Sklep rzeczy utraconych - rozdział 32b
Po zmroku Florentina wciąż nie chciała zatrzymywać się przy drodze. Minęli zagajnik, w którym Grijs proponował postój i jechali dalej, aż zbocza zamknęły się wokół wąskiego, kamienistego zagłębienia.
— Tutaj — zdecydowała księżniczka.
Grijs rozejrzał się.
— Z grzbietu nas nie zobaczą. Ale będzie zimno.
— Zimno już jest — odparła Florentina.
Zsiedli z koni. Eveline rozprostowała zdrętwiałe palce, po czym wyjęła z sakwy resztę chleba. Był twardy, a ser, którym go przełożyła, zdążył nasiąknąć wilgocią.
— Zaczynam tęsknić za sklepem.
— Za sklepem czy za kolacją? — zapytał Vaelen.
— Za możliwością wyboru.
Florentina odprowadziła konia pod osłonę skalnej ściany i zdjęła siodło. Grijs sprawdził pozostałe zwierzęta, po czym wspiął się kilkanaście kroków wyżej, skąd widział podejście do zagłębienia.
Nie rozpalili ognia.
— O świcie ruszamy — powiedziała księżniczka. — Ten człowiek i tak ma nad nami przewagę. Nie chcę, żeby była większa.
— Jeśli konie odpoczną — odparł Grijs.
Florentina spojrzała na zwierzęta i usiadła na płaskim kamieniu. Eveline oparła się plecami o skałę i naciągnęła płaszcz na kolana.
***
Wyruszyli jeszcze przed świtem. Stary szlak Północnej Kompanii odnaleźli kilka godzin później. Płaskie kamienie wystawały spod ziemi, miejscami zapadnięte lub porośnięte mchem. Grijs prowadził ich ostrożnie, omijając najbardziej zniszczone odcinki. Wzgórza stawały się coraz bardziej strome, a krzewy ustępowały miejsca nagim skałom. Wiatr wiał im prosto w twarze. Eveline schowała dłonie głębiej w rękawiczki i pochyliła się nad szyją konia.
Po południu stary trakt przeszedł w szeroką drogę wyłożoną dużymi kamiennymi płytami.
Eveline zwolniła konia. Kamienie przylegały do siebie tak ciasno, że między nimi nie rosła nawet trawa. Nie pamiętała równie dobrze zachowanej drogi nawet w mieście.
W dwóch miejscach mech na krawędziach płyt był zdarty, a na kamieniu pozostały jasne rysy. Dalej, gdzie drogę pokrywała cienka warstwa ziemi, widniały równoległe ślady kół.
Eveline wskazała je Grijsowi.
— Ktoś tędy jechał.
Grijs obejrzał koleiny.
— Ciężki wóz. I nie tak dawno.
— Jesteśmy już na ziemiach należących niegdyś do Veyr — powiedział Vaelen.
Eveline przypomniała sobie, że Kael Vorn wysyłał transporty w te strony długo po zamknięciu Veyr.
Przed nimi trakt wszedł między dwa wysokie zbocza. W skalnych ścianach, w regularnych odstępach, znajdowały się płytkie wnęki z metalowymi oprawami.
Eveline przyjrzała się jednej z nich, gdy przejeżdżali obok. Nie było w niej miejsca na oliwę ani śladów sadzy.
— To były lampy — powiedział Vaelen, zauważając jej spojrzenie. — Nie potrzebowały oliwy ani płomienia. Świeciły przez całą noc.
Obejrzała się. Puste oprawy ciągnęły się wzdłuż traktu aż do ostatniego zakrętu.
Z dalszej części drogi dobiegł głos Grijsa.
— Lordzie Vaelen!
Przyspieszyli.
Trakt kończył się szerokim tarasem skalnym. Za nim zbocza rozstępowały się, odsłaniając rozległą dolinę. Eveline zatrzymała konia. Dno doliny zajmował rozległy zespół kamiennych budynków połączonych dziedzińcami, krytymi przejściami i szerokimi drogami. Niektóre miały po trzy lub cztery kondygnacje. Inne były niskie, z długimi rzędami wysokich okien.
Pośrodku wznosiła się ośmioboczna wieża. Jej szczyt był uszkodzony, lecz pozostała część nadal górowała nad zabudowaniami.
Zachodnią stronę doliny przecinał kamienny kanał, od dawna suchy. Nad nim biegł most prowadzący do największego gmachu.
Dalej, pod samą skalną ścianą, Eveline dostrzegła kilka szerokich wejść zamkniętych żelaznymi wrotami. Droga, na której wcześniej znaleźli ślady kół, prowadziła wprost ku nim.
Florentina podjechała bliżej krawędzi tarasu.
— Spodziewałam się czegoś mniejszego.
— Ilu ludzi tutaj mieszkało? — zapytała Eveline.
— Kilka tysięcy — odpowiedział Vaelen. — Uczeni, rzemieślnicy i ich rodziny. Powstało tu całe miasto, choć niewielu poza Archen o nim wiedziało.
— I wszyscy wyjechali? — zapytała Florentina.
Vaelen popatrzył na opustoszałe budynki.
— Większość opuściła Veyr, zanim Archen upadło. Nie wiem, co stało się z pozostałymi.
Potem pochylił się w siodle, przyglądając się drodze biegnącej między zabudowaniami.
Grijs wskazał drogę schodzącą do doliny.
— Zostało nam najwyżej pół godziny światła. Trzeba znaleźć miejsce na noc.
Florentina skinęła głową.
— Schodzimy.
— Grijs, główna brama jest na końcu tej drogi — odezwał się Vaelen. — Po jej lewej stronie znajduje się dawny dom straży. Ma kamienne sklepienia i tylko jedno wejście od dziedzińca. Jeśli dach jeszcze stoi, będziemy mogli tam przenocować.
Grijs przyjrzał się wskazanemu budynkowi.
— Najpierw go sprawdzę.
Eveline spojrzała na Vaelena.
— Zna pan to miejsce aż tak dobrze?
— Lepiej niż bym chciał.
Florentina ruszyła za Grijsem, a Vaelen podążył za nią. Eveline została na tarasie jeszcze przez chwilę. Dachy były uszkodzone, okna w większości pozbawione szyb, a na kilku dziedzińcach wyrosły drzewa. Wyobraziła sobie ludzi, którzy kiedyś przechodzili tymi ulicami, pracowali w warsztatach i mieszkali pod tymi dachami. Poprawiła wodze i ruszyła za pozostałymi, zanim droga sprowadziła ich poniżej krawędzi tarasu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania