Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 2 (Część 1)

Hemasitus – Choroba pasożytnicza krwi, wywołana pasożytami o tej samej nazwie.

Pochodzenie: nieznane; Typ: Magiczny; Pierwsze wystąpienie: ok. 1200 lat temu.

Pierwszy zanotowany przypadek wystąpienia: Nihoria.

Opis: Choroba o 100% śmiertelności, rozpowszechniona na całym globie. Brak wiadomości o jakimkolwiek wyleczeniu. Objawy następują najczęściej tydzień od zarażenia, przeplatane krótkimi okresami remisji, które kończą się nagłym pogorszeniem stanu chorobowego. Pasożyt żywi się tkankami zarażonego, neutralizuje skutecznie wszystkie trucizny.

Droga zarażenia: jakikolwiek kontakt z zakażoną krwią, najczęściej przez skórę.

~ Powszechna Encyklopedia Lecznicza, Wojca, 645 r.

***

Rozdział 2: Bożek Życzeń

 

– Hej, jest rzecz, która bardzo mnie ciekawi. – Szarowłosy chłopiec zwrócił się do swoich złotowłosych kolegów, którzy od razu przesunęli na niego wzrok. – Kiedyś czytałem, że w pustynnych regionach nie rosną lasy, więc czemu u nas rośnie? I tak wiele owocowych drzew?

– To wszystko wynik magii ziemi – wytłumaczył Peter. – Im lepsze zaklęcie tym smaczniejsze owoce i wartościowsze rośliny.

– No tak. Przecież niektóre rośliny tworzy się magią. Na przykład Zmarznięty Kwiat… – Rozmarzył się.

– Więc spróbujmy go zrobić! – wykrzyczał Ed.

– A wiesz jak się robi? – spytał Jan.

– Kiedyś babcia coś tam mówiła… więc… – Wokół jego dłoni zebrała się magia, ułożył jakiś liść oraz jakiś kwiatek, który znaleźli i próbował napełnić go magią. Efekt nie był porywający. Jedyne, co pojawiło się to szron, który i tak po chwili się stopił. Ed nie był z tego zadowolony.

– Och, w ogóle, dlaczego nie macie rodziców? – pytał szarowłosy. Zielonoocy popatrzyli po sobie.

– Nasza mama zaraziła się okropną chorobą, a tata… Tata pewnego razu po prostu zniknął... A jak z twoimi rodzicami, Jan?

– Mój tata umarł na wojnie, a mama badała jakąś chorobę i też się zaraziła i zmarła.

– Na chorobę krwi? – spytał Peter.

– No… chyba tak, bo badała krew.

– Wiesz… ja zawsze chciałem móc wyleczyć tę chorobę...

– Wyleczyć? Chcesz być medykiem? – spytał Edward.

– Ano, babcia Casandra zna się na medycynie. Lubię czasami czytać jej książki. – O! Ja też lubię ten temat! – wykrzyczał podekscytowany szarowłosy.

– Może spytamy, czy nas nauczy?

– Na serio chcecie być medykami? – powtórzył pytanie Ed.

– W sumie, dlaczego nie? – Peter przeciągnął się. – Umiałbym tak przynajmniej wyleczyć inne osoby, które są na to chore.

– Dokładnie, znaleźlibyśmy lek, by nikt inny nie musiał umierać jak nasze mamy!

– Chyba macie pojęcie, że to nie jest takie proste… – powiedział poirytowany. – No i co z tego? Będziemy siedzieć kilkanaście lat i w końcu się uda! – zawołał Jan dumnie. – Chodź, Peter, pójdziemy do babci!

Jan złapał Petera za dłoń i zaczął biec w kierunku domu Casandry. Ed był zdumiony tym, że mówią całkiem poważnie. Poszedł za nimi. Gdy wszedł do jej domu zobaczył Jana i Petera, którzy klęczeli przed starszą kobietą. Edward zaśmiał się na ten widok.

– Dlaczego się śmiejesz? – spytał zawstydzony szarowłosy.

– Bo wyglądacie zabawnie! – Śmiał się głośno dalej, lecz gdy poczuł na sobie zimny wzrok Casandry zamilkł.

– Chcecie być medykami? – Podniosła brew ku górze. – Więc dobrze. Będziecie spadkobiercami moich umiejętności.

– Naprawdę?! – krzyknął podekscytowany Jan.

– Dziękuję, babciu!

– Owszem, ale zaczynamy uczenie się od jutra, z rana. I będziecie kuć… Będziecie kuć tak, że zostaniecie mistrzami w swoim fachu. A ja jeszcze tego dopilnuję!

Jan i Peter byli tak ucieszeni, że zaczęli biegać wokół Casandry i śmiać się. Edward, choć tego nie okazywał, był dumny ze swojego brata. Nagle jednak pomyślał sobie, że sam musi zacząć coś robić.

Minęły cztery lata. Jan i Peter pod czujnym okiem Casandry otworzyli w wiosce lecznicę i zaczęli swoją działalność. Wielu mieszkańców było niezwykle zdumionych, że czternastolatkowie mogą tak dobrze znać się na leczeniu; jednak to był dopiero początek ich drogi. Wciąż się uczyli pod okiem Casandry. Ich przyszywana babcia wiedziała dobrze, co chcą leczyć, wspierała ich przy tym. Po trzech latach tęgiej nauki i praktykach nadszedł ten czas.

– Już za miesiąc jest wasz test – powiedziała. – Jesteście tego pewni? Na pewno jesteście gotowi na widok śmierci i prowadzenie wieloletnich badań?

– Tak – odpowiedział poważnie Jan. – Nie po to poświęciliśmy lata zgłębiając wiedzę, by teraz po prostu odpuścić.

– Musi się nam udać – dodał Peter. – Robimy to w imię przodków i naszych matek.

– Zrozumiałam. – Uśmiechnęła się. – Widać, że uczniowie przerośli mistrza. Bardzo się cieszę, że mam tak zdolnych spadkobierców.

– Zrobię wszystko, by twoje starania nie poszły na marne – zapewnił z uśmiechem Peter.

– Dobrze. I pamiętajcie: nigdy żadnej magii krwi. Zrozumiano?

– Zrozumiano – odpowiedzieli obydwaj na raz.

~

Ed powoli otworzył oczy. Nie wiedział gdzie jest, nie kontaktował. Dopiero kiedy usłyszał jakieś głosy, mgła zeszła z jego oczu. Nieco się uniósł na łóżku i rozejrzał wokoło, był w lecznicy, przebrany w białą, długą koszulę. Nagle ktoś go mocno objął. To była Kasei, podobnie jak on przebrana w ubranie dla pacjenta.

– TY IDIOTO! – krzyczała z przejęciem. – JAK MOGŁEŚ NIE UCIEC, GDY CIĘ O TO PROSIŁAM? DEBIL, DEBIL, DEBIL…!

Ed przesunął wzrok dalej. Dostrzegł babcię Casandrę i Emerald. Westchnął cicho, po czym również objął Kasei, która smarkała mu w ramie.

– To ty jesteś idiotką, skoro mnie chroniłaś i nie uciekłaś – powiedział z wrednym uśmiechem. Kasei odepchnęła go, zeszła z jego łóżka i stanęła przy kobietach. Była mniej poobijana od Edwarda, lecz jej stan również nie był zbyt dobry. Wtedy dostrzegł Petera, siedział w kącie.

– Sądzę, że masz im coś do wyjaśnienia – zawołała go Emerald. Peter lekko kiwnął głową, wstał i podszedł bliżej.

– Tak. To Mateo mnie pobił – przyznał, kuląc się. – Nie rozumiałem dlaczego. Poprzedniego dnia odebrałem kolejnemu pacjentowi życie. Załamałem się… ale Jan powiedział, że niedługo już nie będę musiał nikogo zabijać… że zobaczę, że wszystko będzie dobrze… – Mówił coraz bardziej drżącym tonem. – I kiedy Mateo mnie pobił, bałem się, że jednak Janowi mogło się coś stać… A gdy przyszedłem tutaj, moje wątpliwości zaczęły się tylko pogłębiać… bo Jana nigdzie nie było… – Dlaczego nam nie powiedziałeś, że to Mateo…? – spytał Ed.

– Nie chciałem go wydawać… Poza tym, jeśli na serio Janowi się coś stało… po prostu na to zasługiwałem… – Po jego policzkach znowu popłynęły łzy. – Mateo miał rację… nie powinniśmy byli tykać tej choroby… i to przeze mnie Jana teraz nie ma… – PETER! – wydarł się Ed, który dosłownie na niego wyskoczył z łóżka. Zacisnął mu dłonie na ramionach i zaczął nim szarpać. – Zrobiliście to dla naszych matek, dla tych wszystkich ludzi i zwierzako–ludzi którzy cierpią, poprawiliście choć na trochę ich życie! Jan i ty byliście szczęśliwi mogąc ich leczyć, Jan chciał ich leczyć, więc nie mów, że to poszło na marne!

Wtedy Ed poczuł ból przeszywający całe ciało, zgiął się i zaczął uporczywie kaszleć.

– Durniu, nie wierzgaj tak. Jeszcze nie podaliśmy ci mikstur leczniczych! – siwowłosa zganiła go.

„Zrobiliśmy… dobrze?” – pomyślał Peter. – „Yvon przecież stała na nogach dzięki moim lekom… Ech, nie… ja i tak zawiodę, jestem tego pewien…” – Odwrócił twarz w bok.

– Więc… co z Mateo? – spytał Ed, który już nieco się uspokoił. Casandra podała mu miskę ze specjalnie przygotowaną miksturą.

– Nie znaleźliśmy żadnego śladu po nim, jednak moi ludzie przeszukują wioskę i okolice.

– Co temu Janowi strzeliło do głowy… – zaszeptała staruszka. – Przecież wiecznie wpajałam mu do głowy, żadnej magii krwi… Och, Peter... – Zwróciła się do złotowłosego. – Nawet nie wiesz, jaka to dla mnie tragedia… Nawet nie wiesz, jak bardzo tobie i Edowi współczuję, że cały gniew Matevigo spadł teraz na was…

– Matevigo… Wydawał się waszym dobrym przyjacielem – szepnęła Emerald.

– I był wiecznie przeciwny walce Jana z hemasitus. Rozumiem zmartwienie, jednak to już obsesja… Zobacz, w jakim oni są stanie. – Casandra wskazała na trójkę poszkodowanych.

– Spokojnie, złapię tego wariata – zapewniła. – Wasze obrażenia powinny się szybciej zagoić po tych miksturach. Ja wracam do pracy, muszę znaleźć tego gnoja. – To idę z tobą – powiedział poważnie Ed.

– Nie ma mowy, ty to masz siedzieć i odpoczywać, tak samo twój fenek i brat – rozkazała i wyszła. Ed zdenerwował się.

– Odprowadzę was do domu, nie ma potrzeby, byście tu leżeli. Peter, dziś ja zajmę się lecznicą, więc idź z nimi. Wszyscy powinniście się wyciszyć – rzekła Casandra, po czym podała Edowi jego ubrania. Ten chwycił je, po czym spojrzał na Petera i Kasei. Nie mógł uwierzyć, że ich własny przyjaciel mógł im to zrobić.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • DEMONul1234 8 miesięcy temu
    Witaj! Zauważyłem, że jesteś now(y/a) na tej stronie. Koleżeńsko odradzam publikowania kilku opowiadań na raz, gdyż odstrasza to czytelników. Nie zrozum mnie źle, osobiście przekonany jestem iż twe opowiastki są całkiem dobre^^ Ale w publikowaniu należy mieć umiar. Oczywiście, to jedynie moje zdanie, a zrobisz jak zechcesz...Pozdrawiam ^^
  • Clariosis 8 miesięcy temu
    Huh? Wklejam 2 części rozdziału per 1 dzień, to i tak zbyt często?
  • DEMONul1234 8 miesięcy temu
    Clariosis Spora część osób pomija opowiadania wrzucane zbyt często, lepiej jest trochę poczekać aż wszystkie części nazbierają wyświetleń^^ Mówię ze swojego doświadczenia, choć wiele osób uważa tak samo...BTW widziałem ilustracje oraz opowiastki na dysku i to coś...Niesamowitego, tylko trzymaj tak dalej ! ^^
  • Clariosis 8 miesięcy temu
    DEMONul1234 Hmmmm, chyba rozumiem. Skorzystam więc z rady, gdyż i tak mam jeszcze trochę do poprawienia w następnych częściach.
    Dzięki wielkie! Bardzo mnie cieszy, że Ci się podoba. c:
  • Godu 4 miesiące temu
    Drugi rozdział zaczyna się bardzo fajnie, retrospekcja użyta jako narzędzie do przybliżenia nieco czytelnika do postaci (w tym przypadku babci Cassandry i jej uczniów) jest umieszczona w idealnym miejscu, masz dobre wyczucie co do tempa narracji. Muszę przyznać, że zgładzenie Jana było bardzo dobrym posunięciem - głównie dlatego, że wytrącało mnie z równowagi jego polskie imię, odstające od wszystkich innych xD
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Bardzo mnie cieszy, że Ci się podoba. :)
    Haha, w sumie prawda, że jako jedyny ma spolszczone imię. xD W angielskiej wersji się Ian nazywa, to może kiedyś to przerobię. ;)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Jest coś takiego w umieszczaniu retrospekcji w opowiadaniu... coś, co sprawia, że lubię to robić też u siebie, zwłaszcza w "Tylko on, ona i motocykl"... Cóż, Godu napisał już o niej to, co mógłbym powiedzieć, więc chyba dodam coś od siebie... :P Drugi rozdział zapowiada się ciekawie. Śmierć Jana taka trochę niespodziewana, ale nie mówię, że to coś złego. Wręcz przeciwnie :D Błędów nie ma. Daję 5

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Bardzo się cieszę, że Ci się podoba! Ja osobiście po prostu uwielbiam retrospekcje, czy to w serialach/filmach czy książkach, bo nadają głębi postaciom niejednokrotnie. :)
    Bardzo dziękuję za piątkę, gdyż dużo dla mnie znaczy. <3
  • Shogun 2 miesiące temu
    O, dobrze się zaczyna kolejny rozdział :)
    Bardzo podoba mi się wstawka z "Encyklopedii", oraz sama retrospekcja obrazująca, jak to wszystko się zaczęło i przebiegało :)
    Cóż, muszę powiedzieć, że babcia Casandra, to bardzo ciekawa postać. Zastanawia mnie, czy jest tylko "babcią", czy kimś więcej, gdyż wydaje mi się, że jej wiedzą, którą przekazała bohaterom jest raczej niespotykana i rzadka. Tak przynajmniej mi się wydaje.
    Co do naszych bohaterów, to tak jak mówiłem wcześniej, każdy z nich ma swój określony charakter. Jednak najbardziej intrygujący jak na razie jest Ed. A dlaczego? Ano, sporo czyta, rozmyśla, spisuje przemyślenia, jest jakby takim Ala filozofem, a z drugiej strony jest porywczy, energiczny i w gorącej wodzie kąpany, co raczej nie pasuje do obrazu filozofa, który jawić się powinien jako spokojny, opanowany, nie dający się wyprowadzić z równowagi, myśliciel. Ciekawy kontrast :)
    Cóż, taka moja mała dygresja :)
    Pozdrawiam ;)
  • Clariosis 2 miesiące temu
    Bardzo mnie cieszy Twój komentarz. :)
    Samej postaci Casandry nie rozbudowywałam jakoś bardzo, ale też nie jest kimś zupełnie "jałowym", jak z czasem w sumie się przekonasz.
    Bardzo cieszy mnie Twoja obserwacja psychiki bohaterów. No bo właśnie - Edward wierzący w fatalizm życia i niejako stoicyzm (który objawił się między innymi gdy nazwał wiarę w reinkarnację głupotą i uzasadnił to na zimno wobec uczuć Kasei) jest również bardzo porywczy i emocjonalny. To dość intrygujące, gdy osoba uważająca się za nihilistę reaguje w ten sposób, gdyż nie jest to postawa odpowiadająca tej filozofii. Co to więc może oznaczać? Ciekawi mnie, czy zauważysz to przed pewnym momentem w historii. Bo uwierz, w tym przypadku będzie pole do szerokiej dyskusji i mam nadzieję, że się ona nawiąże. :)
    Pozdrawiam.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Clariosis cóż, na tym poziomie mojego "wtajemniczenie", powiedziałbym, że chłopak nie jest ze sobą do końca szczery. Nie wie jeszcze do końca w co wierzy i waha się odnośnie tego jak powinien postępować.
    Jak na razie, tak to widzę :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania