Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 6 (Część 7)

– Eva. Iris. – Eris szepnęła.

– No proszę! Ile to już czasu cię nie widziałyśmy! – Zachichotała dziewczyna w tęczowym ubraniu.

– Znasz je? – spytał Lorenzo. Eris nie zachowywała się naturalnie. Zacisnęła wargi, a jej oczy wyraziły głęboki smutek. Brązowowłosy spojrzał na Kyoko, ona również była zdumiona.

– Nigdy wam nie mówiłam o mojej przeszłości – powiedziała cichym tonem Eris. – Jednak one są jej częścią. Jako szczyl uciekłam z domu… i rozpoczęłam swoją gangsterską przygodę, przez to właśnie miałam problemy z prawem. I one mi pomagały. A ja wierzyłam, że były… moimi przyjaciółmi… – Zacisnęła pięść.

~

– Dobra robota, Eris! – pochwaliła ją Eva, która z wyglądu przypominała chłopca. Była ścięta na bardzo krótko i ubrana w szare ubranie, które dzisiaj ukradła. Iris za to wzięła sobie znowu jakąś tkaninę, która przechodziła z jednego koloru w drugi, wycięła z niej sobie koszulkę i spódnice, po czym zszyła i założyła na siebie. Jak zawsze nie udało się jej zachować symetrii, więc spódnica i koszulka były nierówne.

Eris za to ubrana była w złocisty golf i czarne spodnie, siedziała sobie na aksamitnym fotelu – jej największy łup, ukradziony od wysoko postawionego urzędnika. Dzisiaj za to zdobyła masę kamieni szlachetnych i biżuterii, którą miały zamiar opchnąć na czarnym rynku za grube pieniądze. By uczcić tak owocny dzień, kupiły alkohol i zaczęły pić. Chichotały, tańczyły i śpiewały, niczym prawdziwi rozbójnicy.

– Ja! – wołała pijanym głosem Eva. – Okradnę kuźwa całą Gormilię! I wykupię cały ten gówniany ląd! I będę kuźwa królową!

– Niieee, bo ja! – wykrzykiwała Iris, wieszając się jej na szyi i próbując uderzyć ją z pięści. Eris wepchnęła się pomiędzy, rozdzielając je, dostała przez to w twarz od Iris.

– Nie, bo kurwa ja! – Zaśmiała się, obejmując obydwie towarzyszki za szyje. – Rozpierdolę całą Gormilię. I Nihorię. I Wojcę. I kurwa Egrezję! A potem cały światek!

Ich impreza w stylu doświadczonych pijaków trwała w najlepsze. Eris, którą koleżanki nakłoniły do picia dalej, w końcu odleciała zupełnie i wylądowała pod stołem, który, oczywiście, też był ukradziony. Eva i Iris porozlewały resztki trunku po drogim obrusie, zrobionym z jedwabiu zabarwionego na kolor karmazynowy, obszyty dookoła złotymi frędzlami. Eva i Iris rzucały w siebie kamieniami szlachetnymi, krzyczały, wyzywały się i oczywiście, śmiały. Wyciągnęły ospałą Eris spod stołu i narysowały atramentem wulgarne rysunki na jej twarzy. Potem ściągnęły z niej sweter i powtórzyły czynność na plecach i brzuchu, a nawet na odkrytych, jeszcze niezbyt wykształconych piersiach. Nie mogły się doczekać, kiedy ich koleżanka obudzi się i zobaczy ich wielkie dzieło. Planowały nawet ściągnąć jej spodnie, jednak nagle ich radość została pokrzyżowana. Usłyszały głos mężczyzny, który mówił:

„To tutaj chowają się te hultaje! Obywatele z miasta mi powiedzieli o czarnym targu, na którym te marginesy społeczne zarabiają pieniądze na ukradzionych sprzętach! Ukradły nawet mój fotel, gdy nie było mnie w domu! Mam świadków!” Nagle ich umysły otrzeźwiały. Iris i Eva zostawiły w spokoju dolną część garderoby ich koleżanki, po czym otworzyły specjalne drzwiczki w podłodze i schowały się. Usłyszały silne pukanie do drzwi.

– Otwierać! Służba Porządkowa Gormilii! Otwierać!

Drzwi zostały wyważone, dwóch rosłych mężczyzn weszło do środka. Zobaczyli butelki po alkoholu, porozrzucane drogocenne kamienie, stolik z zamoczonym obrusem i aksamitny fotel. Pod ścianą leżały również jakieś worki, a po środku… w pół rozebrana, niska dziewczyna o czarnych, kręconych i puchatych włosach. Na jej twarzy, jak i na odkrytym torsie były narysowane męskie genitalia, różne wulgarne słowa i inne, ciekawe „arcydzieła”.

– Na Aresa, schowaj ty te zderzaki! – zawołał szlachcic, patrząc na Eris. Jeden z mężczyzn ściągnął swoją kurtkę i rzucił ją na dziewczynę. Drugi podszedł do worków. Szlachcic rozglądał się po pomieszczeniu.

– MÓJ OBRUS! – wrzasnął nagle i podbiegł do stolika, wziął jedwabny materiał w rękę. – TO JESZCZE PO BABUNI! I MÓJ FOTEL! Co za zniewaga!

– Proszę się uspokoić, panie Avid – poprosił mężczyzna sprawdzający worki. – Tą damę zabieramy. Czy byli jeszcze jacyś podejrzani?

– Ach, z nią podobno były jeszcze dwie inne. Ale nie obchodzi mnie to! Chcę całkowite zadośćuczynienie za zdewastowanie mojego domu i tak cennego obrusu! Przecież to jedwab! To z Goreugonu, kosztowność!

– Dobra, zabieramy panienkę.

Drugi strażnik wziął nieprzytomną Eris na ręce i wyszli z meliny, w której ukrywały się złodziejki. Rośli mężczyźni powiadomili już innych swoich towarzyszy, by zabrali z niej cały skradziony towar. Iris i Eva uciekły sekretnym wyjściem przez fundamenty. Śmiały się.

– NO, PRÓBUJCIE NAS ZŁAPAĆ, CWIOKI! – szydziła niska dziewczyna uciekając z Evą. – Ciekawe, co z Eris teraz będzie?

– A co nas to obchodzi? – spytała. – Była dobra, ale wpadła! I to nie nasz interes! Skutki upojenia alkoholowego nadal nie minęły. Wywracały się biegnąc, jednak nikt ich nie zauważył.

~

– Trzeba było uważać! – powiedziała Iris. – To taki fach! Raz masz przyjaciół, a raz wrogów! Trzeba było uważać z tym szlachcicem, może wtedy by cię nie złapali?

– Ty kurwo! – wrzasnęła Eris. – Obmalowana w kutasy siedziałam w celi! Biczowali mnie i tłukli! Kazali mi zapierdalać, by odpłacić cholerny kawałek jebanego obrusiku, a wy mnie tak po prostu wystawiłyście?! ZARAZ WAM KURWA WNĘTRZNOŚCI POWYRYWAM!

Kyoko położyła dłoń na ramieniu Eris. Ta spojrzała na nią z płonącą furią w oczach. Fiołkowowłosa pokiwała głową.

– Zdrada, nieważne w jakim towarzystwie i zawodzie, zawsze jest bolesna. Wiem dobrze, jak traktuje się złodziei. Jednak Eris, musisz panować nad sobą. To, co robiłaś również nie było–

– Wiem. – Czarnowłosa przerwała jej. – Wiem! Jednak wiesz…? Co innego mógł zrobić tak durny dzieciak jak ja? Musiałam bić się o kawałek chleba… Musiałam kraść, by przeżyć!

Eris kopnęła nogą w podłoże.

– I w końcu… – dodała – odkryłam, że jestem taka w tym dobra, że chciałam wszystkim pokazać, że nie można ze mną zadzierać! Jednak to nie zmienia faktu, że pomimo bycia najgorszym szczylem… chciałam mieć po prostu kogoś, kto mnie rozumie. Mieć… przyjaciela.

Lorenzo otworzył oczy szerzej ze zdumienia. Nie spodziewał się, że ta napasiona furią i negatywnym nastawieniem do wszystkich Eris mogła ukrywać taki ból. Eva i Iris prychnęły.

– Nie rozczulaj się już tak nad sobą. Miałyśmy to samo i jakoś nie narzekamy! A teraz zobacz, Eris, teraz walczymy o coś znacznie bardziej wartościowego! – powiedziała z trumfem brązowowłosa. Iris zmieniła się w piłę łańcuchową i wylądowała w jej dłoniach. Nagle jednakże, ogień buchnął. Kyoko teleportowała się szybko z grupą na dół. Eris zobaczyła wtedy, że Eva wraz z Iris uciekają. Pobiegła w ich stronę.

– Gdzie idziesz?! – krzyczał Lorenzo.

– To moja walka – odpowiedziała poważnie.

Eris nie wiedziała, co robi. Wzięła kawałek szkła, jaki znalazła po drodze. Eva przedarła się przez tłum i kontynuowała ucieczkę. Czarnowłosa zaczęła biec najszybciej jak może, by ją dogonić. Bez mistrza nie mogła wiele zdziałać, więc położyła całą swoją wiarę w sprycie. Nagle przypomniało się jej, że jako dzieciak obierała kawałkiem szkła ryby, które udało się jej wyłowić z rzeki. A Iris pomagała jej potem rozpalać ogień. To dlatego to tak bolało, gdyż spędziła z nimi tyle lat, naprawdę sądziła, że jest dla nich ważna…

Jednak teraz był jej mistrz. I Kyoko i Lorenzo… no i Edward i Kasei. Teraz oni się liczyli. Liczyło się ich bezpieczeństwo.

I Eris nie miała zamiaru kolejny raz być słaba.

~

– SZYBCIEJ! – Dostała biczem w plecy. Wrzasnęła upadając. – Czego się wleczesz? Zapierdalaj!

Eris wstała, po czym zaczęła znowu układać cegły do wyschnięcia. Zostały jej jeszcze tylko dwa dni do spłacenia długu i uwolni się od tych wszystkich biczy, bluzgów i upokorzenia. Żałowała teraz, że próbowała się popisać przez przyjaciółmi, by zdobyć ich uznanie, a oni nawet nie byli tego warci. Żałowała, że kradła więcej, niż tak naprawdę musiała. Żałowała, że nie spróbowała zwykłej, uczciwej pracy. Ale teraz miała nauczkę. Jednakże pomimo takich warunków nikt jej nie gwałcił, ani nie głodził, inni, starsi więźniowie nawet opiekowali się nią jak dzieckiem. W głowie dziękowała codziennie bogom za to, że przynajmniej taką ochronę jej tu dali, że za karę musiała tylko słuchać bluzgów nadzorującego i dostawać biczem po plecach. Była w stanie to wytrzymać. Wiedziała, że należało się jej. Przecież rodzina ją uczyła, że kradzież to zło, że nie wolno tego robić. Ale ona o tym zapomniała. Więc teraz, honorowo, odpokutowywała dawne grzechy. Lecz było coś, co bolało bardziej od plaśnięcia na jej plecach. Zdrada, jaką czuła w sercu.

„Tchórze. Pierdolone tchórze!” – mówiła układając cegłę jedną na drugiej. – „Nie miały jaj, żeby tutaj ze mną trafić! Nie miały jaj, by ze mną to przeżyć! Ja za to nie będę znowu słabeuszem. Nie posunę się do czegoś takiego jak kradzież! Nie posunę się nigdy do zdrady, jeżeli kiedykolwiek będzie mi dane znowu komuś towarzyszyć!”

Jej kara się skończyła. Eris tułała się bez celu. Była coraz bardziej chuda i głodna. Jednak nie kradła, obiecała to sobie. Próbowała zarobić, ale nikt nie chciał złodziejki zatrudnić.

Pewnego razu upadła na pustkowiu gdzieś w Gormilii. Pogodziła się już ze śmiercią, że zaraz jej doświadczy. Czuła, że po prostu musi tak być.

Wtedy to przez mgłę w jej oczach dostrzegła ogniste, długie włosy. Poczuła, jak na jej twarz jest lana woda, poczuła zapach pieczywa.

To była jej druga szansa.

~

Eris polowała na Evę, która uciekała. Wykorzystała swój stary talent do bezszelestnego zakradania się, wyskoczyła i rzuciła kawałkiem szkła w piłę. Trafiła perfekcyjnie, gdyż łańcuchy nie trzymały się idealnie ostrza. Szkło wpadło między ostrze a łańcuch, zjechało szybko w dół i zacięło Iris, ta wrzasnęła z bólu. Eva mocowała się by wyciągnąć szkło, Eris wykorzystała moment, podbiegła i uderzyła ją z całej siły pięścią w twarz. Eva zawahała się, ze zdenerwowaniem rzuciła Iris o ziemię i zaszarżowała na czarnowłosą. Obydwie napuszyły się niczym dzikie zwierzęta i zaczęły okładać nawzajem gołymi pięściami. Eva wyprowadziła cios nogą, uderzając Eris pod brodą, ta zaklęła pod nosem i odsunęła się, przetarła agresywnie dłonią twarz i rzuciła się na przeciwniczkę z pięściami. Wszystkiemu przyglądała się Iris, która odniosła głębokie rany przez szkło, po jej czole spływała stróżka krwi, prawa ręka była pocięta.

W tym samym czasie Aru i Ed przebili się przez tłum. Znaleźli Kyoko, Lorenzo i Kasei.

– Gdzie Eris? – spytała czerwonowłosa.

– Nie wiemy, rzuciła się do walki ze zdrajcami, którzy ją kiedyś porzucili… – odpowiedział Lorenzo.

– Ze zdrajcami, którzy ją kiedyś porzucili? – zacytowała mistrzyni. Spojrzała na Eda. – Więc takie to sekrety skrywa nasza mała Gniewcia…

Rozpoczęli poszukiwania. Odnaleźli Eris za jednym z bloków mieszkalnych. Walczyła dzielnie z Evą, Ed rozpoznał ten styl walki. Walczyły jak złodzieje, bezlitośnie, bez namysłu wrzucały całą swoją siłę w pięści i nogi. Wyglądało to jak najzwyklejsze mordobicie, jak dwaj menele spod baru, którzy pokłócili się o to, kto ma zapłacić za dzisiejszy trunek. Jednakże w tej walce widać też było emocje, które były przywoływane przez honor. Wtedy nagle między Evę a Eris ktoś się wtrącił.

– EVA! – krzyknęła Iris, jej towarzyszka została zraniona cięciem w policzek, ale nie przez Eris. Eva dostrzegła dostojną dziewczynę o niebieskich włosach z białą cerą. Patrzyła w jej oczy, w jej wrzecionowate, przerażające oczy.

Złodziejki zrobiły więc to, co zawsze. Uciekły.

– Hej! – krzyknęła Eris, która chciała rzucić się do pogoni.

– Zostaw je. – Aru złapała czarnowłosą za nadgarstek. – Nie mają krzty honoru. Już wiem, co ci się działo. Nie musiałaś przed nami tego ukrywać.

Eris zmieszała się i zacisnęła wargi.

– …Przepraszam – odpowiedziała po chwili. Lorenzo niemalże padł na zawał słysząc to słowo wychodzące z ust Eris. Po chwili jednak wszystkie oczy zwróciły się w stronę tajemniczej przybyszki. Służba porządkowa gasiła ogień i poszukiwała ich, jednakże stali w niewidocznym miejscu. Niebieskowłosa przybyszka ukłoniła się nisko.

– Proszę o wybaczenie – powiedziała do Edwarda i Aru. – Przemyślałam swoje zachowanie wobec was. Oceniłam was zbyt pochopnie.

– Uh… Nie, nie przejmuj się! – powiedziała mag ognia. – To ja na ciebie głupio wyskoczyłam!

– Nie masz za co przepraszać – dodał Edward. – Dziwie się jednak, że nagle tak zmieniłaś zdanie.

– Eznernowie są po to, by służyć ludziom dobrej woli. Mam więc głęboką nadzieję, że naprawdę jesteście takimi ludźmi. Potrzebowałam jednak czasu, by to przemyśleć.

Aru ucieszyła się. Złotowłosy również, gdyż to był prawdziwy przełom w ich poszukiwaniach.

– Ach, więc to Enzern! – wykrzyczał podekscytowany Lorenzo. – Co za wspaniała wiadomość! Jestem Lorenzo z państwa Wojcy.

– A ja Kasei z Rebellar – dodała rudowłosa.

– Ja jestem Aru z państwa Wojcy. – Podała dłoń Enzernowi. Ta ścisnęła ją pewnie i zwróciła wzrok na złotowłosego. Teraz patrzyła na niego innym, aczkolwiek nadal podejrzliwym wzrokiem. Poczuł to.

– Ja jestem… Edward z Rebellar – powiedział nieśmiało i również podał rękę. Albinoska zawahała się, jednak po chwili delikatnie ją ścisnęła. Wtedy po ciele Edwarda przepłynęły… przyjemne ciarki. Nie rozumiał czemu. Ostatnią osobą, jaka miała się przedstawić, była Eris. Jednak nie zrobiła tego. Haley odwróciła wzrok na czarnowłosą i zawiesiła się.

– Zaraz… Przecież ty jesteś… – zaczęła albinoska. Reszta słuchała uważnie.

– HALEY DANTE VIA ENZERN! – wywrzeszczała swoim typowym, gniewnym głosem Eris. – Dlaczego ze wszystkich możliwych osób w tym świecie musiałam trafić akurat na ciebie?!

– …Eris Moonstone via Enzern – odpowiedziała Haley poważnym tonem. – Moja młodsza siostra…

Wtedy nastała grobowa cisza. Wszyscy byli w szoku.

– Ty… – zaczęła Aru.

– Jesteś… – dodała Kyoko.

– ENZERNEM?! – dokończył Lorenzo. Eris zrobiła się czerwona jak burak i zaczęła prychać.

– Uciekłam z domu jako szczyl! – wrzeszczała. – Nie wiedziałam nawet wtedy, że istnieje coś takiego jak bożek! Nie zdążyłam się nauczyć! Naprawdę! Nie wiedziałam!

– Świat oszalał – powiedział Ed, przykładając dłoń do twarzy.

– Po Eris można się spodziewać wszystkiego. Nawet tego. – Westchnęła Kyoko, jednak wierzyła w słowa Eris.

– Nie myślałam, że w końcu cię znajdę… – powiedziała z iskierką nadziei w głosie Haley.

– A i-idź w cholerę! – wrzasnęła Eris. – Taka z ciebie teraz dobra siostrzyczka?! Ale jakoś mnie nie szukałaś, co, eee? Nie obchodziło cię to, co się ze mną działo?!

– Ale oczywiście, że obchodziło – odpowiedziała pewnie.

– Pff, od zawsze cię nienawidzę. To, że urodziłaś się albinosem nie znaczy, że jesteś lepsza!

– Nigdy przecież tak nie było – odpowiedziała znowu pewnie Haley.

– Dobra, pierdziel się, Haley! Nie myśl sobie, że będziesz miała ze mną spokój! Oj nie, póki ja stoję na straży, to twoje życie będzie piekłem! PRZYSIĘGAM! – wrzasnęła i klasycznie obraziła się.

– Uff, już się bałem, że ktoś podmienił nam Eris… – Zachichotał Lorenzo. Po chwili dostał z pięści Eris w twarz. Wszyscy się śmiali. To była chwila ulgi, jaką mieli w tej całej grze o przetrwanie. Ed znowu zawiesił wzrok na obiekcie swojego dziwnego zafascynowania, jednak nadal nie wiedział czym jest to dziwne, aczkolwiek przyjemne uczucie, jakie wywoływał u niego widok tej dziewczyny.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania