Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 39

Za szybą fotel wciąż stał pośrodku sali. Złota kreska na jego oparciu nie gasła.

Vaelen ponownie dotknął panelu. Znaki zniknęły, ale fotel nie wrócił na miejsce. Wyjął narzędzie zza pasa i odchylił osłonę. Eveline obserwowała jego dłonie. Poruszał się pewnie, choć kilka razy zatrzymał narzędzie nad przewodami, zanim zdecydował, którego dotknąć.

Z wnętrza panelu dobiegł krótki trzask. Fotel powoli cofnął się pod ścianę.

— Wyłączone? — zapytała Eveline.

— Panel tak. Nie wiem, co uruchomiła pani wcześniej.

— Wracajmy — powiedział.

Nie próbował jej dotknąć ani poprowadzić ku wyjściu. Eveline ruszyła pierwsza.

W archiwum zastali Florentinę pochyloną nad Grijsem. Księżniczka rozwiązywała zabrudzony opatrunek, a on siedział na krześle z rozpiętą kurtką. Skrzywił się, kiedy odciągnęła materiał od rany.

— Nie wygląda dobrze — powiedziała.

— Widziałem gorsze.

— Na kimś innym?

— Przeważnie.

Florentina sięgnęła do sakwy po czysty bandaż i spojrzała na Eveline.

— Coś znaleźliście?

— Dotknęłam zamka. Urządzenia w środku zaczęły pracować.

— Prosiłam, żebyście niczego nie uruchamiali.

— Nie wiedziałam, że zareaguje.

— Właśnie dlatego.

Florentina wróciła do opatrywania Grijsa. Eveline zatrzymała się przy stanowisku, wciąż trzymając pasek sakwy.

— Tamten zapis może dotyczyć mnie — powiedziała. — Nie pamiętam pierwszych lat swojego życia. A to urządzenie zareagowało na mój dotyk.

— Rozumiem, dlaczego chcesz się tego dowiedzieć — odpowiedziała Florentina. — Ale jeśli ktoś nadal korzysta z Veyr, mógł zauważyć, że coś uruchomiliśmy.

Zwróciła się do Vaelena.

— Czy to możliwe?

— Dawne urządzenia przesyłały informacje między pomieszczeniami. Nie wiem, które połączenia nadal działają.

Florentina zaciągnęła bandaż i zawiązała go przy boku Grijsa.

— W takim razie nie możemy sobie pozwolić na kolejne próby bez przygotowania. — Spojrzała na Eveline. — Następnym razem najpierw mnie zapytasz.

Eveline nie obiecała.

Grijs spróbował poprawić kurtkę, ale Florentina odsunęła jego rękę i zrobiła to za niego.

— Potrzebujesz odpoczynku.

— Potrzebuję wyjścia.

Vaelen stał przy stanowisku, do którego wcześniej wsunęli płytkę. Nie spojrzał w stronę Eveline, odkąd wrócili do archiwum.

Florentina wyprostowała się.

— Gdzie mogą być schematy?

— W zamkniętych szafach pod tylną ścianą — odpowiedział Vaelen. — Dokumentację techniczną przechowywano osobno.

— Sprawdzimy je. Najpierw zobaczmy, czy jest tu coś o Aderze Kadenu. Jeśli ma pomóc ojcu, muszę wiedzieć, jak go użyć.

— Możemy odczytać pozostałe zapisy? — zapytała Eveline.

Florentina spojrzała na Vaelena.

— Bez uruchamiania urządzeń badawczych?

— Same stanowiska odczytu nie powinny stanowić zagrożenia.

— W takim razie proszę zaczynać.

Vaelen przeszedł do drugiego panelu. Ekran rozświetlił się po kilku próbach. Zamiast ogólnego spisu pojawiły się dwa pionowe rzędy oznaczeń.

— Te dokumenty pochodzą sprzed dwudziestu lat — powiedział, otwierając pierwszy wpis.

Florentina przyjrzała się datom.

— A więc ktoś prowadził tu badania długo po upadku Archen.

— „Program kontaktu” — odczytał Vaelen.

Pod nagłówkiem znajdowała się tabela z numerami, datami i krótkimi oznaczeniami. Nie było żadnych nazwisk. Obok widniał rysunek ludzkiej sylwetki z zaznaczonymi punktami wzdłuż głowy i kręgosłupa.

— „Kontakt z Aderem utrzymano przez dwanaście sekund” — czytał dalej. — „Następna próba po ustabilizowaniu reakcji”.

Eveline wskazała liczbę przy górnej krawędzi.

— A to?

— Wiek. Sześć lat.

Vaelen otworzył następny zapis. Dziewięć lat. Potem dorosły. Potem znowu dziecko.

— Dzieci. Jeszcze dwadzieścia lat temu — powiedziała Florentina.

Vaelen przeszedł do kolejnych wpisów.

— Próby kończyły się utratą przytomności, przerwaniem kontaktu albo ponownym przygotowaniem badanego.

Przy jednym z dokumentów zatrzymał się dłużej.

— „Dalsze wykorzystanie niemożliwe”.

— Co się z nim stało? — zapytała Eveline.

Sprawdził pozostałe rubryki.

— Nie zapisali.

Dwadzieścia lat. Mniej więcej wtedy zaczynały się jej wspomnienia.

— Czy te osoby potrafiły robić to, co ja przy zbroi Stratega?

Vaelen wrócił do rysunku sylwetki.

— Możliwe. Nie wiem jeszcze, co dokładnie mierzono. Kontakt z Aderem może oznaczać różne rzeczy.

— Ale szukali ludzi, którzy potrafili go nawiązać?

— Na to wskazują zapisy.

Eveline przyjrzała się numerom. Żaden nie mówił jej niczego.

Florentina przeglądała kolejne oznaczenia, aż zatrzymała się przy znaku umieszczonym nad jedną z kolumn: trzech cienkich liniach przeciętych jedną poprzeczną. Eveline rozpoznała go. Taki sam widziała na pasku przy uździe konia w stajni w Meren.

— Wasza Wysokość...

— Widzę.

Florentina przytrzymała palec obok znaku.

— To oznaczenie jednego z oddziałów rady. Używano go przy tamtym koniu.

— Skąd znak rady znalazł się w zapisach z Veyr? — zapytała Eveline.

— Nie miałam pojęcia, że używano go już dwadzieścia lat temu — przyznała Florentina.

Vaelen odczytał napis pod symbolem.

— Wygląda na oznaczenie jednostki odpowiedzialnej za transport.

Florentina cofnęła dłoń.

— Muszę wiedzieć, kto przyjechał tamtym koniem do Meren.

Vaelen otworzył spis powiązanych zapisów. Przewijał go, aż zatrzymał palec na pustym wierszu pomiędzy dwoma numerami. Pozostałe pozycje miały tytuły i daty, ta zawierała jedynie oznaczenie. Nacisnął je i po kilku sekundach na ekranie pojawiły się dwa słowa.

— „Zapis usunięty”.

Eveline podeszła bliżej.

— W poprzedniej sali brakowało piątej płytki. Czy to może być ten dokument?

— To dokument, do którego odsyła nasza płytka — powiedział Vaelen. — Numer się zgadza.

— Można ustalić, kto usunął zapis i kiedy?

— Nie podano ani nazwiska, ani daty.

Eveline przyjrzała się znakom przy dolnej krawędzi płytki. Jeden z nich był identyczny jak ten, który widziała przy drzwiach do sali badawczej.

— To odsyłacz do tamtej sali?

Vaelen pochylił się nad jej dłonią.

— Tak. Możliwe, że znajduje się tam osobny zapis dotyczący tego badania.

— Więc możemy sprawdzić.

— Nie przez podłączenie płytki do nieznanego urządzenia.

Nie próbowała się z nim spierać. Schowała płytkę do sakwy, ale nie wróciła na swoje miejsce.

Grijs podniósł się z krzesła, poprawił pas i podszedł do otwartego przejścia.

— Ktoś tędy szedł.

Wskazał podłogę, gdzie obok dwóch równoległych rys widniał ślad buta. Pył przy jego krawędzi był rozsunięty, a w środku odbił się wąski pasek podeszwy.

— Tego wcześniej nie było — powiedział.

Vaelen przyjrzał się śladowi. Znajdował się po ich stronie przejścia.

— Ktoś musiał wyjść z korytarza, kiedy byliśmy przy stanowiskach — powiedział Grijs.

Florentina obejrzała się na rzędy szaf.

— Jest jeszcze inne wejście do archiwum?

— Z tego poziomu nie powinno być — odpowiedział Vaelen. — Dalej znajduje się część badawcza i stare wyjście serwisowe.

Grijs sięgnął po miecz lewą ręką.

— Pójdę sprawdzić.

— Ledwo stoisz — powiedziała Florentina.

— Jeszcze stoję.

— I chciałabym, żeby tak pozostało.

Vaelen spojrzał w głąb przejścia.

— Ja sprawdzę.

— Sam? — zapytała Eveline.

— Nie odejdę daleko. Jeśli ktoś zna inne przejście do archiwum, powinniśmy wiedzieć, skąd może się pojawić.

Florentina przyjrzała mu się uważnie.

— Niech pan wróci, gdy tylko coś znajdzie. — Zwróciła się do Eveline. — Zbieramy rzeczy. Pomóż mi z Grijsem. Zostajemy razem.

Vaelen wszedł do korytarza. W archiwum ponownie rozległ się szum mechanizmu, a metalowe ramię przeniosło kolejną płytkę pomiędzy szafami.

Florentina zaczęła zbierać rzeczy.

— Nadal nie znaleźliśmy schematów — przypomniała Eveline.

— Wiem. Ale Grijs nie wytrzyma tu dużo dłużej. Nie zamierzam czekać, aż straci przytomność.

Grijs chciał coś powiedzieć, lecz księżniczka spojrzała na niego i zrezygnował.

Eveline została przy stanowisku. W przejrzanych dokumentach nie znalazła żadnego nazwiska, które mogłoby należeć do niej.

Wyjęła płytkę z sakwy i jeszcze raz sprawdziła numer na jej brzegu. Florentina pakowała rzeczy, a Grijs pomagał jej lewą ręką. Eveline odczekała, aż oboje pochylą się nad sakwą. Schowała płytkę do kieszeni i ruszyła ku ukrytemu przejściu.

Zatrzymała się przed wejściem i nasłuchiwała. Z głębi korytarza dobiegał jedynie cichy szum urządzeń. Vaelen poszedł tędy kilka minut wcześniej.

Weszła do środka. Wszystkie lampy nadal świeciły, metalowy wózek stał pod ścianą, a jedna z pustych przegródek była wysunięta. Eveline minęła go i zatrzymała się przy drzwiach do sali badawczej.

Przez okienko widziała fotele ustawione pod ścianami. Na oparciu jednego z nich nadal świeciła złota kreska. Obok drzwi, po stronie korytarza, znajdowało się urządzenie podobne do tego, które stało na stoliku w sali. Miało płaską obudowę z zagłębieniem pośrodku i dwiema wąskimi prowadnicami przy krawędziach.

Eveline wyjęła płytkę i przyłożyła ją do zagłębienia, sprawdzając rozmiar. Pasowała, ale nie wsunęła jej do środka.

Spróbowała otworzyć drzwi, lecz panel nie reagował. Nie zamierzała ponownie przykładać do niego dłoni. Przesunęła palcami wzdłuż metalowej ramy, szukając szczeliny podobnej do tej, którą Vaelen otworzył przy wejściu do archiwum.

— Tego pani szuka?

Odwróciła się. Vaelen stał kilka kroków za nią. Nie słyszała, kiedy się zbliżył.

Eveline schowała płytkę.

— Myślałam, że poszedł pan sprawdzić ślady.

— Sprawdziłem.

— I?

— Korytarz prowadzi do wyjścia serwisowego. Ktoś niedawno otwierał tamte drzwi.

— Kto?

— Nie spotkałem nikogo. Ale przy wyjściu znalazłem skrzynię z pojemnikami oznaczonymi tak samo jak dokumenty, które przed chwilą czytaliśmy.

— Puste?

— Nie wszystkie.

Vaelen wyjął z kieszeni niewielką metalową plakietkę i podał ją Eveline. Widniał na niej numer oraz trzy cienkie linie przecięte jedną poprzeczną, ten sam znak, który widzieli w archiwum.

— Ktoś nie tylko wracał tutaj po rzeczy — powiedział. — Ktoś nadal z nich korzysta.

Eveline obróciła plakietkę w palcach.

— Myśli pan, że to ludzie Stratega?

— A kto inny wiedziałby, czego tu szukać?

— Pan wiedział.

— Nie wszystkiego, panno Vale.

Spojrzała na zamknięte drzwi.

— Jeśli mają dostęp do tych urządzeń, mogą wiedzieć, co stało się z tamtymi ludźmi. Może nawet mają dokument, którego szukamy.

— Być może.

Eveline zacisnęła palce na plakietce.

— Chcę go znaleźć.

— Wiem.

Nie sięgnął po płytkę ani nie kazał jej wracać do archiwum. Eveline czekała, aż powie, że to niebezpieczne. Nie powiedział.

— Tym razem — dodał — nie zamierzam niczego przed panią ukrywać.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania