Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 12 (Część 3)

Nastał piątek. Matka chciała zatrzymać Haley w domu, by spędziła czas z Goro. Dziadek wiedząc, że wnuczka nie przepada za narzeczonym, przekonał Masako, że Haley pomimo wszystko powinna iść dziś na zajęcia. Użył argumentu, że w końcu zaraz dwa dni wolnego, więc zdążą jeszcze pobyć razem. Haley była wdzięczna dziadkowi. W głębi serca czuła, że wie, jaka krzywda ją spotyka, nawet jeżeli starała się to ukrywać za wszelką cenę. Dziadek na pewno, gdyby mógł, uratowałby ją przed tym. Ale dla dobra klanu nie mógł tak po prostu uderzyć ręką w stół, w końcu chodziło tutaj o stosunki Nihorii z Gormilią. Jeżeli Enzernowie nie mieliby dobrych kontaktów z Delaunay, sojusz mógłby zostać złamany, a to mogłoby ciągnąć za sobą tragiczne stuki. Haley to rozumiała. Zauważyła jednak, że dziadek krzywo patrzy na Goro. Miała mimo wszystko w głębi duszy tą iskierkę nadziei, że dziadek knuje, jak ją z tego wydobyć i że pomoże jej się uwolnić, lecz nie dawała się ponieść temu uczuciu.

W końcu dziadek też nie mógł się sprzeciwiać.

Znowu szła do szkoły tą samą malowniczą drogą, zachwycającą swoim pięknem. Dziś jednak widoki nie porwały jej serca. Szła z głową spuszczoną nisko, nie zahaczając o żaden sklep, nie przyglądając się nikomu ani niczemu. Ani harującym chłopom, ani sprzedawcom, ani dzieciakom, które bawiły się bądź testowały swoje moce, jeżeli je posiadały. Nie patrzyła na nikogo. Nie patrzyła na nic. Po prostu szła, tam, gdzie powinna iść.

„Cenę ponosisz ty…” – powtórzyła słowa modlitwy marynarza, którą wczoraj przeczytała. Nagle poczuła puknięcie w ramię, uniosła głowę. Ujrzała, jak na nieszczęście, ciekawskie, piwne oczy, wyglądające zza srebrzysto–blond kosmyków.

– A ty co taka smutna? – zagadnął Yosuke, po czym ugryzł trzymane w dłoni onigiri (1) . Haley zaczęła rozglądać się nerwowo we wszystkie strony, szukając śladu po Goro. Yosuke zmartwił się jej zachowaniem. – Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej.

– Nie mogę teraz rozmawiać. – Zbyła chłopaka, po czym pobiegła przed siebie. Yosuke, jakby chcąc ją zatrzymać, lekko wyciągnął prawą rękę. Albinoska jednak biegła tak szybko, jak tylko mogła. Chłopak szybko dojadł resztę przekąski. Poczuł, że coś jest nie w porządku. I nie miał zamiaru tego tak po prostu zostawić.

Haley nie spóźniła się, jednak nadal musiała odpracowywać karę. Uczestniczyła dziś w zajęciach normalnie, lecz została przypisana jako dyżurna za jedną z koleżanek. Została też odpytana z zagadnień, które wczoraj omawiano. Udało się jej zdobyć może nie najlepsze, ale również nie klasyfikujące się jako złe, oceny. Nie miały dla niej większego znaczenia, ale była zadowolona – przynajmniej nie dostała kolejnej kary, tym razem za „nieuctwo”.

Jednym z jej obowiązków było zamiecenie korytarza szkolnego. Jak na złość, dziś wypadł dzień pielenia grządek. Uczennice zajmujące się tym, najpewniej nie specjalnie, choć kto wie, naniosły masę błota do środka. Jedna z nauczycielek widząc co się dzieje, powiedziała Haley, by nie spieszyła się na lekcję. Zapewniła, że zaznaczy obecność i nie odpyta jutro z treści, byleby zajęła się tym brudem porządnie. Albinoska poczuła jednocześnie wdzięczność, jak i irytację –najlepiej gdyby to uczennice, które zrobiły ten bałagan wszystko posprzątały, ale szybko uświadomiła sobie, że to część kary, więc nic jej nie ratowało. No, przynajmniej ta pani była bardzo miła i zwolniła ją z lekcji.

Użyła magii do przyspieszenia procesu sprzątania. Potem wyszła na zewnątrz, wyrzucając przy okazji piach i błoto do kubła. Znajdowała się na szkolnym placu, był tutaj ogródek z którego naniesiono błota i altanka. To tutaj w ciepłe dni uczennice na dłuższej przerwie lubiły przesiadywać i zjadać drugie śniadanie. Haley dała sobie chwilę przerwy, zaczerpnęła świeżego powietrza.

To jeden z nielicznych momentów, w których była całkowicie sama. Tak to zawsze przebywała albo w szkole z nauczycielkami i rówieśniczkami, albo w domu z klanem, albo na treningach z trenerami i trenującymi. Teraz była sama, mogła pomyśleć i odetchnąć. Usiadła na schodach prowadzących do szkoły tak, by nikt przez okno nie mógł ją zauważyć. Nie chciała w końcu, by nagle jakaś nauczycielka wybiegła i zaczęła krzyczeć, że wagaruje. Miała już dość bezsensownych kar. Napawała się tą samotnością, tym momentem.

Najczęściej sama zostawała nocami. Wtedy to po cichu wyślizgiwała się z domu, ale nie odchodziła zbyt daleko z powodu słabego wzroku. Było jednak wspaniałe móc tak pobyć sam na sam z nocnym niebem, choć gwiazdy dostrzegła jako małe, zamazane punkty. Jednym z jej marzeń było móc zobaczyć gwiazdy tak, jak widzi je większość osób, choćby nawet tylko na jedną minutę. Być może kiedyś zostanie wynalezione zaklęcie, by te wiecznie wrzecionowate źrenice choć na moment rozszerzyły się w okręgi.

Dziadek kiedyś powiedział, że gdy wyznał miłość jej babce, która miała tą samą przypadłość, jej oczy pierwszy raz w życiu rozszerzyły się bardziej, niż kiedykolwiek mogłyby – może nie tak, jak u zdrowej osoby, ale wystarczająco, by babcia mogła wtedy bardziej dokładnie ujrzeć nocne niebo. Haley nigdy nie zdołała poznać babci, gdyż ta zmarła po urodzeniu jej matki, lecz dziadek często mawiał, że jest bardzo do niej podobna.

„Być może stąd ta sympatia jego do mnie?” – zastanowiła się. Po dziadku miała kolor oczu i sierści uszu. Po babci, jak słyszała, wadę z rozszerzaniem źrenic. Dziadek opowiadał, że czasami dokuczano mu, że taki „diabeł jak on” jest z tak delikatną kotką, którą była jej babcia. Dante jest w końcu magiem i bronią, czarnym kotem z równie czarnymi włosami i ciemnofioletowymi oczami, a babcia była różowiutkim kotem–magiem, z granatowymi włosami i landrynkowymi oczami. Podobno posiadała też bardzo filigranową budowę ciała, czy to jako kot, czy jako człowiek. Haley umiała sobie wyobrazić, jak śmiesznie musieli wyglądać, kiedy obydwoje przyjęli formy kotów: wielgachny czarny kocur z groźnymi oczami, jakie po części zakrywała czarna grzywka, a tuż obok malusieńki, różowy kotek. Lecz pomimo tego pozornego gryzienia się stylów, pasowali do siebie najbardziej na świecie. Wielu członków klanu starszej daty gloryfikowało związek dziadków Haley, a młodsze pokolenia, wychowane na opowieści o nich, marzyły o takiej miłości. Dziadek nigdy nie zaprzeczał, by było inaczej. Często wspominał o żonie i zawsze wyrażał się o niej z głębokim szacunkiem, a czasem nawet w kąciku jego oka kręciła się łezka z tęsknoty. Haley marzyła, by podobna historia miłosna przydarzyła się kiedyś jej. Fantazjowała czasami, że w nocy przybywa taki z pozoru groźny wielkolud jak jej dziadek i zabiera ją daleko, daleko stąd…

To były marzenia dziewczyny, której narzeczony nie potrafił sprawić, by jej źrenice rozszerzyły się. Jak już, to jedynie zwężały bardziej pod strachem i bólem, jaki jej zadawał.

Nie mogąc dłużej kontrolować emocji, zgięła się i zaczęła cicho łkać, chowając swoją twarz w dłoniach.

Usłyszała nagle jakiś szmer, szybko odsłoniła twarz, by się rozejrzeć. Ujrzała te piwne oczy, ale tym razem nie ciekawskie, tylko przerażone.

– Co tu robisz…? – spytała, rozglądając się niepewnie za Goro. – Posłuchaj mnie, to jest…

– Co ci się stało w plecy? – Yousuke przerwał pytaniem. Haley otworzyła oczy bardzo szeroko, ogarnęło ją zimno, nie wiedziała, skąd wie. Zrozumiała nagle, że bluzka od mundurka podwinęła się na plecach. Szybko ściągnęła ją w dół, po czym spróbowała uniknąć wzroku Yosuke, odwracając się do niego bokiem. – Kto ci to do cholery zrobił? Czy dlatego dziś przede mną uciekałaś? Odpowiedz!

– To nie twoja sprawa. – Haley odparła zdenerwowana. Yosuke jak strzała podbiegł i chwycił albinoskę za ramiona, zaczął lekko nią trząść.

– Jak to nie moja sprawa?! – krzyknął, zaciskając mocniej dłonie. – Jesteś Enzernem! Mam obowiązek cię chronić, jeżeli ktoś robi ci krzywdę!

– Yosuke, nie możesz mi pomóc. Nie możemy się temu sprzeciwić…

– Jeżeli prawo jest złe, to trzeba prawo zmienić! – odparł pewnie. – Jasne… Ten, który łamie zasady, jest wyklęty. Ale ten, który w milczeniu pozwala na krzywdzenie innych, jest gorszy od wyklętego.

Haley nie wiedziała, co odpowiedzieć. Yosuke puścił ją.

– Wiem, że się boisz. Nasz kraj jak jest piękny, tak ma okropne wady, ale po to żyjemy, by zmieniać świat. Diana kazała dawać dobro dobrym, a zło złym, prawda? Więc chcę wypełnić jej rozkaz, dla ciebie. – Wyciągnął rękę w stronę albinoski. Niebieskowłosa próbowała nie płakać, ale nie potrafiła zatrzymać łez. Niepewnie podała dłoń chłopakowi.

Poszli tam, gdzie Goro nie mógłby ich znaleźć, do lasu. Gdy Haley opowiedziała ze szczegółami cała historię, Yosuke walnął pięścią w drzewo.

– Dobro kraju? Dyplomacji? Tego zbrodniarza już dawno powinni ściąć! – krzyczał. Haley nie mówiła nic, zaciskała dłonie na spódnicy. – Ja tak tego nie zostawię.

– Nie możesz, błagam… Groził, że coś ci się stanie, jeżeli jeszcze raz mnie z tobą zobaczy…

– Mi? Niech lepiej uważa na swoje dupsko, bo je potnę, kiedy to JA go zobaczę!

– Nie wiesz, o kim mówisz…!

– O DELAUNAY! – krzyknął. – Wiem, kim są! Mają te swoje demony i je kontrolują, WSZYSTKO o nich wiem! Żaden diabeł nie będzie krzywdził tak świętej rzeczy, jaką jest albinos! Ten grzesznik powinien padać przed tobą na twarz i cię po nogach całować! Przeklęci! Wierzą w tego swojego boga wojny i zachowują się jak potwory! Cholerne psy… Uważają, że ten ich bóg dał im na to pozwolenie? Grubo się pomylili! Bo to jest Nihoria! Tu jest Yomei! – Wtedy Yosuke złapał Haley za dłoń. – Ty jesteś Yomei. I masz żyć. Masz żyć! Masz być szczęśliwa, masz być wolna! Bo nie należysz do żadnego człowieka, ani do żadnego kraju… To ten świat, wszechświat, należy do ciebie. Nigdy o tym nie zapominaj. Obiecaj mi.

Haley nie mogąc znaleźć żadnych słów, odpowiedziała, po prostu:

– Obiecuję.

====

(1) Potrawa zrobiona z uformowanego w kształt trójkąta ryżu, owiniętego w algę nori, często z wypełnieniem. Odpowiednik kanapki.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Literkowa Bitwa na Prozę 8 miesięcy temu
    Zapraszamy do wzięcia udziału w Bitwie na Prozę:
    https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-38-w1343/
    Temat główny: Postęp
    Temat dodatkowy: Deheroizacja
    Wybramy jeden, lub drugi lub obydwa. Wybór należy do ciebie.
    Piszemy do 20.12.2020 do północy.
    Liczymy na Ciebie!!!
    Literkowa.
  • Lotos 8 miesięcy temu
    No bardzo fajny fragment, piszesz o tolerancji, łamaniu prawa i poczuciu obowiązku w bardzo interesujący sposób.
  • Clariosis 8 miesięcy temu
    Bardzo dziękuję za tak miły komentarz!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania