.
— Kim jesteś?
— Mechanikiem. — Głos przez tkaninę brzmiał głucho. — Jeszcze ktoś ranny?
— Lord Vaelen — odpowiedziała Eveline. — Za przejściem. Dostał nożem pod żebra. Mocno krwawi i nie może wstać.
Przybysz zatrzymał się.
Przyjrzał się jej twarzy. Jego wzrok spoczął na włosach opadających jej na czoło. Zaraz potem zdjął broń z ramienia i oparł ją o stół. Metalowymi palcami przekręcił coś przy rękojeści. Skrzynka u pasa przestała buczeć.
— Trzymasz mu ranę? — Sitko syknęło przy każdym słowie.
— Sam przyciska materiał. Przyszłam po pomoc.
Otworzył sakwę przy pasie i wyjął zwinięty pakiet opatrunków.
— Ludzi łatam gorzej niż maszyny. Ale spróbuję.
Podał pakiet Eveline, po czym przewiesił broń przez ramię.
Florentina schowała medalion i zerwany łańcuszek do kieszeni. Grijs oparł zdrową rękę o ścianę, próbując wstać.
— Ty zostajesz — powiedziała.
— Wasza Wysokość…
— Potrzebuję cię żywego, Grijs.
Eveline podeszła do lampy. Mężczyzna ruszył za nią i spojrzał na odsunięty regał.
— Kto otworzył przejście?
— Ja. Dotknęłam płyty po drugiej stronie.
Spojrzał na regał, potem na jej dłoń. Eveline podniosła lampę.
Przybysz przepuścił ją przodem. Zdjął broń z ramienia i przeniósł ją lufą w dół, żeby zmieścić się między regałem a ścianą.
Florentina została przy Grijsie.
Płomień zapalniczki nadal palił się przy ścianie.
Vaelen siedział tam, gdzie go zostawiła. Miał zamknięte oczy i dłoń przyciśniętą do boku. Otworzył je, kiedy usłyszał kroki.
— Panno Vale?
— Wróciłam. Florentina i Grijs żyją.
— Dobrze — powiedział cicho.
Eveline postawiła lampę, uklękła obok Vaelena i rozwinęła opatrunki. Przybysz oparł broń o ścianę, po czym sięgnął za głowę i rozwiązał maskę.
Pod tkaniną ukazała się twarz dojrzałego mężczyzny o szerokim nosie, krótkiej siwiejącej brodzie i zmarszczkach przy oczach. Wyglądał na ponad pięćdziesiąt lat, choć poruszał się jak ktoś znacznie młodszy.
Vaelen uniósł głowę. Przyglądał mu się przez kilka sekund.
— Vorn — powiedział.
Mężczyzna schował maskę do kieszeni.
— Wyglądasz gorzej niż ostatnim razem, Valerianie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania