Sklep rzeczy utraconych - rozdział 30b
Hadren wrócił, zanim Florentina zdążyła dokończyć list. Towarzyszył mu młody oficer, który zatrzymał się przy drzwiach i zasalutował.
— Wasza Wysokość. Powinna pani to zobaczyć — powiedział Hadren.
Florentina odłożyła pióro.
— Co się stało?
— Wojska Vermaaru zajmują pozycje. Obawiam się, że nie zamierzają czekać na odpowiedź.
Vaelen podniósł się od stołu.
— Podchodzą pod mury?
— Nie. Właśnie dlatego chcę, żeby pani spojrzała.
***
Na murach wiał zimny wiatr. Eveline przytrzymała włosy,gdy wyszli z osłoniętej klatki schodowej. Przed nimi rozciągały się równiny przecięte drogami i pasami ciemnych lasów. Dalej, za niewielkimi wzgórzami, widać było pierwsze stoki gór.
Wojska Vermaaru zajmowały rozległy obszar na południe od miasta. Wiatr niósł od nich dym obozowych ognisk i daleki, nieustający gwar, jakby za wzgórzami pracowało ogromne miasto.
Eveline spodziewała się zobaczyć szeregi żołnierzy maszerujących w stronę murów. Tymczasem większość oddziałów pozostawała daleko od twierdzy. Na jednej z dróg stały wozy zaopatrzeniowe, przy drugiej jeźdźcy ustawiali konie w długiej kolumnie. Niewielkie grupy żołnierzy przemieszczały się między wzgórzami, znikając za linią drzew.
— Ilu ich jest? — zapytała.
— Z tej strony widzimy około dwóch tysięcy — odpowiedział Hadren. — Reszta może być jeszcze w drodze.
— Nie wyglądają na gotowych do ataku — odezwała się Florentina.
— Bo nie są. — Hadren wskazał jeźdźców oddalających się od głównego obozu. — Tamci jadą na wschód. Kolejny oddział ruszył godzinę temu w stronę północnej przeprawy. Na zachód nie wysłali nikogo.
Grijs oparł dłonie o kamienną krawędź muru.
— Od strony lasu też mają ludzi?
— Wysłałem zwiadowców. Do tej pory nie wrócili.
Vaelen milczał.
— Gdyby chcieli oblegać miasto, zajęliby najpierw tamto wzgórze — powiedział Hadren. — Stamtąd mogliby uderzyć na przedmurze. Potem zamknęliby zachodni trakt i odcięli dostawy z doliny.
— A zamiast tego wysyłają ludzi na północ — zauważyła Eveline.
Florentina podeszła do blanków.
— Chcą nas odciąć od Kadenu?
— Od Kadenu również. Ale do stolicy prowadzi kilka dróg. Nie potrzebowaliby tylu jeźdźców, żeby zablokować jedną.
Vaelen patrzył ku północnym wzgórzom.
— Veyr — powiedziała Eveline.
Nie odwrócił głowy.
— Tamte drogi prowadzą w stronę Veyr?
— Przez północne przełęcze można dostać się do kilku dolin — wyjaśnił Grijs. — Między innymi do tej, której szukamy.
— Znają stare szlaki — odezwał się Vaelen.
— To samo w sobie nie jest niezwykłe — odparł Hadren. — Rada ma mapy tych ziem.
— Nie wszystkie szlaki zaznaczono na mapach rady.
Eveline przypomniała sobie pożółkły arkusz rozłożony wcześniej na stole. Cienką linię omijającą Kaden od wschodu.
— Lucien wiedział o Veyr — powiedziała. — Ma również dziennik Mareta, a Maret jeździł dla Vorna na północ.
— Osiemnaście lat temu — przypomniał Vaelen. — Od tamtej pory część dróg zarosła, inne osunęły się do rzek.
— Strateg ma zwiadowców. Mógł odnaleźć dawne szlaki.
— Mógł.
Eveline spojrzała na niego.
— Więc dlaczego wygląda pan na zaniepokojonego?
— Bo nie rozstawia się tylu ludzi tylko po to, żeby sprawdzić, czy droga nadal istnieje.
Grijs przyjrzał się oddziałom przemieszczającym się między wzgórzami.
— Mogą zamykać wszystkie przełęcze.
— Mogą — przyznał Vaelen. — Ale wtedy spodziewałbym się również ludzi na zachodzie.
Hadren skinął głową.
— Tamtejszy trakt pozostaje otwarty. Przynajmniej na razie.
— Może Strateg chce, żebyśmy właśnie nim pojechali — powiedziała Eveline.
Vaelen spojrzał w stronę zachodnich wzgórz.
— Tego nie wykluczam.
Hadren zwrócił się do oficera stojącego przy schodach.
— Gdzie teraz przebywa Strateg?
— Opuścił twierdzę przed świtem, panie.
— Kto wydał zgodę?
— Nikt z naszej straży. Przy zachodniej bramie pokazano przepustkę rady. Wartownik uznał, że gość twierdzy ma prawo wyjechać.
Florentina odwróciła się do oficera.
— Kiedy zamierzano nas o tym poinformować?
— Meldunek przekazano dowódcy nocnej warty, Wasza Wysokość. Nie dotarł do pana Hadrena.
— Dlaczego?
— Właśnie to ustalamy.
— Proszę znaleźć dowódcę warty — polecił Hadren. — I człowieka, który przyjął przepustkę.
Oficer zasalutował i odszedł.
— Coraz mniej podoba mi się liczba ludzi rady w mojej twierdzy — powiedział Hadren.
— To niekoniecznie byli ludzie rady — zauważył Vaelen.
— W takim razie podoba mi się jeszcze mniej.
Eveline dostrzegła ruch przy południowym trakcie. Cztery konie ciągnęły ciężki wóz przykryty ciemnym brezentem. Nie jechał z pozostałym taborem. Dwóch żołnierzy szło przed nim, kolejnych dwóch za nim, prowadząc własne konie za uzdy.
Wóz skręcił na drogę biegnącą pod zachodnim murem.
— Grijs. Widzi pan tamten wóz? Przy zakręcie?
Zmrużył oczy.
— Widzę.
Zaprzęg zatrzymał się nagle. Rżenie doleciało aż pod mury, ostre i urwane. Jeden z koni odsunął się w bok, pociągając za sobą pozostałe. Woźnica szarpnął lejce, ale zwierzęta cofnęły się o kilka kroków.
Żołnierz idący obok wozu podszedł do pierwszego konia. Zwierzę szarpnęło głową i niemal przewróciło człowieka.
Woźnica zeskoczył z kozła. Po krótkiej rozmowie z żołnierzem obaj podeszli do zaprzęgu. Jeden chwycił pierwszego konia za uzdę i zaczął prowadzić go pieszo.
Wóz ruszył. Pozostałe zwierzęta szły nierówno, co chwilę naprężając uprząż.
Eveline przypomniała sobie noc przy skałach. Konia szarpiącego uwiąz, zanim jeszcze zobaczyła stworzenie.
— Myśli pan, że pod brezentem jest jedna z tych bestii?
Grijs obserwował zaprzęg.
— Widziałem już konie płoszące się bez wyraźnego powodu. Nie widziałem jeszcze takich, które bałyby się własnego wozu.
Florentina podeszła bliżej.
— Dlaczego sądzicie, że przewożą tam stworzenie?
— Pamięta pani nasze konie przy skałach? — zapytała Eveline. — Zachowywały się tak samo, zanim zobaczyliśmy stworzenie.
Księżniczka przyjrzała się wozowi.
— Mogą być przemęczone.
— Mogą — przyznał Grijs. — Ale woźnica woli prowadzić je pieszo, niż wrócić na kozioł.
Vaelen dołączył do nich, kiedy wóz ponownie stanął. Jeden z żołnierzy podniósł skraj brezentu i zajrzał pod przykrycie. Drugi pozostał przy koniach, unikając zbliżania się do ładunku.
— Cokolwiek przewożą, pilnują tego bardziej niż pozostałych wozów — powiedziała Florentina.
— Hadrenie, czy na zachodnim murze jest posterunek z widokiem na tę drogę? — zapytał Vaelen.
— Oczywiście.
— Proszę kazać strażnikom obserwować wóz. Jeśli podjadą bliżej, niech nie otwierają bramy, bez względu na to, jakie dokumenty pokażą.
— Spodziewa się pan ataku?
— Wolę, żeby zaskoczyli mnie jego brakiem.
Hadren przywołał strażnika i wydał mu rozkaz.
Wóz w końcu ruszył dalej. Żołnierze nie próbowali już zmusić koni do szybszego marszu.
— Coś tu się nie zgadza — powiedział Grijs. — W Kadenie ludzie Vermaaru uciekali przed stworem tak samo jak nasi.
— Jeśli go przewożą, może nadal nie potrafią nad nim zapanować — zauważyła Florentina.
— To nie wyklucza, że próbują — odparł Vaelen.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania