Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 1 (Część 8)

Edward, nieco zakrwawiony, uciekał przez wioskę. Słońce zachodziło, było coraz chłodniej. Zdołał pokonać dwóch, trzeciego ledwo co zranił. Na szczęście udało mu się uciec. Gdy był już przy swojej wiosce, zaczął się śmiać.

– Z CZEGO SIĘ ŚMIEJESZ? – krzyczała Kasei, która zmieniła się z broni w człowieka. –WIDZISZ, JAKA JESTEM POOBIJANA? NIE MOGŁEŚ WALCZYĆ LEPIEJ?

– Śmieję się, gdyż pokonaliśmy aż dwóch... Może w końcu przestaną Petera dręczyć.

– Albo zaczną bardziej, bo wiesz jak oni działają – wyjęczała. – Możemy iść już do domu? Peter może potrzebować naszej opieki.

– Nie. Musimy załatwić jeszcze jedno.

– Co takiego?

– Mateo. Tak czy inaczej… obiecał, że będzie chronił Petera przed tymi gnojami. Więc chcę się dowiedzieć, gdzie był. Mówił nawet tobie, że postara się przyjść.

– Uch… No tak… Ale nie wiem, czy to najlepszy pomysł… Może po prostu był gdzieś daleko, nie zauważył…

– Jednak Mateo zawsze rano doglądał Petera idącego do lecznicy. Więc chcę się po prostu upewnić… Bo może jemu też się coś stało. Więc chodźmy.

Szli przez las, zmierzali ku domowi Jenkinsów. Zajęło to kilka minut, zdążyło się już ściemnić. Wiedzieli jednak, że są już niedaleko. Jednakże to, co zobaczyli, przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Dom miał rozwaloną przednią ścianę, a na reszcie były widoczne duże pęknięcia.

– Janek widać zabawił się magią… – powiedziała rudowłosa. Lecz tak samo jak Edwardowi, nie było jej do śmiechu. Tak na serio byli przerażeni.

– Zaczynam mieć jakieś dziwne przeczucia, że to, co stało się dziś Peterowi, nie jest przypadkowe… Złotowłosy i dziewczyna podeszli bliżej. Delikatnie otworzyli drzwi, gdyż bali się, że ściana może się zaraz zawalić. Weszli do domu, w środku panował totalny chaos. Dom, który zawsze był czysty, teraz wyglądał jak pole bójki; na ziemi leżały papiery, jedne z drzwi prowadzące do pokoju były wyważone. W całym domu panowała ciemność. Nagle Ed dostał dziwnego, przeszywającego uczucia, przez które lekko się zgiął.

– Co jest? – spytała Kasei.

– Nic, czuję po prostu… dziwną magię. – Złotowłosy zbliżył się do pokoju, pozbawionego drzwi. Kasei weszła powoli za nim. Nie widzieli za dużo, było tam za ciemno.

– Ech, Ed, weź zrób jakieś zaklęcie na światło… – Wtedy Kasei poczuła, że nadepnęła na coś mokrego. – Fuj, w coś wlazłam…

– Czekaj, zaraz… – Ed skupił się, po czym z jego dłoni wyszła złota iskra. Upadła na ziemię i dała lekki płomyczek, który oświetlił pomieszczenie. Wtedy Edward ujrzał, że ten pokój jest w najgorszym stanie. Wszystkie ściany były pęknięte, gruz leżał na ziemi, meble były roztrzaskane, a książki walały się po kątach.

– Jasna cholera… Co tutaj się stało? – spytał sam siebie. – Kasei, powinniśmy znaleźć… – Spojrzał na nią. Kasei miała ubrudzone buty od krwi i patrzyła w jeden punkt. Jej całe ciało drżało, źrenice oczu były niczym małe punkty. Edward przesunął wzrok na to, na co patrzyła i wtedy sam doznał niewyobrażalnego szoku. Widzieli Jana, martwego i zmasakrowanego. Jego ciało było praktycznie rozerwane. Złotowłosy przyłożył dłoń do ust i zgiął się w pół. Chcąc nie chcąc, widząc to zwymiotował. Kasei za to po chwili zaczęła krzyczeć z przerażenia i cofać się, aż oparła się o ścianę.

– ED, CO TO MA BYĆ?! – krzyczała i płakała jednocześnie. Złotowłosy próbował odzyskać świadomość, lecz nie mógł.

– Kasei, proszę, nie płacz… – mówił cicho. Trzymał rękę na brzuchu i lekko wyprostował się. – Co… Co ty najlepszego zrobiłeś… Jan…?

– Co on zrobił? – Odwrócili wzrok. Zobaczyli Mateo, z kapturem na głowie, z przekrwionymi oczami i wielką raną na połowę twarzy, która ciągnęła się przez szyję. Mówił bez emocji. – Nie powinno cię tu być.

– Mateo… – wymówiła cicho Kasei i uciekła za Eda.

– Chyba nie chcesz mi powiedzieć… – odezwał się złotowłosy. – Że on… sięgnął po magię krwi… i to aż tak silną…

– Ha… – Uśmiechnął się słabo Mateo. – Tak. Dokładnie to zrobił. Dla twojego braciszka. To wszystko wasza wina. Twój braciszek zajął się czymś, czym nie powinien i wciągnął w to mojego brata… – Czarnowłosy zaczął powoli iść w ich stronę.

– Mateo… Przestań… D–Dobrze wiesz, że Peter nigdy nie pozwoliłby na łamanie tabu… – Ed i Kasei ostrożnie odsuwali się.

– Ach, tak? A co widzisz obok…? Mówiłem… Mówiłem, że masz wybić Peterowi to z głowy. Mówiłem do jasnej cholery… Wiedziałem, że w końcu dojdzie do katastrofy… I co zabawne, doszło WŁAŚNIE TERAZ, GDY ZACZĄŁEM UWAŻAĆ, ŻE JEDNAK ROBICIE DOBRZE! ALE JA BYŁEM GŁUPI! – wykrzyczał, po czym rzucił wiązką energii magicznej w Eda i Kasei. Złotowłosy zasłonił ją swoim ciałem, lecz obydwoje wylecieli razem z tylną ścianą na zewnątrz.

– Kasei… Uciekaj stąd… – powiedział Ed, podnosząc się. – To Jenkins, z nim nie dam rady…

– NIE! Nigdy cię nie zostawię, idioto! – wykrzyczała rudowłosa. – Mateo! Przestań! Przecież jesteśmy twoimi przyjaciółmi!

Czarnowłosy wyszedł przez otwór w ścianie. Uśmiechnął się krzywo, a po chwili zaczął obrzydliwie się śmiać.

– Przyjaciele. No naprawdę cudowne. Tak samo Jan uważał Petera za przyjaciela... I TERAZ JEST MARTWY! – wykrzyczał, lecz wtedy dostał w twarz. Ed po prostu podszedł i uderzył go z całej siły. Mateo zawahał się po tym ciosie, lecz odwdzięczył się tym samym, po czym złapał Eda obydwiema rękami za szyję i przybliżył do siebie. – Spójrz na mnie… Broniłem ciebie i Petera tyle lat… A wy… A wy zabiliście mi brata, w imię nauki…

– Nikogo nie zabiliśmy… – mówił Edward. Mateo wykrzywił twarz. – Jan sam zdecydował. Jan postanowił wziąć na siebie ryzyko. Jan się na to zgodził. Jan tego chciał. Jan był szczęśliwy mogąc leczyć ludzi.

– Szczęśliwy?! – Czarnowłosy uderzył swoim czołem o czoło Eda. – Sądzisz, że ktoś, kto musiał podrzynać innym gardła mógł być szczęśliwy?! Ktoś, kto nie mógł ich leczyć, więc musiał ich zabijać?!

– Jan nie podrzynał gardeł. Peter za niego to robił… – Ed mówił z trudnością. – Peter robił to, by Jan nie musiał brudzić sobie rąk… Byli przyjaciółmi… Razem ryzykowali… Więc dlaczego teraz…

– Jaki ty jesteś wyszczekany. Zawsze mnie to w tobie wkurwiało. To, że na wszystko masz takie refleksje, że tak głęboko myślisz nad sensem wszystkiego. Szczęśliwy… To dzięki wam on nie żyje. Nakarmiliście go wizją leczenia czegoś, czego najwięksi uczeni i magowie nie potrafią od stuleci. Wypraliście mu mózg, sprawiliście, że tak pokochał to chore marzenie, że się aż posunął do magii krwi. Ale wiesz co? To nic. TO KOMPLETNIE NIC, BO ZARAZ CIĘ ZAPIERDOLĘ, ZAPIERDOLĘ CIEBIE I TWOJEGO BRACISZKA ZA TO, ŻE GO OKŁAMALIŚCIE, OSZUKALIŚCIE GO, A TERAZ NAWET ZABILIŚCIE! – rzucił złotowłosym o ziemię, po czym próbował zaatakować kolejnym zaklęciem. Lecz wtedy Kasei zmieniła się w swoją formę broni i dźgnęła go w plecy. Mateo zakaszlał. Rudowłosa próbowała go, już w ludzkiej formie, uderzyć, lecz wtedy złapał ją za włosy i wyrzucił za siebie.

– Durna ruda suka… – warknął.

– Oszukaliśmy…? Okłamaliśmy…? – pytał Ed, który już ledwo kontaktował ze światem. – Jaki ty jesteś naiwny. Nie potrafisz zrozumieć, że twój brat chciał o to walczyć… Że walczył o to do samego końca… Choć pod ten koniec popełnił głupotę, której mu zabroniliśmy… To ty zaatakowałeś Petera, prawda?

– I ciągle pierdolisz o tym samym. „Ach, bo Jan chciał by Peter był szczęśliwy”, „Ach, bo Jan na pewno nie chciałby, byś go bił”. To tylko dowód dla mnie, jak wypraliście mu mózg. Zrobiliście sobie z niego marionetkę na wasze rozkazy. I właśnie teraz… Ja… zabiję ciebie… Zabiję go… Za Jana… – Mateo po chwili znowu wybuchł chorym śmiechem i zaczął podchodzić do Eda. Kasei, która lekko otrząsnęła się, znowu zaczęła płakać.

– Edward… proszę… UCIEKAJ! – krzyknęła. Mateo stanął jedną nogą na jego głowie i śmiał się, wbijając go w ziemię. Rudowłosa nie mogła na to patrzeć.

– Nie masz mi już nic do powiedzenia, skurwielu? – spytał czarnowłosy, zabierając nogę z jego głowy.

– Tylko jedno – powiedział Ed. – Jesteś żałosny. Żałosny. Nie mogłeś zatrzymać Jana, więc obwiniasz nas… za swoją słabość. Za swój błąd. Za to, że go nie przypilnowałeś. Jesteś tchórzem…

– Ty… mały… – Mateo zatrząsł się z gniewu. Podniósł Edwarda za włosy. Kasei była już pewna, że zaraz stanie się coś okropnego. Lecz nadeszła… odsiecz.

– STÓJ, MATEVIGO SIVIO JENKINSIE! – wykrzyczał jeden z żołnierzy. Było ich kilkunastu, na czele z Emerald Sand. Siedzieli na koniach, lecz nie zwykłych, gdyż posiadały one skrzydła. – Jesteś podejrzany o uprawianie magii krwi, zakazanego tabu!

– Co to kurwa ma być… Hah, wojsko. Jeszcze tego mi dziś brakuje. Niestety nie mam dla was czasu – warknął Mateo, puścił Edwarda, po czym… użył zaklęcia teleportacji i rozpłynął się.

– SZUKAĆ ŚLADU JEGO MANY, NIE POZWOLIĆ MU UCIEC! – Emerald wydała głośno rozkaz.

– TAK JEST! – Większość z wojska odleciała na pegazach, a reszta zsiadła z nich i weszła do rozwalonego domu. Kasei zaczęła czołgać się do Eda.

– Ed, Ed…? żyjesz? Ed… Powiedz coś…! – mówiła to załamanym głosem, szturchała nim. Emerald zbliżyła się i przyłożyła mu rękę do szyi.

– Jest puls. Żyje – odpowiedziała. – Sądzę, że Peter potem będzie musiał wam się nieco wytłumaczyć.

 

Koniec rozdziału 1.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Godu 4 miesiące temu
    Rozdział pierwszy zamknięty, zakończenie - z przytupem. Całkiem przyjemny dla "oka" zwrot akcji, bardzo niespodziewany. Dotąd historia zdawała się dość sielankowa, nagle uderza w nas krew, brutalność i - przede wszystkim - śmierć. Podoba mi się, w jaki sposób potoczyła się akcja w tej finałowej części, choć mam jedno zastrzeżenie: wulgaryzmy, które zostały tutaj użyte brzmią koszmarnie nienaturalnie, jakby wplecione na siłę, powiedziałbym wręcz, że cały impet, jakiego nabrała ta scena i nabudowane przez nie emocjonalne napięcie - nieco się sypią przez te kilka słów. Oczywiście mogą to być tylko moje odczucia, może mam zbyt wydelikacony smak literacki :D Mimo wszystko za niespodziewane i przyjemne zakończenie rozdziału należy się jak najbardziej - 5.
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Bardzo się cieszę, że przypadło Ci do gustu. :) Osobiście też lubię bardzo to zakończenie, taki w sumie był mój plan, by najpierw zaznajomić czytelnika z postaciami i światem przedstawionym, by można było zobaczyć jak "żyją normalnie" przed nawiązaniem sedna akcji. Teraz pewnie poprowadziłabym to inaczej, jak rozmawialiśmy wcześniej, ale mam przeczucie, że mimo wszystko spełniło dobrze swoją rolę. :)
    Co do przekleństw - to już kwestia subiektywna, mi do Mateo używanie takich słów w tak ekstremalnej sytuacji pasuje. ;) Ale rozumiem, mi też czasami nie odpowiadają niektóre rzeczy w książkach, więc dziękuję, że się ze mną tym dzielisz. :)
    Dziękuję również za piątkę i mam nadzieję, że kolejne rozdziały również Ci się spodobają! :)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    A więc mamy za sobą pierwszy rozdział... i od razu chcę czytać kolejny! :D Serio, akcja jest poprowadzona genialnie, zakończenie autentycznie mnie zaskoczyło, a elementy brutalności to coś, co lubię bardzo - bardzo :D No i powtórzę się, ale naprawdę podziwiam Cię za kreatywność w tworzeniu świata fantasy. Prawie jak George Lucas, gdy tworzył "Gwiezdne Wojny" :) Zostawiam 5

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo ucieszył mnie Twój komentarz. Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję. <3 Cieszę się niezwykle, że Ci się podoba i obym nie zawiodła Cię w kolejnych rozdziałach.
    Ja też lubię brutalne wydarzenia w historii, jeżeli są odpowiednio stonowane. Bo ciągle lejące się flaki czy propagowanie przemocy jako coś dobrego absolutnie do mnie nie przemawia, ale pokazanie tego z pozycji narratora "neutralnie", albo rozsądne dawkowanie są jak najbardziej. :) W naszym świecie tak się dzieje niestety, więc tym bardziej obecne jest w fikcji. Cieszę się, że i to się podoba. <3
    Jeju, porównanie do George Lucasa? Aż nie wiem, co powiedzieć... ;w; Czuje się jakbym jakąś nagrodę właśnie odebrała, bo bardzo lubię Gwiezdne Wojny. ;w; Jeszcze raz duże dzięki, jestem niezwykle wdzięczna! Zapraszam do dalszej lektury i dzielenia się spostrzeżeniami. ;w;
    Pozdrawiam również. <3
  • Shogun miesiąc temu
    No i mamy koniec pierwszego rozdziału, więc pora chyba na malutkie podsumowanie :D
    No to jedziemy ;)

    Naprawdę dobry początek. Zarysowanie świata, rzeczywistości, która otacza nas w momencie czytania każdej części, oraz która otacza bohaterów. Wszystko dobrze poprowadzone, dowiedzieliśmy się trochę o każdym z bohaterów, mamy zarysowane charaktery każdego z nich. Każdy z nich, osobno jest ciekawą indywidualnością. Aż się prosi, aby czytać dalej tylko po to, aby zobaczyć ich dalszy rozwój.
    To dopiero pierwszy rozdział, a mamy już tak świetnie zarysowany świat, różne wierzenia, walki na tle religijnym, fanatycy, ateiści, reinkarnacja, połączone mitologie, magia, niebezpieczna choroba, matriarchat. Doprawdy ciekawa i intrygująca mieszanka. Jest tego sporo, lecz wszystko jest sensowne, czytelnik się nie gubi, co jest dużym plusem. Zastanawiam się, czy do "mieszanki" dodane zostanie coś jeszcze ;)

    No, ale pora w końcu powiedzieć coś o samej ostatniej części pierwszego rozdziału :)
    Jak dla mnie do tej pory jeden z najlepszych. Poprzednie były dość spokojne, tu i ówdzie były bójki, tu jakieś intrygi, ale to rozumiałem, gdyż miało to na celu zapoznać nas ze "światem" oraz jego bohaterami.
    No właśnie, a tutaj mamy akcję, dynamikę, walkę, walkę nie tylko fizyczną, na oręż, czy to fizyczny, czy to magiczny, lecz walkę psychiczną, psychologiczną, przede wszystkim ją. Walkę na słowa pomiędzy trójką przyjaciół. Kto zwyciężył? Nikt... Wszyscy przegrali, gdyż stracili Jana.
    Cóż, jestem w stanie zrozumieć każdego z nich. Jestem w stanie zrozumieć Mateo, oraz to, że obwiniał ich za śmierć swojego brata. Jestem w stanie zrozumieć Kesei i Eda, którzy twierdzą, iż to nie ich wina. Każdy z nich ma rację, jednak sądzę, że najbardziej zawinił tutaj sam Jan. Cóż, rozumiem, złamał zakaz w imię nauki, w imię czegoś większego, jednak czy nauka jest większa od życia? Czy nauka jest większa od rodziny? Wydaje mi się, że nie. I tego w postępowaniu Jana zrozumieć nie mogę. Zapewne wiedział to wszystko, wiedział również, iż magia krwi jest bardzo niebezpieczna i że jest "tabu", istniał zakaz, dostał zakaz od Petera. Nie posłuchał i poniósł konsekwencje. Dlatego też sądzę, że on sam jest tutaj najbardziej winny i jeśli reinkarnacja rzeczywiście w jego świecie istnieje, to po latach powinien wszystkich przeprosić za swoje postępowanie, gdyż liczył się bardziej z nauką niż ze swoimi bliskimi oraz ich uczuciami.
    Co do samej sceny walki została bardzo dobrze opisana, dynamicznie, można było sobie wszystko wyobrazić. Widać w niej jednak doskonale dysproporcję pomiędzy siłą Eda i Mateo, gdzie Mateo to prawdziwy "potwór".
    Całe szczęście, że interweniowali strażnicy, dzięki czemu Ed zdołał przeżyć.
    Właśnie, zastanawia mnie jeszcze jedna ważna kwestia, a mianowicie, jak mniemam Emerald Sand jest silna, jeśli nie potężna, zarówno jako wojowniczka, jak również użytkowniczka magii. Nie mogłaby za pomocą teleportacji oraz wykrywania pozostałości many przeteleportować się bezpośrednio tam gdzie Mateo? No chyba, że Emelard nie potrafi się teleportować, a sama teleportacja, jej zdolność jest niejako przypisywana tylko niektórym użytkowaniom magii, lub tylko konkretnym rodzinom i tylko jej członkowie mogą z niej korzystać, a nikt poza nimi nie może posiąść tej umiejętności? Czyli powstaje kolejne pytanie, jak działa ta magia, lub jak działa magia w tym świecie? Byłbym wdzięczny za odpowiedź, no chyba, że zostanie to wyjaśnione w dalszych częściach, a tłumaczenie tego byłoby niejako spoilerem haha ;)
    Ufff, się rozpisałem haha, cóż, jak na razie, tyle ode mnie ;)
  • Clariosis miesiąc temu
    Co za piękny komentarz. 😊
    Bardzo dziękuję za tak szczodre słowa - bardzo wiele dla mnie znaczą, zważywszy, że Filozof to moja pierwsza, zupełnie oryginalna powieść. Napisanie więc czegoś takiego to nielada wyzwanie, by wyszło dobrze i muszę powiedzieć, że jestem naprawdę z siebie dumna, że podołałam zadaniu, i że mogę jeszcze podzielić się z całą pracą innymi, którym przypada do gustu.
    Bardzo ciekawa interpretacja zachowań bohaterów. Jednak absolutnie nie mogę zgodzić się z jedną kwestią - tutaj nie ma ani jednego winnego, są tylko ofiary. A Jan nie działał w imię nauki, tylko właśnie w imię rodziny i przyjaciół. I to właśnie ta troska, szczególnie o Petera, doprowadziła go z powodu bezsilności do tak radykalnego kroku. Nie wiem czy kojarzysz rozmowę Jana z Peterem, a potem z Mateo, w razie czego nawet wklejam:
    Tutaj Peter był załamany po zabiciu pacjenta:
    " – Więc… – szepnął Jan, wstając. – Zrobię wszystko, byś już nie musiał tego robić. – Peter wyjrzał na niego, miał przekrwione oczy i czerwoną twarz. Jan za to leciutko uśmiechnął się. – Zrobię to! Tylko daj mi… trochę czasu. Zrobię to, obiecuję ci.
    – Jan…?
    – Zobaczysz… że wszystko się ułoży – zapewnił Jan, po czym wyszedł. Peter miał sieczkę zamiast mózgu. Nie wiedział, co się wokół niego dzieje."

    A później przy rozmowie z Mateo, gdzie Jan wytknął mu ignorowanie przyjaciół, powiedział:
    "– W ogóle nie pytasz jak Peter się czuje, ostatnio tylko przegoniłeś kilku złodziei i nic więcej. Z Edem ostatnio tylko kilka słów wymieniłeś… Poza tym, nie poświęcam się; chcę to zrobić, dla siebie… Dla przodków… Dla ciebie… Dla Petera… I dla wszystkich umarłych i chorych. Nie chcę już widzieć ich bólu, łez… Sam nie chcę już płakać."

    Można zarzucić mu oczywiście, że złamał najgorsze tabu... Ale w starciu z tak ogromną bezsilnością, niemocą pomocy pacjentom no i własnym przyjaciołom, nie widział innego wyjścia. I jeszcze doszła presja Mateo - zostaw to, bo to na nic. On chciał udowodnić jednak, że podoła. No i sięgnął bo najbardziej drastyczne środki, pozostawiając w nich ostatnią nadzieję. Każdy z bohaterów miał swoją rację i każda umotywowana jednym - uczuciami wobec innych. Dlatego nie zgadzam się, że Jan był egoistą podążającym jedynie za nauką. W przypadku postrzeżeń wobec Mateo i Eda jak najbardziej się zgadzam - żadne nie jest w błędzie, choć występuje konflikt. Obydwoje stracili to samo.

    Odpowiadając na pytanie: bardzo ciekawa kwestia. :) Akurat sprawa z poziomami magii nie została aż tak mocno przeze mnie podkreślona, ale każda osoba ma różny jej poziom, czyli jeden mag jest silniejszy od drugiego. Oczywiście to wszystko zależy od natury ale przede wszystkim treningu. W przypadku Emerald jest ona silna fizycznie i oczywiście przeszkolona z trudnych zaklęć, ale na pewno nie tak potężna w tej sztuce jak Mateo. Różni magowie mają też różne predyspozycje. Sama Emerald nigdy nie była perfekcyjna w śledzeniu kogokolwiek, bo nawet jeżeli każdy mag posiada naturalną umiejętność wyczuwania many innych, tylko niektórzy są w tym tak wyspecjalizowani, by móc szukać danego delikwenta na wielkie odległości. Na dodatek wyczuwanie śladu many też nie jest takie "z powietrza", ale detektor musi mieć odpowiednią "próbkę" - musi porządnie poczuć, czym się dana mana odznacza, dopiero wtedy może zacząć właściciela szukać. W tym przypadku detektorzy mają o tyle łatwiej, że Mateo jest nim znany (wcześniej było wspomniane, że należy do wojska bo się tam szkoli), ale odnalezienie go utrudniał jeden, bardzo ważny fakt... przed chwilą załamano tabu, więc wokół unosił się wręcz "smród" potężnej magii. W takim przypadku bardzo, ale to bardzo trudno jest więc wyizolować jedną konkretną manę - dlatego detektorzy muszą się oddalić i poszukać. Ale pozostaje też pytanie, w którą stronę Mateo odszedł i czy nie przeteleportuje się kilka razy, czy nie zostawi fałszywego śladu - w końcu zna działanie wojska i jest na tyle dobry, że wie, jak to robić. To kolejne utrudnienie.
    Co jednak do teleportacji - jest to sztuka którą umie niewielu, gdyż wymaga ogromnego skupienia. W końcu polega na niejako "wyparowaniu" siebie dzięki magii, po czym przemieszczenie w inne miejsce. Trzeba mieć duzo wprawy, by sobie krzywdy przy tym nie zrobić. :) Czasami magowie, przy silnych emocjach mogą się "spontanicznie" teleportować, ale po tym bardzo źle się czują. Będzie raz taki przypadek. :)
    No, długa odpowiedź na długi komentarz, hehe. ;) Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych rozdziałów!!
  • Shogun miesiąc temu
    Clariosis o jejku, dziękuję pięknie za tak wyczerpującą odpowiedź 😊
    Masz rację, wybacz, wylaciały mi z głowy te wypowiedzi. Dzięki za ich przytoczenie :) Dzięki temu widzę, że popełniłem błąd, a Jan naprawdę robił to dla siebie i dla rodziny oraz przyjaciół.
    Dzięki również za odpowiedź na pytanie. Szczerze, to super sprawa, że można bezpośrednio zapytać Autorkę o jakąś konkretną kwestię.
    Dzięki temu trochę mi się to rozjaśniło i mam większy pogląd na kwestię magii. Wychodzi na to, że duże znaczenie mają same predyspozycje przy urodzeniu, a potem trening, oraz, że tak jak myślałem teleportacja to rzadka i niełatwa sztuka. Cóż, można by powiedzieć, że gdyby wszyscy mogli się teleportować, to byłoby za "łatwo".
    Podoba mi się również aspekt "tropienia" poprzez wyczuwanie pozostałości magii danej osoby, oraz to, że są ludzie specjalnie w tym wyspecjalizowani.
    Pewnie by się znalazło, lub znajdzie kilka magicznych "specjalizacji", ale to okaże się z czasem :)
    Cóż, jeszcze raz dziękuję za tak obszerną odpowiedzi i również pozdrawiam! ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania