Sklep rzeczy utraconych - rozdział 40
— To coś nowego — powiedziała Eveline.
— Zasłużyłem na tę uwagę.
Nie spodziewała się, że przyzna jej rację. Stał spokojnie, nawet nie próbując się uśmiechnąć. Eveline uniosła plakietkę.
— Florentina musi to zobaczyć.
Ruszyła w stronę archiwum, lecz zatrzymał ją jego głos.
— Za chwilę. Najpierw chciałbym porozmawiać z tobą, Eveline.
Odwróciła się. Dotąd porzucał „pani” tylko wtedy, gdy kazał jej uciekać.
Podszedł bliżej i spojrzał na kieszeń, do której schowała płytkę.
— Dlaczego ją zabrałaś?
— Bo w tamtych zapisach są dzieci. A kiedy pytam o siebie, słyszę, że to niebezpieczne.
— Masz prawo być zła.
Eveline przyjrzała mu się podejrzliwie.
— Co się z panem stało? Nie zmienia pan tematu. Nie mówi pan, że porozmawiamy później.
— W takim razie zapytaj o to, co chcesz wiedzieć najbardziej.
Za szybą złota kreska na oparciu fotela świeciła niezmiennie.
— Czy byłam tutaj jako dziecko?
— Jest tam wzmianka o dziewczynce, która zasłaniała czoło, kiedy się bała.
Plakietka przesunęła się w jej dłoni. Zacisnęła na niej palce.
— To mogła być każda.
— Mogła.
Nie pamiętała niczego sprzed zimna, ciemności i czyichś ramion. Spojrzała na jego twarz. Znała ją tak dobrze, że potrafiła przewidzieć rozbawienie, kiedy klient proponował absurdalnie niską cenę, i zmarszczone brwi nad rachunkami.
— Dlaczego nigdy mi pan nie powiedział o tych zapisach?
— Nie wiedziałem, ile pamiętasz.
— Mówił pan, że odszedł stąd sto trzydzieści lat temu. Te zapisy są sprzed dwudziestu.
— Widzę, że ci to powiedział.
Eveline zmarszczyła brwi.
— Co?
Nie odpowiedział. Podszedł bliżej, a ona cofnęła się pod ścianę. W jednej ręce wciąż trzymała plakietkę, drugą zasłoniła czoło.
— Nadal to robisz — powiedział. — Zasłaniasz czoło, kiedy się boisz.
Sięgnął ku kosmykowi włosów, który opadł jej na twarz. Zanim zdążyła się odsunąć, jego palce musnęły jej skroń. Były ciepłe. Znieruchomiała, a potem odsunęła głowę.
— Pan nie jest Vaelenem.
Nie zaprzeczył. Uśmiechnął się lekko, ale Eveline nie znała tego uśmiechu.
Przywarła plecami do ściany. Prawą rękę trzymał ostrożnie. Ramię poruszało się sztywno, tak jak w korytarzu, kiedy płyta zbroi zablokowała mu łokieć. Nawet płaszcz miał podobny.
— Strateg.
— Tak mnie teraz nazywają.
Eveline przyjrzała się jego twarzy. Miał te same drobne zmarszczki przy oczach.
— Jesteście bliźniakami.
Przestał się uśmiechać. Eveline zerknęła ku przejściu prowadzącemu do archiwum. Florentina i Grijs byli niedaleko, ale Strateg stał między nią a korytarzem.
— Pracowaliście tutaj razem? Przy tych badaniach?
— Dawno temu. Program, o który pytasz, rozpoczęto później.
— Kto go prowadził?
— Ktoś, kto został tutaj po upadku Archen. Valerian odszedł na długo przed rozpoczęciem tego programu.
Eveline pomyślała o dokumentach sprzed dwudziestu lat i o numerach w miejscu imion.
— A pan wie, co się ze mną wydarzyło?
— Szukam piątego zapisu. Dziewczynka opisana w dokumentach zniknęła mniej więcej wtedy, kiedy przepadł.
Z archiwum dobiegł metaliczny zgrzyt. Eveline odwróciła głowę, ale dźwięk się nie powtórzył.
Schowała plakietkę do kieszeni.
— Nie mam piątego zapisu — powiedziała. — A kto zabrał tamto dziecko?
Przypomniała sobie czyjeś ręce unoszące ją z podłogi, zapach mokrej tkaniny i światło za plecami. Próbowała odtworzyć twarz człowieka, który ją niósł, lecz widziała tylko fragment rękawa.
— Tego nie ustaliłem. Przy zbroi zauważyłem coś, czego wcześniej nie brałem pod uwagę.
— Co takiego?
— Ciebie.
Pamiętała jego ramię unieruchomione pod metalowymi płytami i to, jak odłączyła zbroję od Aderu.
— Czego pan ode mnie chce?
— Piąty zapis usunięto z archiwum, nie z całego Veyr. Zamek w sali rozpoznał twój dotyk. Chcę, żebyś spróbowała otworzyć zapis.
— Nie wiem, jak to zrobiłam.
— Nie musisz wiedzieć.
Jeździec z Beken. Grijs rozpoznał go w Veyr od pierwszego spojrzenia.
— Ten człowiek z bestią. Wykonywał pańskie rozkazy?
— Tak.
— Czterdziestu jeden ludzi. W Beken, Weyden i Veld.
— Wiem.
Przyglądała mu się, czekając na choćby próbę wyjaśnienia. Nie doczekała się. Zza ściany znów zabrzęczał metal. Eveline spojrzała w stronę przejścia.
— Możesz zawołać księżniczkę — powiedział Strateg.
Eveline otworzyła usta, lecz nie zawołała. Z archiwum nie dochodził już żaden dźwięk.
— Chodź ze mną — powiedział Strateg. — Pokażę ci pozostałe pomieszczenia. Dowiesz się więcej niż z tych zapisów.
— Nie.
— Nie znajdziesz tu wszystkiego. Valerian też ci nie pomoże.
— Skąd pan wie?
— Zapytaj go, dlaczego od pierwszego dnia w sklepie zastanawiał się, czy cię nie zabić.
Eveline zacisnęła dłoń.
— Kłamie pan.
— Zniszczył już kiedyś coś, czego się bał.
Port. Słowa Vaelena: „Gdybym chciał panią zabić, panno Vale, nie chybiłbym”. Wtedy uznała je za kolejną niestosowną uwagę.
— Nie pójdę z panem. Chcę wiedzieć, co stało się ze mną dwadzieścia lat temu, ale nie od pana.
Od strony korytarza dobiegły kroki. Eveline znała ten równy, niespieszny chód. Strateg odwrócił głowę ku wejściu. Vaelen zatrzymał się na widok Stratega stojącego przy Eveline.
— Valerian — powiedział Strateg.
— Pochowałem cię.
— Pochowałeś kogoś.
— Proszę podejść do mnie, panno Vale.
Nie ruszyła się od razu. Strateg odsunął się od przejścia. Eveline minęła go i podeszła do Vaelena, który położył dłoń na jej ramieniu i odsunął ją za siebie. Jego palce były chłodne.
— Idź do Florentiny — powiedział Vaelen.
— Muszę pana o coś zapytać.
— Później.
Znowu to samo słowo. Eveline spojrzała na Stratega, który słyszał każde zdanie.
— Powiedział, że chciał mnie pan zabić. Kiedy zaczęłam pracować w sklepie. To prawda?
— Panno Vale, nie teraz.
Czekała, aż zaprzeczy. Vaelen wciąż patrzył na brata.
Kiedy ponownie spróbował skierować ją ku korytarzowi, odsunęła się.
— Proszę mnie nie dotykać.
Opuścił rękę. Strateg obserwował ich w milczeniu.
Vaelen odwrócił się do brata.
— Odejdź.
Sięgnął pod płaszcz i wyjął broń. Wzdłuż lufy zapaliła się cienka linia światła. Strateg spojrzał na nią, potem na urządzenia za szybą.
— Tutaj nie strzelisz.
Vaelen trzymał broń opuszczoną, ale skierowaną w jego stronę.
— Sprawdź.
Strateg przesunął lewą dłoń ku pasowi. Vaelen uniósł broń.
— Zostaw nóż.
— Jeszcze go nie wyjąłem.
— To odejdź.
Strateg ruszył ku drzwiom. Vaelen prowadził go lufą. Eveline sądziła już, że rzeczywiście zamierza odejść, kiedy znalazł się bliżej brata i spojrzał na broń.
— Zawsze zostawiałeś mi lewą stronę.
Vaelen przesunął lufę, odcinając mu drogę. Strateg natychmiast zmienił kierunek.
Wszedł pod lufę, zanim brat zdążył się cofnąć, i chwycił go lewą ręką za nadgarstek. Broń skierowała się ku sufitowi. Vaelen uderzył go łokciem w twarz. Strateg zachwiał się, ale nie puścił. Obaj wpadli na metalową framugę drzwi.
Eveline cofnęła się ku panelowi. Tuż obok jej łokcia znajdowało się zagłębienie na płytkę.
— Przestańcie!
Vaelen szarpnął ręką i uwolnił nadgarstek. Skierował broń ku piersi Stratega. Ten uderzył go uszkodzoną prawą ręką w przedramię. Skrzywił się z bólu, ale odchylił lufę. Lewą ręką dobył krótkiego ostrza i pchnął.
Vaelen próbował się odsunąć. Ostrze weszło mu pod żebra.
Broń uderzyła o posadzkę. Strateg cofnął się z zakrwawionym nożem. Vaelen oparł się o ścianę i przycisnął dłoń do boku. Krew zaczęła przesiąkać przez koszulę.
— Vaelen!
Eveline ruszyła ku niemu, ale Strateg zastąpił jej drogę. Vaelen osunął się na jedno kolano i sięgnął po broń leżącą na posadzce. Brat odsunął ją butem.
— Zostań tam — powiedział do Eveline.
Nie posłuchała. Odepchnęła jego lewą rękę i uklękła przy Vaelenie. Krew przeciekała mu między palcami.
— Panno Vale — powiedział z wysiłkiem. — Proszę odejść.
— Nie.
Chwyciła za brzeg spódnicy, nacięła materiał o ostrą krawędź metalowej framugi i oderwała szeroki pas tkaniny. Zwinęła go i przycisnęła do rany. Vaelen syknął, kiedy mocniej docisnęła opatrunek.
Z archiwum dobiegł krzyk Florentiny.
Eveline podniosła głowę. Rozległ się zgrzyt giętej blachy, a zaraz po nim ciężki łoskot. Strateg odwrócił się ku przejściu.
— Co tam się dzieje? — zapytała.
Spróbowała podnieść Vaelena, ale nie zdołał utrzymać ciężaru na nogach. Oparła go plecami o ścianę i znów przytrzymała opatrunek.
Strateg spojrzał na Eveline, a potem na jej kieszeń.
— Wstań. Idziemy.
Eveline nie odpowiedziała. Nie zdjęła dłoni z rany.
Strateg ruszył w jej stronę.
Rozległy się trzy krótkie uderzenia, po których zapanowała cisza.
Zatrzymał się w pół kroku. Odwrócił głowę ku archiwum i nasłuchiwał.
— Eveline! — zawołała Florentina.
— Tutaj! Vaelen jest ranny!
Nie usłyszała odpowiedzi.
Od strony archiwum dobiegł metaliczny szczęk, a potem przeciągły jęk metalu. Regał zasłaniający przejście do archiwum zaczął wracać na miejsce.
Strateg cofnął się w boczne przejście. Eveline widziała jeszcze jego twarz, identyczną z twarzą człowieka, którego podtrzymywała, zanim zniknął za zakrętem.
Vaelen poruszył się niespokojnie.
— Florentina — powiedział.
Eveline spojrzała w głąb korytarza. Regał przesuwał się coraz wolniej, aż wreszcie zatrzymał się z ciężkim stuknięciem.
Z drugiej strony rozległ się kolejny huk. Towarzyszył mu odgłos ciężkich kroków, nierównych i zbyt głośnych, by należały do człowieka.
Chciała pobiec do panelu, ale kiedy poluzowała ucisk, krew natychmiast przesiąkła przez materiał.
— Idź — powiedział Vaelen.
Spojrzała na jego pobladłą twarz, a potem na zamknięte przejście.
— Nie mogę.
Docisnęła materiał mocniej. Kroki za regałem ucichły.
Rozległ się krótki, narastający świst. Kamień zadrżał jej pod kolanami.
Potem nastąpił wystrzał.
Nie przypominał huku broni Vaelena. Był głębszy, zakończony ostrym metalicznym trzaskiem. Z drugiej strony regału coś z ogromną siłą uderzyło o ścianę, a w szczelinach panelu zabłysło niebieskie światło.
Złota kreska na oparciu fotela zgasła. Zaraz po niej zniknęło światło nad drzwiami.
W ciemności usłyszała, jak Vaelen wypowiada jej imię.
— Eveline.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania