Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 7 (Część 1)

(…) i wtedy z nieba znikło światło, które mogło zbawić nawet najgorszego grzesznika, jeżeli choć odrobinę ludzkiej skruchy w sobie miał. Znikło to, za sprawą czego za swoje czyny otrzymywało się potrójną tego wartość, czy to czyn zły, czy dobry! Znikła Diana, poświęcając swoje życie, by nas chronić przed zgubną pychą tej, której imię plugawe jest!

Światło księżyca jest światłem wybaczenia. I bez niego zbawieni być nie możemy, choćby Absolut i wszechświat tak chciał! Ale tajemniczy blask Diany nadal jest wśród nas, zaklęty w istotach śmiertelnych, które białą skórę mają. Więc czcijcie dzieci Diany i chrońcie je, gdyż są one nadzieją na to, że pewnego dnia znów ją ujrzymy, w pełni, kwadrze i w nowiu!

~ Księga Dwunastu

***

Rozdział 7: Prawo Yomei

 

Był letni wieczór, słońce schowało się za horyzont. Mała, niebieskowłosa dziewczynka siedziała na tarasie przy mężczyźnie w podeszłym wieku. Obydwoje ubrani w wygodne, lekkie kimona popijali herbatę z białych, porcelanowych filiżanek. Dziewczynka machała rytmicznie nogami, spoglądając co jakiś czas na dziadka. Niestety nie widziała go o tej porze tak dobrze jak za dnia, teraz wydawał się jej cały rozmazany. Nie widziała nawet dobrze filiżanki, choć trzymała ją bardzo blisko swoich oczu, jednak intuicyjnie radziła sobie z piciem.

Starzec odłożył na bok swoją herbatę i odgarnął kosmyk czarnych, ale już wyblakłych włosów sprzed oczu, które były nieco ciemniejsze niż fiolet tęczówek dziewczynki. Popatrzył na nią, nastawił czarne, kocie uszy, by słyszeć ją wyraźnie. – Spójrz, Haley, na te czarne niebo – rzekł. – Co tam dostrzegasz? Dziewczynka niechętnie spojrzała, mrużąc oczy. Starzec był cierpliwy, rozumiał jej dolegliwość. Haley po dłuższej chwili odetchnęła zrezygnowana.

– Nie widzę nic prócz czerni – powiedziała ze smutkiem w głosie. Dziadek pstryknął ją lekko w nos.

– Źle patrzysz! – zganił ją. – Masz oczy takie, jak twoja babcia. Wiecznie pomniejszone źrenice, które utrudniają widzenie czegokolwiek, gdy jest ciemno. Lecz tak naprawdę, ma wnuczko, rzeknę ci, że ty w tych oczach masz dar.

– Dar? – spytała zaciekawiona.

– Nawet, gdy ludzie mają zdrowe oczy, często nie potrafią dostrzec światła w ciemności. Jednak ty, pomimo swojej dolegliwości, możesz. Oni będą szukać lamp, świec, latarni... Tobie natomiast starczy mała iskierka, zauważysz ją w najczarniejszym cieniu, ponieważ ty, moja droga, wyłoniłaś się ze światła, które rozpraszało niegdyś ludziom ciemność w ich duszy, w ich sercach.

Wziął ją za dłoń i poprowadził na środek ogrodu. Haley nie rozumiała dokładnie o co chodzi dziadkowi, jednakże słuchała uważnie. Czuła miękką trawę pod nagimi stopami, chłodną ziemię, ciepło dłoni mężczyzny.

– Spójrz w górę – powtórzył. – Tam, wśród ciemności, świeci miliard gwiazd. Czy je widzisz?

Nagle dostrzegła rozmazane, białe punkty na czarnym tle. Otworzyła szerzej oczy.

– Widzę! Widzę białe kropeczki! – krzyknęła podekscytowana.

– A teraz posłuchaj uważnie. – Przyklęknął przy niej, zwróciła wzrok na jego twarz. – Ty przybyłaś stamtąd. Ze światła, które błyszczy w nocy. Jednakże nie jesteś taką małą gwiazdką. Jesteś uosobieniem słońca, które świeciło nocą; było białe, codziennie się zmieniało. W nim można było dostrzec twarz człowieka, a jego światło nie oślepiało. Było drogowskazem, kompasem dla marynarzy, a także symbolem wybaczenia i czymś, czemu mogłabyś powierzyć swoje najskrytsze sekrety. I nazywali to Księżycem, Luną, lub Dianą. Pamiętaj tylko, że Diana ma swoją ciemną stronę. Pamiętaj również, że księżyc i słońce są jednym, gdyż gdyby nie słońce, Diana nie lśniłaby w nocy. Przestrzegam cię także, że jeżeli bogini Diana się gniewa, nie warto wypowiadać swoich życzeń, gdyż księżyc jest zraniony!

Po dziewczynce przeszły ciarki. Starzec wziął wdech i wyszeptał w jej ucho:

– Jej lico zalewa się krwią, po czym ciemna strona wchodzi we władanie. Powtórzę, w nas jest i pierwiastek słońca, gdyż możemy pięknie lśnić, ale także jest pierwiastek księżyca, który posiada swoją ciemną, okropną stronę. Haley, kiedyś zrozumiesz wszystko, co ci powiedziałem. Jednakże, jako potomkini bogini… Jako jedna z nadziei, że jednak księżyc wróci na niebiosa, by nas zbawiać… – Głos jego cichł z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem. Dziewczynka, choć większości jeszcze nie rozumiała, czuła lęk. – Nigdy nie daj się swojej ciemnej stronie księżyca, Haley. Nawet, jeżeli twój wewnętrzny ból będzie nieznośny, nawet, jeżeli będziesz zalana krwią i gniewna… nigdy nie pozwól, by ta ciemna strona, stworzona przez naszą zawiść i obłęd we wnętrzu… stała się tą dominującą. Pamiętaj, ty możesz zbawiać. Możesz wybaczać, jednak nie każdy na to zasłużył. Pomimo tego, nigdy nie daj się ciemności!

~

Otworzyła oczy. Był ranek, leżała między regałami w bibliotece. To tutaj robiła sobie noclegi, które najwidoczniej przez jej współpracę z Edem i Aru miały się przedłużyć. Wstała, zwinęła poduszkę i koc, po czym schowała je za szafkę. Była pewna, że nikt tutaj tego nie znajdzie, jako że nikt tu nie zaglądał. Zmieniła się w kota, po czym zgrabnymi ruchami wskoczyła na regał z książkami i wyszła przez otwarte okienko. Gdy oddaliła się od biblioteki, przyjęła swoją ludzką formę. Okryła się dokładnie swoją peleryną, by słońce nie poparzyło jej ciała. To było przekleństwo bycia albinosem – z powodu braku melaniny w skórze, promienie słoneczne mogłyby spowodować uszczerbek na zdrowiu, jeżeli zbyt długo pozostałaby wystawiona na ich działanie. Szła dłuższą chwilę, myśląc o dziadku, który jej się śnił.

„Musi się o mnie teraz martwić…” – pomyślała. Nagle ujrzała burego kota.

– Miau – przywitał ją.

– Cześć! – odpowiedziała Haley i przykucnęła, wystawiając do niego dłoń. Kotek chętnie podszedł, zaczęła go głaskać, jednakże po chwili przeszła ją piorunująca myśl – „A co jeżeli to szpieg…?”. Nie miała się jednak o co bać, kot chciał tylko kawałek mięsa, jaki kupiła wczoraj i który miała ze sobą. Poprosił ją, a ona jako człowiek–kot rozumiała go. Tak samo jak Kasei mogła zrozumieć zwykłe fenki, Eris króliki, a Kyoko i Lorenzo lisy. Niebieskowłosa podzieliła się śniadaniem, kot zjadł ze smakiem i podziękował.

Teraz szła do siedziby swoich nowych znajomych. Aru proponowała jej nocleg, ale odmówiła, gdy Eris, usłyszawszy tę propozycję, zaczęła miotać się w gniewie. Haley chciała nacieszyć się swoją świeżo odnalezioną siostrą, jednak wiedziała, że jest ona bardzo trudnym człowiekiem. Pomyślała jednakże, że to nawet lepiej, że nie została. Potrzebowała, mimo wszystko, przemyśleć na chłodno całą tą sytuację. Rozmowa z bożkiem co i rusz powracała w myślach, zmuszając do refleksji. Nie miała zamiaru im o tym mówić, ani wyznać, że posiada pieczęć. Tak jak bożek powiedział, nie interesowała ją gra. Potrzebowała jej tylko po to, by kogoś odnaleźć. Musiała zachować to w sekrecie.

Zapukała do drzwi ich kryjówki, otworzył Lorenzo. Aru z Edem siedzieli przy stole, a Kyoko pokazywała im coś na mapie.

– O, Eznernowa Biała przyszła – powiedziała pocieszenie Kasei.

– „Enzernowa Biała?” – spytała ze zdziwieniem niebieskowłosa.

– Bo mamy tu jeszcze Enzernową Czarną! – rzekł uroczyście Lorenzo, który w tym momencie został uderzony w twarz przez Eris.

– Ja ci kurwa dam! – wrzasnęła. – To, że ona jest albinosiakiem nie znaczy, że jest lepsza!

– Nikt nigdy tak nie powiedział, siostro – zapewniła z troską w głosie Haley.

– Ta? – spytała pretensjonalnie. – Rodzice zawsze cię faworyzowali! Pamiętasz nasze czwarte urodziny?! Hę?! – Skrzyżowała ręce i napuszyła się. – Dostałaś lepszą zabawkę niż ja!

– Były… jednakowe? – odpowiedziała niepewnie.

– NIE! – Cała twarz Eris zrobiła się czerwona. Haley zdumiała się i lekko odsunęła w tył. – Dostałaś fioletową, a ja żółtą! A ja chciałam tą pierwszą!

– Cóż za tragedia… – Westchnął sarkastycznie Ed. – Ja na twoim miejscu bym się powiesił, tacy wyrodni rodzice! Nie do pomyślenia, co za przemoc w rodzinie!

Eris zrobiła się jeszcze bardziej czerwona i wykonała swoje dobrze znane prychnięcie. Albinoska odetchnęła.

– Nic się nie zmieniłaś – odparła z lekkim uśmiechem. Zanim królica zdążyła odpowiedzieć ciętą ripostą, odezwała się Kasei.

– Czekaj, czwarte urodziny? To Eris nie jest młodsza?

– To moja bliźniaczka. U Enzernów bliźniaki są częstsze od jedynaków.

– Głupia rodzina – burknęła pod nosem czarnowłosa.

– Dobrze, dosyć już tych kłótni. Podejdźcie tu – poprosiła Kyoko, która czekała na zakończenie tej bezsensownej wymiany zdań. Wszyscy usiedli przy stole i patrzyli na mapę. – Tutaj ostatni raz wyczułam energię inną, niż tą od tych dwóch złodziejek. – Wskazała na mapę palcem.

– To najwyższe budynki w mieście… Niedaleko biblioteki. – Zauważył Edward. Fiołkowowłosa kiwnęła głową.

– Jednak ślad się urywa, to utrudnia wykrycie tej osoby.

– Musimy więc pochodzić, rozdzielić się – zaproponowała Aru. – Haley… Ach, mogę ci tak mówić, prawda?

– Oczywiście.

– Więc, Haley… ty pójdziesz z nami. A bronie razem.

– Zdołają wykryć manę? Z tego co wiem to żadne z nich nie używa magii…

– Kyoko jest twojej rasy. Mag i broń. – Uśmiechnęła się czerwonowłosa.

– To więc wszystko wyjaśnia, dobrze-

Nagle usłyszeli głośne uderzenie o stół. To Eris, gotowała się znowu z nerwów. Nikt nie rozumiał co ją ugryzło tym razem, nagle wstała i zaczęła sapać, patrzyła oskarżającym wzrokiem w stronę swojej siostry.

– TO, ŻE NIE JESTEM MAGIEM NIE ZNACZY, ŻE JESTEM GORSZA! – wrzasnęła Eris, po czym znowu skrzyżowała ręce i obraziła się. Wszyscy się zaśmiali, prócz Haley. – Z CZEGO SIĘ ŚMIEJECIE? MAM WAM ZAJEBAĆ?!

– Spokojnie, jest okej – powiedziała cicho albinoska.

– Co ty w ogóle robisz w Gormilli?! – spytała królica.

– Przyjechaliśmy dla Delaunay. Ale nie bierzemy udziału w grze.

– Kłamiesz! Na pewno masz pieczęć! Co znowu sobie tam umyśliłaś?!

– Nie – wtrąciła się Kyoko, która miała już dosyć tego przedstawienia. – Nie czuję od niej nawet krzty many bożka.

– …Wygrałaś. Tym razem! Ale ja ci jeszcze pokażę! – wysyczała, grożąc swoją pięścią

– Cała Eris! – Zachichotał Lorenzo, po czym ugryzł bułkę.

– NIE ŻRYJ! – wykrzyczała. – Mogłam go pilnować! Wyżarł wszystko! To twoja wina! Ty mnie rozproszyłaś!

– Cała Eris… – powtórzyła zażenowana, ale i rozbawiona Haley.

– …Haley? – zagadnął cicho Ed. Ta zwróciła na niego wzrok, lecz jej oczy posmutniały. Poczuł to i głos stanął mu w gardle.

– Tak? – spytała. Złotowłosy odetchnął.

– Nie masz zbyt wielu informacji o grze, prawda?

– Niestety. Jedynie ogólne zasady. Jednak wiem, kto może wam pomóc. Enzernowie nigdy nie mieli tak obszernej wiedzy na ten temat… ale któreś z Kavaru wam na pewno powie.

– Kavaru? Wiesz gdzie są? – spytała Aru.

– Hm... W Egrezji jest pewna kapłanka. Po załatwieniu tego gracza możemy tam ruszyć. Nie powinniśmy zbyt długo zostać w Yodiarze. Za dużo graczy już tu było, śmierdzi tu wręcz bożkiem.

– Dobrze! – Ed klasnął w dłonie i uśmiechnął się. – To rozdzielamy się. Jeżeli znajdziemy coś, to użyjemy zaklęcia drogowskazu, by siebie ostrzec.

– Niech będzie. – Kyoko kiwnęła głową. – Więc ja idę z Eris, Lorenzo i Kasei.

– Będę szybsza niż ty!! – krzyknęła czarnowłosa do Haley.

– Liczę na to – odpowiedziała. Wyszli.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania