Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 1 (Część 1)

Na tym świecie są dziwy, które nawet filozofom się nie śniły - przekonał się pewnej nocy filozof, który zaprzecza, że nim jest. Wyruszy w podróż, by spełnić życzenie swojego brata, kładąc własne życie na szali. Czy prawda, której nigdy nie chciał uznać, okaże się błogosławieństwem, a może najgorszą klątwą? Oto historia Edwarda z Rebellar, młodego mężczyzny, który porzucił sceptycyzm, by przywrócić uśmiech na twarzy swych bliskich.

Czas Boskiej Makabry nadszedł.

***

Dedykowane dla N., błędnego filozofa,

który zrobił dla mnie więcej, niż mogą wyrazić słowa.

Pisane od 28.06.15 do 22.01.19

***

(…) Istotą zaiste był potężną, lecz równie przebiegłą. Ktokolwiek go ujrzał mówił potem, iż lśnił jaśniej, niż słońce o poranku, a to dlatego, że miał rzekomo ze złota być cały zrobiony… Świadectwa te jednak pod głęboką wątpliwość podaję, zważając na figlarną i bezczelną jego naturę. Najpewniej ułomne ludzkie oko oszukiwał złotymi szatami, które nosił dumnie, póki go nie potępiono.

(…) Ludzi dobierał ostrożnie, nocami nawiedzając i szepcząc, że jest w stanie dać im to, czego najbardziej pożądają, jeżeli tylko zagrają w brutalną grę o spełnienie jednego, dowolnego życzenia. Mógł być to zarówno cud, jak i przekleństwo! Strzeżcie się więc wy, którzy wierzycie w Niebieskie Oczy Wszechświata, godziny Boskiej Makabry! Strzeżcie się gry i pokusy, którą rządzi Bożek Życzeń! Strzeżcie się, albowiem nawet najszlachetniejsze intencje pod jego pieczą brukane są krwią i mrokiem!

~ Rin via Kavaru, „Panteon Dwunastu”

 

Rozdział 1: Wątpi, więc myśli. Myśli, więc jest.

 

Niektóre rzeczy powtarzają się codziennie, niemalże tak samo – słońce wstające „przegania” mrok nieba rozpoczynając kolejny dzień, dla jednych ciężki, dla innych piękny, a jeszcze dla innych smutny i pogrążony w rozpaczy. Dopiero z czasem dostrzegłem jak wiele różnych spojrzeń można mieć na jedną rzecz… Przykładowo, dla mnie wschód słońca jest wyjątkowy, jak i smutny. Wyjątkowy, gdyż dostrzegam złote, letnie pola oświetlone blaskiem ciepłych, życiodajnych promieni, budzące się ptaki, które przeczesują dziobami pióra i wyruszają na poszukiwanie pożywienia, a także widzę, jak granatowe niebo miesza się z przyjemnym, jasnym błękitem… i właśnie tu zaczyna się rzecz smutna, o jakiej powiadam – patrząc nocą w niebo widzę świateł tysiące, miliardy… a jednak niebo nadal jest puste i czarne. Czy właśnie nie takie jest nasze życie i nasz świat? Jest nas miliardy, a jednak nadal nie możemy znaleźć swojego miejsca na wielkim świecie i jest… pusto. Gwiazdy są niemalże takie jak my. Gdy jedna zniknie, zauważą to tylko nieliczni, a świat nadal trwa. I smutne jest to, że często ukrywamy żałosność naszego kruchego istnienia pod fałszywymi uśmiechami i kłamstwami, tak jak gwiazdy chowają się za błękitnym niebem. A nawet, jeśli jesteśmy szczerzy z naszymi uczuciami – tymi pozytywnymi, jak i negatywnymi – to kiedyś i tak zanikniemy. Albo w blasku chwały, lub w cieniu nędzy. Więc czy istniejemy naprawdę, skoro po naszym życiu zostawiamy praktycznie znikomy ślad i znikamy na zawsze?

Drobne beżowe łapki przesunęły karteczkę rękopisu, czytając go ze skwaszoną miną. Pomarańczowe, niezwykle jasne oczy wpatrywały się w każde słowo, napisane starannym, niemalże kaligraficznym pismem. Fenek, który siedział na ziemi, otoczony podobnymi notatkami, czytał je zawzięcie, jednak z pyszczkiem wykrzywionym i znudzonym. Po przeczytaniu złapał w usta jedną karteczkę, po czym drugą i trzecią… układał je na kupce na biurku, na której powinny leżeć od wieczora, jednakże jak zawsze rano nudziło mu się, więc zrzucił ich kilka ogonem na ziemię. Fenek ten był samiczką, na co mogły wskazywać długie rzęsy i zadbana, ruda długa grzywka. Usiadł na biurku próbując zabić czas, uderzał w nie ogonem, wystawiał język, drapał się w ucho. Wyjrzał przez okno, słońce leniwie wznosiło się zza horyzontu, było bardzo wcześnie rano. Mocno westchnął.

Zeskoczył z biurka i zaczął iść przez korytarz. Dom był dobrze zbudowany, z dużymi pokojami, pięknie ozdobionym dziedzińcem i porządnie zrobionym murem. Nie był jednak aż tak duży jak mogłoby się wydawać, zamożni mieszkańcy z miasta mogli pochwalić się naprawdę monumentalnymi domami, w porównaniu z nimi ten wydawał się malusieńki. Jednakże, na standardy wsi, jaką była Rebellar, dom ten sprawiał wrażenie wielkiego. Otoczenie wokół było praktycznie pustynne, choć gdzieniegdzie rosła trawa, małe krzewy i drzewa. Pustynny krajobraz rujnował widoczny z daleka zielony las, istne dzieło sztuki magicznej. W normalnych okolicznościach niemożliwym byłoby, by w takim klimacie rosła tak bujna zieleń, lecz magia już nie takie cuda sprawiała. Nikogo już nie dziwił jej postęp.

Fenek wspinał się po filarach, w końcu wskoczył na jedną ze ścian i wszedł przez malutkie okienko znajdujące się na samej górze. Upadł z cichym piskiem. Wylądował na ziemi z kilkoma książkami, na które wpadł, upadając. Szybko wstał i otrzepał się, porozglądał się po pokoju, gdy dostrzegł młodego chłopaka śpiącego między książkami – to do niego przyszedł. Opuścił uszy, ponownie wykrzywił pysk i mocno westchnął. Zaczął uderzać puchatym ogonem w podłogę, a po chwili podszedł do jednej ze sterty książek i tylnymi kończynami kopnął w nie. Runęły na podłogę, budząc chłopaka śpiącego na ziemi. Z wrednym uśmiechem oznajmił:

– Kalimera ! Nie wiem ile jeszcze miałeś zamiar spać, jednak dosyć tego, skarbie. Robota czeka i mógłbyś przestać czytać te swoje durnowate ksią…

Zbudzony chłopak wygodnie usiadł na stołku, z otwartą książką w dłoniach i czytał ją spokojnie, skupiony. Beżowy fenek wyglądał tak, jakby zaraz miał eksplodować z nerwów – wskoczył na drugi stołek, po czym na biurko, dokładnie przed chłopakiem. Wskoczył na książkę którą trzymał i spojrzał na jego twarz. Ten spokojnie przesunął wzrok na zwierzę i kilka razy mrugnął.

– Odejdź, przeszkadzasz – powiedział bez emocji, po czym znowu zaczął czytać.

– DZIWAKU, ZOSTAW W KOŃCU TE KSIĄŻKI! – warknął fenek, po czym przednimi łapkami mocno nacisnął na książkę, wytrącając ją chłopakowi z rąk, po czym upadł razem z tomikiem na biurko. Zwierzak zbliżył się do jego twarzy, przymknął oczy i zrobił poważną minę. Ten złapał go za uszy, po czym położył na ziemi i wrócił do czytania. Fenek znowu warknął.

– Hej… to może przynajmniej skusisz się na zobaczenie mojego nagiego ciała, a nie ciągle czytasz te książki, hm? – powiedział z durnowatym uśmieszkiem, oczekując jego reakcji.

– Głupia… Musisz się ze mną tak głupio drażnić każdego ranka? – Westchnął, nie odrywając wzroku od książki. – Poza tym to by była pedofilia. I zoofilia… skoro jesteś w tej formie.

– Pff. –Parsknął fenek śmiechem. – I właśnie teraz straciłeś swoją jedyną szansę w całym życiu, by zobaczyć nagie kobiece ciało, bęcwale.

– Jedyną? Dlaczego tak myślisz?

– A jaka chciałaby kogoś takiego jak ty? Blondasa, który wypisuje na papierze dziwne przemyślenia, frajera, który czyta chore książki i najważniejsze; BLONDASA O DZIWNEJ MORDZIE? – Wskazał oskarżająco łapką na jego twarz. Chłopak miał złote, niczym promienie słońca długie włosy zapięte w kucyk, jasne zielone oczy i lekko zaokrąglone policzki. Jego odzienie składało się z czarnej kurtki, narzuconej na czarną podkoszulkę i czarnych spodni. Buty jakie nosił były ciężkie, wojskowe, odstawione na obok, gdyż ściągnął je do spania.

– Mam dziwną twarz? – spytał, nadal wpatrzony w książkę.

– Oczywiście; okrągły ryj, długi nochal, wielkie, wytrzeszczone ślepia, uśmiech niczym skurcz mięśni, kucyk niczym dziewczynka!

Chłopak wyjrzał w końcu zza książki i spojrzał w dosyć zamazane lustro. Pomacał siebie po nosie, po policzkach i ustach, raz się nawet na chwile uśmiechnął.

– No przestań, wcale nie mam wytrzeszczu i długiego nosa. – Zanim skończył oglądanie siebie w lustrze, na głowę wskoczył mu fenek. Nacisnął łapami na jego policzki i wyszeptał:

– Głupi frajer z dziwną mordą – powiedział to, jakby chciał to zaśpiewać.

– Ruda małpa z okropnym charakterem – odpowiedział z uśmieszkiem.

– Cooo? – Ześliznął się z jego głowy i zawisł na kucyku, pociągając mocno. Chłopak wykrzywił się przez ból ciągnięcia, złapał zwierzaka delikatnie za kark i położył na biurku.

– Auć… Dobrze, nie denerwuj się – powiedział, śmiejąc się i drapiąc tył głowy. – Nigdy się nie zmienisz, zawsze rano musisz robić te idiotyczne, pozbawione sensu dogryzki.

– Żeby nie było ci nudno, Edziu. Znowu czytasz te swoją filozofię? – spytał fenek, patrząc na książkę.

– Tak. Przygotowuję się w końcu by pójść na uczelnię. Na Yodiarską akademię byle kogo nie przyjmują.

– I zacząłeś pisać jeszcze dziwniejsze teksty, odkąd się dobrałeś do tego tematu.

– Kasei, znowu czytałaś moje notatki?

– Nooo… – przyznała ze wstydem. – Bo jak śpisz to nudzi mi się, bo nie mogę cię nawyzywać, więc jest nudnawo.

– To śpij dłużej, albo znajdź sobie zajęcie. – Westchnął i się uśmiechnął. – Chyba, że zajęciem porannym dla ciebie, gdy ja leżę między książkami jak jakiś pijaczyna, jest czytanie moich notatek, to proszę bardzo. Nie ucierpię na tym.

– Ale ucierpisz przez wyzwiska.

– No co ty, mam twoje zdanie gdzieś. – Wystawił do niej język, a ona podrapała go po nim. Edward jęknął przez to, a Kasei uciekła z obrzydliwym uśmiechem. Zadrapanie nie było jednak zbyt mocne, Ed przypomniał nagle sobie, że ma dziś trochę do roboty.

– Kasei, chodź, dam ci przekąskę, zanim wyruszymy, byś potem nie marudziła, że jesteś głodna. Jak wrócimy to coś upichcę.

– Zatrutą?

– Pogięło cię już do końca. – Zaśmiał się. – Wejdź w ludzką formę, usiądziesz normalnie.

Ed wyciągnął ze schowka jabłko, po czym postawił je na biurku. Nim się obejrzał, obok niego przebiegła dziewczynka w wieku na oko dziesięciu lat. Miała długie rude włosy, ciemną opaloną karnację i mocno pomarańczowe oczy, ubrana w żółtą koszulkę z narzuconym brązowym bolerkiem i dość krótkie brązowe spodenki. Wzięła jabłko i spożyła je w mgnieniu oka, miażdżąc kawałki ostrymi, lisimi zębami. Z głowy wyrastały jej beżowe, fenkowe uszy, dokładnie takie same jakie miała pod swoją zwierzęcą formą.

– A gdzie wyruszamy? – spytała Kasei.

– Musimy iść do miasta odnowić rejestrację, mam też odebrać Peterowi jakieś ziółka… Ech, nie mogę mieć nawet chwili spokoju, bo Jan i Peter buszują i wymyślają nowe leki…

– To chyba dobrze, nie? Dzięki temu wiele ludzi i zwierzako–ludzi zostało uratowanych.

– Nadal jednak nie mają lekarstwa na jedno… – Westchnął. – Ale dobrze. Dochodzi szósta, więc trzeba powoli się wybierać. Zjadłaś już?

– Owszem. – Wstała i podeszła do chłopaka.

– No to ruszajmy do miasta.

~

– Co to jest? To nie wygląda jak jakieś tam ziółka, które Peter zbiera w lesie…

Kasei spojrzała na szklaną kolbę, którą trzymał Ed. W niej znajdowały się niebieskie, oszronione kwiaty, które na dodatek mieniły się w promieniach słońca niczym diamenty.

– To kwiaty stworzone magią, sam kiedyś takie zrobiłem, jednak te są zrobione o wiele porządniej.

– Wow… – szepnęła i przyjrzała się uważniej pięknym roślinom. Przechodzili przez miasto, które znajdowało się kawał drogi od ich wioski, kupcy nawoływali ludzi do kupienia czegokolwiek, nędzarze siedzieli przy murach a jeszcze inni po prostu gawędzili, lub, co ciekawe – popisywali się magicznymi sztuczkami. Pośród takich osób były osoby podobne do Kasei, ludzie z uszami zwierząt. Kasei patrzyła, jak słabe, kolorowe iskry, odpowiadające kolorem ich oczu wychodzą z ich dłoni i robią podstawowe, magiczne rzeczy – na przykład uniesienie kamienia magią do góry. Kiedy jednemu z niebieskimi oczami udało się podnieść dość duży kamień w niebieskim, lśniącym obłoczku, cała reszta bandy dzieciaków aż zaklaskała. Kasei zrzedła mina na ten widok.

– Buuu, czemu ja nie mogę być magiem takim jak ty, frajerze? – Wykrzywiła się znowu. Ed znowu się uśmiechnął.

– Ponieważ los chciał, byś była moją bronią, a nie magiem. – Kasei uderzyła go po tych słowach w twarz.

– TWOJĄ? UWAŻAJ NA SŁOWA.

– Przepraszam. – Zaśmiał się, choć to uderzenie było dosyć mocne. – Ile ty masz babo siły.

– No co, przecież nie wybrałeś sobie byle jakiej broni, nie? –powiedziała zadziornie i zaczęła iść przed siebie. Ed zaśmiał się.

– Baby – parsknął pod nosem. Po chwili znaleźli się w miejscu, do jakiego mieli przyjść. Urząd, w którym każdy mieszkaniec miasta i bliskich mu okolic był zapisywany i poddawany odpowiednim kategoriom. Każdy mieszkaniec również co rok musiał odnawiać informacje o swojej rodzinie, miejscu zamieszkania i statusie społecznym, gdyż zmieniało się to szybko, a ułatwiało identyfikacje obywatelską. Gormilia była państwem niezwykle rozwiniętym, z nowoczesnym prawem i wojskiem. Zaczęło się to setki lat temu, gdy pierwszy raz na tron zasiadł król, a nie królowa – jedyny taki przypadek w historii, gdyż w Gormilli dziedziczy kądziel, a nie miecz. Okazał się kimś idealnym, kto wprowadził wiele dobrego – równość wobec prawa każdego obywatela kraju, w tym zniesienie niewolnictwa i tak pozostało do dziś, żadna, nawet aktualna królowa, nie próbowała tego zmienić. Ed jednak nie interesował się tym zbytnio. Przyszedł tutaj tylko i wyłącznie z czystego przymusu, bo musi to zrobić i kropka. Odnawianie dokumentów było konieczne, żeby nie uznali ich za nielegalnych imigrantów i żeby mieli zapewnione podstawowe prawa obywatelskie.

Wszedł do budynku urzędu cywilnego, który jednocześnie pełnił rolę głównej bazy wojskowej, gdzie urzędował sam Generał, ludzie wychodzili lub wchodzili, stali przy okienkach, zapisywali, czekali, lub stali w kolejce. Ed westchnął i czekał na swoją i Kasei kolej. Podszedł do okienka, które wreszcie się zwolniło. Mężczyzna siedzący za okienkiem, po ubiorze zgadli, że wojskowy, spojrzał na niego drwiąco i ze znużeniem.

– Imię i imiona rodziców – nakazał twardo.

– Edward z Rebellar, rodzice: Generał Carolina z Rebellar i Norbert z Yodiary.

Mężczyzna na wypowiedziane imię matki zamarł. Spojrzał na Eda i zaczął się nerwowo śmiać.

– W–Więc jesteś synem pani Caroliny? – spytał już o wiele mniej twardym głosem. – Bardzo mi przykro z powodu jej śmier

– Zmarła dziesięć lat temu – podkreślił.

– A–Ach, no tak, ale żałowania nigdy za wiele… po rejestrację? To zapraszam przez ten korytarz, drzwi nr 10, andijo ! Ed odszedł wraz z Kasei. Gdy już znaleźli się dosyć daleko, wybuchli śmiechem.

– Zawsze tak jest. – Zaśmiał się Ed.

– No, twoja matka musiała być niezłym postrachem.

– Ach, na pewno była.

Choć powiedziano im, że mają kierować się do drzwi nr 10, nie zrobili tego. Znaleźli się przy drzwiach nr 1, podpisanych na tabliczce jako „biuro generała”, weszli przez nie normalnie, jak do siebie. Za stertą papierków i dokumentów siedziała wysoka kobieta ubrana w złotą zbroję, wysadzaną szmaragdami. Miała jasną cerę, krótkie czarne włosy i zielone oczy. Jej hełm spoczywał na biurku, tuż obok sterty dokumentów. Spojrzała na osoby, które śmiały wparować do jej biura bez pukania. Nie zdenerwowała się.

– Witaj Edwardzie. I Kasei. – Przywitała ich, nieco poważnym, lecz spokojnym głosem.

– Emerald! – powiedziała Kasei, podchodząc bliżej. – Wreszcie widzę kogoś normalnego w tym całym syfie.

– Skoro tu jesteście, to pewnie chcecie rejestrację? – spytała. – Nie chce się wam stać w kolejce, rozumiem?

– Tak, dokładnie. – Parsknął Edward. – Ten ochroniarz zza okienka się wykazał nie lada bezczelnością, wiec powiedziałem mu, jaki mam rodowód. Się chłopinka zdziwił. Kogo ty zatrudniasz? – Zaśmiał się. Emerald uśmiechnęła się lekko.

– Pogadam sobie z nim później – szepnęła i zaczęła wypełniać szybko formularz. Kasei patrzyła na odłożone na bok, już wypełnione kartki, które generał miała za zadanie zaakceptować. Kasei głowiła się nad tym, co na nich było.

– O co chodzi z tym wszystkim? Z tym statusem społecznym… – spytała rudowłosa.

– Och, widzisz – powiedziała Emerald. – Odkąd wprowadzono nowy system, bronie, magowie i ludzie stali się równi wobec prawa. Zniesiono niewolnictwo, a status społeczny oznacza po prostu: obywatela, imigranta, wojskowego lub kapłana. Tuż niżej jest rubryka, jakiej jest się rasy, czy magiem, czy uszastym, czy człowiekiem bez mocy. Ty, Kasei, jesteś zwierzątkiem–człowiekiem, więc w odróżnieniu od ludzi posiadasz zdolność do zamienienia się w zwierzątko, lecz jesteś również bronią, czyli umiesz zamieniać się w narzędzie przydatne w walce. Inni twoi bracia mogą być magami bez takiej formy, ty nie posiadasz zdolności magicznej, oni zdolności zamienienia się w broń, więc twój typ też należy tu wpisać. Zwykli ludzie za to są albo pozbawieni w ogóle takich umiejętności, albo są magami, i ty jako broń możesz im towarzyszyć, tak jak towarzyszysz Edowi i pomagasz mu się chronić.

– Tak, bo Ed to słabeusz – zaśmiała się.

– Nie jestem słabeuszem! – zaprotestował.

– …Ale wracając, strasznie dużo tych typów… – Zastanowiła się Kasei.

– Tak to już jest – powiedziała Emerald Sand. – Jednak dzięki magom i takim jak ty broniom świat jest ciekawszy. Dobrze, to już koniec. Dla Petera też wypełniłam. Muszę uzupełnić jeszcze kilkanaście takich, bo urzędnikom się nie śpieszy, a ja nie mam już zbyt wiele czasu, gdyż ostatnio zdarzyło się kilka zamachów, najpewniej na tle religijnym.

– Znowu? – spytał Ed. – Nigdy się nie nauczą… Dobra, powodzenia siostrzyczko, i dzięki. Chodź Kasei, idziemy do Petera.

– A… Okej, idę już. Pa! – krzyknęła Kasei do Emerald, która lekko ukłoniła się i wróciła do pracy.

– Wojsko ma dużo roboty, nie? Zastanawiam się, co ci kapłani robią, że nie uspokajają tych fanatyków. Przecież mają za zadanie to jakoś uspokajać, z tego, co wiem. – Kasei westchnęła. Ed opuścił głowę. – Coś nie tak?

– Nie… nic, tylko myślałem – odpowiedział tajemniczo.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Bajkopisarz 8 miesięcy temu
    Bardzo sprawnie napisany tekst. Wprowadzenie niezłe, może bym widział nieco więcej ogólnego zarysowania akcji, takiego tła, ale może to będzie później. Na razie ok., jestem zainteresowany dalszym ciągiem, więc to już dobrze.
    Z błędów technicznych, to zrób sobie Ctrl+F wpisz „był”, „byli”, i zobacz ile nawyskakuje, a potem ubij połowę.
  • Clariosis 8 miesięcy temu
    Bardzo dziękuję za ten komentarz! Naprawdę cieszę się, że przypada do gustu.
    Co do powtórzeń - mam ich świadomość i staram się je ograniczać, dziękuję bardzo jednak za te uwagę, bo każda jest cenna bym mogła dalej się rozwijać. c:
    Jeżeli chodzi o dalszy ciąg, to zajrzyj na mój dysk google. Udostępniłam do 6 rozdziału na razie, bo reszta nadal jest w trakcie korekty + do akceptacji przez pre-readera. https://drive.google.com/drive/folders/118l8KcGFMpsSKnF7s0rVrdKn3uHku0Tg
    Zapraszam, w PDFie są też ilustracje, których tu niestety nie mogłam umieścić.
    Jeszcze raz dziękuję za ten komentarz, wezmę sobie do serca szczególnie ostatnią linijkę. c:
  • Bajkopisarz 8 miesięcy temu
    Clariosis - rewelacyjne ilustracje :) Poczytam na spokojnie, jak będę miał uwagi/komentarze to Ci tutaj zostawię.
  • Clariosis 8 miesięcy temu
    Bajkopisarz To prawda, mój artysta robi piękną robotę.
    Byłabym bardzo wdzięczna, bo jak napisałam w poprzednim komentarzu będę drukowała, więc eliminacja głupotek przed tym, które mi umknęły, byłaby bardzo trafna. Dzięki wielkie. (:
  • Nefer 8 miesięcy temu
    Interesuję się fantasy, to zajrzałem. Najciekawsze w zaprezentowanym fragmencie wydaje się zarysowanie świata, na który masz z pewnością pomysł. Przedstawiasz go stopniowo, przede wszystkim w dialogach i opisywanych sytuacjach, niekoniecznie w odautorskich wykładach. To duży plus. Zwrócę jednak uwagę na pewną rozwlekłość i mało dynamiczną akcję, która pomimo lektury sporego kawałka tekstu nie została dotąd zawiązana. To może znużyć i zniechęcić czytelnika, zwłaszcza sięgającego po nową opowieść. Sytuację ratuje dopiero w pewnym stopniu końcowa rozmowa z panią generał, ujawniająca problemy opisywanego świata. Ale to pojawia się dopiero na samym końcu. Odrobinę przydługawe igraszki bohatera i jego fenka, opisane w partiach poczatkowych, ograniczyłbym. Podobnie jak "filozoficzny" wstęp. Językowo w zasadzie poprawnie, nie ma błędów ortograficznych i gramatycznych. Za dużo natomiast czasownika być, który występuje niejednokrotnie w kilku kolejnych zdaniach (na co zwrócił już uwagę Bajkopisarz). To słowo-wytrych, które pcha się wszedzie, gdzie zdoła. Używamy go często w mowie potocznej, bo zastępuje inne czasowniki. W tekście pisanym ujdzie w dialogach (np. gdy oddajemy dramatyzm sytuacji i szybkiej rozmowy albo chcemy dyskretnie podkreślić ograniczony zasób słów ktoregoś z rozmówców). Zdecydowanie gorzej wypada jednak w narracji, bo wtedy świadczy o ubóstwie języka... narartora właśnie. Wspomniałaś, że zamierzasz ogłosić tekst drukiem, tym bardziej warto popracować nad eliminacją tego "być" i zastępować to słowo innymi, bardziej wyspecjalizowanymi czasownikami.
    Pomimo tych uwag dałbym "pięć", ale tekst z ambicjami druku ocenię surowiej i wstawię "czwórkę".
    Pozdrawiam
  • Clariosis 8 miesięcy temu
    Siemasz, dzięki za komentarz! c:
    Bajkopisarz pomaga mi eliminować powtórki i inne tego typu gafy, nad tym fragmentem też usiądę i go poprawię, bo przyznaję się bez bicia - zapomniałam o nim, gdy resztę poprawiłam. :'v Za kilka minut zrobię update (zabiegane życie, eehh! x) )
    4/5 to bardzo wysoka ocena, szczególnie zważając na fakt, jak bardzo dawno pisana była pierwsza część przeze mnie. Dlatego naprawdę bardzo Ci dziękuję, trafienie na tą stronę to najlepsza rzecz jaka mogła mi się zdarzyć, na wiele spraw otworzono mi oczy i pokazano, co można pozmieniać i jakie błędy, których wcześniej nie zauważałam, popełniałam więc mogę je likwidować.
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    OK, zacznijmy czytać. Na początku muszę jednak ostrzec, że nie jestem fanem klimatów fantasy, chociaż potrafię docenić starania autora. Stworzyć własny świat od podstaw przedstawiony w opowiadaniu to trzeba umieć. Poprzednicy już wytknęli większość błędów, więc o tym nie będę pisał. Pamiętam jak opowiadałaś mi, że ktoś zjechał to opowiadanie... Powiem tak: jeśli reszta opowiadania jest napisana równie dobrze (w co wierzę...), to był zwykły hejter, który się nie zna na niczym, a najlepiej powinien przestać być marnotrawstwem przestrzeni życiowej i zniknąć. Będę czytał dalej, a na razie zostawiam 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    O, witam w moich skromnych progach!
    Od razu pragnę Ci podziękować za tak miłe słowa - jak widać w sumie w przypisie odautorskim, pisałam całość prawie 4 lata, a ten rozdział zaraz będzie miał już 5! - w ciągu tego czasu, mam nadzieję, zdołałam podnieść swoje umiejętności, ale czuję, że im dalej rozdziały idą, tym coraz lepiej pisarstwo również. :) Tak przynajmniej kilka osób mówiło, więc mam nadzieję, że i Ciebie nie zawiodę. :)
    Mimo, że to nie Twoje klimaty, mam nadzieję, że będzie w tej historii coś, co i tak zdoła Cię zainteresować. Ja też mam swoje "targety" którymi interesuje się bardziej, ale mimo wszystko lubię też od czasu do czasu wyjść poza te ramy i poczytać sobie coś innego. Tak było w przypadku np Tylko on, ona i motocykl i nie żałuję. :)
    Co do tamtej osoby - jak mówiłam, zabolało, ale nie sprawi to, że przestanę pisać albo niedaj księżycu dojdę do wniosku, że "Filozof" jest do niczego (jak kilka osób z jej inicjatywy zdążyło już odpuścić, przez co postanowiłam już w ogóle nie zaglądać na tamtą stronę, bo aż żal ściska.) To jest moja pierwsza, stworzona od podstaw powieść i osobiście uważam, że jak na tamten czas nie mogłam napisać tego lepiej. Teraz na pewno wiele rzeczy bym zrobiła inaczej, np. opisywanie postaci głównie kolorem włosów, albo poprowadziła inaczej wstęp, ale i tak jestem z siebie dumna. Pisanie wiele dla mnie znaczy i to co robię jest przede wszystkim dla mnie i dla tych, którym się to podoba. Dlatego dziękuję jeszcze raz i mam nadzieję, że się spodoba dalej. ^^
    Ps. Zachęcam też, by zajrzał na dysk google (podałam link w komentarzu Bajkopisarzowi, ale gdyby były problemy z otworzeniem to możesz wejść w "o mnie" i tam jest. :) ) - rozdziały mają ilustracje, więc niektóre postaci może będzie Ci dzięki temu lepiej sobie wyobrazić. :)
    Również pozdrawiam!
  • Shogun 4 miesiące temu
    Clariosis zajrzała do Shoguna, to i Shogun zajrzał do Clariosis i nie żałuje :D

    Cóż mogę powiedzieć. Świetnie zarysowany początek historii. Pierwsza część pierwszego rozdziału, a już tak wiele dowiadujemy się o otaczającym bohaterów świecie.
    Widzę, że świat oparty na matriarchacie, ciekawe, ciekawe. Poruszyłaś kilka kwestii segregacja rasowa, niewolnictwo, fanatyzm religijny, magia, cóż, świat fantasy pełną gębą i widać to już przy pierwszej części.
    Bardzo podobają mi się opisy, pełne, dokładne, można sobie wszystko wyobrazić.
    Jeszcze na początku ten iście "kronikarski" fragment z elementami filozofii. Buduje to naprawdę ciekawy klimat.

    A że jestem fanem opowieści fantasy, a ta zapowiada się świetnie, to będę czytał dalej :D

    Pozdrawiam ;)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Bardzo dziękuję za tak miły komentarz! Niezmiernie cieszę się, że Ci się podoba i mam nadzieję, że reszta rozdziałów również Cię nie zawiedzie! c: Bardzo fajnie, że wychwyciłeś matriarchat, bo taki miałam właśnie zamysł. Kobiety tutaj niejednokrotnie wielką rolę będą odgrywać. c: Ale mężczyźni też, jest równouprawnienie w końcu, haha! :v
    Też uwielbiam fantasy, więc większość moich przyszłych powieści też będzie z tego gatunku i może również Cię zainteresuje, jak już zacznę wrzucać. ^^ Do innych Twoich tekstów zajrzę wkrótce, bo jak styl Johnnego już poznałam, tak teraz czas na Ciebie, więc spodziewaj się wkrótce komentarzy. c:
    Zachęcam też byś zajrzał na dysk google, link dałam w komentarzu do Bajkopisarza, ale jest też na moim profilu w "o mnie". Są tam pliki PDF z ilustracjami, więc sądzę, że warto spojrzeć. ^^
    Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam!
  • Shogun 4 miesiące temu
    Clariosis ma miłość do fantasy jest bezgraniczna, więc będę śledził Twoje teksty :D

    Ano, mamy równouprawienie mamy, ale matriarchat mi się podoba, gdyż jest rzadki i ciekaw jestem jak bardziej dokładnie będzie wyglądać :D

    A widziałem widziałem, i na pewno zajrzę do dysku, gdyż zaciekawiła mnie postać lisicy i tego, jak może wyglądać na ilustracjach :D

    W takim razie zapraszam serdecznie :) Będę wyczekiwał komentarzy :D

    Również pozdrawiam! ;)
  • Rafał Łoboda 4 miesiące temu
    Clariosis, nie bierz sobie tego do serca co piszę, bo nie w złej wierze, ale jest jakiś powód, dla którego nie wprowadziłaś poprawek dotyczących błędów, które wypisano Ci na forum NF? Czytałem tamtą dyskusję, ale, tak czy inaczej, wyszczególnione błędy warto poprawić (oczywiście tylko te, z którymi się zgadzasz).
    Pozdrawiam
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Jasne, nie biorę tego jako coś złego. (:
    Głównie chodzi o to, że nie chce już tak strasznie na siłę poprawiać wszystkiego, bo większość błędów razem z Bajkopisarzem wyeliminowałam. Wiadomo, że tekst nadal ma swoje usterki, ale wolę wynieść z nich naukę i zobaczyć, jak z czasem będzie mi szło. Np. zaczęłam studiować poprawny zapis dialogów, gdyż miły kolega wysłał mi tam artykuły, i teraz sukcesywnie wprowadzam poprawki w plikach wordowych. Zmieniłam też zapis początkowy, gdyż "fenek" opisywałam jako ona, gdy druga osoba mi napisała, że nie powinnam, gdyż używam tutaj "fenek" a nie imienia. Możliwe, że w przyszłości będę wynajmowała kogoś profesjonalnego by mi tekst zredagował, bo nie jestem od tego specjalistą i swoje błędy nadal popełniam, czego mam świadomość, ale staram się na tyle, ile umiem. (:
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Oh, wybacz, że znowu piszę, ale chyba zrozumiałam teraz dobrze, co miałeś na myśli! Nie zaglądałam na tamten portal, ale teraz zobaczyłam, że ktoś bardzo dużo uwag wypisał.
    No ale podtrzymuję wcześniejsze stanowisko - niech na razie to zostanie takie, jakie jest. W sumie to pasuje, by pierwsza powieść nie była taka idealna. ;) Ale za jakiś czas wyślę ten tytuł do redakcji, niech osoby mądrzejsze w tej kwestii niż ja to porządnie ogarną, to za kilka miesięcy zupdatuje to wszędzie. Tak samo zrobię już z każdym kolejnym tytułem, zanim go wstawię gdziekolwiek.
    Również pozdrawiam. :)
  • Rafał Łoboda 4 miesiące temu
    Clariosis
    Rozumiem. Chociaż nie jestem pewien, czy w redakcji zrobią Ci tak po prostu korektę. Raczej zajmują się tym, co mają wydać.
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Rafał Łoboda Chodzi mi o korektorów. :) Są strony na których można wysłać tekst do profesjonalistów, zapłacić im i zrobią robotę. :)
  • Rafał Łoboda 4 miesiące temu
    Clariosis
    A no, jeśli chcesz zapłacić, to oczywiście, nie ma sprawy :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania