Sklep rzeczy utraconych - rozdział 36
Strateg stał na końcu korytarza, przed zamkniętymi drzwiami. Ciemne płyty zbroi zachodziły na siebie przy ramionach i biodrach, a krótki płaszcz spływał z jednego barku. Gładka maska zasłaniała całą twarz.
Spojrzał na pęknięty pancerz Grijsa i ciemniejący pod nim opatrunek.
— Widzę, że się spotkaliście.
Grijs wysunął ostrze.
— Gdzie on jest?
— Ma inne polecenia.
Vaelen przesunął się przed pozostałych i sięgnął pod płaszcz. Strateg zrobił to samo.
W ich dłoniach pojawiły się niemal identyczne pistolety. Miały ten sam ciemny kształt i srebrne znaki przy rękojeści. Wzdłuż obu luf zapaliła się cienka linia światła.
— Zachowałeś go — powiedział Strateg. Głos zza maski brzmiał nisko i trochę głucho.
— Odsuń się od drzwi.
— Nie po to przyjechałem.
Strateg przesunął się o krok w lewo. Vaelen obrócił się razem z nim. Gdy obaj unieśli broń, niemal równocześnie uskoczyli w przeciwne strony.
Dwa suche trzaski.
Rozbłysk przeszedł tuż obok ramienia Vaelena i rozbił kamień za jego plecami. Drugi wyrwał kawał filara przy Strategu. Powietrze zapachniało rozgrzanym kamieniem.
Grijs wepchnął Florentinę do bocznej wnęki. Eveline wcisnęła się za nimi. Pył zgrzytał jej między zębami.
— Nadal tak samo ustawiasz nadgarstek — zauważył Strateg.
— A ty nadal za dużo mówisz.
Strateg skierował maskę ku Florentinie.
— Oddałeś go.
— Medalion należy do księżniczki.
— Tak jak wtedy. Pamiętasz, ilu ich było, zanim przyznałeś, że się pomyliłeś?
Vaelen opuścił nieco lufę, ale nie odsunął się z drogi.
Florentina wyszła zza Grijsa.
— Decyzję podjęłam sama.
Strateg skłonił przed nią lekko głowę.
— Wiem, Wasza Wysokość.
— W takim razie proszę nie rozmawiać o mnie, jakbym była przedmiotem, który lord Vaelen komuś podarował.
Eveline zobaczyła, jak Vaelen przesuwa palec wzdłuż rękojeści pistoletu. Przez moment wydawało się, że znów strzeli.
— Starzec — powiedział zamiast tego.
Eveline przypomniała sobie mężczyznę w szarym płaszczu i drewniane pudełko na ladzie. Medalion z wymienionym zapięciem, za który Vaelen sam podniósł cenę do dwustu koron.
— Kto go przysłał? — zapytał Vaelen.
— Kupiłeś go z własnej woli.
— Nie pytałem, kto zapłacił.
— Nikt nie kazał ci oddawać go księżniczce. Sam uznałeś, że powinieneś.
Vaelen zrobił krok naprzód, lecz Strateg pozostał przy drzwiach.
— Lordzie Vaelen — powiedział. — A może powinienem powiedzieć: Valerianie?
Eveline czekała, aż Vaelen go poprawi. Nie zrobił tego.
— Dawno przestałem używać tego imienia — odparł.
— Nie wszyscy zapomnieli.
Vaelen strzelił pierwszy.
Strateg skrył się za filarem i odpowiedział jednym strzałem. Lampa pod sklepieniem pękła, zasypując posadzkę szkłem.
— Panie Grijs — powiedział Strateg, nie odwracając głowy. — Proszę zabrać księżniczkę.
— Nie przyjmuję od pana rozkazów.
Strateg przesunął się wzdłuż filaru. Eveline stała przy zewnętrznej krawędzi wnęki, zbyt daleko od Grijsa, by ten mógł ją osłonić.
Strateg uniósł broń ku sklepieniu i strzelił w kamienny wspornik nad nimi.
Grijs chwycił Florentinę za ramię i odciągnął ją pod ścianę. Eveline zasłoniła twarz zdrową dłonią, kiedy posypał się pył. Większy odłamek uderzył o posadzkę tuż przed jej butami.
Cofnęła się, kaszląc. Przez moment nie widziała nawet przeciwległej ściany.
Kiedy opuściła rękę, Strateg był przy niej.
Prawa rękawica zamknęła się na jej gardle. Plecy uderzyły o ścianę, potylica o kamień. Metal był zimny i nie ustępował.
Lewą ręką Strateg wymierzył w Vaelena.
— Odłóż broń.
Vaelen stał kilka kroków od nich, z pistoletem wycelowanym w maskę.
— Puść ją.
Palce zacisnęły się mocniej. Eveline szarpnęła nadgarstek Stratega, lecz nie zdołała przesunąć rękawicy nawet o cal. Kopnęła go w nogę. But uderzył w metalowy nagolennik.
— Valerianie.
Vaelen powoli przykucnął i położył pistolet na posadzce. Nie spuszczał wzroku z rękawicy zaciśniętej na jej gardle.
— Znowu — powiedział Strateg.
Przed oczami Eveline pociemniało na brzegach. Puściła jego rękę i chwyciła krawędź napierśnika, próbując się odepchnąć. Skaleczona dłoń ześlizgnęła się po metalu. Drugą natrafiła pod obojczykiem na mały, ciemny kawałek w metalowej oprawie, nie większy od monety.
Metal wokół był zimny, ale sam fragment pozostawał ciepły. Zacisnęła na nim palce.
Pod jej dłonią przebiegła cienka złotawa linia. Rozeszła się do łączeń napierśnika, potem w dół, wzdłuż prawego ramienia.
Strateg szarpnął głową. Palce rękawicy zacisnęły się jeszcze raz i zaczęły się rozchylać, segment po segmencie, chociaż próbował utrzymać chwyt.
Eveline osunęła się po ścianie. Pierwszy oddech sprawił, że zakrztusiła się i zgięła wpół. Oparła czoło o kolana, kaszląc.
— Medalion... — odezwała się Florentina.
Spod jej kołnierza sączył się złotawy blask. Wyjęła medalion na łańcuszku. Świecił tym samym światłem co metal pod obojczykiem Stratega.
Strateg spróbował unieść prawe ramię. Zbroja zgrzytnęła przy łokciu i zatrzymała ruch. Jedna z wąskich płyt wysunęła się z prowadnicy, blokując rękawicę.
Eveline spojrzała na swoje palce. Opuszki wciąż piekły.
Vaelen podniósł pistolet z posadzki i stanął przed Eveline.
— Odsuń się od niej.
— Wiedziałeś.
Vaelen nie odpowiedział.
— Ile ona wie, Valerianie?
— Tyle, ile powinna.
— To znaczy nic.
Strateg opuścił pistolet i przycisnął świecący fragment palcami lewej dłoni, nadal trzymając broń. Światło przygasło. Potem uniósł lufę.
Vaelen strzelił.
Rozbłysk trafił w maskę tuż pod skronią. Głowa Stratega odskoczyła i uderzyła o filar. Przez gładką powierzchnię przebiegło pęknięcie, od czoła do policzka. Fragment zewnętrznej osłony oderwał się i stuknął o posadzkę.
Pod spodem pozostała ciemna warstwa, która nadal zasłaniała twarz. Strateg odwrócił głowę i przycisnął uszkodzoną maskę grzbietem lewej dłoni.
— Nie podnoś broni — powiedział Vaelen.
Strateg opuścił pistolet. Złotawe światło na napierśniku powoli gasło.
— Więc jednak ty — powiedział do Eveline.
Z trudem przełknęła ślinę. Gardło bolało przy każdym ruchu.
Strateg cofnął się do drzwi. Przyłożył lewą dłoń do panelu, ale płyta nie ustąpiła do końca. Schował pistolet, wsunął w szczelinę wąski metalowy przedmiot i przekręcił go. Przejście otworzyło się na tyle, by mógł wejść.
Na progu jeszcze raz zwrócił się do Vaelena.
— Tym razem powiedz jej wszystko, Valerianie.
Biała płyta zamknęła się za nim.
Eveline nadal siedziała pod ścianą, próbując uspokoić oddech. Vaelen trzymał pistolet uniesiony. Opuścił go dopiero wtedy, gdy zza drzwi dobiegł stuk kolejnej przesuwającej się płyty.
Grijs podszedł do nich, oszczędzając prawą rękę. Opatrunek pod pękniętym pancerzem znów nasiąkł krwią.
— Musimy znaleźć inne przejście.
— Wrócimy do rozwidlenia — powiedział Vaelen. — Stamtąd prowadzi korytarz na dolny poziom.
Florentina schowała medalion pod suknię, ale przez chwilę trzymała na nim dłoń.
— Valerian — powiedziała ochryple Eveline.
Vaelen zatrzymał się.
— To pańskie prawdziwe imię?
— Kiedyś go używałem.
— Pracuję dla pana od tak dawna, a nawet tego nie wiedziałam.
Z końca korytarza dobiegł metaliczny stuk. Grijs przesunął się bliżej zakrętu, zostawiając ich przy filarze.
— Nie sądzę, żebyśmy mieli dużo czasu — odezwał się Vaelen.
— Wiem. — Eveline podniosła się, opierając dłoń o ścianę. — Ten starzec z medalionem nie przyszedł do sklepu przypadkiem. Pan naprawdę o tym nie wiedział?
— Nie. Gdybym wiedział, kto za tym stoi, nie przyjąłbym go.
Grijs obejrzał się od strony zakrętu.
— Musimy iść.
Vaelen sięgnął do ramienia Eveline. Odsunęła się i ruszyła za Florentiną.
Po kilku krokach obejrzała się przez ramię.
— Przy strażnicy powiedział pan, że mógłby okłamać, ale nie mnie.
— Nie skłamałem — odparł Vaelen.
Dotknęła obolałej szyi i poszła dalej.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania