Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 3 (Część 3)

Wieczór nastał szybciej, niż się spodziewali. W przytulnej rezydencji pani Elizabeth zebrali się najróżniejsi ludzie, większość z nich rzuciła się do stołów z przystawkami i innymi wyśmienicie wyglądającymi daniami. Kasei skomentowała to bardzo wrednie, aczkolwiek zabawnie; „tacy bogaci, a zachowują się jakby przez miesiąc żreć nie dostali”. Ed stał razem z nią obok stołu, na którym znajdowały się piękne kieliszki i butelki z winem, alkoholem, a nawet piwem najwyższej jakości. Elizabeth, jako troskliwa kobieta zadbała, by Ed i Kasei byli ubrani najlepiej, jak tylko mogli: Ed miał na sobie elegancki garnitur, za to dziewczyna została odziana w czerwoną suknię dopiętą żywymi różami, jej włosy również zostały odpowiednio wystylizowane.

– Nie podoba mi się to… – powiedziała nagle.

– Co dokładnie? – spytał złotowłosy.

– To, że muszę wyglądać jak jakaś odpicowana paniusia! – Zrobiła minę i pozę jak obrażona. – Edziu, wywińmy się szybko i poszukajmy czegokolwiek, chcę wrócić do swoich ubrań!

– Przestań. – Uśmiechnął się wymownie, chwycił kieliszek w dłoń i nalał sobie wina. – W tych ubraniach wyglądasz tak uroczo, że mogłabyś wyglądać tak cudownie codziennie! Może wtedy pomyślałbym poważniej o tym, co powiedziała „ciocia” dzisiaj.

– O czym niby takim?! Mówiła wiele rzeczy, zaczynając od tego, że mam niezwykle cudowne włosy, po wychwalanie ciebie, więc o co może ci chodzić?!

– O wzięciu cię za żonę! – Uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Serio, wyglądasz teraz tak uroczo, że chyba się w tobie zakocham. – Zaczął pić z kieliszka, nadal będąc zadowolonym. Kasei zaczęła się cicho śmiać, czuła się upokorzona.

– Jeszcze słowo… – zagroziła przerażającym tonem i z nerwowym uśmiechem. – A wsadzę ci naprawdę gruby gwóźdź do gardła…

Edward przełknął napój, odłożył kieliszek na bok.

– Więc lepiej nie będę z taką groźbą zadzierać! Chociaż jeżeli mówisz o tych, które są w naszym domu, to może uda mi się je połknąć, bo są dosyć krótkie. I wtedy przeżyję i będę mógł znowu ci dogryzać!

– Zabiję cię.

– Też cię kocham.

Ed i Kasei jednak zrozumieli, że czas skończyć wygłupy. Kasei zaczęła rozglądać się, jak mogą wyjść z sali balowej, nie zwracając na siebie zbyt dużej uwagi. Nagle fenek dostrzegł jedne drzwi, przy których nikt nie stał. Edward poprosił Kasei, by wzięła go pod rękę. Wyglądali jak para, aby nie rzucić się w oczy. Rudowłosa po wielu wewnętrznych protestach w końcu zgodziła się, dla „wyższego celu”. Zaczęli powoli iść przed siebie, bardzo się denerwując. Gdy już byli przy drzwiach, zostali zatrzymani.

– Och? A kogo my tu mamy? – spytał jakiś mężczyzna, który najwidoczniej oddał się już wspaniałemu wpływowi alkoholu. Do niego po chwili dołączył drugi, niższy. – Ach! To przecież Edward z Rebellar – dodał ten drugi. – Elżbietka o tobie mówiła!

– To syn tej… e… Cariny? – spytał ten pierwszy.

– Caroliny – poprawił go złotowłosy.

– A, no tak. Carina z Relar. – Zaśmiał się pijany mężczyzna. – Ja jestem Stavu rodu Heven. Ja wam mówię, to dopiero była laska, gorący towar numer jeden! Pamiętam, jo, miałem szesnaście wiosen, szczylem byłem, z kolegami się zabrałem kraść coś. Ale co takiego? E, już nie pamiętam, machnij ręką na to, to ponad dwadzieścia lat temu było! No i my się skradamy, kradniemy, gdy nagle tutaj taka młodzinka idzie; warkocz, złote włosy, oczy zielone, cycata. I co? Zaczyna zaklęciami walić! A my to zaklęć nie umieli! No to nas wykończyło, babsko z niej, ale ładne! Było na czym zawiesić oko. No i się okazuje, że to kadet wojska, ależ się wpakowaliśmy, panie Edwardzie! Młodsza ode mnie o wiosnę była, ale silniejsza i to jak! Obiła nam buźki, panie Edwardzie, pan nie wie. I żeś się w niej każdy podkochiwał! A to kwiatami, a to upominkami jej rzucano, a nawet raz zgniłe jabłko dostała! Ale wtedy to już do śmiechu nie było, bo złapała tego, kto jej to przyniósł. No, ale co poradzić, potem generałem została! Na wojny chodziła, jak nas napadali z granicy! A tu jeszcze kilka lat temu Wojca się biła z jakimś tam państwem, e, no, z Nihorią! Wie pan, panie Edwardzie.

– Myślę, że wiem – odparł mocno znudzony, Kasei dosłownie wisiała już na jego ramieniu.

– No, panie Edwardzie, myśli pan, to pan wie! – Zaśmiał się znowu Stavu. – Jo słyszał, że ten… Perfer czy jak mu tam, ten no młodszy, z Cariny co się urodził, to aż pozwolenie na leczenie krwi dostał! No, dobre łono to dobrzy synowie, a nie jakieś sukinsyny, jak te złodziejaszki czy inne gnojostwo, oj, panie Edwardzie, ja coś czuję, że zrobi pan z nimi niedługo porządek! Przecież z Cariny tacy synowie wyłazić powinni! Silni, których każdy będzie się bał. Więc, pan wie, panie Edwardzie, przydałoby się nieco porządku obok zrobić.

– Obok? – spytał.

– No tak, panie Edwardzie! Bo jakieś złodziejaszki dwie napadają. Palą miasta, mi raz willę próbowały podpalić, dywan drogi ukradły, toż to niewybaczalne! I teraz gdzieś tam obok, w wiosce Epis zamęt robią. Coś tam pieprzą o tym, że niedługo armię będą mieć i będą jak te złodzieje… Chyba pan kojarzy, panie Edwardzie, te takie. Co się mszczą.

– No wiem.

– No to, panie Edwardzie, że Carina ich ganiała to pan wiedzieć musi, bo do mnie też się przyczepiali długi czas. Wyznają boga światła, jeśli pan wie, to dla wiary też sobie powód do walki znajdą. No i, panie Edwardzie, skoro pan jest, to niech pan z nimi coś zrobi, jeśli pan może. Bo one coś o jakimś diable gadają, jak te złodziejaszki mszczące się, kij wie, oszalały. Kasei i Ed popatrzyli po sobie.

– …Rozumiem – odpowiedział spokojnie Ed. – Coś spróbujemy zrobić z tym, przy okazji zajedziemy, Epis jest nam po drodze.

– Och! Panie Edwardzie, jak dobrzeee! – zaśmiał się znowu Stavu i klepnął w plecy swojego niskiego towarzysza. Ten zakaszlał pod wpływem uderzenia. – No to co, Den, więcej trunku! Nie możemy zmarnować takiej okazji! Dla pana Edwarda też przyniesiemy.

– Dobrze, no to chodź – odpowiedział jego towarzysz i poszli dalej. Ed i Kasei wtedy czmychnęli przez drzwi i zaczęli biec korytarzem.

– Myślałam, że to nigdy się nie skończy! – powiedziała z ulgą. – Ale przynajmniej mamy jakieś informacje!

– Prawda, lecz teraz powinniśmy przeszukać teren. Muszę szukać many takiej, jaką czułem przy bożku. Nie znam za bardzo zaklęć namierzania, więc… musimy zdać się na moją intuicję.

– Byleby nie zawiodła. ECH! MOGĘ ROZERWAĆ TĄ SUKIENKĘ?! – wrzasnęła, kiedy się potknęła i prawie wywróciła.

– Zmień formę.

Kasei wykonała polecenie, jej ciało zabłysło białym światłem. Przybrała swoją trzecią formę, broni, którą złapał. W końcu wybiegli z domu Elizabeth. Edward skupił się, by namierzyć manę bożka. Było to jednak nieco trudne, gdyż zużywało bardzo dużo jego własnej energii, nie był ekspertem w takich zaklęciach. Potrafił dzięki magii coś naprawić lub złączyć ze sobą, jednak na sztuce bojowej czy szpiegowskiej kompletnie się nie znał. Jego matka nie chciała, by on czy Peter dołączyli do wojska, więc uczyła ich jedynie zaklęć praktycznych w codziennym życiu. Ed nieco tego żałował, pomyślał, że matka mogła go mimo wszystko nauczyć kilku bojowych technik, a tak do wszystkiego musiał dojść sam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Godu 3 miesiące temu
    W końcu znalazłem chwilę, aby przeczytać kolejny rozdział. Zabawne opisy pijaków, jak i zaczynam lubić Kasei, która coraz wiarygodniej w moich oczach buduje się w obraz drapieżnej, nietypowej kobiety. Mocne 5!
  • Clariosis 3 miesiące temu
    Bardzo dziękuję za komentarz i ocenę! c:
  • TheRebelliousOne 3 tygodnie temu
    No, jestem! :D
    No, no, Kasei zamienia się w kobietę, która mogłaby ze swoją "twardością" mierzyć się z Evelyn! :D Sam odcinek nie ma jakichś błędów chociaż osobiście ja bym to "ECH!" zamienił na jakiś lekki wulgaryzm. Nie wiem, jakoś staram się unikać pisania "Echów", "Hmm" i tym podobne, stąd osobista uwaga. Nie przeszkodzi mi to jednak w postawieniu 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis 3 tygodnie temu
    Hehe, sądze, że gdyby żyły w jednym uniwersum to zdołałby się dogadać. :)
    U mnie dużo w sumie "echów" i innych wzdychań, to dlatego, że ja mimowolnie często piszę tak na komunikatorach lub robię to na żywo - przekłada się to jak widać na pisanie. :) I się nie obrażam, każdy ma jakiś smak literacki w końcu, dobrze, że mimo wszystko nie przeszkadza aż tak bardzo.
    Pozdrawiam również. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania