Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 11 (Część 1)

– Posłuchaj mnie uważnie, albowiem to ważne, Nano. Dnia, w którym ogień przegoni noc (…)

– Mamusiu, dlaczego tak często mi to powtarzasz?

– Byś zapamiętała. Chcę, by te słowa zawsze były z tobą. Nawet jeżeli mnie zabraknie, byś wiedziała, jak postąpić, gdy nadejdzie ten dzień.

– Jeżeli cię zabraknie…? Gdzieś się wybierasz?

– Nie. Kocham ten świat, chcę tu trwać jak najdłużej... Lecz okoliczności mogą być różne, muszę więc mieć pewność, że będziesz wiedziała co zrobić.

– A co będę musiała zrobić, mamusiu?

– Kiedy nadejdzie ten dzień, przypomnij sobie moje słowa. Będziesz wtedy wiedziała co.

~ Sen Nany Nagisy, w przeddzień przybycia Edwarda i Aru.

 

Rozdział 11: Dar Niebios

~

Edward leżał otulony ściśle kołdrą, cały obolały. Do pokoju, w którym się znajdował, dochodził gwar rozmów medyków i pacjentów z zewnątrz, lecz w jego głowie panowała zupełna cisza. Był odcięty od tego wszystkiego, nie śnił o niczym. Wydawało się, że znalazł się w stanie absolutnej pustki. W stanie, w jakim nic już go nie dotyczy, gdzie jest jedynie wyciszenie i odpoczynek.

Medycy krzątali się po korytarzach wielkiej lecznicy, którą zaczęto od pewnego czasu nazywać „szpitalem”. Została tu przewieziona większość rannych z Fironu, pierwszeństwo mieli ci, którzy potrzebowali natychmiastowej interwencji medyka. Wśród takich osób znalazła się Cedrinn, teraz przykuta do łóżka specjalnym zaklęciem. Dwóch wojskowych pilnowało wejścia do jej pokoju, w środku odbywało się przesłuchanie, gdyż była przytomna. Zeznawała całkowicie przeciw sobie i złodziejom, zdradziła wszystkie sekrety i wyjawiła lokalizację kryjówek. Przyznawała się do każdej rzeczy, jaką tylko jej zarzucano. Wszystko po to, by oczyścić imię Ra i swoje.

Ed nie odczuwał niczego, co działo się wokół. Nie słyszał Petera, który biegał w tą i z powrotem, pomagając zaharowanym kolegom i koleżankom po fachu, nie słyszał Cany próbującej choć trochę usprawiedliwić swoją córkę, nie słyszał kroków Aru, która właśnie do niego przyszła. Włożyła swoją dłoń pod kołdrę i chwyciła jego, po czym skupiła się. Przez ciało Eda przeszedł dreszcz, a każdy skrawek ciała zaczął odzyskiwać siły witalne, a nicość zaczynała przeradzać się w rzeczywistość. Otworzył oczy powoli, widział wszystko jak przez mgłę, z każdą chwilą jednak czując się coraz lepiej, jakby w niesamowicie szybkim tempie regenerowały się stracone siły. Aru puściła jego dłoń.

– Witam wśród żywych! – powitała go zadziornie. Edward był zdezorientowany.

– G–Gdzie…? – Próbował się podnieść, lecz poczuł nagły ból głowy. Opadł na łóżko.

– Ej, spokojnie. Cana mówiła, że wtłoczenie mojej nowej many powinno szybko postawić was na nogi, ale nie oczekuj cudów po sekundzie.

– Nowej…? Ach, tak… Gdzie my jesteśmy?

– W lecznicy w miejscowości obok Fironu. Nazywają to jednak jakoś dziwnie… Coś w stylu… „szpjal”?

– „Szpital”? – poprawił.

– No, jakoś tak.

– Co z innymi, nic im nie jest…? – spytał zmartwiony.

– Nie, wszystko jest okej. Kasei postanowiła jeszcze podrzemać, Peter biega i pomaga wszystkich leczyć. – Zachichotała. – Moje trio odpoczywa, choć z Eris jest już ewidentnie dobrze, bo zdążyła trzy razy zlać Lorenzo. Cana gada z wojskowymi którzy przyszli po Cedrinn, z tego co podsłuchałam nie czeka ją łagodny wyrok... No, ale wracając… Z Naną też jest okej, choć Peter poprosił bym dała jej sporą dawkę many, podobno miała poważny ubytek swojej… Ale w najgorszym stanie i tak byłeś ty. Zatrułeś się czarną magią, gdy nas transportowali to serce zdążyło stanąć ci dwa razy… Przyszłam już trzeci raz dodać ci energii, drobna iskierka ale daje kopa, nie?

– No tak, przecież ta mana nie pochodzi stąd. – Uśmiechnął się pod nosem. – Nie mam pojęcia, co sobie o tym myśleć…

– To zrozumiałe. – Spojrzała na swoje dłonie. – Dla mnie to też jest… trudne do pojęcia. No dobrze, Peter gadał, że powinieneś spać po otrzymaniu many. Gdy śpisz, lepiej przepływa i szybciej się regeneruje, tak mówił. Zatrucie powinno już mijać, lecz powinieneś jeszcze odpocząć kilka godzin. Jakbyś czegoś potrzebował, to wołaj.

– Aru, zanim pójdziesz… Jest rzecz, o jakiej muszę ci powiedzieć. – Edward przewrócił się na bok, plecami do niej, zakrył kołdrą po samą szyję, wzrok mając skierowany w ścianę.

– Tak?

– Mam jakieś dziwne przeczucia. Kiedyś nie wierzyłem takim bzdetom jak znaki czy intuicja… Ale teraz… mam wrażenie, jakbym miał wkrótce zetknąć się z kimś obrzydliwym. Naprawdę obrzydliwym… Z samym Delaunay… – Zacisnął wargi, jednocześnie mocno marszcząc czoło. Aru milczała dłuższą chwilę.

– Bo pewnie masz rację – odpowiedziała ściszonym tonem. – Byłe koleżanki Eris przegrały, przegrała kanibalka, przegrał Hanzo, przegrała Cedrinn, przegrał Jinta. Trio opowiadało, że waszego przyjaciela Jenkinsa zabrało wojsko, ja wystąpiłam z gry, bo nie mogę być już formalnie uczestnikiem… Jest coraz mniej graczy. W końcu, czy chcemy czy nie, spotkasz się z nim.

– I oby z nią też. – Zacisnął powieki w gniewie i smutku. Aru nic już więcej nie powiedziała, wyszła.

~

Goro zagwizdał głośno.

– Więc aż taki rozpierdol zrobiła ta cała złodziejka? – mówił z najprawdziwszym podziwem w głosie. Jeden z jego pionków klęczał, zdając mu raport.

Gdy wjechali do Egrezji, zostali od razu zatrzymani przez straż graniczną. Szybko jednak się okazało, że nie była to zwykła kontrola. Goro i jego ludzie nie przewidzieli, że zostaną nakryci na wjeździe, więc nie przygotowali wcześniej żadnej wiarygodnej wymówki. Jednakże i ten problem rozwiązali iście w swoim stylu, mordując wszystkich strażników.

Po „sprzątnięciu” przeszkody odjechali najszybciej jak się da, posiłki, wbrew oczekiwaniom, nie nadeszły. Szybko zorientowali się, że coś jest ewidentnie nie tak. Kierowali się w stronę stolicy, z której wszyscy uciekali. W końcu Goro wyczuł znajomą aurę należącą do demonicznej broni, ale o wiele, wiele potężniejszą niż zwykle. Ukryli się więc oczekując na rozwój wydarzeń, a dwóch pionków wyruszyło zbadać, co takiego ma miejsce w Firon. Wieści, jakie przyniesiono, niesamowicie go poruszyły.

– Jakim cudem ten kraj jeszcze stoi? Przecież to najpotężniejszy demon Delaunaych!

– Ustaliliśmy, że został zniszczony. Podobno zbierają prochy, by wysłać je twemu ojcu do zbadania, panie – odpowiedział na to pytanie pionek.

– Zniszczony? – spytał Goro z nutką szoku wyczuwalną w głosie. – Broń Vintego Delaunay, którą zrodził bożek… zniszczona?! Jesteś pewien!?

– Tak, panie! – Ukłonił głowę jeszcze niżej ze strachu. Drugi pionek przytaknął. Goro przeczesał dłonią włosy i głośno odetchnął. Wieść, że demoniczna broń Vintego Delaunay została zgładzona, nawet jego przyprawiała o dreszcze.

– Co za mocą dysponują? – spytał sam siebie. – Przecież tej broni nikt nie dałby rady zniszczyć od tak! Nie ktoś o ich poziomie mocy… Jedyne co mogliby z nią zrobić to zapieczętować, ale jeżeli zostały tylko prochy…

– Panie, jeszcze jedna rzecz. Wyczuliśmy manę graczy, których szukamy, lecz jest coś jeszcze. Na miejscu znaleźliśmy ślady many bardzo podobnej do tej, jaką posiada pańska narzeczona.

– Co? Uciekła?! Nie, to niemożliwe… Podobna, ale nie taka sama?

– Nie, na pewno nie taka sama.

– Więc mają drugiego albinosa?! – krzyknął denerwowany. – Jeżeli tak, to mogą mi sprzątnąć życzenie sprzed nosa! Kurwa mać, wyruszamy natychmiast! Po takiej walce na pewno są ranni, muszą leżeć w jakiejś lecznicy. Wy, chodźcie tu! Namierzcie ich po pieczęci! Nie wiem jaką bronią dysponuje ten brudas, ale chyba go nie doceniłem…

– PANIE! – wrzasnął któryś pionek z tyłu. – PANIE, NA ZIEMIĘ!

– Czego się drzesz?! – warknął wściekły Goro, lecz także padł na ziemię, gdy wokół pociągu nagle nastąpiło kilkanaście silnych wybuchów. Wszystkie okna zostały powybijane, Goro nie zginął tylko dzięki szybkiej reakcji swoich ludzi, którym udało się choć trochę stłumić wybuchy, biorąc je wszystkie na siebie. Zapłacili życiem za ochronę swojego bezwzględnego pana, byli na to przygotowani od samego początku. Wpajano im, że dobro rodu Delaunay jest o wiele ważniejsze niż ich własne życie.

Liczba pionków drastycznie zmalała do dziesięciu. Jeden z nich zasłonił Goro swoim ciałem, ten zrzucił zwłoki z siebie, po czym szybko wstał. Był ogłuszony, nie mógł złapać równowagi. Chwiał się we wszystkie strony, świat przed jego oczyma wirował.

– Prasz, kurwa, Prasz! Gdzie jesteś?!

– Mistrzu… – Prasz, w formie szopa, leżał przygnieciony fotelem. Goro odepchnął siedzenie, oswabadzając go. Zawarczał głośno.

– NO, CHODŹ TU! – krzyczał do niewidzialnego wroga. – POKAŻ SWÓJ RYJ, SKORO MOGŁEŚ BOMBY PODŁOŻYĆ!

W stronę Goro wyleciała strzała z łuku, która drasnęła go w ucho i przeleciała dalej, wbijając się w drewnianą ściankę oddzielającą wagony pasażerskie od kajuty. Prasz zmienił formę w broń, Goro chwycił go, dalej nie mogąc odzyskać równowagi.

– Widzę, że nauki ojca co do bycia zupełnie bezlitosnym wypełniasz perfekcyjnie, co, Goro? – spytał kpiąco Hagan, który znajdował się na zewnątrz. Trzymał w ręku łuk i celował przez wybite okno w jego stronę.

– Ty śmieciu… – warknął Goro, który próbował znaleźć przeciwnika wzrokiem, lecz przez zawroty głowy nie był w stanie. Oparł się o ścianę, zebrało go na mdłości. Hagan podszedł ciut bliżej, celując strzałą prosto w jego głowę.

– Gdyby twoja matka to widziała, byłaby przerażona co z ciebie wyszło – szepnął, po czym wystrzelił strzałę. Kolczatka Prasza podskoczyła, odbijając ją. Goro wpadł w furię.

– NIE ŚMIEJ MI JEJ WYPOMINAĆ! – wrzasnął. W stronę Hagana wyleciały zaklęcia, rzucone przez trzech ocalałych z eksplozji magów. Hagan zaczął uciekać przed pociskami, które samodzielnie go namierzały. Reszta pionków złapała za ster, po czym uruchomiła pociąg, magowie dodali mocy do kół, by jechał szybciej. Goro pienił się.

– Co kurwa robicie?! Zabijcie tego szczyla! Tę zakałę rodu!

– Wybacz, mistrzu! Zdrajcą zajmiemy się później! Najważniejsze jest dotrzeć do naszych wrogów, sam rzekłeś, że jeżeli posiadają drugiego albinosa, to mogą być szybsi od nas! Życzenie jest najwyższym priorytetem!

– Sprzeciwiacie mi się?! – spytał pretensjonalnie, by po chwili uspokoić się i głupio parsknąć śmiechem. – Mądra decyzja... Niezgodna z tym, co chcę w tej chwili, lecz mądra. Najpierw zajmę się Edwardem, Hagana zostawię na deser… Cholerny, siedział nam na ogonie cały czas, ale schował się tak, że nikt go nie wykrył. Co za przeoczenie… – szepnął, siadając na ziemi i opierając się o ściankę plecami. – Zobaczymy, jak teraz pójdzie mu gonienie mnie. Przez pustynie, bez wozu.

– Wybacz nam… – szepnęło dziesięciu ocalałych na raz.

– Wyluzujcie. Tym razem odpuszczę wam samowolkę, lecz gdy dojedziemy, każde moje słowo jest bezwzględnym rozkazem. Zrozumiano?

– Zrozumiano! – odpowiedzieli wszyscy na raz.

– Niech więc zacznie się najlepsza część gry. – Zaśmiał się obrzydliwie, patrząc na zwłoki i krew w pociągu. Prasz zatrząsnął się lekko w jego rękach.

Haganowi udało się ominąć wszystkie pociski, zdyszany usiadł na ziemi, by odpocząć. Zawiedzionym wzrokiem wpatrywał się w odjeżdżający pociąg. Gdy podczas jednego z krótkich postojów po cichu montował znalezione w wagonie bagażowym bomby magiczne, był przekonany, że jeżeli zdetonuje je w odpowiednim momencie pozbędzie się Goro raz na zawsze, lecz jak to powiadają, najgorszy gnój zawsze przeżyje.

Hagan przeraził się faktem, że wpadł na taki pomysł. W końcu ten plan zawierał też w sobie inne potencjalne ofiary, lecz miał świadomość, że ludzie z którymi Goro podróżuje nie są warci ocalenia. Były to marionetki pozbawione własnej woli, wpatrzone w jego ojca niczym w bóstwo. Wiedział też, że jeżeli Goro wygra, dojdzie do katastrofy. Nie miał natomiast pojęcia, co powinien zrobić teraz, nie mógł przecież przemierzyć pustyni na piechotę…

Bogowie się jednak nad nim zlitowali. Dostrzegł krzątającego się samotnego wielbłąda. Nie było tajemnicą, że zwierzę musiało błądzić już parę godzin, lecz wielbłądy, w przeciwieństwie do koni, były w stanie przeżyć długie godziny na pustyni. Hagan dostrzegł w zwierzęciu szansę szybkiego dogonienia Goro. Tym razem jednak musiał wymyśleć coś o wiele lepszego, by go zgładzić.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Lotos 8 miesięcy temu
    No fajnie się czyta, tylko nie czytam od początku, to chyba cała książka w odcinkach?
  • Clariosis 8 miesięcy temu
    Tak, cała książka podzielona na mniejsze odcinki. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania