Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 3 (Część 1)

(…) Niegdyś jedynie ci, którzy formę zwierza mieli, magią władać potrafili. Później, gdy zmęczeni już segregacją rasową byli, z ludźmi się złączyli. Niektórzy swej many i umiejętności zmiany formy eksperymentalnie użyli, by zamienić się w narzędzia bitwy, jakie przez ludzi tworzone były. To zdegradowało ich umiejętności magiczne, zamykając je w trzeciej formie. Co szokujące, ich potomkowie rodzili się już z trzecią formą zamiast jako magowie, z taką samą, jaką ich inicjator wybrał i odwrócić tego nie mogli. Wojskość w każdym państwie widziała w tym potencjał i zachęcano uszastych, by ci swoje moce magiczne porzucili, na rzecz bycia narzędziem walki, gdyż lepsze i wytrzymalsze były niż pierwowzory, które spod ludzkich rąk wyszły. Potem ludzie zwykli z magicznymi mocami rodzić się zaczęli poprzez krwi mieszanie, a łącząc ich z uszastymi broniami tworzono armie noszące spustoszenie i śmierć. Jednakże nawet ten, co ofiarą podczas wojny był zaprzeczyć nie może, że widok mistrza i broni przy jego boku jednym z największych dzieł sztuki jest.

~ Rin via Kavaru, Historia Starej Ery.

***

Rozdział 3: W nicość, lub w niebo.

 

Młody chłopak wbiegł do urzędu, w którym mieściła się baza armii. Był to adept, najczęściej zajmował się przekazywaniem informacji, a resztą jego obowiązków było trenowanie. Zapukał w drzwi od biura pani generał.

– Generale! – wykrzyczał. – Mamy ważne wieści!

– Wejdź, towarzyszu. – Młody chłopak posłusznie otworzył drzwi. Ujrzał czarnowłosą kobietę siedzącą przy biurku, która wypełniała resztę dokumentów spisu powszechnego. Schyliła się z papierami w rękach i zaczęła pakować je w duże pudło.

– Jakie wieści przynosicie?

– Przynosimy wieści… niezadowalające. – Przełknął ślinę. Emerald przesunęła na niego wzrok.

– Mówcie, towarzyszu. Nikt nie zetnie wam głowy za przynoszenie złych wieści. – Zwróciła wzrok znowu na pudło, brała pliki papieru i wkładała je do niego starannie.

–…Generale, mamy zabitych. Znaleziono ciała maga i zwykłego żołnierza, a także ślady aury magicznej, jedna należała do żołnierza, druga do mordercy… Podejrzewamy Mateviego Jenkinsa.

Emerald ścisnęła kartki, które trzymała właśnie w dłoniach. Po twarzy młodzika spłynęła kropla potu.

– Za to zetnę głowę tego, przez którego te złe wieści powstały – odparła przerażającym tonem. – Jak się nazywali?

– Edmund z Videni, Herweusz z Myzen – odpowiedział uroczyście.

– Dwa rozkazy, towarzyszu: Zawieźć ich ciała do rodzinnych miast i pochować. Drugi: Nakazuję rozszerzyć poszukiwania Matevigo Sivio Jenkinsa na obszar całego kraju, ma zostać ogłoszonym jako groźny przestępca. Wykonać natychmiast, przekazać to innym stacjom, Matevigo ma zostać schwytany żywy!

– Tak jest! – Zasalutował, po czym wybiegł z pokoju. Emerald zamknęła drzwi używając swojej magii, rozsiadła się na swoim fotelu i przyłożyła pięść do czoła, opierając na niej głowę.

„Cóż za gówniana sytuacja…” – pomyślała. – „Oby to odgoniło go od Eda i Petera… A potem, jak go złapię, postawię go przed sąd.”

~

W końcu po spędzonej nocy w lecznicy, Peter odważył się wrócić do domu. Całą noc myślał nad tym, jak przeprosić Edwarda. Wymyślił, że wytłumaczy mu, dlaczego to zrobił, przysięgnie, że już się nie nigdy więcej okaleczy i zrobi wszystko, by mu to wynagrodzić. Przez całą drogę do domu myślał, co dokładnie powie bratu. Zatrzymał się przed bramą, głęboko odetchnął, po czym otworzył ją kluczem i zaczął iść w stronę domu. Im był bliżej, tym bardziej jego oddech i bicie serca przyspieszało. Gdy znalazł się przy drzwiach od biblioteki, nieśmiało zapukał.

– Ed? Jesteś…? – Otworzył drzwi i zajrzał do środka. Nie zastał tam swojego brata. Był tym nieco zdziwiony.

„Może poszedł do miasta?” – pomyślał.

Zajrzał jeszcze do pokoju Kasei, sypialni Eda i innych pomieszczeń, takich jak kuchnia, duży pokój, w którym trzymali większość rzeczy, a nawet do łazienki, jednak nigdzie nie było ani Edwarda, ani Kasei. Peter zmartwił się. Wyszedł na dziedziniec nie mając pojęcia gdzie może jeszcze szukać, i wtedy właśnie zauważył karteczkę leżącą na drewnianym stoliku. Podszedł i wziął ją w dłoń, po czym przeczytał. Rozpoznał pismo swojego brata.

„Wyjechał z Kasei?” – pomyślał, po czym przymknął oczy. – „To zrozumiałe, że musi odpocząć…” Peter złożył karteczkę i włożył ją do kieszeni swojej koszuli. Wszedł do biblioteki Eda myśląc, że może coś tu znaleźć. Oglądał dokładnie tytuły książek, jakie leżały na biurku, większość z nich była o filozofii, co w sumie złotowłosego nie dziwiło. Po chwili jednak znalazł jakąś książkę o roślinach, zarówno naturalnych, jak i stworzonych magią. Pomyślał, że może mu się przydać, więc ochoczo wziął ją do rąk i otworzył. Przerzucił kilka stron, po czym zamknął i włożył sobie ją pod pachę. Szukał jeszcze chwilę, lecz raczej nic nowego nie znalazł. Po chwili pomyślał, że mógłby rozejrzeć się za przydatnymi książkami u Jana w domu, lecz szybko wyrzucił tą myśl z głowy. Wojsko postawiło zakaz wchodzenia tam do czasu, aż Mateo nie zostanie złapany.

Peter wyszedł z domu, martwił się o nich, lecz wiedział, że potrzebują odpoczynku. Chciał teraz skupić się na ciężkiej pracy, by wynagrodzić im ich nerwy, postanowił również przygotować coś podczas ich nieobecności, co mogłoby poprawić im humor po powrocie. Nie wiedział jeszcze co, jednak wierzył, że pomysł sam mu krótce wpadnie. Kiedy zamykał bramę, ktoś go zatrzymał. Była to Casandra.

– Peter, tu jesteś... Co się stało? Ed z domu ucieka z płaczem, potem ty…

– Cóż, pokłóciliśmy się – powiedział, opuszczając głowę. – Nie wie babcia gdzie on teraz może być?

– A nie ma go nadal?

– Znaczy… Chyba był, ale zostawił mi wiadomość, że z Kasei na pewien czas gdzieś jedzie i mam się nie martwić.

– Dziwne… – Zastanowiła się staruszka. – Nic mi nie mówił, a najczęściej informuje mnie o swoich wyjazdach. Może znowu po jakieś książki, czy na jakieś wykłady, nie wiem gdzie on tam jeździł. Nie martw się, wiem, że się stresujesz po kłótni, ale Ed wróci.

– Wiem – odpowiedział z lekkim uśmiechem. – Dziękuję, babciu!

Peter pobiegł przed siebie, a babunia tylko się uśmiechnęła. Zmartwienie Petera dzięki jej zapewnieniu zmalało. Teraz chciał skupić się na pracy i swoich pacjentach.

~

Kasei i Ed siedzieli w pociągu. Złotowłosy opierał głowę na dłoni i patrzył przez okno, rudowłosa za to siedziała obok niego i niecierpliwiła się.

– Więc… – zagadnęła. – Co mamy zrobić?

– Ten bożek mówił o naszym państwie – powiedział Ed – że to tu odbędzie się finał. I że mamy znaleźć pieczęć. Nie wiem jak i nie wiem gdzie.

– Ech, czemu to musi być takie trudne?! – marudziła.

– Patrząc na wartość wygranej tej gry to nic dziwnego. Potrzebujemy pomocy, kogoś, kto się na tym zna…

– Ale kto może się na tym znać?

– Zapewne rody takie jak Kavaru, zgaduję przynajmniej. Sądzę, że powinniśmy pojechać do stolicy. Artur może nam udostępnić książki z Wielkiej Biblioteki, może tam coś znajdziemy. Jednak droga długo zajmie, więc mądrze będzie się jeszcze zatrzymać gdzieś i przeczesać teren. Dla pieczęci, oczywiście. Sądzę, że będzie mieć taką samą aurę jak bożek.

– Więc jakie miasto wybieramy? Minęliśmy już Virtice, Pel…

– Nayo. Dużo szlachty i kapłanów w nim mieszka, więc może bożek tam coś zostawił.

– Czyli jeszcze trochę czasu zajmie, zanim dojedziemy. – Uśmiechnęła się, lecz jej uśmiech szybko zniknął, gdy coś sobie przypomniała. – Hej, Ed… mam do ciebie pewne pytanie. Czy ty naprawdę nie masz żadnego marzenia? Nie jesteś… nieszczęśliwy przez to, co się dzieje?

– Nieszczęśliwy? – spytał ze zdumieniem, po czym westchnął. – To prawda, że to wszystko mnie dobija, ale… oczyszczę swoje sumienie wygrywając to, co się Peterowi należy. To, czego zmarły Jan pragnął. Wiem, że wcale nie będzie łatwo, lecz muszę to zrobić. Od tego zależy mój… honor, jako brata. I kiedy Peter i ty będziecie szczęśliwi, ja będę z wami.

– PF! – Odwróciła wzrok z czerwoną twarzyczką. – Wcale nie musisz się cieszyć przeze mnie, idioto.

– Ha! – Uśmiechnął się. Spędzili jeszcze kilka minut na dogryzaniu sobie nawzajem.

Po niepełnej godzinie pociąg zatrzymał się, Ed i Kasei wyszli na peron. Miasto Nayo było dosyć spore i bardzo zadbane – nowe, pięknie umalowane budynki, ozdobione ulice i spokojny rytm życia były symbolami tego miejsca. Zamieszkiwali je arystokraci, majętni bez rodu i kapłani, zwykli obywatele w większości przypadków byli jedynie gośćmi. Ed pomyślał, że może tutaj znajdywać się pieczęć, gdyż na logikę to biedniejsze osoby mają życzenia których nie mogą spełnić, a tutaj, gdzie w cieniu przepychu i majątku innych żyją żebracy, prawdopodobne było, że bożek rzuciłby im ochłap mięsa, jakim jest pieczęć. Razem szli przez miasto, dostrzegali pięknie ubrane kobiety, zadbanych mężczyzn i dzieciaki, które biegały w różne strony. W pewnym momencie Kasei zauważyła, że jeden z nich ma uszy fenka i zaśmiała się. Dalej dostrzegała ludzi bez uszu, lub o uszach wilka, kota, myszy czy nawet zwierząt, jakich nazwy nie znała.

– Ciekawi mnie, czy są oni magami czy może broniami. – Zastanowiła się Kasei.

– Hm... Ogólnie wiesz o tym, że według Rina Kavaru, tego znanego historyka, ludzie z formą zwierzęcia niegdyś byli jedynymi, którzy potrafili używać magii? Na dodatek wojowali z ludźmi. Dopiero po jakimś czasie uznali, że ludzie i oni to tak naprawdę jedno… No i zaczęli razem zakładać rodziny i później powstały bronie.

– Wiesz co, Edziu… – Zaśmiała się nerwowo Kasei.

– Słucham.

– Chciałam już powiedzieć, że ta historia brzmi świetnie, gdy do mojej głowy wpadła wizja jak powstali moi przodkowie… – Zarumieniła się. – Znaczy wiesz, człowiek z formą zwierzęcia… i o tym jak musieli potem zakładać rodziny z ludźmi… – Zaśmiała się i zakryła dłońmi twarz. Ed ustał i zastanowił się, gdy nagle sam się zaczerwienił.

– Przyznam, że raz też na to wpadłem, chociaż prawo zabrania... wiesz, tych rzeczy pod formą zwierzęcia. Ale miejmy nadzieje, że nasi przodkowie nie robili nic… dziwnego ze zwierzętami. Ani ze zwierzako-ludźmi. Bo obydwa to zoofilia. – Zaśmiał się nieco. – Chociaż wielu uważa, że zwierzako-ludzie powstali w tym samym czasie co człowiek, albo przez magię. Za to według wierzeń twoja rasa jest darem od boga, czy coś takiego. Oczywiście kiedyś temu zaprzeczałem, ale zastanawiam się teraz, czy może w tym być prawda…

– Nadal nie wierzę: Filozof Edward zastanawia się nad istnieniem bogów! – krzyknęła i poszła dalej przed siebie.

– Nie jestem filozofem – szepnął z uśmiechem. Kasei szła, gdy nagle wpadła na kogoś i upadła. Ed szybko podbiegł do niej.

– Przepraszam! – powiedziała rudowłosa. Ed podniósł ją.

– Edward! – zawołała osoba, z którą dziewczyna się zderzyła. Była to kobieta o niebieskich włosach i wiśniowych oczach, ubrana w niezwykle elegancką srebrną suknie sięgającą aż do ziemi, jej ramiona pozostawały całkowicie odkryte. – Nie spodziewałam się ciebie tu zobaczyć!

– Pani Elizabeth rodu Bas? – spytał z uśmiechem.

– Pani, pani, ple! Kiedyś mówiłeś na mnie ciociu! Jak ty wyrosłeś, ostatnio cię widziałam lata temu, jak Carolina przywiozła tutaj ciebie i Peretera!

– Petera – poprawił.

– No, Petera, ach moja pamięć! – Zaśmiała się. – Co cię tu sprowadza?

– Jesteśmy postojowo. Chcemy się dostać do stolicy, muszę załatwić kilka spraw.

– O, rozumiem! Możesz zatrzymać się u mnie, dziś mamy bal, byłoby miło gdybyś wpadł! O, razem z nią! – Wskazała na rudowłosą. – A… kto to jest? Twoja narzeczona?

Kasei zapowietrzyła się. Ed zaśmiał się widząc jej reakcje.

– TY DEBILU! O CZYM ONA MÓWI?! – wykrzyczała uszasta. – JAKA NARZECZONA?!

– O? To nie jesteś jego przyszłą żoną? – spytała zdezorientowana niebieskowłosa.

– Nie, nie. – Ed spieszył z wyjaśnieniem. – To Kasei, moja broń. Ma dopiero dziesięć lat.

– Dziesięć? A, to ma jeszcze parę lat na szukanie męża! Ale co, Ed, masz zamiar ją kiedyś poślubić?

– Heh, heh… Nie – odparł nieco poirytowany.

– NIGDY NIE WYSZŁABYM ZA TAKIEGO GŁĄBA! – wykrzyczała. – Jaka ona jest słodka! – powiedziała Elizabeth z uśmiechem. – To Edwardzie, pójdziesz ze mną do domu, czy chcesz jeszcze się porozglądać po mieście?

– Pójdziemy z tobą. Chodź, „narzeczono” – dogryzł Kasei.

– Jeszcze słowo, a utnę ci ten język – zagroziła, a Elizabeth zaśmiała się. Wtedy Kasei zmieniła się w swoją zwierzęcą formę i wskoczyła złotowłosemu na ramie. Szepnęła w jego ucho:

– Hej Ed, ale czy na pewno dobrze robimy? Mieliśmy szukać pieczęci.

– Dzięki temu się nieco zakamuflujemy – szepnął. – Nie wiadomo kto już wie o tym, że jesteśmy w tej grze, a zawsze podczas balu możemy się wymknąć i pomyszkować…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Godu 4 miesiące temu
    No i zaczyna się nowy rozdział. Ciekawi mnie co stanie się z Mateo, który powoli urasta do rangi głównego antagonisty - czyżby on też miał dołączyć do gry? ^^
    Dobrze, że poruszony został temat zwierzoludzi, a szczególnie broni, bo mam wrażenie, że nie zostało do tej pory wytłumaczone skąd one się biorą, dlaczego się biorą i co to w ogóle do końca jest?
    No i w końcu mamy duże miasto, więc pole do popisu pod względem budowania świata - do tej pory akcja obracała się wokół mniej rozwiniętych regionów. Ciekawi mnie, jak przedstawione jest Nayo w kolejnych częściach i czy są jakieś widoczne różnice pomiędzy ludźmi z miasta a tymi ze wsi. :D
    Za tę część leci 5.
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Mateo już dołączył do gry przecież, teraz pieczęci szuka. :) (Jeżeli potrzebujesz sobie przypomnieć, to było to w rozdziale 2 część 3) ^^

    OJEJ, OJEJ!! A gdzie zniknął wstęp encyklopedyczny, co wyjaśnia powstanie broni?! Zapomniałam go przekopiować! ): Wkleiłam go już, więc poprosiłabym Cię być teraz odświeżył stronę i przeczytał ten kawałek u samej góry, to jeszcze bardziej Ci się rozjaśni wszystko, skoro Cię tak bardzo ciekawią (I słusznie! :) ). Z jakiegoś powodu zapomniałam go wkleić, a te fragmenty przed sednem rozdziału rozszerzają kwestie które dla bohaterów są znajome i jasne, ale dla czytelnika z wiadomych względów nie.

    Oo, tutaj właśnie będzie trochę o tym, więc mam nadzieję, że Cię nie zawiodę. :) A teraz idę szybko sprawdzać każdy wstęp rozdziału z osobna by sprawdzić, czy w reszcie się przypis przekopiował. xD
    Dziękuję za piątkę <3
  • Godu 4 miesiące temu
    Clariosis Ah faktycznie, tak już mam, że jak nie czytam czegoś jednym ciągiem tylko od czasu do czasu, to czasami nieco mi się miesza :/ No i teraz wszystko jasne co do broni ^^
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Godu Jasne, rozumiem jak najbardziej. :)
    To się cieszę - nie wiem czemu zapomniałam wkleić tak ważnej informacji. ^^'
  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    No to zaczynamy kolejny tom Twojego opowiadania! :D
    Jesteś komunistką, że Twoje postacie mówią do siebie per "Towarzyszu"? :P Nie mówię, że to złe, ale raczej... ciekawe. Faktycznie, Mateo powoli schodzi na złą drogę niczym Anakin Skywalker... No i jeszcze ta kłótnia na końcu i znowu "debile" i "głąby". Nie wiem, ale jak to przeczytałem, zacząłem się śmiać. :D Bardzo dobry wstęp do kolejnego epizodu historii naszych bohaterów. Czytam dalej i zostawiam 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis miesiąc temu
    "Jesteś komunistką, że Twoje postacie mówią do siebie per "Towarzyszu"? :P"
    Omal mi gały z orbit nie wypadły, gdy to zobaczyłam... xD Nigdy nawet bym nie pomyślała, że to coś związanego z komunizmem jest, chociaż teraz jak się głębiej zastanowiłam, to faktycznie tak do siebie gadano w tamtych czasach. Chciałam po prostu jakoś zaznaczyć, że postaci w wojsku mówią do siebie z jakąś etykietą, a "towarzyszu" pasowało mi z prostego powodu, bo kojarzyło mi się po prostu z "towarzyszem broni". Tak samo do cywili mówią "obywatelu", co też jedzie już komuną, oh mój księżycu... xD Ale odpowiadając strikte na pytanie, nie, nie jestem komunistką, z żadnym obozem politycznym się nie utożsamiam. Najwidoczniej się za dużo filmów z tamtego czasu naooglądałam i mi się wyryło, że w wojsku "towarzysz" brzmi najlepiej. :V
    No, z Mateo coraz gorzej, niż lepiej. Jest przekonany o swoich racjach i nie ma zamiaru się poddać - oszalały z rozpaczy człowiek nie ma już żadnych hamulców, to niczym Helen z "Tylko ona, on..."
    Jak Kasei i Ed, to i młodzieńcze kłótnie muszą być obecne. :) Właśnie te ich pyskówki mają wprowadzać nieco światełka do całości, bo gdyby zabrakło takich głupotek atmosfera opowiadania byłaby ciężka, co mogłoby się przełożyć bezpośrednio na płynność czytania - cieszę się więc, że zabieg się udaje, a i przegryzki są sympatyczne. :)
  • Shogun 9 godz. temu
    Nie no! Kesei, najlepsza! Najlepsza postać, jak na razie! Zdecydowanie! :) Żywa, prawdziwa, prostolinijna (od razu zaznaczam, to nie wada)
    A teraz już wracając do samego rozdziału :) No, ciekawie się zaczyna Wyruszyli, pierwsza "stacja", że tak powiem.
    A właśnie, zapomniałbym. Mam wiadomość dla Eda, jeśli pozwolisz: haha ;D

    - Ed, jesteś filozofem! Mnie nie oszukasz!
    Ciekawe, czy odpowie? haha :D

    No, Ed dobrze kombinuje, lepiej zaszyć się w "bezpiecznym" miejscu, jako "bazie wypadowej", aby prowadzić działania. Mówię trochę tak, jakby były to działania wojenne i wojna, ale czy tak rzeczywiście nie jest?
    "Wojna o życzenie" :)
    Jestem ciekaw, czy znajdą coś w Bibliotece :)

    Swoją drogą jestem bardzo pozytywnie zaskoczony wyrozumiałością Petera, odnośnie "wyjazdu" Eda. Być może jest to spowodowane tym, że po ostatnich wydarzeniach, jakie miały niedawno miejsce, spokorniał? Zaczął bardziej zwracać uwagę i liczyć się z uczuciami i stanami emocjonalnymi swoich bliskich? Bardzo możliwe i mam nadzieję, że tak jest, gdyż to znak "dojrzewania" umysłowego i emocjonalnego. Dobry znak i symptom tego, iż Peter "wychodzi na prostą".
    Właśnie, mam jeszcze takie pytanie. Ile lat aktualnie mają nasi bohaterowie? Kesei ma dziesięć, a reszta naszej "gromadki"? :D

    Jeszcze jedną kwestią, która mnie zastanowiła jest to co powiedziała Elizabeth, że Kesei ma jeszcze kilka lat, aby szukać sobie narzeczonego.
    Z tego można wywnioskować, że w tym świecie kobiety dość młodo wychodzą za mąż, gdzieś w przedziale 14-16 lat, lub też później. Można by to odnieść do czasów naszego średniowiecza, gdzie kobiety, a raczej, dziewczynki, przeważnie szlachcianki, lub księżniczki równie szybko wychodziły za mąż.
    Kolejna ciekawa informacja o świecie, a raczej o pewnych "zwyczajach społecznych. Lubię takie "smaczki" haha :)
    Nie pogardziłbym większą ilością takowych "smaczków", o których również można dyskutować ;)
    Pozdrawiam ;D
  • Clariosis 8 godz. temu
    Witam, witam. ;)
    Właśnie tak zauważyłam, że Kasei wzbudza sympatie. Z jednej strony taki dzieciaczek z głupimi odzywkami, z drugiej wzbudza jakieś ciepło... To bardzo ciekawy charakter. :)
    Hm, odpowiedź na to pytanie, mogę zasugerować, może różnić się w zależności jakiego Eda pytamy. Czy raczej z początku książki, a może później? Ale na razie pozwolę, byś czytał dalej. :)

    Peter zaczyna właśnie pokornieć i powoli przemyśla wszystko, co się stało. Też po części widać, że mimo wszystko ufa bratu - skoro ten pojechał z Kasei, to na pewno potrzebują odpocząć. Bo tutaj śmierć Jana, szaleństwo Mateo no i on sam... Widać, stawia się w ich sytuacji. Powoli, tak jak mówisz, dojrzewa.

    Oh, w sumie to nigdy nie było aż tak bardzo wyklarowane, ale jak się weźmie wskazane informacje i policzy, to można łatwo do tego dojść, ile mają lat. Kasei ma dziesięć, Edward i Mateo osiemnaście, Peter siedemnaście. :)

    Tak, dokładnie! Ogółem jeżeli chodzi o ich czasy, to trudno jest je bezpośrednio przełożyć na nasze. Technologię i samą mentalność społeczną mają podobną do lat XX wieku, a jednak małżeństwa zawierane są dość wcześnie i nikogo nie gorszy, że piętnastolatek bierze ślub. W przypadku Eda i Petera, czy takiego Mateo to można wręcz pomyśleć, że to już stare byki są, a nadal kawalerzy... :) Chociaż taka Emerald jest dużo od nich starsza, a sama nie ma męża. Jak mówiłam, trudno jest to przełożyć na nasze czasy - powiewa tutaj i takimi starymi schematami, jak wczesne małżeństwa, a jednak jak ktoś się do tego nie spieszy to nie ma nacisku społecznego. Ale o to mi chodziło, chciałam stworzyć świat inny, w którym zasady rozgrywają się o wiele inaczej, gdyż to zupełnie inne zasady funkcjonowania otaczającej rzeczywistości, jak i inaczej się całe tło historyczne rozgrywa. Co do samych smaczków - mam zamiar wprowadzać ich więcej również w przyszłych częściach tej konkretnej serii, ale w samym Filozofie jeszcze trochę się znajdzie. Oj znajdzie. :)
    Również pozdrawiam. :)
  • Shogun 8 godz. temu
    Clariosis prawda wzbudza, choć wpływ na to ma również fakt, iż lubię tego typu postaci :)

    W takim razie niech jego odpowiedź pozostanie na ten czas tajemnicą ;)

    Czyli dobrze myślałem, jednak główka jeszcze pracuje haha :D

    No proszę. Racja, nie da się tego świata sklasyfikować do konkretnej naszej epoki, bo tu wczesne małżeństwa, bez przeszkód, a tu pociąg :)
    Ciekaw jestem co jeszcze nas w nim spotka :)

    Ano, można powiedzieć stare kunie haha, a Emerald stara panna, ale szanuje, szanuję, że nie ma u nich tego nacisku, jak to kiedyś w naszym świcie bywało, a czasem nadal bywa haha :D
    Miło mi to słyszeć, będę miał oczy szeroko otwarte i wypatrywał kolejnych smaczków ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania