Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Sklep rzeczy utraconych - rozdział 34
Vaelen przyłożył dłoń do ciemnej płytki obok drzwi. Biała płyta odsunęła się w ścianę.
Za nią było jasno. Ściany, podłoga i sklepienie miały mleczny kolor, a pod sufitem biegły pasy światła. Grijs zgasił latarnię.
Mijali pomieszczenia oddzielone przezroczystymi przegrodami. Za jedną stały rzędy pustych stołów, za drugą wysokie urządzenia o gładkich obudowach. Dalej Eveline dostrzegła fotele z uchwytami na dłonie. W korytarzu było chłodno. Pachniało słabo metalem, nie kurzem ani wilgocią jak w starszych przejściach.
Przy jednych drzwiach zwolniła. Pas światła nad wejściem rozjaśnił się i płyta odsunęła się, zanim zdążyła podejść. Z przejścia powiało chłodniejszym powietrzem.
Vaelen spojrzał na nią, potem na drzwi. Nic nie powiedział.
— Trzymamy się razem — rzucił Grijs.
Korytarz kończył się okrągłą salą z dwiema galeriami. Pośrodku stała przezroczysta kopuła. Wewnątrz sześć białych foteli otaczało ciemny pierścień. Nad każdym wisiała metalowa obręcz, a przy podłokietnikach zwisały skórzane pasy.
Eveline zbliżyła się do kopuły. Przyjrzała się pasom i metalowym uchwytom przy fotelach. Skóra była popękana, ale metal zachował gładką powierzchnię.
— Po co te pasy?
— Niech pani niczego nie dotyka — odpowiedział Vaelen.
Przy kopule znajdował się biały pulpit o pochylonej powierzchni. Pod przezroczystą płytą widniały rzędy ciemnych znaków. Kilka z nich świeciło słabym światłem.
Vaelen podszedł bliżej. Przy jednym z oznaczeń niewielka osłona pozostawała odsunięta, odsłaniając metalowe elementy. Wyciągnął rękę ku rozświetlonym znakom.
— Odsuń się od tego, Vaelen.
Eveline rozpoznała głos. Lucien stał w bocznym przejściu. Miał na sobie surdut w kolorze dojrzałej śliwki, kamizelkę w drobne złote cętki i fular spięty szpilką z zielonym kamieniem. Za nim weszło trzech ludzi Vermaaru. Dwóch trzymało kusze.
Vaelen cofnął dłoń od pulpitu.
— Odejdź od urządzenia — powtórzył Lucien.
— Nie zamierzam niczego zabierać.
— Przyjechałeś po to samo co ja. Po to, jak Archen robiło złoto.
Dopiero wtedy Lucien spojrzał na Eveline. Od policzka do skroni biegła mu czerwona, nierówna blizna, ściągająca kącik oka w dół. Zauważył jej spojrzenie. Palce powędrowały do policzka, przesunęły się wzdłuż blizny i opadły.
— Panno Vale.
Nie odpowiedziała. Najstarszy z żołnierzy wystąpił naprzód.
— Wasza Wysokość pójdzie z nami. Reszta odda broń.
Grijs nie ruszył się z miejsca. Florentina położyła dłoń na rękojeści krótkiego miecza.
— Nie zamierzam nigdzie z panami iść.
Żołnierz obejrzał się na kuszników. Jeden z nich przesunął się bliżej wyjścia, ustawiając stopę w poprzek progu.
Lucien minął Vaelena i podszedł do pulpitu. Przyłożył dłoń do ciemnej płytki, a pod jego palcami rozjaśniły się drobne znaki.
— Lucien. Nie uruchamiaj tego — powiedział Vaelen.
Lucien dotknął kolejnego znaku. Obręcze nad fotelami drgnęły, a spod kopuły dobiegło ciche buczenie.
Kusznik przy wejściu podniósł broń. Grijs doskoczył do niego i uderzył go w przedramię, odtrącając kuszę ku górze. Bełt trzasnął o sklepienie. Grijs złapał mężczyznę za kołnierz, szarpnął go ku sobie i uderzył rękojeścią miecza w skroń. Żołnierz osunął się na podłogę.
Drugi kusznik obrócił się w stronę Florentiny.
Eveline chwyciła z blatu metalowy stojak. Ostra krawędź przecięła jej skórę przy kciuku, ale nie rozluźniła uchwytu. Cisnęła stojakiem w kusznika i trafiła go w bark. Bełt przeleciał obok księżniczki i rozbił przegrodę za jej plecami.
Vaelen sięgnął pod płaszcz. Rozległ się suchy trzask. Kusznik osunął się pod ścianę.
Najstarszy z żołnierzy dobył miecza i ruszył na Florentinę. Odbiła pierwsze cięcie, drugie przyjęła tuż przy jelcu i nie cofnęła się. Grijs wszedł pod ramię żołnierza i pchnął go na stół. Blat pękł pod ciężarem mężczyzny, a leżące na nim przedmioty rozsypały się po podłodze.
Pod kopułą obręcze wirowały coraz szybciej. Buczenie przeszło w głęboki, jednostajny pomruk. Eveline poczuła drżenie posadzki przez podeszwy butów.
Lucien pochylił się nad pulpitem. Dotknął jednego ze znaków, ale obręcze nie zwolniły. Spróbował kolejnego.
— Lucien! — Vaelen pobiegł ku pulpitowi.
Z wnętrza urządzenia dobiegł ostry zgrzyt. Jedna obręcz gwałtownie się zatrzymała. Druga uderzyła w nią i z mocowań posypały się iskry. Lucien cofnął dłoń, ale nie odszedł od pulpitu. Próbował dosięgnąć następnego znaku, kiedy metalowa podpora wyrwała się z mocowania.
Przebiła osłonę i uderzyła go w bok.
Rzuciło nim o posadzkę. Ciemne metalowe ramię przygwoździło go do podłogi, a na kamizelce w cętki szybko rozlała się krew.
Vaelen zatrzymał się kilka kroków przed nim. Znaki na pulpicie zmieniały się jeden po drugim. Nad kopułą odezwał się niski, narastający dźwięk.
— Grijs! Zabierz księżniczkę!
Grijs chwycił Florentinę za ramię i pociągnął ku wyjściu. Księżniczka wyrwała mu się, dostrzegłszy Eveline przy kopule.
— Eveline!
Kopuła pękła. Ze szczelin buchnął biały obłok, przesłaniając fotele i dolną część pierścienia. Towarzyszył mu ostry zapach, od którego Eveline zapiekło w nosie. Lucien uniósł się na łokciu. Wolną ręką dotknął blizny. Gdy ją opuścił, na policzku pozostał krwawy ślad.
— Moja twarz...
Spojrzał na Eveline. Stała nieruchomo. Metal tkwił głęboko w jego boku, a krew zbierała się pod ramieniem. Lucien próbował się poruszyć, lecz zdołał tylko przesunąć dłonią po podłodze.
Nad kopułą coś pękło. Vaelen chwycił Eveline za ramię i odciągnął od urządzenia.
W jego wnętrzu rozbłysło światło.
Vaelen powalił ją na posadzkę i przykrył sobą. Eveline uderzyła biodrem o twardą podłogę. Zaraz potem wybuch zatrząsł salą, a odłamki zastukały Vaelenowi o plecy. Nie słyszała niczego poza wysokim piskiem w uszach. Kiedy podniosła głowę, zobaczyła, jak największa z obręczy odrywa się od mocowania i spada na pulpit. Spod metalu wystawała ręka Luciena. Nie poruszała się. Vaelen szarpnął ją do góry.
— Biegnij!
Grijs dopadł bocznych drzwi i dotknął ciemnej płytki, ale drzwi nie zareagowały.
Vaelen wsunął w szczelinę przy panelu wąski metalowy przedmiot i przekręcił. Płyta drgnęła i zaczęła się odsuwać.
Grijs przeprowadził Florentinę przez przejście. Eveline przecisnęła się za nią, a Vaelen wyszarpnął przedmiot ze szczeliny i przeszedł ostatni.
Drzwi zamknęły się z głuchym uderzeniem. Za nimi coś ciężkiego runęło na posadzkę, aż ściana zadrżała.
Florentina oparła się o ścianę, łapiąc oddech.
— Lucien?
Vaelen pokręcił głową.
Grijs ruszył korytarzem, wciąż trzymając miecz.
— Idziemy. Słyszeli to w całym Veyr.
Eveline podążyła za nim. Dopiero po kilku krokach zauważyła, że z dłoni kapie jej krew.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania