Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 5 (Część 1)

Magowie żywiołów - Są magami, którzy rodzą się z naturalną umiejętnością manipulacji danego żywiołu. Wyróżnia się cztery typy:

Magowie Ziemi - Posiadają brązowo-zielone oczy (bez wyjątków) i są w stanie manipulować żywiołem ziemi. Znani z opatentowania „cudów natury”, jakimi są lasy rosnące na środku pustyni, utrzymujące się wiele lat, a nawet stuleci, pomimo nieprzystosowania do danego klimatu. Wynajmowani do zapobiegania bądź powodowania trzęsień ziemi i innych klęsk żywiołowych związanych z ziemią.

Magowie Powietrza - Posiadają jasnosrebrne oczy z białą źrenicą i lekko zabarwione na szaro białka (bez wyjątków). Często myleni z osobami niewidomymi. Są w stanie manipulować żywiołem wiatru. Wynajmowani do zwalczania tajfunów, huraganów bądź tornado, bądź powodowania ich podczas wojen. Najbardziej znanym przypadkiem był Nihornijski Tajfun w 2104 roku Starej Ery, wywołany przez magów powietrza.

Magowie Wody - Posiadają morskie oczy (bez wyjątków) i umiejętność manipulacji wodą. Cenieni szczególnie w rybołówstwie i w wojsku morskim. Podobnie jak magowie ziemi i powietrza, mogą powstrzymywać klęski żywiołowe jak i je powodować.

Magowie ognia - Posiadają czerwono-złociste, mieniące się oczy (bez wyjątków) i bardzo często rodzą się z całkowicie, bądź częściowo czerwonymi włosami (choć w przeciwieństwie do oczu, nie jest to zasadą). Manipulują ogniem, są szczególnie pożądani w wojsku. Zatrudniają się również jako osoby zapobiegające podpaleniom, bądź jako podpalacze. Są jedyną grupą magów żywiołów, którym podlega zwierzę związane z nimi magicznie - feniks.

Od 376 r. Nowej Ery zauważono wyraźny spadek narodzin magów wody, ziemi i ognia, przy jednoczesnym zachowaniu liczby populacji magów powietrza, choć narodziny we wszystkich grupach pozostały bez zmian, a z czasem nawet wzrosły, większość potomków nie rodziła się z mocami po rodzicach. Wtedy właśnie zaczęto mówić o „Zanikaniu magii żywiołów”, która wywołała nie lada panikę wśród ludności. Jednakże, od 455 r. N.E. zanotowano znaczny wyż narodzin magów ziemi, a w roku 598 r. N.E. zanotowano podobny wyż narodzin magów wody. Od tamtej pory liczba ich ustabilizowała się, a określenie „zanikania magii” leży już tylko w kwestii magów ognia, których liczba od 376 r. nadal spada. Nie znajoma jest tego przyczyna, ani co spowodowało nagły wzrost narodzin w grupie magów wody i ziemi, ani dlaczego magia ognia pomimo tylu lat nadal się nie stabilizuje. Zagadką również jest, dlaczego magów powietrza ta kwestia ominęła. To, podobnie jak Zaraza Duszy, jest tłumaczone przez Wyznawców Dwunastu śmiercią trzech bogów żywiołów.

~ Powszechna Encyklopedia zagadnień magicznych, 910 r., Gormilia.

***

Rozdział 5: Wieczny Płomień

 

– …I wtedy zjawiła się ta dziewczyna – opowiadała Kasei Edowi, gdy razem zmierzali do domu Artura. Spędzili noc w kryjówce Aru. Rudowłosa opowiedziała mu wszystko, co miało miejsce poprzedniej nocy.

– Chore. Wszystko, co się tutaj dzieje… jest chore. I znowu zjawia się ktoś, kto ma zamiar nam pomóc. Ta dziewczyna jest dziwna… Wie o grze, ale nie ma informacji? Coś jest nie tak…

– Wiem, że to podejrzane. Musimy to odpowiednio przemyśleć…

Otworzyli drzwi od mieszkania Artura, a wtedy w ich stronę wyleciała książka, która uderzyła prosto w twarz Edwarda, po czym upadła na ziemie. Złotowłosy otrzepał się, zobaczył wtedy swojego przyjaciela, niezwykle wściekłego.

– Gdzie wy byliście?! Już się bałem, że kanibal was dorwał!– syczał Artur. Ed podrapał tył głowy, po czym westchnął.

–…Piłem z koleżanką – przyznał się ze wstydem.

– PIŁEŚ? – Artur zapowietrzył się. – Powinieneś byś rozsądniejszy, ej no, mówiłem, co ma miejsce w tym mieście!

– Spokojnie, przenieśliśmy się do jej… domu dosyć szybko, pamiętałem o tym.

– Nie rób tego więcej, jesteście moimi gośćmi, nie mogę pozwolić by coś złego was spotkało.

– Wiem o tym, przepraszam. – Powiedział pokornie.

– Ta, teraz „przepraszam”, ale wczoraj nieźle odleciałeś, Edziu – dogryzła Kasei.

– Jak ja ciebie zaraz… – warknął Ed, a Kasei uciekła. Artur zachichotał.

– Dobra, dobra. Zrobię ci teraz herbatę na ból głowy, no bo… każdy wie co dzieje się po wypiciu zbyt dużej ilości trunku. – Uśmiechnął się, po czym przeszedł do kuchni. Złotowłosy usiadł na stołku, wyciągnął notesik i zaczął przeglądać swoje notatki.

„Hemv… Potem Aru i kanibal… Teraz jakaś tajemnicza dziewczyna…” – myślał. – „Ta gra nie jest łatwa. Ale co za nią tak naprawdę stoi? Może ta dziewczyna coś ukrywa?”

Edward wyciągnął swoje małe pióro i zaczął pisać. Artur przyniósł herbatę, a Kasei siedziała w drugim pokoju.

– Co tam piszesz? – spytał Artur, Ed zasłonił szybko notes ręką.

– List… do Petera – powiedział cicho. Pomarańczowowłosy postawił herbatę przy stoliku i odsunął się od Eda.

– Hej, Ed… Jeśli coś ciebie gnębi, to powiedz mi. Postaram się ci pomóc – zaproponował.

– Dziękuję. Jednak to jest coś, z czym sam muszę sobie poradzić. Wiesz… Filozoficzna myśl. – Uśmiechnął się.

– Dziwny jesteś. – Zachichotał Artur. – A co do tych twoich ksiąg, postaram się je załatwić! Ale nie wiem, czy dziś się uda, bo będą… no, łazić.

– Nie śpiesz się – odparł, pisząc.

– Heh, dobrze. Jednak może te książki pomogą ci w tej twojej… filozoficznej myśli?

– Tak, sądzę, że pomogą bardzo. Jednak naprawdę, nie śpiesz się. – Uśmiechnął się lekko. – Zdołaliśmy sobie z Kasei wynotować kilka rodów, jakie chcemy dokładnie sprawdzić, wszystko na spokojnie więc.

– Zastanawia mnie, jaka to filozoficzna myśl może mieć związek z rodami szlacheckimi… – Zastanowił się głośno Artur. Ed wiedział, że mówił bez sensu, lecz nie miał innego pomysłu. Odkaszlnął wtedy.

– To trudne do wyjaśnienia.

– Ach, filozofowie. – Zaśmiał się. Ed pisał, przy okazji pijąc herbatę. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Artur napuszył się.

– Znowu oni?! – warknął wściekły. Złotowłosy przez chwilę się zdumiał, widząc aż tak wkurzonego Artura. Ten podszedł do drzwi. – Wynocha! Nie chcę nic kupować, więc wynocha!

– Ja do Edwarda – powiedział damski głos. Artur spojrzał na Eda, który dziwił się tak samo jak on. Otworzył drzwi, a jego oczom ukazała się wysoka i szczupła dziewczyna o fiołkowych włosach, z których wystawały białe, lisie uszy. Poprawiła nieco fryzurę, po czym lekko ukłoniła się Arturowi. – Przepraszam za najście. Wiem, że dopiero wróciłeś Edwardzie, jednak mistrz Aru chciała, abym już po ciebie przyszła.

Spojrzała wtedy na twarz Artura, która wyrażała emocje głębokiego zdumienia; źrenice jego oczu były widocznie rozszerzone, na policzkach rysował się lekki rumieniec, a usta były nieco rozwarte.

– Em… – zająknął się. – T–To nic! To ja przepraszam! – Zachichotał głupio, po czym uderzył sam siebie w twarz. Kyoko nadal stała sztywno, nieporuszona tą sytuacją, Edward za to nie mógł się nadziwić. W końcu weszła do mieszkania, Artur podążył za nią wzrokiem, wykonując dziwne gesty rękoma w stronę Edwarda, których złotowłosy nie był w stanie zrozumieć. Kyoko stanęła właśnie przy nim, gdy do pokoju weszła Kasei. – Aru już chce mnie widzieć? Chodzi o tą małą, co wczoraj się przytoczyła?

– Tak, już się zjawiła, więc mistrz Aru chciała, abym po ciebie przyszła.

– Dobrze, chodź, Kasei. – Ed schował notes w kurtce, zaczęli wychodzić, najpierw Kyoko, potem Kasei, a Artur stał nadal z takim samym wyrazem twarzy. Gdy Ed przeszedł obok niego, ten złapał go za rękę i przyciągnął do siebie.

– To jest ta koleżanka?! – spytał nieśmiało. – Dlaczego mnie ze sobą nie zabrałeś?! Ja nie mogę, co za sztuka!

–…O czym ty mówisz?

– Jak to o czym?! Masz już osiemnaście lat, to chyba logiczne, że szukasz małżonki! A może ja też chcę?!

– Ciebie powaliło… – Westchnął Ed. Wtedy oboje zdali sobie sprawę, że Kyoko i Kasei słyszą każde słowo ich rozmowy. Pomarańczowowłosy zaczerwienił się.

– Ha! Patrz Kyoko, masz wielbiciela! – Zachichotała złośliwie Kasei. Artur puścił Eda i odskoczył.

– No cóż… Tak już bywa, możemy iść? – spytała niezbyt tym poruszona fiołkowowłosa. Ed kiwnął głową i wyszedł. Artur trząsł się, powtarzał pod nosem „jestem debilem”, gdy nagle poczuł na sobie wzrok Kyoko. Uśmiechnęła się do niego, po czym zamknęła drzwi. Artur stał oszołomiony, lecz po chwili zaczął się śmiać ze szczęścia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Onyx 5 miesięcy temu
    Ciekawie, fajne. Zacności, Clar, tu piszesz ;)
  • Clariosis 5 miesięcy temu
    Bardzo dziękuję za tak miłe słowa! Wiele dla mnie znaczą. c:
    Mam nadzieję, że widziałaś też wersję w PDF? https://drive.google.com/drive/folders/118l8KcGFMpsSKnF7s0rVrdKn3uHku0Tg
    Na opowi nie da się wstawiać obrazków, a szkoda. :)
  • Onyx 5 miesięcy temu
    Oczywiście że widziałam ;)
    Śliczne Ci wyszła
    Mnie też brak wstawianie obrazków boli ;)
  • Clariosis 5 miesięcy temu
    Dziękuję :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania