Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 30a

Eveline długo nie mogła zasnąć. Wracała myślami do tego, co Vaelen powiedział o Veyr. O świadomości i wspomnieniach. Najbardziej niepokoiło ją jednak to, czego nie powiedział.

W podziemiach Kadenu kamień zadrżał pod jej stopami. Była pewna, że nikt poza nią tego nie poczuł. Teraz przypomniała sobie, że Vaelen patrzył wtedy na nią, a nie na światło.

Dlaczego?

Mogła go o to zapytać. Jeszcze tego wieczoru stała z nim na półpiętrze, a on odpowiadał na pytania, których wcześniej unikał. A jednak tego jednego nie zadała.

Nie dawało jej też spokoju, jak gładko odpowiedział, kiedy zapytała o medalion.

„Tego nie wiem.”

Za szybko.

Na krześle leżała sukienka, którą przygotowano dla niej po przyjeździe do Meren. Obok stały buty, nadal zabrudzone błotem z drogi. Jeszcze niedawno pracowała w sklepie i martwiła się o rachunki, klientów oraz rzeczy, które Vaelen kupował za stanowczo zbyt duże pieniądze. Teraz Vermaar żądał jej wydania pod zarzutem zabójstwa księcia, a ona rozważała podróż do miejsca, którego nie było na żadnej współczesnej mapie.

Vaelen potrafił udzielać odpowiedzi, po których miała więcej pytań niż przedtem, choć tym razem przynajmniej pozwalał jej je zadawać.

Pomyślała o jego dłoni na schodach. O chłodnych palcach i o tym, że mógł ją puścić znacznie wcześniej, a jednak tego nie zrobił. Było to wyjątkowo nieprzydatne wspomnienie, kiedy próbowała zdecydować, czy może mu zaufać.

Nie była pewna. Ale coraz bardziej chciała.

Co nie znaczyło, że zgodziła się jechać do Veyr.

***

Obudziły ją dzwony. Nie biły na alarm. Sześć równych uderzeń niosło się nad Meren. Wąskie okno wpuszczało do pokoju blade światło, a za ścianą ktoś przesunął ciężki mebel po kamiennej podłodze.

Zdążyła się ubrać i sięgnąć po chleb, który przyniesiono jej wieczorem. Oderwała kawałek, ale zanim zdążyła go ugryźć, ktoś zapukał. Za drzwiami stał Grijs.

— Hadren wzywa wszystkich. Zwiadowcy widzieli wojska Vermaaru na południowej drodze.

Eveline odłożyła chleb.

— Czyli ze spokojnego poranka nici.

— Od Kadenu żadnego nie mieliśmy.

***

W sali map pachniało woskiem i zimnym popiołem z kominka, którego nikt nie zdążył rozpalić. Florentina stała przy stole. Na blacie leżała mapa Meren i okolic, przytrzymana w rogach czterema metalowymi ciężarkami. Wzdłuż południowej drogi ustawiono trzy czarne znaczniki. Obok leżał dokument Stratega, z pieczęcią zwróconą do góry. Hadren opierał dłonie o blat.

Vaelen siedział z filiżanką kawy przed sobą i wyglądał jak człowiek, którego Vermaar nie zamierzał otoczyć armią.

Podniósł wzrok, kiedy weszła i uśmiechnął się lekko.

— Dzień dobry, panno Vale.

— Lordzie Vaelen.

Nic więcej. Jego brew uniosła się odrobinę.

— Dwa oddziały widziano przed świtem — zaczął Hadren. — Trzeci zatrzymał się przy przeprawie. Żaden nie próbował podejść pod mury. Ilu ich jest, nie wiemy. Nie zamierzam tracić zwiadowców tylko po to, żeby ich policzyć.

— Strateg dał nam dwa dni — przypomniała Florentina.

— I na razie dotrzymuję słowa. Nie obiecywał, że jego ludzie będą przez ten czas siedzieć bezczynnie.

— Jeśli zamkną przeprawę, zostanie droga północna — powiedział Grijs.

— Wysłałem tam patrol. Ale jeśli sprowadzą więcej wojska, odetną również ją.

Z dziedzińca dobiegł tętent kilku koni, a chwilę później krzyk przy bramie i zgrzyt podnoszonej kraty. Hadren nawet nie spojrzał w stronę okna.

— Patrol z północy. Jeśli wrócili tak szybko, nie zajechali daleko.

— Jest jeszcze sprawa konia — dodał Hadren. — Strażnik ze wschodniej bramy, który go wypuścił, dostał przepustkę z pieczęcią rady.

— Od kogo? — zapytała Eveline.

— Nie wie. Przyniósł ją jeden z ludzi Stratega.

— Czyli koń należał do nich.

— Tego nadal nie wiemy — odparł Grijs. — Wiemy, kto go stąd zabrał.

— Mogę przez następne dwa dni przesłuchiwać strażników albo przygotować miasto na to, co stanie się po ich upływie — powiedział Hadren. — Wolę drugie.

— Nie będziemy mieli dwóch dni.

— Wasza Wysokość?

— Strateg nie przyjechał tu po odpowiedź. — Florentina przesunęła dokument w jego stronę. Pergamin zaszeleścił na blacie. — Przyjechał powiedzieć nam, jaką odpowiedź mamy dać. Gdyby naprawdę wierzył, że rozważam warunki Vermaaru, nie wyznaczałby terminu. Zostałby. Negocjował. Zaproponowałby coś, czego mogłabym chcieć.

— Zaproponował ochronę.

— Zagroził mi armią i nazwał ją ochroną.

Vaelen odstawił filiżankę. Porcelana stuknęła cicho o spodek.

— To dość popularna definicja.

— Lordzie Vaelen, jeśli ma pan coś użytecznego do powiedzenia, teraz byłby dobry moment — powiedział Hadren.

— Mam. Nie powinniśmy tu być, kiedy upłynie termin.

— Łatwo powiedzieć komuś, żeby opuścił jego własne mury.

— Nie mówię o panu.

Hadren spojrzał na Florentinę.

— Nie.

— Jeszcze niczego nie powiedziałam.

— Wiem, co pani powie. Jeśli Wasza Wysokość wyjedzie, a Vermaar się o tym dowie, nie będę mógł pani chronić.

— Jeśli zostanę, za dwa dni będzie pan musiał wybierać między mną a trzema tysiącami ludzi.

— Już wybieram.

— Właśnie dlatego wyjadę.

— A jeśli zatrzymają panią na drodze?

— Tutaj znajdą mnie na pewno.

Hadren nie odpowiedział od razu.

— Dokąd?

— Veyr — powiedział Vaelen.

— Nie znam takiego miejsca.

— To dobrze.

Vaelen wyjął z wewnętrznej kieszeni złożoną mapę i rozłożył ją na stole.

— Panna Vale znalazła Veyr na mapie sprzed trzydziestu lat. Dawna stacja Archen. Leży tutaj, za Kadenem.

— Za Kadenem — powtórzył Hadren. — W którym siedzi teraz Vermaar.

— Główny trakt prowadzi przez miasto. — Vaelen przesunął palcem po zboczach na wschód od Kadenu. — Ale transporty Północnej Kompanii go omijały. Tędy.

Eveline pamiętała mapę ze sklepu. Oglądała ją dość długo, żeby zapamiętać każdą kreskę.

— Na tamtej mapie nie było tu żadnej drogi.

— Na tamtej nie — odparł Vaelen.

Ta była starsza. Papier pociemniał, a w rogu widniał znak kartografa, którego nie znała. Cienka, wyblakła linia omijała Kaden od wschodu i znikała między górami.

— Kiedy ostatnio ktoś tamtędy jechał? — zapytał Hadren.

— Nie wiem. Ale przez lata jeździły tamtędy ciężko załadowane wozy. Jeśli przejechały one, przejedziemy i my.

— Vermaar ma ludzi na północnej drodze. Rada również. Jeśli wyjedziecie główną bramą, będą wiedzieli przed południem.

Z korytarza dobiegły szybkie kroki. Po chwili drzwi uchyliły się i jeden ze strażników powiedział coś Hadrenowi półgłosem. Hadren skinął głową, a mężczyzna zniknął.

— Patrol wrócił. Droga jest przejezdna, ale przy rozstajach stoją ludzie w płaszczach rady. Nikogo nie zatrzymują. Patrzą.

— Głównej drogi nie użyjemy — powiedziała Florentina.

— Jest stara droga za wschodnim murem. Używają jej drwale. Po deszczu jest paskudna.

— Za wschodnim? — zapytał Grijs. — Tamtędy wyprowadzili konia.

— Przez bramę. Ja mówię o furcie drwali. Pilnują jej moi ludzie, nie straż miejska.

Grijs przesunął palcem po linii za murem.

— Przejedziemy.

— Nie na koniach, które macie.

— Potrzebujemy czterech — powiedział Vaelen.

— Czterech? Sądziłem, że panna Vale zostanie w Meren. Pod moją ochroną. — Hadren zwrócił się do niej. — Potrafię chronić własnych gości. I nie wydam pani bez sądu.

— Wiem. Ale pańscy ludzie musieliby za tę decyzję walczyć. A Strateg nie zrezygnuje z żądania tylko dlatego, że zostanę w swoim pokoju. Jadę z nimi.

Vaelen się nie odezwał. To zirytowało ją bardziej, niż gdyby próbował zaprotestować.

— Co?

— Nic.

— Wygląda pan, jakby miał coś do powiedzenia.

— Wczoraj wyjaśniła mi pani dość dokładnie swoje stanowisko.

— I?

— Uznałem, że tym razem spróbuję się czegoś nauczyć.

Grijs odwrócił głowę, jakby nagle zainteresowało go coś po drugiej stronie sali.

— Jeśli panią złapią... — zaczął Hadren.

— Dlatego nie dam się złapać.

— To nie jest plan.

— Nie — powiedział Grijs. — To moja część planu.

— Droga wychodzi przy starym kamieniołomie — powiedział Hadren. — Mogę przygotować konie tutaj. — Dotknął punktu poza murami. — Nie z mojej stajni. Jeśli ludzie Stratega patrzą, zauważą.

— Kiedy? — zapytała Florentina.

— Po zmroku.

— Za późno — powiedział Vaelen. — Do tego czasu mogą tu stać trzy kolejne oddziały. A Strateg musi zakładać, że znaleźliśmy konia. Dlatego go zabrał. Im dłużej tu zostajemy, tym więcej czasu ma na ustalenie, co jeszcze wiemy.

— W takim razie południe — powiedział Hadren. — Przy zmianie warty przy wschodnim murze jest największy ruch. Do tego czasu zostały niecałe dwie godziny.

— Ma pan jedną — powiedziała Florentina. — Chcę być przy furcie, zanim zmienią się straże.

— Wasza Wysokość.

— Dobrze. Półtorej.

Hadren westchnął.

— Będzie półtorej.

Florentina uśmiechnęła się po raz pierwszy od Kadenu.

Hadren zebrał mapy.

— Grijs, chodź ze mną. Pokażę ci drogę. Jeśli przejście okaże się odcięte, zawracacie. Żadnych walk o przejazd. Żadnego zbliżania się do Kadenu.

— Dopilnuję — powiedział Grijs. — Choćbym musiał zawrócić konia Jej Wysokości za uzdę.

Wyszedł za Hadrenem, a Florentina sięgnęła po dokument Stratega.

— Muszę napisać odpowiedź.

— Odrzuca pani warunki? — zapytała Eveline.

— Nie.

Florentina usiadła.

— Napiszę, że rozważam propozycję i odpowiem przed upływem terminu. Odmowę zostawię Hadrenowi. Pokaże ją innym dowódcom, kiedy nas już tu nie będzie.

Zanurzyła pióro w atramencie.

— Jeżeli Strateg uwierzy, że nadal może dostać to, czego chce, może poczekać.

— A jeśli nie uwierzy? — zapytała Eveline.

Pióro zaskrzypiało na papierze.

— Wtedy dobrze, że wyjeżdżamy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • karcian dzisiaj o 6:50

    Mój komentarz: poprawiłam rozdział 29 (obecnie jest to jeden z najważniejszych rozdziałów w opowiadaniu).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania