Sklep rzeczy utraconych - rozdział 30c
Furta drwali była wciśnięta między wschodni mur a ścianę starego magazynu. Od dziedzińca oddzielał ją wąski placyk zastawiony beczkami i stertą porąbanego drewna.
Cztery konie czekały przywiązane do żelaznych kółek w ścianie magazynu. Grijs przechodził od jednego do drugiego, sprawdzając popręgi. Na beczce obok leżała skórzana sakwa i złożona mapa Hadrena.
— Zwiadowcy? — zapytał Vaelen.
— Jeszcze nie wrócili — odparł Grijs. — Jeśli północna droga jest zamknięta, zostaje bród za lasem. O ile deszcze go nie zalały.
— I mówi pan to tonem, jakim inni mówią o pogodzie.
— Doorn mówił, że spokojni dłużej żyją.
— Nie zauważyłam, żebyśmy ostatnio byli szczególnie skuteczni w tej dziedzinie.
Grijs przestał zapinać popręg.
— Doorn był spokojny.
Eveline zamilkła.
Grijs dokończył pracę przy koniu, po czym sięgnął po sakwę.
— Sprawdzę jeszcze zapasy.
Zniknął za magazynem.
Przez placyk przeszło dwóch żołnierzy ze skrzynią bełtów do kusz. Jeden potknął się na nierównym bruku, a drugi rzucił mu przekleństwo. Po chwili obaj roześmiali się i zniknęli za węgłem.
Eveline odprowadziła ich wzrokiem.
— Nie powinnam była tak żartować.
— Grijs wiedział, że nie miała pani nic złego na myśli — powiedział Vaelen.
Zerknęła w stronę magazynu.
— Pan przynajmniej potrafi sprawiać wrażenie, że nic pana to nie kosztuje.
— To nie znaczy, że tak jest.
Odwróciła się do niego. Tym razem nie dostrzegła nawet śladu uśmiechu. Zanim zdążyła odpowiedzieć, z dziedzińca nadeszła Florentina. Towarzyszył jej Hadren, a kilka kroków za nimi szedł młody żołnierz w zabłoconych butach. Oddychał ciężko, jakby biegł przez całą twierdzę. W tej samej chwili zza magazynu wrócił Grijs z sakwą przerzuconą przez ramię i stanął przy koniach.
— Mów — polecił Hadren.
— Wrócił jeden ze zwiadowców, panie. Ścigali go od rozstajów. Koń padł tuż za bramą, a on sam jest ranny. Kazał przekazać, że północną drogę zajęły wojska Vermaaru. Na rozstajach stoi około trzydziestu jeźdźców. Przepuszczają kupców i wozy, ale dalej jest drugi oddział. Bez sztandarów. Tam już nikogo nie przepuszczają.
Vaelen sięgnął do wewnętrznej kieszeni i rozłożył swoją starą mapę obok mapy Hadrena.
— Którą drogę zamknęli?
Żołnierz wskazał rozwidlenie na mapie Hadrena, a następnie przesunął palec wzdłuż wąskiego szlaku biegnącego przy rzece.
— Tę. Drugi oddział stoi na drodze do starego mostu.
Eveline przeniosła wzrok na mapę Vaelena. W tym samym miejscu biegła wyblakła linia.
Dawna droga transportów Kompanii.
— Ten most od lat nie istnieje — powiedział Vaelen.
Eveline przyjrzała się wyblakłej linii urywającej się przy rzece.
— Chyba że ktoś go odbudował. Albo tylko usunięto go z map.
Żołnierz pokręcił głową.
— Zwiadowca nie dotarł do przeprawy. Nie widział, czego pilnują.
Eveline przesunęła palcem wzdłuż cienkiej linii biegnącej od wschodniego muru. Trakt drwali omijał rozstaje, prowadził przez las do brodu, a za rzeką łączył się z dawną drogą Kompanii.
— Wyjedziemy na szlak kilka mil za posterunkiem — powiedział Vaelen. — Kompania korzystała z brodu, zanim zbudowano most.
— Strateg też może znać tę drogę — zauważyła Eveline.
— Jeśli zna bród, być może właśnie tam chce nas skierować.
Eveline przypomniała sobie wóz pod zachodnim murem i konie, które nie chciały iść obok ładunku.
— Zachód zostawił dla wozu — powiedziała. — Las dla nas.
Hadren oparł dłoń na mapie, zasłaniając przeprawę.
— Zaczekajcie na drugiego zwiadowcę. Nie wyślę księżniczki prosto w zasadzkę.
— Nie musimy jechać prosto do brodu — powiedziała Eveline.
Przesunęła palcem po mapie, zatrzymując go na skraju lasu.
— Możemy dojechać tutaj. Z tej strony dolina jest jeszcze osłonięta drzewami. Ktoś sprawdzi przeprawę, zanim pozostali wyjadą z lasu.
— Znam to miejsce — odezwał się Grijs. — Nad brodem jest kamienny grzbiet. Obejrzę stamtąd oba brzegi. Jeśli kogoś zobaczę, zawrócimy. Jeśli będzie pusto, przeprawię się pierwszy, a pozostali zaczekają w lesie.
— Nie będziemy trzymać się ustalonej trasy — powiedział Vaelen. — Dojedziemy do lasu, a później zdecydujemy, co dalej.
— Nawet własnej mapy? — zapytała Eveline.
— Mapy są bardzo przydatne, panno Vale. Pod warunkiem że nie traktuje się ich jak rozkazów.
Florentina spojrzała na Hadrena.
— Jedziemy.
Hadren przez chwilę nie zdejmował dłoni z mapy. W końcu cofnął ją i zwrócił się do żołnierza.
— Przekaż dowódcy warty, żeby utrzymywał posterunki przy wschodnim murze. Gdy tylko opatrzą zwiadowcę, ma się stawić u mnie z pełnym raportem.
Żołnierz zasalutował i odszedł. Vaelen złożył swój arkusz i schował do kieszeni.
Hadren odczekał, aż zniknie za narożnikiem magazynu. Strażnik przy furcie bez słowa odsunął się kilka kroków pod mur.
— Jeśli Vermaar zażąda odpowiedzi, powiem, że opuściła pani Meren bez mojej zgody — powiedział Hadren.
— Nie musi pan kłamać.
— Nie zamierzam. Nie zgodziłem się na pani wyjazd. Zgodziłem się jedynie nie przeszkadzać.
— Strateg nie uwierzy.
— Zapewne nie. Ale może zyskam dzień. Może dwa.
— Więc niech pan da nam choć kilku ludzi. Pięciu. Trzech.
— Nie. Każdy dodatkowy jeździec to kolejny ślad na drodze i kolejny człowiek, którego zabraknie mi na murach.
Florentina nie nalegała.
Eveline wyjęła z kieszeni kopertę. Od poranka jeden z rogów zdążył się zagiąć.
— Lordzie Hadren. To do przyjaciółki. Proszę wysłać dopiero, kiedy nas już tu nie będzie. Przez kogoś zaufanego, bez pańskiej pieczęci.
Hadren nie sięgnął od razu po list.
— Drogi są przeszukiwane. Nie mogę obiecać, że nikt go nie otworzy.
Eveline przytrzymała kopertę obiema dłońmi. Mogła jeszcze ją podrzeć. Celia zostałaby z ciszą i pytaniami, z którymi mogłaby pójść do sklepu.
— Jeśli nie znajdzie pan człowieka, któremu można zaufać, proszę ją spalić. Nie chcę, żeby przechodziła z rąk do rąk.
Podała mu cicho adres Celii. Hadren przyjął kopertę i schował ją pod kaftanem.
— Zapamiętam.
Hadren odwrócił się do Vaelena.
— Jeśli rzeczywiście znajdziecie w Veyr sposób na zatrzymanie tych stworzeń, proszę nie zwlekać.
— Wolałbym nie musieć wracać przez armię Vermaaru.
— W takim razie proszę znaleźć również sposób na nią.
— Pańskie oczekiwania rosną z każdą chwilą, Hadrenie.
— Za dwa dni będę miał ich armię pod murami. Proszę się pospieszyć.
Vaelen skłonił lekko głowę.
— Postaram się zaradzić przynajmniej jednej z tych rzeczy.
Florentina podeszła do niego.
— Lordzie Vaelen, chcę, żeby jedna rzecz była jasna. Nie interesuje mnie już, ile tajemnic kryje Archen. Jeśli w Veyr istnieje sposób na zatrzymanie tych stworzeń, znajdziemy go. I tym razem nie pozwolę panu niczego przede mną ukrywać.
— Jak Wasza Wysokość sobie życzy.
Eveline zmrużyła oczy. Zbyt łatwo przyjął rozkaz.
Florentina również przyglądała mu się przez chwilę, lecz ostatecznie odwróciła się do Grijsa.
Grijs przyprowadził jej wierzchowca.
Florentina wsunęła stopę w strzemię, lecz zatrzymała się jeszcze i spojrzała na Hadrena.
— A jeśli Meren zostanie oblężone?
— Niech pani nie wraca.
— Nie może pan tego ode mnie żądać.
— Mogę prosić.
— Meren jest częścią mojego królestwa.
— Właśnie dlatego proszę, żeby pani nie wracała.
Florentina stała z dłonią opartą na siodle.
— Zrobię wszystko, żeby do tego nie dopuścić.
Hadren skłonił głowę.
— To mi wystarczy.
Księżniczka dosiadła konia. Grijs zajął miejsce przy furcie. Vaelen wyjął z kieszeni starą mapę i podszedł do Eveline.
Podał jej arkusz, po czym ujął wodze jej konia.
Rozchyliła mapę jeszcze przy zagięciu przecinającym rzekę, sprawdziła miejsce, w którym trakt drwali łączył się z drogą Kompanii, i złożyła ostrożnie. Schowała ją do sakwy, zapięła sprzączkę i wyciągnęła rękę po wodze.
Oddał je bez słowa i wrócił do swojego konia. Eveline wsiadła na swojego tuż przed nim.
Strażnik odsunął rygiel. Furta otworzyła się z cichym zgrzytem, odsłaniając wąską ścieżkę prowadzącą między drzewa.
Grijs wyjechał pierwszy. Za nim ruszyła Florentina. Eveline poprowadziła konia przez próg i obejrzała się jeszcze raz.
Hadren nadal stał przy beczce, z rękami założonymi za plecami. Nie machał.
Za jego plecami ci sami dwaj żołnierze wracali po kolejną skrzynię bełtów. Tym razem się nie śmiali.
Kiedy furta zamknęła się za nimi, Grijs skręcał już w ścieżkę za drzewami.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania