Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 52b

Rano obudził je hałas z dziedzińca. Przez zakratowane okno dochodziło stukanie kopyt, nawoływania stajennych i głos mężczyzny wydającego polecenia. Eveline podniosła się z łóżka. Florentina stała już pod oknem, choć przez szybę widać było tylko mur.

— Przyjechał ktoś ważny — powiedziała.

Od drzwi dobiegł zgrzyt klucza. Wszedł strażnik z wczorajszej nocy.

— Zbierajcie rzeczy. Idziecie ze mną.

— Do pisarza? — zapytała Eveline.

— Przesłuchanie odwołane. Przyjechał poseł Vermaaru. Dowódca ma teraz ważniejsze sprawy.

— Co z nami zrobią?

— Pisarz zdecyduje. Ruszajcie.

Eveline zarzuciła torbę na ramię. Szpilka nadal tkwiła pod mankietem jej rękawa. Florentina zabrała chustkę i poprawiła włosy, z których podczas nocy wysunęło się kilka pasm.

Strażnik poprowadził je schodami na dół, a potem przez niewielkie drzwi wychodzące na dziedziniec. Wprowadzano tam kolejne konie. Dwóch służących niosło podróżne kufry w stronę zachodniego skrzydła. Przy bramie zebrała się grupa strażników, których Eveline nie widziała poprzedniego wieczoru. Musiały zaczekać, aż dwóch ludzi przeprowadzi obok nich objuczone konie.

Przy głównym wejściu stało kilku przyjezdnych. Jeden z nich, ubrany w ciemny podróżny płaszcz, rozmawiał z oficerem straży. Był wysoki, ciemnowłosy i trzymał rękawiczki w lewej dłoni.

Florentina stanęła. Eveline musiała się zatrzymać, żeby na nią nie wpaść.

— Co się stało?

Księżniczka nie odpowiedziała. Patrzyła na mężczyznę przy schodach, który właśnie odwrócił głowę w stronę dziedzińca.

— Tina?

Florentina opuściła wzrok.

— Nic. Chodźmy.

Strażnik obejrzał się przez ramię.

— Bez zatrzymywania.

Przeszły pod arkadami i weszły do budynku, w którym poprzedniego dnia sporządzono ich protokół. Eveline jeszcze raz zerknęła na Florentinę. Księżniczka szła z opuszczoną głową, ściskając chustkę tak mocno, że pobielały jej palce. W izbie pisarza czekały przy stole dwa puste krzesła. Sam pisarz stał przy otwartej szafie, przeglądając rulony dokumentów.

— Przyprowadziłem zatrzymane — oznajmił strażnik.

— Posadź je.

— Mówiono, że przesłuchanie odwołano — zauważyła Eveline.

— Odwołano. Dowódca zajmuje się poselstwem. Wasze zeznania zostaną rozpatrzone później.

Pisarz wyjął z szafy teczkę i położył ją na stole. Zanim zdążył usiąść, do izby wszedł mężczyzna w brązowym płaszczu.

Miał tę samą skórzaną torbę co poprzedniego wieczoru. Dolny brzeg płaszcza zdążył wyschnąć, lecz na materiale pozostały jasne ślady błota.

— Przyszedłem po dziewczynę — powiedział.

— Ma pan polecenie?

— Od medyka królewskiego — powiedział mężczyzna, podając mu dokument. — Potrzebuje pomocnicy przy chorym.

Pisarz przeczytał pismo, a następnie obejrzał podpis.

— Której dziewczyny?

— Tej, którą nazywają Tiną.

Florentina zesztywniała.

— Do jakiej pracy? — zapytał pisarz.

— Przy przenoszeniu rzeczy i podawaniu wody. Medyk wyznaczy jej obowiązki.

— Wczoraj mówił pan, że potrzebuje jej pan do swojej pracy.

— Dzisiaj potrzebuje jej medyk.

— To polecenie wydania pomocnicy. Nie ma tu nic o zwolnieniu jej z zatrzymania.

— Dziewczyna pozostanie pod nadzorem. Nie opuszcza zamku.

— W takim razie odnotuję, kto ją przejmuje.

Eveline patrzyła na dokument leżący na stole. Nie widziała jego treści, ale dostrzegła pieczęć i podpis umieszczony pod ostatnim wierszem.

— To mnie pan szuka — powiedziała.

— Co masz na myśli?

— To ja byłam w przejściu pod zamkiem. Nie ona.

— O czym mówisz?

— O tym, o co pytaliście nas wczoraj. Powiedziałam, że nie schodziłyśmy do podziemi. To nieprawda. Byłam tam sama.

Florentina spojrzała na nią.

— Ewa...

— Znalazłam przejście. Zeszłam niżej i dotknęłam zamka przy jednych z drzwi. Zaświecił się, kiedy przyłożyłam do niego rękę.

Pisarz sięgnął po wczorajszy protokół.

— Wczoraj zeznałaś, że nie byłaś w podziemiach.

— Skłamałam.

— Dlaczego?

— Nie wiedziałam, co zrobicie, jeśli powiem prawdę.

Pisarz zanurzył pióro w kałamarzu.

Mężczyzna przestał patrzeć na Florentinę i podszedł do Eveline.

— Których drzwi dotknęłaś?

— W bocznym przejściu. Za schodami prowadzącymi z groty.

— Co się stało, kiedy przyłożyłaś rękę?

Eveline spojrzała na Florentinę. Księżniczka siedziała nieruchomo, z dłońmi złożonymi na kolanach.

— Wzdłuż prowadnicy przesunęło się złote światło. Drzwi ustąpiły. Przejście wyprowadziło mnie do spiżarni przy kuchni.

Pisarz spojrzał na nią znad protokołu.

— I tam zostawiłaś lampę.

— Tak.

Mężczyzna popatrzył na jej dłonie.

— Pokaż.

Wyciągnęła prawą rękę. Obejrzał ją, tym razem nie szukając odcisków ani blizn.

— Pójdziesz ze mną.

— Nie macie prawa jej zabierać tylko dlatego, że coś powiedziała — odezwała się Florentina.

— Nikt jej nie zabiera. — Pisarz odłożył pismo medyka. — To polecenie dotyczy Tiny i na jego podstawie nie wydam żadnej z nich, ale skoro zna pan tamte urządzenia, może pan sprawdzić jej zeznania przy tych drzwiach. Strażnik idzie z wami i doprowadzi ją z powrotem.

Mężczyzna skinął głową.

— Wystarczy.

Eveline cofnęła rękę.

— Proszę zapisać, co się ze mną stanie.

— Co dokładnie?

— Że sama przyznałam się do wejścia do podziemi. Że idę z tym panem pod strażą, a Tina zostaje tutaj. I że ten pan posługuje się przepustką numer sto osiemnaście.

Mężczyzna zmarszczył brwi.

— Nie ma potrzeby...

— Jest — przerwał mu pisarz. — Skoro zatrzymana zmieniła zeznania, muszę sporządzić uzupełnienie protokołu.

Wyciągnął czystą kartę i zaczął pisać. Eveline czekała, aż skończy pierwszy akapit.

— Proszę jeszcze dopisać, że przełożona pralni nie wiedziała o moim zejściu do podziemi.

— Skąd mam wiedzieć, czy rzeczywiście nie wiedziała? — zapytał pisarz, unosząc pióro znad dokumentu.

— Może pan zapisać, że tak zeznaję.

Przez moment czytał to, co już napisał, po czym dopisał kolejne zdanie.

Florentina nie odezwała się więcej. Eveline widziała jednak, że księżniczka obserwuje każdy ruch jego pióra. Kiedy dokument był gotowy, pisarz odczytał zapis i podał Eveline pióro.

— Podpisz tutaj.

Podpisała się imieniem, którym figurowała w protokole.

— Skończyliśmy? — zapytał mężczyzna, trzymając dłoń na klamce.

— Teraz tak — odpowiedział pisarz, przykładając pieczęć do protokołu. Skinął na strażnika. — Idziesz z nimi. Nie spuszczaj jej z oczu.

Eveline podniosła torbę. Florentina wstała tak szybko, że krzesło przesunęło się po posadzce.

— Nie musisz tego robić.

— Muszę dowiedzieć się, czego szukają.

— Sama?

Eveline nie potrafiła jej odpowiedzieć. Dotknęła tylko ramienia księżniczki, a potem zabrała rękę.

— Zostań tutaj.

Florentina chciała coś powiedzieć, lecz pisarz odsunął krzesło.

— Dziewczyna zostaje pod moją odpowiedzialnością. Proszę już iść.

Mężczyzna otworzył drzwi. Eveline wyszła za nim, a strażnik tuż za nią.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania