Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 25

— Kto? — zapytała Florentina.

Eveline spojrzała na czterech jeźdźców oddalających się od bramy. Ciemne płaszcze opadały im niemal do strzemion. Jechali równo, po dwóch, bez pośpiechu. Jeden z nich obejrzał się na mury, zanim grupa zniknęła za zakrętem drogi.

Grijs jeszcze przez chwilę patrzył za nimi.

— Ludzie rady.

— Której części rady?

Nie odpowiedział od razu. To wystarczyło.

Florentina zacisnęła szczękę.

— Tej, która chciała Vermaaru.

Grijs skinął głową.

Vaelen przesunął wzrokiem po murach Meren. Z tej odległości miasto wyglądało spokojnie. Nad wieżami powiewały złote chorągwie, a przed bramą ciągnęła się krótka kolejka wozów i pieszych. Strażnicy sprawdzali ładunki, ktoś prowadził dwa muły obwieszone wiklinowymi koszami. Nic nie wskazywało na to, że kilka dni drogi dalej Kaden płonął.

Florentina odwróciła się do Grijsa.

— Skąd ich znasz?

— Stali przy sali rady. Czasem przy Doornie. Czasem przy posłach Vermaaru.

— Czyli służyli radzie.

— Służyli ludziom w radzie — poprawił ją Grijs. — To nie zawsze to samo.

Vaelen spojrzał za znikającymi jeźdźcami, mrużąc lekko oczy.

— Ilu wiedziało, że księżniczka przeżyła?

Grijs tym razem nie odpowiedział.

Florentina, nie czekając dłużej, odwróciła konia w stronę murów.

— Wjeżdżamy — powiedziała.

Vaelen uniósł wzrok.

— Wasza Wysokość.

— Nie — przerwała mu Florentina.

— Nie zdążyłem jeszcze nic powiedzieć.

— Właśnie dlatego odpowiadam wcześniej.

Eveline zerknęła na Vaelena, ale Florentina już mówiła dalej.

— Lord Hadren przysięgał mojemu ojcu. Jeśli Meren nadal jest nasze, nie zamierzam chować się przed jego bramą.

— A jeśli nie jest?

— Wtedy tym bardziej chcę to wiedzieć.

Vaelen przez chwilę nic nie mówił.

— Możemy zaczekać do zmroku — powiedział w końcu. — Grijs wejdzie pierwszy. Sprawdzi, czy brama nadal odpowiada Hadrenowi.

Florentina spojrzała na niego.

— A ja będę siedziała za wzgórzem i czekała, aż ktoś zdecyduje, czy mogę wejść do własnego miasta?

Jeszcze kilka dni wcześniej Eveline spodziewałaby się, że Florentina ustąpi. Może niechętnie, może z gniewem, ale jednak pozwoli Vaelenowi albo Grijsowi zdecydować, jak bezpiecznie przeprowadzić ją przez kolejne miejsce. Tym razem nie czekała, aż ktoś zdecyduje za nią.

— W Kadenie wszyscy decydowali za mnie — powiedziała spokojnie. — Rada. Doorn. Ojciec, kiedy jeszcze mógł. Potem pan. Wystarczy.

Grijs poruszył się lekko w siodle. Florentina odwróciła się do niego.

— Jeśli uważasz, że nie powinniśmy wjeżdżać, powiedz.

Grijs popatrzył na bramę, potem na drogę za ich plecami.

— Uważam, że jeśli ludzie rady są w środku, będą wiedzieć o naszym przyjeździe, zanim przejedziemy połowę miasta.

— To nie była odpowiedź — zauważyła Florentina.

Grijs milczał jeszcze chwilę.

— Wjechałbym.

Florentina skinęła głową i ruszyli w stronę bramy.

Z bliska Eveline dostrzegła oznaki przygotowań, których wcześniej nie zauważyła. Na murach stało więcej strażników niż zwykle, przy bocznej wieży piętrzyły się skrzynie ze strzałami, a z rowów przed murami usunięto krzaki i wysoką trawę. Meren nie wyglądało jeszcze na miasto szykujące się do oblężenia. Przygotowania jednak już się zaczęły.

Grijs wysunął się przed pozostałych i zwolnił przy bramie. Jeden ze strażników podniósł dłoń, dając im znak, żeby się zatrzymali.

— Cel przyjazdu?

Grijs zdjął rękawicę i pokazał znak ukryty pod naramiennikiem.

Strażnik spojrzał na niego, potem na Florentinę.

Zamarł.

Florentina zsunęła kaptur.

— Wasza Wysokość — wyrwało mu się.

Pozostali strażnicy wyprostowali się niemal jednocześnie. Jeden z nich przyklęknął.

Florentina nawet się nie zawahała.

— Zaprowadźcie mnie do lorda Hadrena.

Strażnik poderwał się na nogi i usunął się z drogi.

***

Wewnątrz Meren było głośniej, niż Eveline się spodziewała. Ulice były szersze niż w Kadenie, domy niższe, z jasnego kamienia i ciemnego drewna. Wozy przeciskały się między pieszymi, a konie stukały kopytami o bruk.

Kilku ludzi przy bramie rozpoznało Florentinę od razu. Reszta zaczęła oglądać się za nimi dopiero wtedy, gdy ktoś wyszeptał jej imię.

Wieść rozchodziła się szybko.

Kolejne rozmowy milkły, ludzie odwracali głowy, a po chwili coraz więcej spojrzeń śledziło ich przejazd.

Kobieta stojąca przed sklepem przycisnęła dłoń do ust. Dwóch chłopców pobiegło za nimi kawałek, dopóki strażnik nie odpędził ich ruchem ręki.

Eveline obserwowała twarze. Widziała ulgę, zaskoczenie i strach, czasem wszystkie trzy naraz.

— Nie wyglądają, jakby wiedzieli, czy powinni się cieszyć — powiedziała cicho.

Vaelen zerknął na mijanych ludzi.

— Ludzie rzadko cieszą się na widok następcy tronu, kiedy nie wiedzą, czy tron jeszcze istnieje.

Twierdza Hadrena stała na niewielkim wzniesieniu w północnej części miasta. Otaczał ją niski kamienny mur, a nad bramą wisiał herb Meren — złoty jeleń na ciemnym tle.

Kiedy wjechali na dziedziniec, czekało tam już kilkunastu ludzi.

Jeden z nich odłączył się od grupy i ruszył w stronę Florentiny, zanim zdążyła zatrzymać konia.

Był szeroki w ramionach, siwiejący, z krótko przyciętą brodą. Zamiast od razu się ukłonić, najpierw spojrzał na Florentinę, potem na Grijsa — na zabrudzone ubrania, krew przy bandażu na jego ramieniu i rozcięty płaszcz księżniczki.

Dopiero wtedy uklęknął.

— Wasza Wysokość.

Florentina zsiadła z konia. Eveline zrobiła to samo, wolniej. Bok, który przez cały dzień odzywał się przy każdym kroku konia, przypomniał o sobie ostrym ukłuciem, kiedy stopy dotknęły kamieni.

Przytrzymała się strzemienia, czekając, aż ból zelżeje.

— Lordzie Hadren — powiedziała Florentina.

Mężczyzna wstał i przez moment wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie znalazł właściwych słów.

— Myśleliśmy, że...

Urwał.

— Wiem.

Hadren wypuścił powietrze, spoglądając gdzieś ponad jej ramieniem.

— A król?

Florentina zamilkła.

Hadren na krótką chwilę zamknął oczy.

— Nie wiem — powiedziała. — Kiedy opuszczaliśmy Kaden, nadal żył.

— Rozumiem.

Powiedział to cicho, nie podnosząc wzroku.

Dopiero potem spojrzał na Grijsa.

— Doorn?

Grijs pokręcił głową.

Hadren znieruchomiał.

— Jak?

— W zamku — odpowiedział Grijs. — Osłaniał księżniczkę.

Tym razem Hadren nie pytał dalej.

Eveline widziała, jak coś w jego twarzy twardnieje. Nie rozpacz. Jeszcze nie. Raczej miejsce, w które rozpacz przyjdzie później, kiedy nie będzie świadków.

Florentina zrobiła krok bliżej.

— Potrzebuję wiedzieć, komu mogę tutaj ufać.

— Mnie.

— To za mało.

Przez moment zapadła cisza.

Hadren skinął głową.

— Dobrze.

Odwrócił się do jednego ze swoich ludzi.

— Konie do stajni. Medyka dla rannych. Nikt nie opuszcza twierdzy bez mojego pozwolenia.

Mężczyzna zawahał się.

— Lordzie...

— Nikt — powtórzył Hadren.

Mężczyzna skinął głową i odszedł.

Hadren wskazał schody.

— W środku porozmawiamy.

Florentina ruszyła pierwsza.

Vaelen przepuścił Eveline na schodach, a jego dłoń na moment dotknęła jej pleców, tuż pod łopatką, zanim zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.

Eveline to zauważyła.

Przy wejściu Grijs minął strażnika bez oddawania miecza. Mężczyzna zerknął na broń, potem na niego, ale nic nie powiedział.

***

W sali na piętrze paliły się trzy lampy, mimo że za oknami wciąż było jasno. Na dużym stole leżała mapa południowej części królestwa. Ktoś zaznaczył na niej czerwonym atramentem drogi prowadzące z Kadenu, a kilka linii kończyło się krzyżykami.

Florentina zatrzymała się przy stole.

— Co to?

Hadren zamknął drzwi.

— Meldunki.

— O czym?

— O wszystkim, czego nie wiemy.

Hadren podszedł do mapy.

— Ta droga jest zamknięta. Tu zniknął patrol. Tutaj znaleźliśmy trzy spalone wozy — powiedział, wskazując kolejne miejsca. — Od dwóch dni nie dotarł do nas żaden pewny meldunek od garnizonu ani z pałacu w Kadenie.

Florentina patrzyła na czerwone znaki.

— Ilu ludzi ma Meren?

Hadren odpowiedział dopiero po chwili.

— W murach? Niecałe trzy tysiące zdolnych do walki.

— A poza nimi?

— Kolejne kilkaset, jeśli ściągnę ludzi z majątków. Ale wtedy zostawiam drogi bez ochrony.

Florentina przesunęła palcem po mapie, zatrzymując go przy zachodniej granicy.

— Vermaar?

— Nie wiemy.

Vaelen stał po drugiej stronie stołu.

— To nieprawda.

Hadren spojrzał na niego.

— Słucham?

— Wie pan przynajmniej tyle, że ich ludzie już tu są.

Na chwilę zapadła cisza.

Florentina podniosła głowę.

— Ilu ich jest?

— Sześciu — odpowiedział Hadren. — Przyjechali wczoraj.

Grijs odezwał się zza jej pleców.

— Czterech właśnie wyjechało.

Florentina odwróciła się do niego.

— Ci sami, których widzieliśmy przy bramie?

— Tak.

Hadren spojrzał na niego.

— Znasz ich?

— Z Kadenu. Służyli ludziom rady.

Florentina przeniosła wzrok na Hadrena.

— Wiem, kim są. Chcę wiedzieć, jako kto tu przyjechali.

Hadren oparł dłonie o stół.

— Jako przedstawiciele rady. Według nich rada nadal istnieje.

Florentina zmrużyła oczy.

— I co powiedzieli o Kadenie?

Hadren spojrzał na czerwone znaki na mapie.

— Tyle, ile chcieli, żebyśmy wiedzieli.

— Czyli?

— Że w mieście doszło do walk. Że sytuacja nie jest jeszcze rozstrzygnięta. I że rada nadal reprezentuje władzę Kadenu. Florentina patrzyła na niego przez moment.

— Ludzie, którzy chcieli oddać Kaden Vermaarowi, wydostali się z miasta i teraz twierdzą, że reprezentują Kaden?

Hadren nie odpowiedział od razu.

Grijs spojrzał na niego.

— Dokąd pojechała ta czwórka?

— Nie powiedzieli.

— A pan nie zapytał?

Hadren zacisnął usta.

— Zapytałem.

Florentina wyprostowała się.

Vaelen obserwował ją przez chwilę.

— Mówiłem, że warto było zaczekać za murami.

— Nie.

Vaelen uniósł brwi.

— Nadal nie?

— Teraz przynajmniej wiem, gdzie są.

Vaelen patrzył na nią przez chwilę, po czym skinął głową. Tym razem Eveline nie dostrzegła w tym nawet śladu ironii.

Hadren przesunął kilka dokumentów na bok.

— Jest jeszcze coś.

Florentina spojrzała na niego.

— Co?

Hadren zawahał się.

— Nie przyjechali sami.

Grijs podszedł bliżej stołu.

— Kto jeszcze jest w Meren?

Hadren spojrzał na Vaelena.

— Strateg Vermaaru.

Eveline spojrzała na Vaelena, spodziewając się jednego z tych spokojnych, lekko złośliwych komentarzy, którymi zwykle kupował sobie kilka sekund. Nie powiedział nic. Patrzył na drzwi.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania