Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 4 (Część 6)

– Nie sądziłem, że podczas tej wyprawy… wydam kiedykolwiek pieniądze na coś takiego jak… alkohol – powiedział Ed. On i jego towarzysze zmierzali do knajpy wybranej przez Eris; niezbyt dużej, lecz cieszącej się popularnością w mieście. Czarnowłosa z maniakalnym uśmiechem zacierała rączki, Lorenzo czuł przerażenie za każdym razem, gdy na nią spojrzał. Weszli do środka, roiło się tam od ludzi w różnym wieku; jedni się śmiali, inni siłowali na ręce, a jeszcze inni siedzieli spokojnie. Cała grupa weszła i usiadła na stołkach przy stoliku.

– Ile wy w ogóle macie lat? – spytał Edward.

– Ja mam piętnaście – powiedziała Aru. – Eris również, Lorenzo siedemnaście, a Kyoko dziewiętnaście.

– Więc widzę, że tylko Kasei nie będzie mogła pić.

– Napiję się od ciebie, cepie! – wysyczała rudowłosa. Zamówienie złożyła Eris, rzuciła sakiewką na blat gospodarza, po czym ze swoim maniakalnym uśmiechem wróciła do grupy. Lorenzo znowu się zatrząsnął ze strachu, Aru udawała, że wszystko jest w porządku, choć osobiście myślała, że Eris za bardzo się zdradza.

– Masz coś dobry humor dziś, widzę. – Uśmiechnął się Edward, patrząc na czarnowłosą. – Czyżby nienawiść odeszła?

– W snach, zjebie – powiedziała ostro, lecz nadal się uśmiechała. Gospodarz przyniósł na stół całkiem pokaźną ilość butelek z trunkiem. Złotowłosy otworzył szerzej oczy na ten widok.

– Nie przesadziłaś? – spytała czerwonowłosa.

– Oczywiście, że nie! Lorenzo, otwieraj!

– Dobra, dobra – powiedział brązowowłosy, wziął butelkę w dłonie, po czym sprawnie wyciągnął korek. Zaczął nalewać wszystkim, prócz Kasei, która dostała sok. Aru udawała, że pije dużo, musiała zostać trzeźwa. Lorenzo za to pił dość łapczywie.

– No, Lorenzo! Lecisz mocno! – Zaśmiała się Eris. Lis zarumienił się.

– Czasem trzeba! – odpowiedział.

Złotowłosy wypił pierwszy kubek, po czym odstawił go. Eris natychmiast dolała mu, uśmiechając się do niego wrednie.

– Co to za uprzejmość? – spytał zdziwiony Edward.

– Najzwyklejsza. – Odsunęła się, po czym resztkę z butelki wypiła sama. Lorenzo otworzył kolejną, kiedy Kyoko i Aru spożywały alkohol z umiarem.

– Więc… – zagadnęła Aru. – Jesteś z Rebellar, prawda?

– Dokładnie tak.

– Hm… – Zastanowiła się Kyoko, która odłożyła naczynie i spojrzała na niego. – Niegdyś słyszałam o pewnym magu z Rebellar. Podobno umiał zmieniać strukturę materii przy pomocy magii i trwale przemieniać jedną rzecz w drugą.

– Ach, tak… – Ed odsunął kubek od ust, lekko marszcząc czoło. – Z nieznanych mi przyczyn takie krążą „legendy” o moim ojcu.

– Więc to nieprawda?

– Nie wiadomo, ja w to szczerze wątpię, gdyż nigdy nie zarejestrowano przypadku permanentnej przemiany. W końcu to tylko tania magiczna sztuczka. Widziałem jego notatki o tym, próbowałem powtórzyć, ale nic z tego nie wyszło. Prawdy się jednak nigdy nie dowiemy. Moja matka umarła podczas buntu Wyznawców Światła dziesięć lat temu, ojciec kilka dni później po prostu zniknął.

– Załamał się…? – spytała cicho Aru, nie oczekiwała odpowiedzi.

– A twoi rodzice?

– Podobnie, zginęli. – Napiła się.

– Naprawdę mi przykro - odpowiedział Ed.

– Ech… Przez te wojny tyle dzieciaków straciło rodziców. Lorenzo, Kyoko i Eris też nie mają rodziców, umarli podczas wojny Wojcy z Nihorią, tak samo jak moi.

– Kasei też ich nie ma – powiedział.

– Czego o mnie gadasz?! – Wyrwała mu kubek z rąk i napiła się, wykrzywiła twarz. – Fu, niedobre.

– Jesteś małym szczylem, to oczywiste, że nie będzie ci smakować. – Odebrał jej kubek z uśmieszkiem, Kasei zawarczała. Butelki opróżniane były jedna po drugiej. Najwięcej pił Edward, którego Eris przekonywała ciągle do picia dalej, lecz dobrym wynikiem mógł się również pochwalić Lorenzo. Złotowłosy zaczął już powoli przechodzić pod kontrolę alkoholu, śmiał się z byle powodu, a jego twarz zrobiła się nieco różowa. Eris nie mogła powstrzymać śmiechu, gdy Edward zaczął się kiwać. Kyoko kiwnęła głową do Aru.

– Hej, Ed… – zaczęła.

– Cooooo? – przedłużył, ale po chwili zaczął się chichrać. – Ty, wiesz o tym, że twoja twarz wygląda jak pomidor przez te czerwone włosy? – Wybuchł śmiechem. Aru podniosła jedną brew do góry, Kasei za to próbowała zadusić śmiech.

– Piękne, cudowne! – mówiła cicho rudowłosa. – A Lorenzo?

– Nie wiem, czuję się normalnie. – Uśmiechnął się. Dziewczyna otworzyła lekko usta.

– No, mocna głowa, widzę… – szepnęła Kasei.

– Lorenzo lubi sobie wypić! – powiedziała Eris, Lorenzo spojrzał na nią z lekkim wstydem. Aru westchnęła i wróciła do Eda.

– Ech… Powiedz, dlaczego chciałeś się z nami sprzymierzyć? – spytała nagle.

– Em… – Zastanowił się, jednocześnie zaczął drapać tył głowy. – Nie wiem no, spoko jesteście i w ogóle…

– Nie masz żadnych zamiarów wobec nas?

– Jak już, to was pokonać w finale! – Zachichotał i znowu się napił. – Serio, rozpieprzę was! A potem będziecie płakać, bo wspaniały Ed was pokonał!

– WSPANIAŁY? – wydarła się Eris, która również nieco odpłynęła i zaczęła go bić pięściami, złotowłosy wybuchł jeszcze głośniejszym śmiechem. – JA CIĘ SZYBCIEJ ROZPIEPRZĘ, PIJAKU!

– EJ! – wydarła się Kasei. – TYLKO JA MOGĘ BIĆ I WYZYWAĆ EDA! NIE MASZ UPRAWNIEŃ! Eris i Kasei zaczęły się siłować, Kyoko westchnęła z zażenowaniem. Lorenzo próbował w międzyczasie rozdzielić obydwie dziewczyny.

– Naprawdę się zastanawiam, czy to był dobry pomysł… – Westchnęła fiołkowowłosa. – Nigdy więcej nie ufajmy pomysłom Eris…

– Wykorzystajmy to przynajmniej do końca, skoro już na to poszłyśmy… – szepnęła w odpowiedzi Aru.

– E? Jakie tam tajemnice przede mną macie? – spytał Ed, który oparł głowę o dłoń i patrzył w ich stronę, czerwonowłosa spojrzała na Kyoko i wzruszyła ramionami.

– O co tak właściwie grasz? – spytała Aru.

– Ojjj, ty nie powiedziałaś, to ja mam powiedzieć? – Spojrzał na nią krzywo, lecz po chwili uśmiechnął się. Tym razem wyglądał o wiele spokojniej. – Gram… dla swojego brata. Muszę wynagrodzić mu jego cierpienie. Hah, no wiesz, bo jestem takim dobrym bratem i w ogóle! Każdy chciałby mieć takiego brata jak ja, nie?~

Ed zaczął się śmiać, lecz Aru i Kyoko spojrzały po sobie, nie spodziewały się takiej odpowiedzi. Lorenzo oderwał nareszcie Kasei od Eris, po czym posadził je z dala od siebie. Obydwie nadal chciały wojować, lecz nie pozwalał im na to.

– Dziękuję, Lorenzo… – powiedziała zmieszana Aru i odwróciła wzrok w bok.

– Co się stało? – spytał.

– Potem ci powiem – odpowiedziała za czerwonowłosą Kyoko. Lorenzo usiadł przy Kasei, czuł się bardziej bezpiecznie przy rudowłosej niż przy Eris. Ed nadal sobie żartował z różnych rzeczy, Eris dokuczała mu, a Kasei go broniła. Aru siedziała i myślała.

„Więc jednak był szczery…?” – zastanawiała się. Nagle poczuła duszącą aurę w gardle. Jak się po chwili okazało nie tylko ona, ale także wszystkie jej bronie, Kasei, a nawet upity Ed. Niektórzy ludzie z knajpy również zaczęli się rozglądać. Aru przełknęła ślinę.

– Jeśli to jest to, o czym ja myślę… To żałuję, że cię posłuchałam, Eris… – wyszeptała Aru.

– Co ja niby zrobiłam?! – Czarnowłosa odpowiedziała o wiele głośniej.

– Głupia! – wtrąciła się Kyoko. – Przecież to jest aura…

Wtedy drzwi zostały wywarzone. Gęsta atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej nieznośna, a do środka wszedł pegaz otoczony czarną aurą, wielu ludzi zaczęło panikować i uciekać. Aru nie wiedziała dokładnie, co ma teraz zrobić. Ujrzała po chwili Catherin, która, o dziwo, miała kilkanaście ran na ciele. Gdy ich zobaczyła, uśmiechnęła się.

– No… Widać, że naszym przeznaczeniem jest na siebie trafiać – powiedziała. Lorenzo zamienił się w pistolet i wskoczył w dłonie Aru, Kyoko wyciągnęła z siebie miecz, Kasei i Eris stanęły przy Edzie. Na widok Catherin wstał, po czym chwiejnym krokiem wyszedł przed Aru i Kyoko, te zdumiały.

– Co ty wyrabiasz?! – wykrzyczała fiołkowowłosa. Ed zacisnął pięści i zaczął nimi celować w stronę Catherin, wyglądało to komicznie. Brązowowłosa uśmiechnęła się.

– Dawaj! – wykrzyczał pijany Edward. – Zaraz wsadzę ci pióra twojego pierdolonego pegaza prosto w ryj! Wszyscy przerazili się, a Catherin wybuchła obrzydliwym śmiechem.

– ŻAŁUJĘ, ŻE POSŁUCHAŁAM ERIS! – wykrzyczała Aru, po czym zaczęła strzelać w stronę przeciwniczki. Ta jednak bez trudu odskoczyła.

– Przepraszam, skarby – powiedziała brązowowłosa. – Ale najpewniej nie będę miała teraz na was czasu… – Znowu się uśmiechnęła, po czym wybiegła. Ed rzucił się w pościg, reszta wybiegła za nim.

– Edward! Nie rób nic durnego! – krzyczała Aru. Kyoko udało się złapać złotowłosego w obłok magii, lecz tak się szarpał, że wywrócił się. – JA MUSZĘ JĄ ZAJEBAĆ! – wrzeszczał, próbując stanąć prosto.

– Ale ona… – Patrzyli na Catherin, która uciekała, gdy nagle pojawiła się inna, ciężka mana. Wyrzuciła pegaza razem z kanibalką w ich stronę, wszyscy upadli na ziemie, robiąc unik.

– Co to może być…? – spytał Lorenzo, Karia rozłożyła skrzydła i zaczęła szarżować w stronę bliżej nieokreślonego wroga, nie zwracała uwagi zupełnie na leżących na ziemi ludzi. Przebiegła po Edwardzie, który wpadł wtedy w szał.

– TY SUKO! – wykrzyczał i zaczął na oślep rzucać magią w jej stronę, choć wiadomo było, że nic to nie da. Uderzył jednak dziwną energię, która wtedy powiększyła się i złamała skrzydła pegazowi. Catherin przeraziła się wtedy nie na żarty, zaczęła uciekać. Dziwna energia chciała iść za nią, lecz Ed nadal rzucał w nią swoją magią. Najwidoczniej nie podobało się to tajemniczej manie, gdyż zdawało się, że odwróciła się w ich stronę. Po chwili Aru uderzyła Eda w twarz, wtedy przestał.

– Powtarzam… już nigdy… nie posłucham Eris… – mówiła przestraszona czerwonowłosa. Celowała pistoletem w stronę dziwnej energii, gdy ta… przybrała nagle jakiś kształt. Edward zaczął znowu wtedy zgrywać odważnego twardziela, gdy reszta była śmiertelnie przerażona, kształt ten zaczął się do nich zbliżać.

– Dobra… – zaczęła Eris. – Co robimy…? Co to może być…?

– To… ma uczucie… jeszcze gorsze od Catherin… – powiedziała powoli Kyoko.

– Po co my go upijaliśmy… Teraz on trwa w takiej błogiej niewiedzy, za którą pewnie zapłacimy życiem! – mówił Lorenzo, który zaczął trząść się w rękach Aru. Ta próbowała uspokoić go. Nawet Eris i Kasei przygotowały się do bitwy. Nagle dziwny kształt wydał się im przypominać sylwetkę człowieka. Im bardziej się zbliżał, tym więcej widzieli. Ujrzeli coś na kształt kosy, a wtedy to, co się zbliżało, wyskoczyło na nich. Przygotowali się do ataku, kiedy Ed nieumiejętnie rzucał się we wszystkie strony, mówiąc różne niecenzuralne słowa. Nagle dostał w głowę i upadł na ziemie.

– ED! – wykrzyczała Kasei, która rzuciła się w jego stronę. Aru i Kyoko próbowały blokować dziwną energię, która jednak z łatwością je zraniła i ominęła. Poruszała się tak szybko, że prócz czarnej sylwetki przypominającej człowieka i ostrza kosy nie dostrzegali nic więcej. Następnie zbliżyła się do Eda, którego Kasei mocno przytuliła na widok zbliżającego się niebezpieczeństwa, chcąc go osłonić sobą. Wtedy Lorenzo wyskoczył z rąk Aru, zmienił się w człowieka i stanął przed Kasei i nieprzytomnym Edem, gotowy ich bronić. Wiedział, że to jego grupa wpadła na ten głupi plan wyciagnięcia od nich informacji i był gotowy zapłacić za to. I wtedy agresor ustąpił. Lorenzo przerażony ciężko oddychał, czarna sylwetka stanęła, przy Lorenzo wydawała się bardzo malutka. Przyjrzeli się jej wtedy: był to czarny, długi płaszcz, który falował bez udziału wiatru, przy rękawach i na samym końcu płaszczu unosiła się czarna magia. Zauważyli również, że osoba, która go nosiła, miała kaptur na głowie. Lorenzo jednak nie był w stanie zobaczyć twarzy, ujrzał za to drobną, jasną dłoń, która wystawała zza długiego rękawa, trzymając rękojeść kosy. Była ona srebrna, ostrze kosy jednak nie łączyło się z rękojeścią, choć znajdowało się blisko jej początku, najwidoczniej unosiła się ona magicznie. Kosa jednakże rozpłynęła się po chwili w czarnym obłoku, postać zbliżyła się do Lorenzo, kaptur nieco uniósł się ku górze. Brązowowłosy dostrzegł wtedy usta i kawałek twarzy. Tajemnicza osoba uśmiechnęła się.

– Jesteś śliczny – powiedział dziewczęcy głos. Lorenzo przełknął ślinę. – I widać, chciałeś obronić swoich przyjaciół? Szkoda tylko, że przegoniliście mi moją zdobycz, a szczególnie ten… pijaczek.

Położyła dłoń torsie Lorenzo, tam, gdzie znajdowało się serce. Zaczęła to miejsce lekko głaskać, nadal się uśmiechała. Kyoko przygotowała się do ataku, lecz Aru powstrzymała ją. Lorenzo był przerażony.

– Hm… – Ponownie odezwała się postać. – Mocno ci serduszko bije. Boisz się?

– Czy... odpowiedź „tak” będzie zła? – spytał.

– Naturalnie, że nie. – Ściągnęła dłoń z jego torsu. – Pachniecie dziwnie… Musicie być grającymi!

– A ty kim jesteś?! – spytała czerwonowłosa. – Kolejny gracz…?

– Ha! – zaśmiała się postać. – Mylisz się.

Złapała wtedy dłońmi kaptur, po czym ściągnęła go. Ich oczom ukazała się nieco okrągła twarz młodej kobiety. Cerę miała bladą a włosy szaroczarne, średniej długości. Jej oczy były duże o kolorze piwnym, była też bardzo niska. Uśmiechnęła się znowu.

– Ech…? – zdziwiła się Eris. – Dziecko?

– Ktoś o takiej manie na pewno nie może być zwykłym dzieckiem, Eris… – wyszeptała Kyoko.

– Nie jestem dzieckiem – odpowiedziała spokojnie tajemnicza postać. – Jestem kimś, kto poluje na takich jak Catherin i jej pegaz. Czyli dzikie, nieoswojone demoniczne stworzenia.

– Nie jesteś graczem? – spytała podejrzanie Aru.

– Ach, graczem. No tak! – Zachichotała słodko. – To naturalne, że macie mnie za taką osóbkę. Ale się mylicie! Jestem tylko kimś, kto musi sprzątać takie wyrostki.

– Więc… skąd masz o tym wiedzę?

– Ajć, no wiesz, bożek składa propozycję różnym, ale nie każdy musi ją przyjąć. Lub po prostu mogę mieć o tym wiedzę. – Uśmiechnęła się. – Sądzę, że wy też macie problem z kanibalką, mogę wam pomóc go rozwiązać.

– Więc jesteś… z klanu Delaunay? – spytała Kyoko.

– Kolejny błąd! – Uśmiechnęła się, po czym… przytuliła Lorenzo, wszyscy zdumieli. – Jestem po prostu Ivory, a Ivory jest nauczona zajmować się takimi stworzeniami, wszystko dla ludzi. Jestem łowcą!

– C–C–Co ty robisz…? – spytał zawstydzony Lorenzo.

– Podobasz mi się. – Uśmiechnęła się niewinnie.

– Skończ, puść go… – powiedziała zirytowana Aru. Ivory najwidoczniej nie chciała jej posłuchać. – Pomóc? A co w zamian?

– Co to za czasy… Teraz wszystko musi być w zamian? Dla mnie wystarczającym będzie, że pozwolicie mi dopełnić swoją powinność! Czyli złapanie czegoś, co nie powinno chodzić z kanibalem! A potem możecie sobie dalej grać w swoją grę. Nie jest ona mi do niczego potrzebna!

– Nie kłamiesz?

– Przysięgam. – Uśmiechnęła się. – Odrobiny zaufania! Zaatakowałam was w samoobronie, lecz gdy zobaczyłam tego cudownego liska, od razu mi gniew przeszedł i wam wybaczyłam!

– To… chore – skomentowała Kyoko. – Ty naprawdę po prostu polujesz, bo jesteś łowcą?

– Dokładnie! – Zachichotała, mocniej przytulając Lorenzo, który palił się ze zawstydzenia.

– HEJ, MOŻE OBGADAMY TO PÓŹNIEJ?! – wydarła się Kasei. – ED TUTAJ LEŻY NIEPRZYTOMNY!

– Ach! – zaśmiała się Ivory. – Przenieśmy go wiec gdzieś! A jak się obudzi i nie będzie pijaczynką, to obgadamy szczegóły naszej współpracy, hm?

– Serio? Kto powiedział, że się zgadzamy? – spytała Aru.

– Ha, sądzicie, że dacie sobie radę beze mnie? – Uśmiechnęła się Ivory.

– Jesteś przepełniona czarną magią!

– Jestem czarnoksiężnikiem, czyli magiem, który urodził się z naturalną i czarną maną. No wiesz, czarna magia to nie jest tylko bycie zarażonym! Zarazić można się tylko, jak ktoś nad nią nie panuje! – powiedziała nieco obrażona. – My łowcy tyle robimy, a wy nadal nie doceniacie! Ale ty mnie rozumiesz, prawda, liseczku?

– T–T–TAK! – wykrzyczał zawstydzony.

– Mistrzu Aru… – wyszeptała Kyoko. – Sądzę, że może to być naprawdę dobry pomysł… łowcy przecież stoją na straży ludzi… Więc może ona…

– Zrozumiałam – odpowiedziała Aru. – Obgadamy to z Edem…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • TheRebelliousOne tydzień temu
    No i jestem! :D
    Scena w barze? Znowu złoto, przy którym się śmiałem przez wyzwiska rodem z liceum. Kolejny taki rozdział na rozluźnienie. Serio, żeńskie postacie z tego opowiadania powinny spiknąć się z moją Evelyn, na pewno by się zaprzyjaźniły... albo pobiły :P Siłowanie się Eris i Kasei również mnie rozbawiło, a Edzio Debil upił się, mięczak ze słabą głową :D Wiesz, cały czas zapominam, że postacie są futrzakami. Aż mi się przypomniały czasy, kiedy myślałem, że jestem furry czy jak się to zwie... Za rozdział daję 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis tydzień temu
    No, ja się zbieram spać, ale na dobranoc przyszedł Rebel! :D
    Bardzo się cieszę, że się podoba. Pamiętam, że te konkretne wydarzenie (czyli Edward tak upity, że prowokuje głupkowato wroga) miałam jeszcze na dłuuugo zanim zaczęłam pisać tą scenę. Edzio to ma słabą główkę, zupełnie jak ja - on się upijał raczej wiedzą, aniżeli procentami, to teraz ma. ;)
    Tak też sądzę, że Evelyn by się zaprzyjaźniła z postaciami żeńskimi, no, ale coś czuję, że między nią a Eris byłoby napięcie. x)
    Futrzakami, hm? Ja w sumie nie pamiętam skąd mi przyszedł pomysł na połączenie postaci z formą jakiś zwierzątek. Miałam ogółem plan by przemieniały się w bronie (Inspiracja Soul Eaterem, przyznaję bez bicia!), ale chciałam je jeszcze jakoś wyróżnić. No i nagle mi wpadło, no zmiana formy, to może jakieś puchate zwierzątka i idące razem z tym cechy? Zawsze to jakoś urozmaica.
    No to się zbliżasz do końca czwóreczki, jestem ciekawa, co powiesz dalej! Widzimy się wkrótce u Ciebie, bo przyjdę z komentarzami. Mam zamiar też Touchdown przeczytać, ale najpierw się ogarnę z tym co mam już zaczęte. :)
    Pozdrawiam i miłej nocy!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania