Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 8 (Część 4)

– No i jesteśmy – powiedział Ed, przeciągając się. Aru trzymała śpiącą Kasei na rękach i wyszła z pociągu, tuż za nią Haley. Miasto Tamo było o wiele mniejsze od Yodiary, jednak imponowało techniką. To tutaj stacjonowały pociągi jadące prosto za granicę. Z położonego blisko granicy Kavu, dokąd pojechały bronie, odchodzą pociągi do Egrezji. Pomimo tego, że dotarli tutaj szybciej niż druga grupa do Kavu, spóźnili się. Pociąg jadący do Egrezji odjechał dziesięć minut temu i miał wrócić dopiero jutro w południe. Ed nagle przypomniał sobie, że jest jeszcze trzecia droga, lecz z jakiegoś powodu nikt nie chciał udzielić o niej żadnych informacji. Zrezygnowani postanowili więc poczekać i nieco zrelaksować się, nabrać sił po ataku Hanzo. Aru nie czuła tutaj żadnego gracza, mogli więc trochę odetchnąć.

Czerwonowłosą porwały widoki pięknych malowideł, jakie wystawiali tutejsi artyści. Nalegała, by Haley poszła obejrzeć je z razem z nią. Edward kiwnął głową do niebieskowłosej i nakazał Aru nie wydać żadnych pieniędzy. Poszły razem, Ed się odłączył, by pozwolić im na „babski wypad”, Aru nadal trzymała na rękach śpiącą Kasei, Haley za to krępowała się.

– Zobacz! Ten wygląda zupełnie jak Kasei, nie? – Wskazała na malowidło fenka. Albinoska jedynie pokiwała głową. – Och, więcej odwagi!

Aru poklepała Haley po ramieniu, ta speszyła się jeszcze bardziej. Nie miała pojęcia, jak powinna się zachować.

– Podoba ci się? – spytała po dłuższej chwili kocica. – Nie jest aż taki drogi. Sądzę, że na pociąg jeszcze starczy, jeżeli go kupisz.

– Cóóóż… – Zastanowiła się nad tym głośno. – Ale nie wygadaj Edowi, dobra?!

– Jeżeli złamię tą przysięgę, połknę tysiąc igieł . – Niebieskowłosa wystawiła mały palec dłoni. Aru nie wiedziała, co to znaczy, lecz po chwili sama to zrobiła, a wtedy Haley zacisnęła swój palec wokół jej i lekko potrząchnęły swoimi dłońmi.

– To jakaś przysięga, co? – spytała z uśmiechem.– Ach, Nihorczycy…

Zadowolona kupiła obrazek z fenkiem i schowała go pod tuniką. Wtedy również obudziła się Kasei, która zdążyła zobaczyć kawałek obrazu, zerwała się jak poparzona i zaczęła nalegać, by Aru jej go pokazała. Posłuchała prośby dziewczynki, u której pojawił się wielki uśmiech na twarzy. Haley szła za to z kamienną miną, czując mętlik w swoim sercu. Myśli pędziły w jej głowie, nie dając nawet na moment spokoju, a dotyczyły Edwarda i tego, co pomyślała, gdy byli razem w pociągu… Nie rozumiała, jak mogła tak bezczelnie wyobrażać sobie tulenie się do niego… Z jakiego powodu? To nie było w ogóle do niej podobne, by kleić się w taki sposób do ledwo zapoznanej osoby… Jednak złotowłosy sprawiał, że naprawdę czuła się bezpiecznie. Zupełnie tak, jak niegdyś przy przyjacielu… Lecz wobec Edwarda te uczucia były inne, nie były czymś, co znała. Mogła jedynie zgadywać…

Może była w stanie go pokochać?

Po tej piorunującej myśli usłyszała coś niepokojącego, nastawiła uszu. Aru i Kasei przestały chichotać, zauważyli zebraną wokół czegoś gromadę ludzi. Podeszli bliżej, Haley i Kasei przez swoje uszy dokładnie usłyszały o czym mowa. Wiedziały, że Aru nie zareaguje dobrze.

– Co się tam dzieje? Może sprawdzimy? – spytała czerwonowłosa.

– Nie, nie powinniśmy! – Kasei zaprotestowała, próbując odciągnąć ją od tego pomysłu.

– A ja sądzę, że Aru powinna to zobaczyć. – Haley odparła poważnie, po czym zaczęła brutalnie przedzierać się przez tłum. Tuż za nią Aru, którą za rękę trzymała Kasei. Fenek nie chciał, by to zobaczyła… Jednak zobaczyła.

– Oto moment, na który wszyscy czekali! – zawołała kobieta stojąca po środku tłumu, to wokół niej zebrali się gapie. Niedaleko jej nóg leżał kapelusz, jaki był wypełniony napiwkami. Aru patrzyła z grozą wypisaną na twarzy i wymownie milczała. – Teraz Lin spłonie, by odrodzić się z popiołów!

Feniks miał na nogach zapięte kajdany, od których odchodziły ciężkie i długie łańcuchy. Jego dziób był zamknięty w kagańcu, jedynie skrzydła były oswobodzone. Aru przesunęła wzrok, zauważyła ciasną klatkę w rozmiarze niewiele większym od ptaka, a także to, że kobieta trzyma w jednej dłoni bicz. Czuła, jak pot zaczyna jej spływać po czole. Z oczu ptaka biło przerażenie, rozglądał się nerwowo we wszystkie strony. Nie był jeszcze na tyle zmęczony i stary, by spłonąć i odrodzić się, a nie mógł tego zrobić na zawołanie. Feniksy były istotami, które potrafiły przeżyć nawet trzy wieki dzięki ponownemu stawaniu się pisklętami, jednak w końcu nastaje ten dzień, w którym płoną ostatni raz i nie wstają już z popiołów. Odkąd magia ognia zaczęła zanikać, ten moment nadchodzi coraz szybciej. Teraz rzadko który feniks dożywa stu lat, dlatego Wojcowie karzą śmiercią każdego, kto śmie skrzywdzić któregokolwiek z tych ptaków. Aru nie mogła się ruszyć. Wtedy właśnie poczuła błagający wzrok feniksa na sobie. Czuł kim jest, a ona rozumiała, o co prosi, błagał ją o pomoc. Ludzie wokół zaczynali być znudzeni, czekali na ten jakże spektakularny pokaz, który nie nadchodził. Niektórzy nawet żądali zwrotu pieniędzy.

– Aru? – spytała cicho Haley. – Mam odbić feniksa?

Ona nie umiała odpowiedzieć. Kasei czuła, jak czerwonowłosa coraz mocniej zaciska swoją dłoń.

– No na co czekasz?! Zrób to! – wrzasnęła kobieta do ptaka. Ten przerażony przybrał pozę do spłonięcia – wzbił się na skrzydłach na tyle, ile pozwalał ciężki łańcuch, po czym szeroko je rozłożył, a dziób uniósł dumnie do góry. Jednak to nic nie dało, opadł twardo na ziemię przez działanie grawitacji. Ludzie wokół śmiali się, a inni buczeli.

– Wytresuj go lepiej! – powiedział jeden z gapiów i rzucił jeszcze jedną monetę do kapelusza. Ludzie zaczęli się rozchodzić, jedynie one stały nadal.

– TY DURNY GŁUPCZE! – wrzasnęła kobieta. – JESTEŚ DO NICZEGO!

Chciała już uderzyć go biczem, jednak Aru wtedy to wybiegła z tłumu i przyjęła cios na siebie, po czym uderzyła kobietę mocno w twarz, doprawiając zaciśniętą pieść ogniem. Ta pisnęła, upadając na ziemię.

– Ja ci dam... – mówiła z furią w głosie, jej źrenice były niczym punkty, przez co tęczówki wyglądały jak dwa dzikie i niemożliwe do okiełznania płomienie. Nie kontrolowała przepływu magii w sobie, kobieta czuła bijące od niej gorąco, co przerażało ją jeszcze bardziej. – Jak śmiałaś zniewolić feniksa… Zapłacisz za to najwyższą cenę!

Haley chwyciła Aru za ramię, po czym odepchnęła w tył.

– Co robisz?! – wrzeszczała czerwonowłosa.

– Nie morduje się nikogo na oczach tylu ludzi – szepnęła jej na ucho.

– Co ty sobie wyobrażasz, szalona dziwko?! – wrzasnęła kobieta do Aru, pocierając oparzony policzek, w który została uderzona. – Zaraz zawołam tu straż porządkową! Chwila… A gdzie jest kurwa ten feniks?!

Wtedy Haley złapała Aru mocno za rękę i pobiegła przed siebie, ciągnąc towarzyszkę za sobą. Kobieta darła się, lecz te bardzo szybko uciekły, schowały się w uliczce między blokami. Czerwonowłosa dyszała.

– Po co mnie powstrzymałaś, przecież…!

– Zastanów się. Chciałaś ją zabić na oczach tych wszystkich ludzi?

– Ale ja…

– Rozumiem. Wiem, że to sprawa honoru.

– A gdzie Kasei?! I co z tym feniksem?!

Haley wskazała przed siebie. Rudowłosa stała tam i trzymała feniksa na rękach, zabrała go i uciekła tutaj, gdy albinoska odrywała Aru od tamtej kobiety. Haley wyciągnęła miecz z siebie, po czym przecięła łańcuchy, feniks od razu podleciał do czerwonowłosej, ta, choć lekko zapłakana, była bardzo szczęśliwa, pogłaskała go. Wtedy to Haley dostrzegła coś.

„Moment… Jakim cudem Kasei mogła go trzymać na rękach? Nie ma żadnych oparzeń… Przecież tylko mag ognia może dotykać feniksy…” – Zastanowiła się, jednak porzuciła te myśli, gdyż nadeszła setka innych.

– Dziękuję, naprawdę... Że mnie powstrzymałaś, Haley... I że go zabrałaś, Kasei. – Aru śmiała się z ulgi i szczęścia. Najwidoczniej z szoku nie zauważyła tego, co Haley. Kazała feniksowi wrócić do Wojcy, a ten posłuchał się i od razu wyleciał w powietrze. Zniknął gdzieś między przelatującymi obłokami.

~

Ed przechadzał się po mieście. Dostrzegł, jak jakaś kobieta z oparzoną twarzą skarży się służbie porządkowej. Chcąc nie chcąc, posłuchał ich rozmowę.

– Posiada pani feniksa? A jest pani magiem ognia? – spytał jeden z ochroniarzy.

– A co to ma do rzeczy?! Feniks był mój!

– A do czego takiego pani go potrzebowała?

– Ja… No…

– Czyżby do wystąpień ulicznych? Więc to ona. – Złapali ją mocno i zaczęli wbrew jej woli prowadzić. Ta krzyczała, przeklinała na wszystkie strony. Ludzie oglądali się za nią, Ed zachichotał, miał dziwne wrażenie, że jego przyjaciółki są w to zamieszane. Ruszył dalej, poczuł zapach świeżego pieczywa i pieczonego mięsa, szybko wyciągnął sakiewkę. W końcu musieli też coś jeść. Kupił cztery kanapki, na szczęście były bardzo tanie. Teraz chciał odnaleźć swoich kompanów, by dać im prowiant. Miał wrażenie, ze schudł kilka kilo odkąd wyjechał z Rebellar. W umyśle pojawiła mu się zabawna myśl, że teraz jest taki jak jego brat, który nic nie je z nerwów. I nagle rozbawienie ustało. Peter… co z nim jest? Musi się martwić, ba, pewnie umiera ze strachu i niepewności… Ale jeszcze tylko trochę… a przynajmniej Ed miał taką nadzieję.

Nagle dostrzegł człowieka, który siedział przy murku, a na kocu przed sobą miał rozłożone różne naszyjniki. Dostrzegł wśród nich jeden kształt, jaki go zaciekawił. Był to symbol przypominający herb Nihorii, tylko bez róży. Kupiec zauważył, że Edward przygląda mu się.

– Patrzysz na symbol boga księżyca, chłopcze. Nihorczycy bardzo go sobie cenią.

– Boga księżyca… – powtórzył cicho pod nosem. – Ile więc za ten naszyjnik?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania