Sklep rzeczy utraconych - rozdział 50b
Do pomieszczenia zajrzała młoda służąca z kuchni. Miała mokre dłonie i fartuch poplamiony mąką.
— Wenno, z pralni przyszli żołnierze.
Starsza kobieta wstała.
— Czego chcą?
— Szukają dwóch dziewczyn. Podobno miały wrócić z transportem, ale nikt ich nie widział. Przynieśli listę.
Florentina i Eveline spojrzały na siebie.
— Gdzie są teraz? — zapytała Wenna.
— Przy wejściu dla dostaw. Posłali też ludzi do magazynów, żeby sprawdzili, czy dziewczyny nie zostały przy rozładunku.
Wenna podeszła do drzwi, ale służąca zatrzymała ją jeszcze jednym zdaniem.
— Przełożoną zabrali ze sobą.
— Dokąd?
— Do izby przy zachodniej bramie. Powiedzieli, że ma wyjaśnić, komu wydała dokumenty.
Wenna zaklęła pod nosem.
— Dobrze. Wracaj do pracy i nie powtarzaj tego przy kucharzach.
Dziewczyna zniknęła za drzwiami.
Przez korytarz przeszło kilku służących, głośno rozmawiając o kolacji. Kiedy ich głosy oddaliły się, Wenna zamknęła drzwi i zasunęła prostą drewnianą zasuwę.
— Jakie imiona podałyście w pralni?
— Ewa i Tina — odpowiedziała Eveline.
Starsza kobieta spojrzała na Florentinę.
— To twoje?
— Tak.
Wenna usiadła ciężko na krześle.
— Pięknie. Naprawdę pięknie. Dwie pomocnice znikają na terenie zamku, a kobieta, która poręczyła za nie własnym nazwiskiem, musi się z tego tłumaczyć przed strażą.
Florentina podeszła do niej.
— Nie wiedziałyśmy, że transport już wrócił.
— A kiedy miał wrócić? Jutro rano? — Wenna odsunęła kosz z płótnem. — Przełożona nie jest głupia. Wiedziała, co robi, kiedy was wpisała, ale chyba nie spodziewała się, że będzie musiała odpowiadać za dwie dziewczyny, których nie potrafi nawet wskazać.
— Możemy to wyjaśnić — powiedziała Florentina.
Eveline nie była tego pewna.
— Zabrali ją tylko na przesłuchanie. Jeszcze nie wiadomo, o co ją oskarżą.
— Na razie o nic — odparła Wenna. — Jeśli będzie się trzymała swojej wersji, powiedzą, że źle policzyła ludzi albo że dziewczyny gdzieś się zapodziały, ale jeśli zaczną wypytywać o pieczęć, nie skończy się na pouczeniu.
Florentina odwróciła się do Eveline.
— Nie możemy jej tak zostawić. Pomogła nam wejść.
— Wiem, Florentino, ale jeśli teraz pójdziemy do strażników, cała jej ostrożność pójdzie na marne.
Wenna podniosła głowę.
— Nie tutaj — powiedziała stanowczo. — Jeśli musicie się sprzeczać, róbcie to ciszej.
Florentina zacisnęła usta, po czym podeszła do okna. Za szybą widać było niewielki dziedziniec. Dwóch chłopców przenosiło drewno do kuchni, a przy studni stał wóz z pustymi beczkami.
— To nie jej wina, że nie wróciłyśmy — powiedziała już ciszej.
Eveline oparła się o stół.
— W podziemiach zamknięto mi drogę. Gdybym wróciła wcześniej, zdążyłabym przed transportem.
— A gdybym nie poszła do Wenny, mogłybyśmy wyjść razem. Obie podjęłyśmy decyzję.
Wenna spojrzała na Florentinę, ale nic nie powiedziała.
Eveline wyjęła notes. Na ostatniej stronie miała naszkicowane korytarze pod zamkiem, a obok kilka znaków, których znaczenia nadal nie znała. Zamknęła go i schowała z powrotem do torby.
— Grijs będzie czekał przy dawnej drodze o zmierzchu — powiedziała. — Jeśli dziś nie wrócimy, przyjdzie jeszcze jutro.
Florentina odwróciła się od okna.
— Czyli mamy noc.
— Mamy czas do jutrzejszego zmierzchu. Potem nie będzie wiedział, gdzie nas szukać.
— Wystarczy, żeby spróbować jej pomóc.
Eveline zerknęła na Wennę.
— Gdzie jest izba przy zachodniej bramie?
— Obok pomieszczenia dla straży. Nie wejdziecie tam tak po prostu.
— A kto może?
— Dowódca zmiany, pisarz, czasem ktoś z kancelarii rady. Zwykłą służbę wpuszczają tylko wtedy, kiedy trzeba przynieść jedzenie albo wodę.
Florentina podeszła bliżej.
— Czy ty możesz tam wejść?
Wenna zmarszczyła brwi.
— Ja?
— Pracujesz przy kuchniach. Możesz zanieść im kolację?
— Mogę wysłać kogoś z tacą, ale nikt nie pozwoli mi zabrać ze sobą dwóch nieznanych dziewczyn.
— Nie musisz — powiedziała Eveline. — Potrzebujemy tylko wiedzieć, czy przełożona nadal tam jest i kto ją przesłuchuje.
Starsza kobieta przyjrzała jej się uważnie.
— A potem?
— Potem zdecydujemy, co da się zrobić, nie sprowadzając straży do kuchni.
Wenna odchyliła się na krześle.
— Dobrze. Zapytam o kolację dla ludzi przy zachodniej bramie. Jeśli będą czegoś potrzebowali, dowiem się, kto tam siedzi i ile osób zatrzymano.
— Pójdę z tobą — powiedziała Florentina.
— Nie. — Wenna pokręciła głową. — Widziałam dziś wystarczająco dużo nowych twarzy. Jeśli ktoś zauważy, że nagle wszyscy interesują się izbą straży, niczego nie załatwimy.
Florentina chciała zaprotestować, lecz Eveline położyła dłoń na jej przedramieniu.
— Ma rację. Zostańmy tutaj, dopóki nie dowiemy się czegoś więcej.
Wenna wstała i zdjęła z haka czysty fartuch.
— Nie możecie siedzieć bezczynnie. Jeśli ktoś tu zajrzy, będzie chciał wiedzieć, dlaczego dwie pomocnice nic nie robią. Na stole są worki z suszonymi ziołami. Trzeba je posegregować i zawiązać. Nie dotykajcie tylko tych oznaczonych czerwoną nicią.
Otworzyła drzwi i wyszła na korytarz.
Florentina odprowadziła ją wzrokiem, a potem wróciła do stołu.
— Ufasz jej? — zapytała cicho.
— Ty jej ufasz.
— Znała moją matkę.
Eveline rozwiązała pierwszy worek i wysypała niewielką porcję suszonych liści na płótno. Pachniały ostro, niemal pieprznie.
— To wystarczy, żeby dać jej szansę. Nie mamy wielu innych możliwości.
Florentina usiadła naprzeciwko i zaczęła wiązać gotowe pakunki.
Przez pewien czas pracowały w milczeniu. Od strony kuchni dochodziły odgłosy przygotowań do wieczornego posiłku. Ktoś krzyczał o dodatkowy garnek, ktoś inny śmiał się z żartu, którego nie dosłyszały.
— Jeśli będziemy musiały się ujawnić — odezwała się w końcu Florentina — zrobię to sama.
Eveline podniosła wzrok.
— Weszłam z tym samym dokumentem. Jeśli ktoś ma za nią odpowiadać, to my obie.
Florentina odłożyła związany woreczek.
— Wiesz, co zrobią, jeśli dowiedzą się, kim jestem?
— Wiem. Dlatego nie chcę, żebyś tam stała sama.
Księżniczka przyjrzała jej się przez stół.
— Nie powiedziałaś wcześniej, że jeśli nas znajdą, przynajmniej nie znajdą mnie?
— Tam chodziło o Luciena — odpowiedziała Eveline. — Tutaj mamy inną sprawę.
Florentina sięgnęła po następny kawałek płótna, ale nie zaczęła go wiązać. Eveline wróciła do pracy.
***
Wenna wróciła, kiedy na dziedzińcu zaczęto zapalać pierwsze lampy.
Przyniosła tacę z chlebem i niewielkim garnkiem zupy. Postawiła ją na stole, po czym zamknęła drzwi.
— Jest tam — powiedziała, zanim Florentina zdążyła się odezwać. — Nie zamknęli jej w celi. Siedzi w izbie pisarza i czeka, aż sprowadzą dowódcę.
— Rozmawiałaś z nią? — zapytała Eveline.
— Nie, ale słyszałam, jak mówiła strażnikowi, że obie pomocnice zostały skierowane do prac wewnątrz zamku. Twierdzi, że sama widziała, jak odebrano od nich kosze.
— To nieprawda — powiedziała Florentina.
— Oczywiście, że nie. — Wenna zdjęła fartuch i powiesiła go na haczyku. — Ale jeśli przyjdziecie tam teraz, mogą uznać, że powiedziała prawdę. Pod warunkiem że nie zaczną sprawdzać, kto was przydzielił do tych prac.
Eveline spojrzała na tacę.
— Kto prowadzi przesłuchanie?
— Na razie pisarz straży. Dowódca ma przyjść po wieczornym obchodzie. Mówią, że sprawa dotyczy nie tylko listy z pralni. Od niedawna sprawdzają też dolne przejścia.
Florentina przeniosła wzrok na Eveline.
— Z powodu ciebie?
— Nie wiem.
Eveline przypomniała sobie złotą linię pod dłonią i drugi punkt światła, który zapalił się w głębi korytarza. Nie wiedziała, dokąd trafił sygnał ani kto mógł go odebrać, ale ludzie sprawdzający dolne przejścia pojawili się niedługo po tym, jak otworzyła metalowe drzwi pod zamkiem.
Wenna postawiła przed nimi kubki.
— Musicie zdecydować, co robicie, zanim przyjdzie dowódca.
Florentina wstała.
— Pójdziemy do niej.
Eveline nie odpowiedziała od razu. Spojrzała na Wennę, która wyjęła z kieszeni niewielki pęk kluczy.
— Jest przejście dla służby prowadzące do pomieszczeń przy zachodniej bramie — powiedziała starsza kobieta. — Można tam dojść, nie przechodząc przez główny dziedziniec, ale jeśli was zatrzymają, nie mam żadnego dokumentu, którym mogłabym was stamtąd wyciągnąć.
— Nie prosimy cię o to — odpowiedziała Eveline.
— Właśnie o to mnie prosicie, dziewczyno. Tylko jeszcze nie wiecie.
Florentina podeszła do Wenny i ujęła jej dłonie.
— Nie chcę, żebyś ryzykowała tak samo jak przełożona.
Starsza kobieta spojrzała na nią ze zniecierpliwieniem.
— Twoja matka też zawsze mówiła ludziom, żeby się dla niej nie narażali. A potem robiła rzeczy, przez które połowa zamku nie spała po nocach. Zostaw moje decyzje mnie.
Podała Eveline jeden z kluczy.
— Ten otwiera drzwi od korytarza za kuchnią. Drugie są zwykle otwarte, bo tamtędy noszą jedzenie strażnikom. Dalej musicie uważać.
Eveline przyjęła klucz.
— Przełożona mówi, że pracujemy w zamku. Jeśli pisarz nas zobaczy, może uznać, że mówiła prawdę, ale jeśli sprawdzi, kim jesteśmy, zatrzyma nas razem z nią.
— Spróbujmy — powiedziała Florentina. — A jeśli mnie rozpozna?
— Dlatego mówić będę ja.
— A jeśli dowódca przyjdzie wcześniej?
— Wtedy zdecydujemy na miejscu.
Wenna spojrzała na obie, a potem sięgnęła po czysty fartuch leżący na półce.
— Zabierzecie tę tacę. Strażnicy zawsze chcą jeść, nawet kiedy mają ważniejsze sprawy. Jeśli ktoś zapyta, niesiecie kolację dla pisarza i dwóch ludzi przy bramie.
Florentina wzięła tacę, ale Eveline przejęła ją, zanim zdążyła wyjść.
— Ty niesiesz dzbanek i trzymasz głowę nisko.
Księżniczka uśmiechnęła się słabo i sięgnęła po gliniany dzban.
Wenna odsunęła zasuwę.
— Korytarz za kuchnią jest pusty, dopóki nie zaczną znosić naczyń po kolacji. Idźcie teraz.
Eveline ruszyła pierwsza. Na progu obejrzała się jeszcze na starszą kobietę.
— Dziękuję.
— Podziękujecie, jak ją stamtąd wyciągniecie — odparła Wenna. — I nie rozlejcie zupy.
Wyszły na korytarz.
Za kuchnią było znacznie ciszej. Z daleka dochodziły jeszcze głosy kucharzy, ale tutaj słychać było głównie kroki i stukanie naczyń odkładanych na półki.
Eveline prowadziła, trzymając tacę obiema rękami. Florentina szła tuż za nią z dzbankiem.
Przy pierwszych drzwiach zatrzymały się. Eveline wyjęła klucz Wenny i wsunęła go do zamka. Przekręcił się bez oporu.
Za drzwiami znajdował się wąski korytarz prowadzący w stronę zachodniej bramy.
Zanim weszły, Florentina dotknęła jej ramienia.
— Grijs będzie czekał jutro — przypomniała.
— Wiem.
— Więc nie musimy dziś uciekać.
Eveline spojrzała na nią.
— Nie, ale jutro musimy już wiedzieć, jak stąd wyjść.
Zamknęła drzwi za nimi i ruszyły dalej.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania