Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 8 (Część 1)

Ja oszalałem. Ja oszalałem.

Objawiła mi się siła wyższa, bożek, diabeł życzeń, tak myślę, nie wiem. Nie wiem już nic.

To chore, to jest chore… Nie jestem w stanie nawet dobrze przelać swych myśli na papier, choć zawsze mi to pomaga je ułożyć… ale tutaj nie. Bożek z ofertą życzenia… przyszedł do mnie.

Czy powinienem iść? Czy warto iść? A może warto?

A może warto…

~ Notatka Edwarda, znaleziona przez Petera.

***

Rozdział 8: Pogarda

 

Już dawno tak dobrze nie spał. Nie budził się w nocy, nie musiał wiercić się we wszystkie strony, zero koszmarów. Jednak dziękował losowi, że mógł obudzić się wcześniej i upozorować, że wcale nie spał tuż obok niej. Gdy już uporządkował nieco swój niechlujny i poturbowany wygląd, schylił się nad drzemiącą Haley i ścisnął ją lekko za nos. Ta obudziła się.

– Przestań… – Westchnęła zaspanym tonem i odepchnęła jego rękę od swojej twarzy. Ten zaśmiał się. Powoli usiadła na ziemi i przetarła oczy. – Byłeś tu całą noc?

– W pobliżu – odpowiedział szybko. – Artur nie może zobaczyć, że zniknąłem, więc chciałbym byś poszła teraz ze mną. Eris dzisiaj nam załatwi nowe ubrania, Aru gadała coś o tym, że to pomoże również nieco nas zakamuflować.

– To prawda – przyznała, po czym spojrzała na koszulę nocną, jaką miała na sobie. – Dziwnie będzie tak wyjść…

– Jest wczesny ranek, nikogo jeszcze nie ma na ulicach. A tu masz swoją pelerynę. – Podał jej narzutkę z fioletowym kamieniem szlachetnym na zapięciu. Haley ucieszyła się na jej widok, to był prezent od dziadka. Cieszyła się, że jest cała.

~

Weszli po cichutku do mieszkania. Artur leżał połowicznie na kanapie, połowicznie na ziemi, a wokół niego porozwalane były kartki i dokumenty. Od razu Edowi przypomniały się czasy beztroskiego filozofowania, kiedy to potrafił spać we własnych zapiskach i między książkami, a rano budziła go Kasei, która zawsze wstawała wraz ze wschodem słońca. Tym razem nie było inaczej, to ona otworzyła im drzwi i pomogła przejść bezszelestnie do pokoiku, w którym odpoczywała reszta. Kyoko spała w medytującej pozycji, z rękojeścią swojego miecza w ręku.

– To wygląda jakby wbijała go sobie w brzuch, nie? – szepnęła Kasei, wskazując na fiołkowowłosą.

– Ale go nie wbijam. – Odpowiedziała cicho, rudowłosa drgnęła aż ze strachu. Miecz nagle rozpłynął się, a Kyoko obudziła Lorenzo. Wskazała mu na Eris, znaną z twardego snu, z którego nawet katastrofa żywiołowa by jej nie zbudziła. Lis schylił się nad nią.

– Eris… – szepnął. – Jesteś okropną osobą!

W porę odskoczył, zanim noga królicy kopnęła go w twarz. Czarnowłosa podniosła się i prychnęła.

– KTO JEST OKRO…Ach, rozumiem. Wszyscy idioci w jednym miejscu. – Skrzyżowała ręce na piersiach.

– Co to było, Lorenzo? – spytała Kasei.

– Tylko tak można ją obudzić. – Odpowiedział zakłopotany.

– Ile mamony mamy, Kyoko? – spytała Eris.

– Na bilety starczy. Ale jakbyś dała radę coś przynieść… – szepnęła nieswojo.

– O to się nie martw, ze wszystkim dam radę! Przyniosę wam takie ciuchy, że będziecie mnie po nogach całować! – Zmieniła się w swoją króliczą formę, po czym wyskoczyła przez okno i pokicała przed siebie. Po chwili do pokoju weszła Aru, co dziwne, nikt nie zauważył wcześniej jej nieobecności.

– Gdzie byłaś? – spytał złotowłosy.

– Modliłam się. – Uśmiechnęła się czerwonowłosa. – Eris już wyruszyła?

– Tak, mistrzu – odpowiedziała jej Kyoko, po czym podała jej sakiewkę. – Na wyjazd do Egrezji starczy, jednak musimy wybrać jedną z dwóch możliwych dróg.

– Wiecie co… może lepiej się rozdzielić? – zaproponowała Haley. – Mamy tutaj broń i maga jednocześnie, który na pewno da sobie radę z przeciwnikiem. Chodzi mi o to, że odłączając od siebie echa many mniej zwracamy uwagę. Potem i tak spotkalibyśmy się znowu w jednym miejscu.

– Huh – zastanowiła się Aru. – To nas osłabi, jednak… to może być dobry pomysł. Sądzę, że Lorenzo i Eris pójdą z Kyoko, a Ed i ty razem z nami. No i oczywiście Kasei. – Dodała, głaskając rudowłosą lekko po głowie. Ta zarumieniła się. – Ale masz branie, Kasei! – Zachichotał złośliwie Ed.

– W przeciwieństwie do ciebie! – odpowiedziała z równie kąśliwym tonem. Nagle usłyszeli mocne pukanie do drzwi.

– TO ZNOWU WY?! – wrzasnął Artur, który jak porażony obudził się. – WYNOCHA, JA NIC NIE CHCĘ!

Szedł w stronę drzwi w furii, wymachując rękoma. Wszyscy wyjrzeli do przedpokoju, a nagle Eris z kopem weszła do środka, z jakimiś paczkami w rękach. Artur otworzył szeroko usta i zaczął rozpaczać nad wywarzonymi drzwiami. Kyoko pokręciła głową, podeszła, wzięła je i wstawiła w zawiasy.

– Przepraszam za nią – powiedziała, lekko kłaniając się Arturowi. Ten zrobił się czerwony na twarzy i powoli wycofał. Fiołkowowłosa wróciła do pokoiku. Eris wcisnęła jej jedną paczkę do rąk.

– Nie oceniajcie! Brałam co popadnie! – powiedziała, po czym wyszła się przebrać.

– Cóż… – Ed spojrzał na Lorenzo. – To my chodźmy do salonu.

Oboje wyszli i zobaczyli Artura, który zbierał kartki i mamrotał do siebie coś o Kyoko. Złotowłosy nie mógł powstrzymać śmiechu. Otworzył paczkę, dostał białą koszulę, ciemnobrązowe spodnie i kamizelkę w dokładnie tym samym kolorze. Lorenzo trafił się szary sweter z białym, odstającym kołnierzykiem i czarne spodnie. Przez te kolory przypomniała mu się Ivory, westchnął smutno. Naprawdę ciekawiło go, gdzie ona teraz jest.

Ed zapiął już kamizelkę, po czym przejrzał się w okrągłym, dużym lustrze, które stało w rogu salonu.

– Wyglądasz tak poważnie w tym ubraniu – skomentował Lorenzo. – Naprawdę pasuje do filozofa takiego jak ty.

– Nie jestem filozofem… – Ed zaśmiał się i podrapał tył głowy. Momentalnie usłyszeli wrzask i bluzgi Eris. Wybiegli do przedpokoju, gdzie biła po głowie Artura, który chciał schować dokumenty do szafy. To właśnie w niej zamknęła się czarnowłosa, która już i tak była ubrana.

– Co ty wyrabiasz?! Tak się nie traktuje gospodarza!

Ed oderwał ją od Artura, który odetchnął z ulgą.

– On mnie podglądał! ZBOCZENIEC!

– TO PO CHOLERĘ ZAMYKAŁAŚ SIĘ W SZAFIE Z MAKULATURĄ?

– ZAMKNIJ MORDĘ!

– Już dobrze, już dobrze! – wtrącił się Lorenzo. – Bardzo ładnie wyglądasz!

Ona, jak zawsze, prychnęła. Była ubrana w biały golf bez rękawków i spodnie z jeansu. Weszła obrażona do pokoju w którym przebierały się dziewczyny, one też już były ubrane. Kyoko miała na sobie prostą, czarną sukienkę z zapinanym bolerkiem sięgającą do kolan, Aru białą tunikę wiązaną czerwoną wstążką przy dekolcie i czarne spodnie, Ed jednak skupił się najbardziej na Haley, która ubrana była w kaszmirowy sweter w kolorze indygo, który pasował do jej włosów, i szare spodnie. Złotowłosy uśmiechnął się nieco.

– Kasei, ale świetnie wyglądasz! – pochwalił ją Lorenzo. Kasei zarumieniła się i odwróciła twarz w lewy bok. Miała na sobie brązową skórzaną kurtkę, a pod nią białą koszulkę, a do tego ciemnobrązowe długie spodnie.

– Przyznam, że naprawdę ślicznie– przytaknął Ed. – Ale reszcie dam też nie można odmówić olśniewającego wdzięku, prawda?

– Oj, nie podrywaj mnie! – Aru zachichotała.

– Kyoko też ślicznie wygląda! Tylko… nie będzie ci niewygodnie walczyć w sukience? – spytał Lorenzo. Lisica pokiwała głową przecząco.

– Prawdziwy wojownik może walczyć w czymkolwiek – oznajmiła. Haley przyglądała się uważnie Edwardowi.

„Wygląda jak prawdziwy mężczyzna” – pomyślała nieśmiało.

– Co to, jakiś pokaz mody? – spytał Artur, zaglądając do pokoju. Ale gdy tylko dostrzegł Kyoko w sukience o kolorze głębokiej czerni, odebrało mu mowę. Zasłonił dłońmi krocze. – Może zrobić herbaty…?! Tak? Już niosę!

– A jemu co? – spytała rudowłosa.

– Cholera wie. – Wzruszył ramionami Edward, który tak naprawdę znał odpowiedź na to pytanie. Artur wylał wodę, nie mógł się na niczym skupić.

„Ona jest taka piękna!” – myślał. – „Taka tajemnicza, z prawdziwą gracją!”

– Artur – zagadnął go Ed, podchodząc do niego, po czym wcisnął mu sakiewkę do rąk. – Dziękuję za wszystko, oto twoja zapłata.

– Ależ nie! Nie musisz…! Ale dlaczego, chcesz już wyjechać?

– Muszę im pomóc. – Wskazał na grupę za nim. – Ale przysięgam, że niedługo przyjadę znowu. Tym razem z Peterem.

– A czy… – Spojrzał kątem oka szybko na Kyoko i znowu na niego. – Oni też?

– Jeżeli chcą? – spytał Ed.

– Jasne! I posprzątamy ci następnym razem chałupę! I postawimy obiad! – Uśmiechnął się Lorenzo.

– TOBIE TYLKO ŻARCIE W GŁOWIE! – wydarła się Eris.

– No cóż… Skoro przeznaczenie was wzywa. – Uśmiechnął się pokornie. Przyjął pieniądze i otworzył im drzwi.

– Tylko nie przepij ich! – powiedział Ed.

– Jasne, nie martw się! – Artur pomachał, stojąc w drzwiach. Nagle zobaczył, że Kyoko mu odmachuje. Znowu zasłonił dłońmi krocze i powoli zamknął za sobą drzwi. Gdy przestał słyszeć kroki, pisnął ciche „tak!” do siebie, nie mógł się doczekać kolejnej wizyty. Zaczął się zastanawiać, czy za te pieniądze nie kupić by jej czegoś ładnego... Ale był już czas, by zbierać się do pracy. Założył buty i zaczął szukać dokumentów które miał wziąć ze sobą, lecz nie mógł ich znaleźć.

Zabrało mu to dobre pół godziny, nim zguba się znalazła. Spakował dokumenty do aktówki, po czym zaczął kierować się szybko w stronę wyjścia myśląc o tym jak wielkie suszenie głowy dostanie za spóźnienie, gdy nagle usłyszał jak ktoś sapie za jego plecami. Nie zdążył zareagować. Padł na ziemię, a z szyi trysnęła mu krew. Mateo wyciągnął sakiewkę z jego kieszeni, wytarł nóż o jego ubranie i wyprostował się.

– Tak kończą idioci wspomagający moich wrogów. – Kopnął jego martwe ciało, po czym zniknął z mieszkania bezszelestnie. A Artur tam został. Martwy i samotny...

Pojawiła się nagle czarna sylwetka, która wyciągnęła z jego ciała łańcuch i przecięła go. Artur obudził się, ale nie jako żywy. Widział swoje mieszkanie, swoje ciało i niską dziewczynę z kosą w ręku. A także usłyszał miły głos, który prosił go o podanie ręki...

– No idź – powiedziała Ivory.

Zapłakał gorzko, po czym wyciągnął przed siebie rękę, którą po chwili naprawdę ktoś złapał. Rozpłynął się, Ivory odeszła.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania