Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 50a

Schody za metalowymi drzwiami prowadziły w górę. Eveline wspinała się ostrożnie, trzymając lampę nisko, żeby nie uderzyć nią o sklepienie. Po kilkunastu stopniach dotarła do niewielkiego pomieszczenia, w którym pachniało kurzem, cebulą i wyschniętymi ziołami.

Pod jedną ze ścian stały drewniane półki z glinianymi naczyniami. Naprzeciwko znajdowały się drzwi bez klamki. Eveline przyjrzała się im w świetle lampy i dostrzegła żelazny uchwyt ukryty za jedną z desek. Pociągnęła.

Drzwi ustąpiły tak lekko, że niemal straciła równowagę.

Za nimi ciągnął się korytarz gospodarczy. Po lewej stronie stały wysokie szafy na zapasy, a dalej znajdowało się przejście, z którego dochodziły głosy służby i brzęk naczyń. Eveline rozpoznała zapach gotowanego mięsa. Musiała znajdować się niedaleko kuchni.

Zgasiła lampę i zostawiła ją na półce między pustymi dzbanami. Poprawiła chustkę, otrzepała spódnicę z pyłu i wyszła na korytarz, zamykając za sobą ukryte drzwi. Zamek szczęknął cicho, a przy framudze jeszcze przez kilka uderzeń serca świeciła złota linia.

Potem zgasła.

W głębi korytarza stało dwóch mężczyzn.

Nie mieli zbroi ani mieczy przy pasach. Jeden nosił ciemny kaftan, drugi prosty płaszcz spięty pod szyją. Rozmawiali z młodym służącym, który wskazywał im drzwi po obu stronach przejścia.

— A dalej? — zapytał mężczyzna w kaftanie.

— Skład opału i pomieszczenie na stare sprzęty. Za nimi jest przejście do dolnych schodów.

— Pokażesz nam.

Służący ruszył pierwszy. Mężczyzna w płaszczu zatrzymał się jeszcze przy jednych drzwiach, nacisnął klamkę i zajrzał do środka.

Eveline odwróciła się do szafy i zaczęła przekładać stojące na półce gliniane miski.

Usłyszała kroki. Mężczyźni przeszli kilka kroków za jej plecami, nie zwracając na nią uwagi. Jeden z nich zapytał służącego, czy dolne przejścia są używane także nocą.

— Nie przeze mnie — odpowiedział chłopak. — Nawet za dnia tam nie chodzę.

Gdy zniknęli za zakrętem, Eveline odłożyła ostatnią miskę.

Tempo nie powiedział, kto otrzymuje wiadomość z zamków. Dwaj mężczyźni mogli wykonywać zwykły obchód, ale ich zainteresowanie dolnymi przejściami nie dawało jej spokoju.

Nie zamierzała czekać, aż wrócą.

Ruszyła w stronę kuchni.

Przy pierwszych drzwiach zatrzymała ją kobieta niosąca kosz obierek.

— Dokąd?

— Do kuchni. Szukam Tiny.

— Kogo?

— Pomocnicy z pralni. Przyszła tu dziś rano.

Kobieta przyjrzała się jej zabrudzonej spódnicy.

— Jeśli ją tu przysłali, pewnie jest u Wenny. Tam, za piecami, drugie drzwi po prawej. Tylko nie właź pod nogi kucharzom.

Eveline podziękowała i weszła do dużej kuchni.

Przy długich stołach pracowało kilkanaście osób. Z kotłów unosiła się para, dwóch chłopców wnosiło drewno do pieców, a starszy kucharz kłócił się z młodą służącą o brakujące cebule. Nikt nie zwracał uwagi na Eveline, dopóki nie spróbowała przecisnąć się między stołem a stojakiem z miedzianymi garnkami.

— Uważaj, dziewczyno! — zawołał kucharz. — Jeszcze mi wszystko przewrócisz.

Przeprosiła i przeszła dalej.

Za piecami znalazła wąski korytarzyk prowadzący do kilku mniejszych pomieszczeń. Z drugiego pokoju po prawej dochodził kobiecy głos.

— Nie, tego nie można zostawić przy oknie. Wilgoć wszystko zepsuje. Postaw na górnej półce.

Eveline zajrzała do środka.

Florentina stała na niewielkim stołku i układała na półce zawinięte w płótno pakunki. Miała podwinięte rękawy i twarz zaczerwienioną od ciepła. Obok stołu siedziała starsza kobieta o siwych włosach spiętych z tyłu głowy.

Florentina odwróciła się na odgłos kroków. Na widok Eveline postawiła ostatni pakunek tak gwałtownie, że ten osunął się na bok.

— Ewa!

Starsza kobieta spojrzała na nią znad kosza.

— Znasz ją?

— Pracujemy razem — odpowiedziała Florentina, schodząc ze stołka.

— To niech pomoże przy zapasach. Skoro już tu jest, może się do czegoś przydać.

Florentina podeszła do Eveline i ścisnęła ją za rękę.

— Gdzie byłaś? Szukałam cię przy składach.

— W podziemiach. Musimy porozmawiać.

Starsza kobieta odłożyła kawałek płótna.

— Jeśli zamierzacie szeptać, możecie przynajmniej zamknąć drzwi. Tutaj wszystko słychać.

Florentina przymknęła je, pozostawiając niewielką szczelinę.

— To Wenna — powiedziała cicho. — Pomagała mojej matce.

Wenna spojrzała na Eveline uważniej.

— Nie zamierzam pytać, skąd się znacie. Wystarczy mi, że Tina ci ufa.

Florentina usiadła na brzegu stołu, a Eveline stanęła obok niej. Wenna przesunęła w ich stronę dzbanek z wodą i dwa kubki.

— Najpierw się napijcie. Wyglądacie, jakbyście przebiegły pół zamku.

Eveline dopiero teraz poczuła, jak bardzo zaschło jej w gardle.

Florentina zaczekała, aż odstawi kubek.

— Wenna powiedziała mi, że od kilku miesięcy ojca prawie nikomu nie pozwalają odwiedzać. Odsunięto ludzi, którzy pracowali przy nim od lat. Został tylko jeden stary służący, ale podobno nie wolno mu rozmawiać z nikim poza medykiem.

Wenna odłożyła płótno.

— Nie wszystkich wyrzucono. Część przeniesiono do innych skrzydeł. Inni dostali odprawę. Zrobiono to powoli, żeby nie było zamieszania.

Florentina spojrzała na Eveline.

— Pamiętasz, jak mówiłam, że ojciec posyłał do mnie służącego, kiedy się pokłóciliśmy? Wenna go znała.

Starsza kobieta skinęła głową.

— Pracował u króla od młodości. Nie miał zwyczaju opowiadać o cudzych sprawach. Odesłano go do zarządzania jednym z majątków, chociaż przez całe życie zajmował się komnatami.

— Nie wiadomo dlaczego — dodała Florentina. — A niedługo potem zaczął przychodzić ktoś nowy. Mężczyzna z książkami.

Eveline odstawiła kubek.

— Widziałam go. Pod zamkiem, w grocie Aderu. Ktoś zamontował tam nowe przewody, prowadzą prosto do skały, a złote żyły świecą mocniej niż wtedy. Ten człowiek wyszedł z pracowni obok, z książkami i płaskim metalowym pojemnikiem, i poszedł schodami w stronę zachodniego skrzydła. Tam go zgubiłam.

Florentina wyprostowała się. Wenna przestała składać płótno.

— Ma przepustkę rady — powiedziała Florentina. — Wenna widziała ją kilka razy. Strażnicy nie sprawdzają nawet jego rzeczy.

— To prawda — potwierdziła starsza kobieta. — Przynosi książki, czasem jakieś zapiski. Nikt nie wie, kto go zatrudnił. Na przepustce jest pieczęć rady i to wszystkim wystarcza.

— Na pojemniku był znak — powiedziała Eveline. — Trzy cienkie linie przecięte poprzeczną. Nie wiem, co miał w środku, ale nie wyglądało to na rzecz przeznaczoną do czytania.

Florentina znieruchomiała.

— To znak oddziału rady. Ten sam co w Veyr, przy zapisach programu.

— A on ma przepustkę rady.

Florentina oparła dłonie na kolanach.

— Czyli człowiek, którego wpuszczają do ojca, chodzi również do pracowni pod zamkiem.

Wenna spoglądała na nie przez chwilę.

— Nie rozumiem połowy z tego, co mówicie. Ale jeśli chcecie wiedzieć, kto odpowiada za przepustki, powinniście pytać w kancelarii rady, nie w kuchni.

— Nie możemy tam po prostu pójść — powiedziała Eveline.

— Tego się domyśliłam.

Florentina podniosła kubek, ale nie napiła się wody. Wpatrywała się w jego brzeg.

— Wenna mówiła też, że ojciec od dawna nie wychodzi z komnat. Nawet do ogrodu.

— Bywały gorsze dni — powiedziała starsza kobieta. — Ale dawniej, kiedy odzyskiwał siły, prosił, żeby otworzyć okna. Czasem kazał sprowadzić muzyków. Teraz nie pozwalają mu nawet siadać przy stole.

Eveline spojrzała na Florentinę. Księżniczka powoli odstawiła kubek.

— Muszę się do niego dostać — powiedziała.

— Jeszcze nie wiemy jak — odpowiedziała Eveline.

Wenna otworzyła usta, ale zanim zdążyła coś powiedzieć, na korytarzu rozległy się szybkie kroki.

Ktoś zapukał.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania