Sklep rzeczy utraconych - rozdział 37
Korytarz prowadził łagodnie w dół. Po obu stronach ciągnęły się gładkie ściany, przecięte co kilka kroków wąskimi pasami ciemnego metalu. Eveline szła za Florentiną, starając się nie oglądać na Vaelena.
Przy przełykaniu czuła ucisk dokładnie tam, gdzie zacisnęła się rękawica Stratega. Dotknęła szyi. Skóra była obolała, a każdy głębszy oddech drażnił gardło.
Grijs zatrzymał się przy rozwidleniu. Oparł zdrową rękę o ścianę i obejrzał oba przejścia.
— Którędy?
— W lewo — odpowiedział Vaelen.
— Oczywiście — mruknęła Eveline.
— Wolałaby pani w prawo?
— Wolałabym wiedzieć, dokąd idziemy.
Głos jej zachrypł. Eveline przełknęła ślinę i skrzywiła się.
Vaelen spojrzał na nią, lecz zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Florentina ruszyła wskazanym korytarzem.
Za zakrętem znaleźli pomieszczenie z długim stołem i kilkoma krzesłami przytwierdzonymi do podłogi. Na jednej ze ścian wisiała gładka, prostokątna płyta. Pod nią stały szafki z metalowymi uchwytami. Powietrze było chłodne i suche, a spod ściany dobiegało jednostajne, ledwie słyszalne buczenie.
Grijs wszedł ostatni i zamknął drzwi.
— Pięć minut — powiedział.
— Nie mamy czasu — odparł Vaelen.
— Ja mam.
Usiadł ciężko na krześle. Ciemna plama na opatrunku pod jego żebrami była większa niż przed zejściem do podziemi.
Florentina postawiła sakwę na stole.
— Rozepnij pancerz.
— Wasza Wysokość...
— Grijs.
Spojrzał na nią, po czym sięgnął do pasa przytrzymującego uszkodzoną płytę.
Eveline podeszła bliżej. Kiedy Grijs nie zdołał odchylić pancerza, przytrzymała metal, a Florentina rozwiązała przesiąknięty krwią opatrunek. Rana nadal krwawiła.
Księżniczka wyjęła z sakwy czystą tkaninę i niewielką butelkę.
— Nie powinieneś był walczyć dalej.
— Gdybym przestał, nie byłoby kogo opatrywać.
Florentina polała ranę odrobiną płynu. Grijs drgnął, ale nie cofnął się, kiedy zaczęła zakładać nowy opatrunek.
— Za mocno?
— Nie.
— Kłamiesz.
Grijs nie odpowiedział.
Florentina poprawiła bandaż. Kiedy sięgnęła po kolejną część tkaniny, Grijs wpatrywał się w swoją prawą rękę. Kilkakrotnie spróbował wyprostować palce.
— Coś jeszcze? — zapytała.
— Ten jeździec. Był w Beken.
Florentina przerwała wiązanie opatrunku.
— Jesteś pewien?
— Wiedział, ilu nas zginęło.
Grijs opuścił rękę na kolano. Księżniczka nie pytała dalej.
Eveline miała przed oczami jeźdźca w kapeluszu i bestię szarpiącą łańcuch.
Florentina dokończyła opatrywanie rany i zawiązała bandaż.
Vaelen stał przy drzwiach, nasłuchując odgłosów z korytarza. W prawej dłoni trzymał niewielką zapalniczkę. Obracał ją między palcami, nie próbując zapalić.
Eveline rozpoznała zapalniczkę, której użył do spalenia listu w placówce. Zanim zdążyła przyjrzeć się jej dokładniej, Vaelen zamknął ją w dłoni i schował do kieszeni.
Grijs spróbował wstać. Zachwiał się i oparł o stół.
— Siedź — poleciła Florentina.
— Musimy ruszać.
— Za chwilę.
Nie protestował.
Florentina usiadła naprzeciw niego i wyjęła spod kołnierza medalion. Obróciła go w palcach. Srebro wyglądało zwyczajnie, choć Eveline wciąż pamiętała złoty blask, który pojawił się na nim podczas konfrontacji ze Strategiem.
— W Kadenie świecił przy Aderze — powiedziała księżniczka. — Tutaj, kiedy Eveline dotknęła jego zbroi.
Vaelen odszedł od drzwi.
— Nadal nie wiemy, dlaczego zareagował.
— W takim razie musimy to sprawdzić.
— Wasza Wysokość...
— Mój ojciec wciąż czeka na pomoc, lordzie Vaelen. Nie wrócę do niego wyłącznie z kolejnymi pytaniami.
Vaelen zatrzymał się przy stole.
— Rozumiem, ale nie radziłbym przeprowadzać prób bez przygotowania.
Florentina zacisnęła palce na medalionie.
— Nie zamierzam też czekać bez końca.
Eveline spojrzała na srebrny przedmiot.
— Nie wiem, jak to zrobiłam.
— Widziałam, co się stało — odpowiedziała Florentina. — Nie oczekuję, że od razu to powtórzysz.
Vaelen przyglądał się Eveline.
— Powinniśmy najpierw ustalić, co wydarzyło się w tamtym korytarzu.
— Od kiedy pan wiedział?
— O czym?
— O mnie.
Florentina odłożyła medalion. Grijs przestał poprawiać pas przy pancerzu.
— Przy Aderze — odpowiedział Vaelen.
— Kiedy się przebudził?
— Wtedy nabrałem pewności, że reaguje na pani obecność.
Eveline przypomniała sobie drżenie pod stopami, złoty blask i Vaelena, który zamiast patrzeć na Ader, obserwował ją.
— Dlatego pan się na mnie patrzył.
— Tak.
Chciała odpowiedzieć natychmiast, lecz gardło zapiekło ją tak mocno, że musiała odczekać chwilę.
— I nic mi pan nie powiedział.
— Sam próbowałem to zrozumieć.
— Ale wiedział pan więcej.
Vaelen nie zaprzeczył.
— Przed Kadenem też pan coś podejrzewał?
— Jeszcze w sklepie. Nie potrafiłem tego potwierdzić.
Eveline oparła dłoń o krawędź stołu.
— Mógł pan zapytać.
— Powinienem był.
Spojrzała na niego. Vaelen nie dodał nic więcej.
Florentina podniosła medalion.
— Widziałam, jak Strateg na nią patrzył. Wiedział, czego szuka.
— Nie wiem, ile wiedział przed dzisiejszym spotkaniem — powiedział Vaelen.
— Ale znał pana — odezwała się Eveline. — Nazwał pana Valerianem.
Grijs podniósł głowę.
— Dawno nie używałem tego imienia.
— Tak pan już mówił. Skąd on je zna?
— Znał mnie, zanim zostałem Vaelenem.
Eveline przyglądała mu się przez chwilę.
— Kim dla pana był?
— Nie chcę teraz o tym mówić.
— Oczywiście, że nie.
Florentina schowała medalion pod kołnierz.
— Nie będę pana zmuszać do opowiadania o przeszłości, ale jeśli coś, co pan ukrywa, może zagrozić nam wszystkim, powinien pan to powiedzieć.
Vaelen spojrzał na księżniczkę.
— Rozumiem.
— Mam nadzieję.
Eveline odsunęła się od stołu i podeszła do szafek pod ścianą. Pierwsza szuflada była pusta. W drugiej leżały trzy cienkie płytki z ciemnego metalu, każda opatrzona rzędem drobnych znaków i nacięciami na krawędzi. Wyjęła jedną.
— Co to?
Vaelen podszedł bliżej.
— Płytka z zapisami. Tam można ją odczytać.
Wskazał prostokątną powierzchnię nad szafkami. Eveline dostrzegła wąską szczelinę na wysokości dłoni. Wsunęła w nią płytkę. Na gładkiej powierzchni zapaliła się biała kreska, a pod nią pojawiły się rzędy znaków.
Vaelen spojrzał na znaki.
— Materiały. Skład, masa, warunki przemiany.
Dotknął jednego z symboli. Znaki ustąpiły miejsca rysunkowi bryły przeciętej cienkimi liniami.
Eveline rozpoznała jeden z powtarzających się znaków.
— Złoto?
— Między innymi.
— Vorn mógł stąd wynieść takie zapisy?
— Mógł. Podobne prowadzono również w innych ośrodkach.
Eveline wymieniła płytkę na drugą. Urządzenie pokazało sylwetkę człowieka. Wokół głowy widniały drobne punkty połączone liniami.
Vaelen pochylił się nad panelem.
— Badania nad pamięcią. Próbowano odzyskiwać utracone wspomnienia, a także wpływać na te, które człowiek już posiadał.
Eveline dotknęła grzywki.
Zimno. Ciemność. Ktoś pochylający się nad nią, a potem czyjeś ramiona unoszące ją z ziemi.
Przed tym nie pamiętała niczego.
Opuściła rękę.
— Czy to działało?
— Nie wiem, jakie osiągnęli wyniki.
Przyjrzała mu się uważniej.
— Był pan tutaj wcześniej.
Vaelen podniósł wzrok.
— Rozpoznał pan drogę. Wiedział pan, gdzie zejść. Teraz zna pan te urządzenia.
— Byłem w Veyr.
— Kiedy? — zapytał Grijs.
— Dawno temu.
Eveline zaczerpnęła powietrza, żeby zadać następne pytanie, ale kaszel przerwał jej w pół słowa. Oparła się o stół.
Florentina podała jej bukłak. Woda złagodziła pieczenie tylko na chwilę.
— Dlaczego pan milczał? — zapytała w końcu.
— Nie chciałem mówić o tym, co się tu wydarzyło, zanim sam zobaczę, co zostało.
Eveline odstawiła bukłak.
— Więc jednak coś się wydarzyło.
— Tak.
Odwróciła się do urządzenia i przyłożyła do niego palce. Vaelen sięgnął w jej stronę, lecz zasłoniła panel dłonią.
— Sama spróbuję.
Cofnął rękę.
Przypomniała sobie złotą linię biegnącą przez zbroję Stratega, ciepły fragment metalu pod jego obojczykiem i palce rękawicy, które rozchyliły się mimo jego woli.
Czekała.
Nic się nie wydarzyło.
Spróbowała jeszcze raz, skupiając się na tamtym uczuciu. W korytarzu walczyła o oddech. Tutaj nie potrafiła przywołać tego, co się wtedy stało. Odsunęła rękę.
— Nic.
Vaelen spojrzał na panel.
— To nie musi działać w ten sam sposób.
— Wie pan dlaczego?
— Jeszcze nie.
Nie wyglądał jednak na równie zaskoczonego jak ona.
Florentina wyjęła medalion.
— Spróbujmy z nim.
Położyła go na stole obok urządzenia.
— Teraz? — zapytała Eveline.
— Nie widzę lepszej okazji.
— Najpierw zapisy.
Florentina spojrzała na rozłożone płytki, potem na panel.
— Być może znajdziemy w nich coś, co wyjaśni, jak działa medalion.
Schowała go pod kołnierz.
— Dobrze. Sprawdźmy pozostałe.
W trzeciej szufladzie Eveline znalazła kilka kolejnych płytek. Ułożyła je obok siebie na stole.
Florentina przesunęła palcem po krawędziach. Na każdej była inna liczba nacięć.
— Dwa, trzy, cztery... Sześć, siedem, osiem. Brakuje pierwszej i piątej.
Eveline sprawdziła pozostałe szuflady. W dwóch znalazła puste przegródki, których kształt odpowiadał płytkom. Przy każdej widniały takie same nacięcia jak na krawędziach płytek.
W tej z pięcioma nacięciami na dnie pozostał jaśniejszy prostokąt, a przy krawędzi widniała rysa.
— Ktoś ją podważał.
Vaelen pochylił się nad szufladą.
— Którą?
— Piątą. Pozostałe można wyjąć palcami.
— Mogła się zaklinować.
— Mogła. Ale ktoś ją wyjął i nie odłożył.
Florentina wskazała pustą przegródkę.
— Co było na piątej?
Eveline sięgnęła po płytkę oznaczoną numerem czwartym.
— Sprawdźmy tę.
Wsunęła ją do urządzenia. Na panelu pojawił się schemat głowy i kilka wierszy znaków. Vaelen przesunął palcem po jednym z nich.
— Opisy prób. Części oznaczeń nie znam.
Florentina przyjrzała się rysunkom.
— Na ludziach?
— Tak.
Eveline dostrzegła niewielką sylwetkę dziecka.
— A to? — Wskazała rysunek. — Co przy nim napisano?
Vaelen odszukał wiersz przy rysunku.
— Wiek. Stan po zabiegu. To ostatnie może oznaczać liczbę zachowanych wspomnień.
— Ile?
Przeczytał zapis jeszcze raz.
— Jeśli dobrze to odczytuję, żadnego.
Eveline spojrzała na rysunek. Nie było tam imienia. Tylko kilka znaków, data i puste miejsce poniżej.
Florentina pochyliła się bliżej.
— Badali również dzieci?
Vaelen nie odpowiedział. Księżniczka długo patrzyła na niewielką sylwetkę.
— I ktoś może dziś korzystać z tej wiedzy?
— Jeśli Vorn wyniósł stąd zapisy, nie możemy tego wykluczyć.
— Musimy znaleźć pozostałe — powiedziała Florentina.
Eveline wyjęła płytkę, nie spuszczając wzroku z rysunku aż do chwili, gdy zgasł.
Grijs podszedł do drzwi. Nasłuchiwał przez chwilę, po czym obejrzał się na pozostałych.
— Lepiej się pospieszmy.
Vaelen sięgnął po kolejną płytkę, lecz Eveline zabrała ją ze stołu pierwsza.
— Sama.
Spojrzał na nią, po czym cofnął rękę. Eveline wsunęła płytkę do urządzenia. Pojawiły się rzędy znaków, a na samym dole krótki zapis oddzielony grubą linią. Vaelen przeczytał go dwukrotnie.
— Odsyłacz do głównego archiwum.
— Gdzie ono jest? — zapytała Florentina.
Wskazał drzwi po przeciwnej stronie pomieszczenia.
— Na tym poziomie. Za dawną salą badań, jeśli przejście nadal istnieje.
Eveline wyjęła płytkę.
— Tam mogą być brakujące zapisy?
— Możliwe.
Schowała ją do sakwy. Grijs spojrzał na nią.
— Zabieramy?
— Ktoś zabrał dwie pozostałe. Nie zostawię tej.
— Rozsądnie.
— Idziemy do archiwum — powiedziała Florentina. — Jeśli znajdziemy tam dowód, że Vorn nadal korzysta z badań Archen, nie możemy zatrzymać go dla siebie.
Vaelen spojrzał na księżniczkę.
— Co Wasza Wysokość zamierza zrobić?
— Ostrzec tych, którzy mogą jeszcze zatrzymać Vermaar, ale najpierw potrzebuję czegoś więcej niż podejrzeń.
Grijs otworzył drzwi i wyjrzał na korytarz.
Vaelen zatrzymał się obok Eveline.
— Eveline. Nie mamy pewności, że ten zapis dotyczy pani.
— Wiem.
— Chciałem tylko...
Minęła go i ruszyła pierwsza.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania