Sklep rzeczy utraconych - rozdział 42
Mężczyzna uklęknął przy Vaelenie i odsunął jego dłoń od rany. Materiał koszuli był przesiąknięty krwią, a prowizoryczny opatrunek poczerwieniał na całej szerokości.
— Trzymaj go za ramię — polecił Eveline.
Rozchylił płaszcz Vaelena, wyjął z torby niewielkie nożyce i rozciął koszulę wzdłuż boku.
— Wolniej, Tempo — odezwał się Vaelen.
Mężczyzna zatrzymał nożyce.
Tempo. Nie Vorn.
Eveline mocniej ujęła ramię Vaelena. Pod żebrami zobaczyła głęboką ranę o ciemnych brzegach.
— Ciemna stal — powiedział Tempo.
— Wiem, czym mnie trafił.
— W takim razie wiesz też, dlaczego wciąż krwawisz. Nie zagoi się tak szybko, jak przywykłeś.
Tempo otworzył metalowe pudełko. W środku leżały szczelnie zapakowane opatrunki i kilka szklanych ampułek. Jedną z nich złamał nad złożonym kawałkiem materiału.
— To będzie bolało.
— Już boli.
Przyłożył nasączony opatrunek do rany. Vaelen zesztywniał, a jego palce zacisnęły się na przedramieniu Eveline. Odwróciła wzrok dopiero wtedy, gdy Tempo sięgnął po kolejny opatrunek.
Na podłodze, kilka kroków dalej, leżała broń Vaelena. Wąskie zakończenie pozostawało ciemne.
— Podaj mi ją — powiedział.
Eveline podniosła broń. Vaelen spróbował przesunąć niewielką dźwignię przy uchwycie. Linia światła się nie pojawiła.
— Po twoim strzale? — zapytał, patrząc na Tempo.
— Tak. Odłóż. Teraz nic z niej nie będzie.
Eveline położyła broń obok torby.
— A pańska?
Tempo dokończył mocowanie opatrunku i sprawdził ucisk.
— Moja działa. Zbudowałem ją tak, żeby przetrwała własny strzał.
Od strony archiwum dobiegło szuranie butów. Florentina przecisnęła się obok regału, a za nią wszedł Grijs. Lewą dłonią przytrzymywał się ściany. Księżniczka podsunęła mu ramię, ale pokręcił głową i usiadł przy wejściu.
— Stwór ruszył na mnie — powiedziała Florentina. — Sięgnął po łańcuszek. Zerwał go, zanim Grijs zepchnął mnie z drogi.
Wyjęła medalion z kieszeni. Na srebrze widniała świeża rysa. Przesunęła po niej kciukiem.
— Chciał go zabrać.
Eveline spojrzała w stronę archiwum. Przez otwarte przejście widziała fragment rozłupanego korpusu.
— Strateg odciągnął pana skrzynią — powiedziała do Vaelena. — Potem zatrzymał mnie przy sali z fotelami.
Florentina zamknęła medalion w dłoni.
— A my zostaliśmy w archiwum. Grijs ledwo stał. Jeśli chciał zdobyć medalion, wybrał dobry moment.
— Dopóki nie przyszedłeś — powiedział Vaelen do Tempo.
Tempo odłożył nożyce do pudełka.
— Słyszałam trzy uderzenia — odezwała się Eveline. — Strateg zatrzymał się, a potem odszedł. Jeszcze przed wystrzałem.
— Dałem mu znać, że tu jestem. Trzy uderzenia znaczyły to samo, kiedy był chłopcem. Zna tę broń. Wiedział, co zrobię z jego maszynami.
— Dlaczego go ostrzegłeś? — zapytał Vaelen.
— Stałeś obok niego. Ona też. Wolałem, żeby odszedł, niż żeby zasłonił się jednym z was.
Vaelen próbował poprawić się na podłodze, ale zrezygnował po pierwszym ruchu.
— On nie odpuszcza tak łatwo.
— Nigdy nie odpuszczał. — Tempo zapiął torbę. — Dlatego nie zostaniemy tutaj.
Przewiesił broń przez ramię.
— Kael Vorn — powiedziała Eveline. — Północna Kompania Przewozowa. To pan ją prowadził?
— Prowadziłem.
Grijs podniósł głowę. Eveline przypomniała sobie magazyny w porcie, ciepłą fajkę i rozsypany popiół.
— Maret woził dla pana ładunki.
— Tak.
Florentina wsunęła medalion do kieszeni i przykucnęła przy Vaelenie.
— Dokąd zamierza nas pan zaprowadzić? Strateg może pilnować wyjścia, którym weszliśmy.
— Z archiwum można przejść do dawnego tunelu. Sprawdzę, czy droga jest wolna.
Vaelen oparł dłoń na podłodze i spróbował unieść tułów. Eveline podtrzymała go pod ramieniem, lecz zaraz musiała pomóc mu usiąść z powrotem.
— Nie pójdzie — stwierdziła Florentina.
Eveline spojrzała na Vaelena.
— Ta skrzynia przy wyjściu serwisowym. Na czym stała?
— Na wózku — odparł. — Na końcu korytarza.
Tempo spojrzał w głąb przejścia.
— Pokaż.
Florentina zajęła miejsce Eveline przy Vaelenie. Grijs odsunął się od wejścia, żeby przepuścić Tempo, i oparł miecz o kolano.
Eveline podniosła lampę. Wózek stał przy wyjściu serwisowym, ze skrzynią wciąż otwartą na platformie. Tempo sprawdził jej krawędź, odpiął dwa mocowania i zsunął ją na posadzkę. Jedno z kół zgrzytnęło, kiedy pociągnął za uchwyt.
Pochylił się. W świetle lampy Eveline zobaczyła kawałek metalu wciśnięty między koło a wspornik. Tempo wyciągnął go palcami lewej ręki i odrzucił pod ścianę. Pchnął wózek. Tym razem koła obróciły się swobodnie.
— Zabierz lampę. Obejrzę wejście do tunelu.
Ruszyli do archiwum. Tempo zostawił wózek przed regałem. Wsunął metalowe palce pod osłonę przy prowadnicy i odchylił ją. Nacisnął ukrytą dźwignię, po czym naparł barkiem na szafę. Regał przesunął się ze zgrzytem, aż przejście było szersze od platformy wózka. Tempo puścił dźwignię. Szafa pozostała na miejscu.
Wszedł do archiwum. Eveline ruszyła za nim.
Minął przewrócony stół i zatrzymał się przy zniszczonym stworze. Głowa leżała obok korpusu, osłonięta pękniętą płytą. Odchylił ją metalowymi palcami. Między przewodami połyskiwały drobne, srebrzyste elementy.
— Trist robi coraz dziwniejsze te swoje maszyny — mruknął.
— Kto to jest Trist?
— Buduje takie rzeczy. — Puścił płytę. Opadła z brzękiem. — Tę też zrobiła.
— Pracuje dla Vermaaru?
— Nie wiem, dla kogo teraz pracuje.
Tempo przeszedł między szafami i nacisnął uchwyt wąskich drzwi. Nie ustąpiły. Eveline podeszła i wyciągnęła rękę do płyty obok zamka.
Metalowe palce zatrzymały jej nadgarstek, zanim zdążyła jej dotknąć, i od razu puściły.
— Nie.
— Przed chwilą otworzyłam regał.
— Wiem. Każdy zamek, którego tu dotkniesz, komuś o tobie mówi.
Przyjrzał się zamkowi, po czym wsunął metalowy palec w szczelinę pod uchwytem. Coś stuknęło. Drzwi otworzyły się do środka.
Eveline uniosła lampę. Za progiem biegły stopnie, a dalej ciągnął się niski korytarz. Na ścianie wisiały uchwyty po rurach. Tempo wszedł kilka kroków, zatrzymał się i nasłuchiwał.
— Przejedzie — powiedział, wracając. — Przy schodach trzeba będzie go podnieść.
Eveline obejrzała się na przewrócone szafy i rozbitego stwora. Potem ruszyła za nim do Vaelena.
Florentina nadal przy nim klęczała. Grijs podniósł się, gdy zobaczył wózek. Przytrzymał go zdrową ręką, a Tempo ujął Vaelena pod ramiona. Eveline i księżniczka pomogły unieść mu nogi.
Vaelen zacisnął zęby. Kiedy położyli go na metalowej platformie, przez chwilę nie otwierał oczu.
— Valerian — odezwał się Tempo.
— Słyszę cię.
Florentina podsunęła zwiniętą sakwę pod jego głowę. Grijs sięgnął po miecz i stanął przy ścianie, zostawiając miejsce pozostałym.
Eveline poprawiła płaszcz Vaelena. Brzeg materiału podwinął się pod jego bokiem. Spróbowała go wysunąć, uważając, żeby nie poruszyć opatrunku.
Tempo nachylił się obok niej.
— Daj, pomogę.
Przejął brzeg płaszcza. Z jego rękawa uniósł się zapach mokrej tkaniny, kurzu i czegoś ostrego, przypominającego środek używany do czyszczenia metalu.
Eveline spojrzała na jego dłonie.
Przez ułamek sekundy zobaczyła inny rękaw. Ciemny, przemoczony, zwisający tuż nad jej twarzą. Ktoś niósł ją na rękach. Słyszała ciężki oddech i kroki na mokrej posadzce.
— Eveline?
Obraz zniknął. Tempo trzymał wysunięty spod Vaelena materiał.
— Przykryj go. Musimy iść.
Ujęła płaszcz. Nie odrywała wzroku od jego rękawa.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania