Sklep rzeczy utraconych - rozdział 47
W pierwszym magazynie nie było drzwi. Grijs znalazł drugi, nieco dalej od drogi, z dachem, który wyglądał na cały, i ciężkimi wrotami wiszącymi na jednym zawiasie. W środku pachniało wilgotnym drewnem i starym zbożem. Pod ścianami stały puste beczki, a przez szczeliny między deskami wpadało ostatnie światło dnia.
Tempo wszedł pierwszy, niosąc nosze. Eveline i Florentina pomagały mu ostrożnie opuścić Vaelena na ziemię. Grijs odsunął kilka skrzyń, żeby zrobić miejsce przy ścianie.
— Tutaj — powiedział Tempo. — Dalej go nie niesiemy.
Vaelen nie protestował. Miał zamknięte oczy, a kiedy Tempo odchylił jego płaszcz, Eveline zobaczyła ciemną plamę na opatrunku.
Tempo uklęknął przy noszach i zaczął odrywać przyklejony do rany bandaż.
— Uprzedzaj — syknął Vaelen.
Tempo zwilżył materiał, zanim spróbował ponownie. Florentina postawiła przy nich sakwę z opatrunkami.
Grijs znalazł kawałek płótna i zatkał nim największą szczelinę we wrotach. Potem wrócił do Florentiny, która stała przy wąskim oknie wychodzącym na dolinę.
Eveline widziała przez nie zamek ponad dachami Kadenu. Dwie chorągwie nadal powiewały na wieżach.
— Nie możemy wejść główną bramą — powiedział Grijs. — Przy północnej będzie podobnie. Jeśli Vermaar obsadził zamek, nie zostawił pozostałych wejść bez straży.
— Przy zachodnim murze jest pralnia. Dawniej należała do zamku. Teraz korzysta z niej pół miasta, ale wciąż ma przejście na teren zamkowy. Praczki wchodzą bocznym wejściem, zanim otworzą targ. Chodziłam tam z matką, kiedy byłam mała.
— I zamierzasz tamtędy wejść?
— O świcie.
Grijs wyciągnął płótno ze szczeliny i wyjrzał na drogę.
— Ludzie Vermaaru znają twoją twarz. Jeśli cię zatrzymają, nie będziemy nawet wiedzieć, dokąd cię zabrali.
— Dlatego nie pójdę jako księżniczka. Znam ludzi w pralni. Najpierw poszukam kogoś przy wejściu. Do straży nie podejdę, dopóki nie będę wiedziała, jak dostać się do środka.
— Pójdę z tobą.
— Ledwo zapinasz pas jedną ręką. A żołnierza poznają w tobie, zanim otworzysz usta.
Grijs wcisnął płótno z powrotem w szczelinę, mocniej, niż było trzeba.
— Nie zostawię cię bez ochrony.
— Nie zostawisz. Chciałabym, żeby Eveline poszła ze mną.
Eveline odkładała właśnie manierkę przy noszach.
— Ja?
— Potrzebuję kogoś, kto pomoże mi nie zwracać na siebie uwagi.
— Mnie oskarżono o zabicie księcia Vermaaru, a Strateg przywiózł do Meren żądanie mojego wydania. Jeśli straż dostała mój opis, też mnie rozpoznają.
— Tobie również znajdziemy chustkę. Jeśli dostaniemy się do zamku, spróbujemy zejść do groty. Pomożesz mi?
Tempo nadal przyciskał opatrunek do boku Vaelena. Na podłodze obok leżały zakrwawione kawałki materiału.
— A on?
— Zostanie ze mną — odpowiedział Tempo. — I z Grijsem.
Grijs nie wyglądał na przekonanego, lecz nie odezwał się.
— Pójdę — powiedziała Eveline. — Jeśli nie dotrzesz do ojca, nikt nie odwoła tego oskarżenia. A Strateg i tak w końcu mnie znajdzie.
Florentina odetchnęła.
— W takim razie przygotujmy ubrania dla nas obu.
***
W starych skrzyniach znaleźli kilka płóciennych worków, dwa szorstkie fartuchy i dwie koszule pozostawione przez dawnych robotników. Jedna była poplamiona przy kołnierzu, druga miała rozpruty rękaw. Eveline obejrzała obie i wybrała tę drugą.
Rozłożyła koszulę na pustej skrzyni. Była za szeroka w ramionach, ale pod fartuchiem nie powinno to przeszkadzać. Z własnej sakwy wyjęła ciemną spódnicę, którą zabrała jeszcze z Meren, i podała ją Florentinie.
— Przymierz.
Florentina zniknęła za stertą beczek. Po kilku minutach wyszła w pożyczonej spódnicy i koszuli, której rękawy podwinęła niemal do łokci. Eveline zawiązała jej fartuch. Księżniczka poprawiła kołnierz i wyprostowała plecy.
— Nie będziemy czekały na posłów — powiedziała Eveline.
Florentina obejrzała swój strój. Parsknęła cicho i oparła się biodrem o skrzynię.
— Lepiej?
Eveline podała jej pusty kosz.
— Z tym będzie ci łatwiej.
Florentina wsunęła go pod ramię.
Usiadły na skrzyni. Florentina zdjęła z włosów ozdobną spinkę i podała ją Eveline, która schowała ją do torby.
— I nie poprawiaj włosów co pięć minut.
Księżniczka rozplotła warkocz. Eveline pomogła jej związać włosy prostym kawałkiem sznurka i wsunąć je pod chustkę.
— A ręce? — zapytała Florentina.
Eveline przyjrzała się jej dłoniom. Były podrapane po ostatnich dniach podróży, ale paznokcie nadal miała starannie przycięte, a skóra była jaśniejsza niż u kobiet pracujących całymi dniami przy wodzie.
— Nie będą wyglądały jak ręce praczki po jednym wieczorze.
— Więc?
— Nie pokazuj ich bez potrzeby.
— Matka nigdy nie pozwalała mi chodzić do pralni bez opiekunki. Bała się, że wpadnę do kotła z wrzątkiem.
— Wpadłaś kiedyś?
— Nie, ale raz przewróciłam cały kosz świeżo wypranej bielizny.
— I co zrobiłaś?
— Kazałam wszystko wyprać jeszcze raz.
Eveline spojrzała na nią.
Florentina zakryła twarz dłońmi.
— Wiem.
— Nie powiedziałam nic.
— Nie musiałaś.
Eveline roześmiała się, a Florentina zaraz do niej dołączyła. Później wybrały drugą chustkę. Eveline schowała pod nią kasztanowe włosy, pozostawiając grzywkę na czole. Zdjęła też torebkę z naprawionym zapięciem i przełożyła potrzebne rzeczy do prostej płóciennej torby.
Siedziały obok siebie, dopóki z drugiego końca magazynu nie dobiegł kaszel Vaelena. Florentina podniosła się pierwsza.
— Powinnam zobaczyć, jak się czuje.
Eveline również wstała.
— Ja przyniosę wodę.
***
Przed świtem powietrze zrobiło się zimniejsze. W szczelinach między deskami magazynu pojawiła się szara poświata, ale w dolinie nadal panował półmrok.
Eveline pakowała torbę przy skrzyni z manierkami, kiedy Florentina wyszła w przebraniu. Grijs stał przy wrotach. Obejrzał ją od stóp do głów.
— Nie poznałbym cię z daleka.
— A z bliska?
— Niestety tak.
Florentina poprawiła chustkę.
— Postaram się nie podchodzić zbyt blisko.
Grijs sięgnął do pasa i wyjął nóż w skórzanej pochwie. Podał go rękojeścią do przodu.
Florentina przyjęła broń.
— To twój.
— Wiem.
Obróciła pochwę w dłoniach i wsunęła nóż pod fartuch, gdzie nie rzucał się w oczy.
Grijs sprawdził, czy rękojeść nie wystaje spod materiału. Dopiero wtedy odstąpił.
Przy noszach Tempo kończył zakładać Vaelenowi nowy opatrunek. Czyste płótno szybko nasiąkło przy brzegu rany. Vaelen miał rozpalone czoło i spierzchnięte usta. Leżał z zamkniętymi oczami, ale kiedy Florentina podeszła, spojrzał na nią.
— Wasza Wysokość.
— Lordzie Vaelen.
Tempo zebrał zużyte bandaże i odłożył je do miski.
— Nie powinien dziś wstawać — powiedział.
— Nie zamierzam — odpowiedział Vaelen.
Florentina uklęknęła przy noszach.
— Jeśli uda mi się dostać do ojca, będę potrzebowała pańskich zeznań przed radą. Chcę pokazać, do czego może zostać użyty nasz Ader. Powie pan o Veyr, o programie i dziewiętnastu ludziach, którzy zginęli. Również o pańskim udziale.
Tempo przestał składać bandaże.
— To nie jest rozmowa na teraz — powiedział.
— Wiem, że jest ranny — odparła Florentina. — Nie zamierzam go dziś zabierać przed radę.
Vaelen poruszył dłonią, dając Tempo znak, żeby nie przerywał.
— Dobrze — powiedział.
Przez otwarte wrota dobiegło nawoływanie ptaka. Tempo wrócił do układania opatrunków.
Florentina patrzyła na Vaelena przez kilka sekund.
— Zdaje pan sobie sprawę, co to oznacza?
— Tak.
— Nie mogę obiecać panu ochrony.
— Nie prosiłem o nią. — Vaelen zaczerpnął powietrza. — Rada nie musi mnie wysłuchać, Wasza Wysokość. Jej ludzie już wcześniej popierali porozumienie z Vermaarem.
— Dlatego najpierw muszę dotrzeć do ojca.
Księżniczka wstała.
Vaelen nie odpowiedział. Patrzył ponad jej ramieniem, na Eveline.
Eveline wzięła jedną z manierek, wsunęła ją do torby i ruszyła za Florentiną do wrót. Do noszy nie podeszła.
— Eveline — odezwał się Tempo, nie odrywając rąk od opatrunku. — Pamiętaj o zamkach.
— Pamiętam.
Florentina wyszła pierwsza. Grijs odprowadził obie do skraju dawnej drogi, skąd widać było zachodni mur miasta.
— Jeśli nie dostaniecie się do pralni przed południem, wracacie — powiedział. — Nie szukacie innego wejścia i nie rozmawiacie ze strażą.
— A jeśli znajdziemy kogoś, kto może nam pomóc? — zapytała Florentina.
— Najpierw sprawdźcie, komu służy. Gdybyście nie mogły wrócić do magazynu, będę tu o zmierzchu. Dziś i jutro.
— Dobrze.
Grijs odsunął się z drogi. Florentina ruszyła w dół zbocza, a Eveline podążyła za nią.
***
Kiedy dotarły do zachodniego przedmieścia Kadenu, niebo zdążyło pojaśnieć. Na ulicach pojawiali się pierwsi handlarze. Wozy z warzywami i beczkami jechały w stronę miejskich bram, a między nimi szli robotnicy niosący narzędzia.
Florentina miała na ramieniu pusty kosz. Eveline niosła torbę z resztką chleba i manierką.
— Nie patrz na wieże — powiedziała cicho Eveline.
Florentina opuściła wzrok.
— I nie poprawiaj chustki.
Księżniczka zabrała rękę od włosów.
Minęły piekarnię, przed którą dwóch chłopców rozładowywało worki z mąką. Dalej droga zwężała się między domami, aż dotarły do niewielkiego placu przy murze.
Florentina zatrzymała się.
— Tutaj powinno być boczne wejście.
Po drugiej stronie placu znajdowały się ciężkie, drewniane drzwi osadzone w kamiennym murze. Nad nimi wisiała stara tablica z wyblakłym znakiem cechu praczek. Przed wejściem stał wóz z koszami bielizny. Dwóch żołnierzy w ciemnozielonych płaszczach sprawdzało dokumenty kobiet czekających przed wejściem.
— Tego wcześniej nie było — mruknęła Florentina.
— Zostańmy przy wozie — powiedziała Eveline.
Obeszły plac, zatrzymując się po stronie przeciwnej do kolejki. Starsza kobieta zdejmowała z wozu kosz bielizny. Florentina ujęła drugi uchwyt i pomogła jej postawić go na ziemi.
— Szukamy pracy w pralni — powiedziała cicho. — Można porozmawiać z przełożoną?
Kobieta otarła dłonie o fartuch.
— A papiery macie?
— Nie — odpowiedziała Eveline. — Dlatego pytamy tutaj.
Kobieta spojrzała na strażników.
— Bez potwierdzenia was nie wpuszczą. Poczekajcie, zapytam, ale niczego nie obiecuję.
Wzięła z kozła złożony dokument i ruszyła w stronę drzwi. Florentina odstawiła pusty kosz pod wóz.
— Jeśli odmówi, odejdziemy — szepnęła Eveline.
Dopiero teraz Eveline zauważyła, że przy murze stoi jeszcze jeden człowiek. Nie nosił zielonego płaszcza ani żadnych oznaczeń. Miał na sobie ciemne ubranie podróżne i rękawiczki. Nie sprawdzał dokumentów, tylko obserwował przechodzących, od czasu do czasu zamieniając kilka słów z jednym z żołnierzy.
Eveline zerknęła na niego, kiedy jeden z żołnierzy zawołał następną kobietę. Nieznajomy stał bokiem, z głową odwróconą ku wejściu.
Strażnik obejrzał dokument praczki, ale nie przepuścił jej od razu. Kobieta wskazała drzwi w murze i powiedziała coś, czego Eveline nie dosłyszała.
Florentina dotknęła jej łokcia.
— Rozmawia z nim o nas — szepnęła.
Eveline nie odpowiedziała.
Człowiek przy murze odwrócił głowę. Jasne poranne światło padło na jego twarz.
Od policzka aż do skroni biegła cienka, nierówna blizna.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania