Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 28

Eveline znalazła ich w tej samej sali. Hadrena już nie było. Na stole zostały mapy i ślad po przesuniętym kałamarzu. Florentina stała przy oknie, z rękami splecionymi za plecami. Vaelen siedział na skraju stołu i obracał między palcami kawałek czerwonego sznurka od pieczęci.

Oboje spojrzeli na Eveline, kiedy weszła.

— Gdzie pani była? — zapytała Florentina.

— W stajni.

— To dość daleko jak na potrzebę zaczerpnięcia powietrza.

— Chciałam zobaczyć klacz księżniczki — odpowiedziała Eveline. — Ale znalazłam konia, który był w lesie przy bestii.

Florentina odwróciła się od okna.

— Jest pani pewna?

— Tak. Grijs sprawdził podkowę. To ten sam koń.

— Czyj jest?

— Przyprowadzono go dziś rano razem z końmi ludzi rady. Grijs próbuje ustalić, kto na nim jechał.

Vaelen odłożył sznurek.

— Ktoś widział, że oglądaliście konia?

— Stajenny. Poza nim nikogo nie zauważyłam.

— Więc czekamy — powiedział Vaelen.

— Nie — odparła Florentina i podeszła do stołu. — Chcę porozmawiać ze Strategiem, zanim dowie się o koniu.

— Zamierza go pani zapytać? — spytała Eveline.

— Nie. Chcę usłyszeć, ile sam zechce powiedzieć o Kadenie. Jeśli ma coś wspólnego z tym stworzeniem, być może zdradzi więcej, niż zamierzał. O koniu nie wspomnimy ani słowem.

— A jeśli zapyta o odpowiedź na ultimatum? — odezwał się Vaelen.

— Powiem mu, że jeszcze jej nie mam.

— To akurat prawda.

— Kiedy przyjdzie, proszę się nie odzywać.

Vaelen uniósł brew.

— To również część planu?

— Tak.

Wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć. Ostatecznie tylko skłonił głowę.

— Jak Wasza Wysokość sobie życzy.

Florentina zwróciła się ku drzwiom.

— Niech go ktoś poprosi.

***

Florentina nie usiadła. Stała przy stole, kiedy służący wrócił z wiadomością, że Strateg przyjdzie za kilka minut. Po Hadrena nie posłała.

Vaelen oparł się o ścianę niedaleko drzwi, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Eveline zajęła miejsce przy oknie.

Rozległo się pukanie.

— Proszę.

Strateg wszedł sam, bez dwóch ludzi, którzy wcześniej mu towarzyszyli. Światło lamp ślizgało się po masce. Zatrzymał się kilka kroków od stołu.

— Wasza Wysokość — powiedział, skłaniając głowę.

— Zapewne spodziewał się pan odpowiedzi. Jeszcze jej nie mam. Zanim odpowiem Vermaarowi, chcę kilka rzeczy wyjaśnić. Rozmowy o małżeństwie trwały miesiącami. Potem przyszło Beken. Niedługo później książę przyjechał do Kadenu. Zerwałam zaręczyny. Tej samej nocy zginął. Kilka godzin później wojska Vermaaru były w zamku.

Strateg słuchał bez komentarza.

— A dziś rada mówi o rozejmie na warunkach, których jeszcze miesiąc temu nikt nie odważyłby się wypowiedzieć na głos.

— Warunki się zmieniły.

Florentina pochyliła się nad stołem.

— Kiedy dwór Vermaaru dowiedział się o Beken?

— Tego samego dnia.

— Zanim wiadomość dotarła do Kadenu?

— Tak.

Eveline miała wrażenie, że nie powiedział tego przez nieuwagę. Położył odpowiedź między nimi jak kartę.

— Więc wiadomość przyszła przez ludzi rady — stwierdziła Florentina.

— Rada utrzymuje własne kontakty.

— Żadne z tych stworzeń nie pojawiło się po stronie Vermaaru. Ani jedno.

— Nie.

— Kaden stracił przez nie czterdziestu jeden ludzi. W Beken, Weyden i Veld.

Strateg przyjrzał jej się.

— Kto to policzył?

Nie zapytał, czy liczba się zgadza. Chciał wiedzieć, skąd Florentina ją znała.

— Beken. Śmierć księcia. Atak tej samej nocy. A zanim ucichła walka, rada już rozmawiała o waszych warunkach — kontynuowała Florentina.

— Kolejność nie jest dowodem.

— Nie powiedziałam, że jest.

— W takim razie Wasza Wysokość nie pyta mnie o wyjaśnienia. Chce pani zobaczyć, którym pytaniom odmówię odpowiedzi.

Florentina wytrzymała jego spojrzenie.

— Czy Vermaar przygotowywał się do wojny, zanim książę zginął?

— Vermaar od dawna przygotowuje się na możliwość wojny.

— Z Kadenem?

— Z każdym, kto może zagrozić jego granicom.

— Kaden nie zagrażał granicom Vermaaru.

— A jednak książę nie żyje.

W sali zapadła cisza.

Florentina nie poruszyła się. Eveline wiedziała jednak, że Strateg właśnie przypomniał jej, jak łatwo Vermaar może przedstawić śmierć księcia jako powód do odwetu.

— I dlatego wasze wojska znalazły się w zamku kilka godzin po jego śmierci? — zapytała księżniczka.

— Mogę jedynie zapewnić Waszą Wysokość, że żołnierze nie otrzymali rozkazów ode mnie.

— Nie pytałam, kto je wydał.

— W takim razie obawiam się, że nie rozumiem pytania.

— Rozumie pan doskonale.

Strateg nie odpowiedział.

Florentina nie zapytała, gdzie był, kiedy pod zamkiem pękła podłoga. Eveline zrozumiała, że tę informację również zachowuje dla siebie.

Strateg przeniósł wzrok na Vaelena, który nie odezwał się ani słowem.

— Kiedy mogę spodziewać się odpowiedzi Waszej Wysokości?

— Przed upływem wyznaczonego terminu.

Strateg skłonił głowę i wyszedł. Drzwi zamknęły się za nim.

— Mogę już mówić? — zapytał Vaelen.

— Jeszcze nie.

Rozległo się szybkie pukanie. Grijs wszedł do środka i zamknął drzwi.

— Ustaliłeś, kto jechał na tym koniu? — zapytała Florentina.

— Nie. Ale koń zniknął.

Eveline odwróciła się od okna.

— Kiedy?

— Podczas waszej rozmowy. Jeden z ludzi Stratega wyprowadził go przez bramę.

Eveline przypomniała sobie Stratega stojącego pośrodku sali, spokojnego, odpowiadającego na pytania Florentiny. Przez cały ten czas jego człowiek wyprowadzał konia.

— Kto go przyprowadził rano? — zapytała.

— Stajenny zapamiętał tylko płaszcz ludzi rady. Nie widział twarzy.

— Sprawdź, kto pozwolił wyprowadzić konia — powiedziała Florentina. — Dyskretnie.

Grijs skinął głową i wyszedł.

Eveline nie wiedziała, kto przyprowadził konia do Meren ani dlaczego ludzie Stratega tak szybko go zabrali. Podejrzewała jednak, że Vaelen wie więcej, niż dotąd powiedział.

Przypomniała sobie jego obietnicę złożoną przy strażnicy. Wtedy zgodziła się jeszcze poczekać. Przyjęła jego „później”.

Ostatni raz.

— Lordzie Vaelen.

Podniósł wzrok.

— Musimy porozmawiać.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania