Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 7 (Część 2)

– Hej, już ranek. Może byś wstał?

W głowie Goro znowu to zabrzmiało. Słowa wypowiadane tym samym wdzięcznym, słodkim głosem powracały codziennie. Przypomniał sobie tą zawsze uśmiechniętą twarz, te duże, niebieskie oczy, długie rzęsy i puszyste, brązowe włosy. Zawsze rano przynosiła mu herbatę, pomagała opatrzyć rany, a nawet zostawała przy nim póki nie zasnął, zawsze gdy tylko ją o to poprosił.

„Dlaczego mnie nie posłuchałaś? Dlaczego musiałaś pojechać wtedy za mną?”

Kolejny obraz pojawił się w jego umyśle; widział tą twarz, która niegdyś zawsze rozpromieniona, teraz była martwa i zakrwawiona. A tuż przy niej stała kobieta z mieczem w ręku, odziana w czarną zbroję. Odwróciła na niego wzrok, a on zaczął krzyczeć w furii i łzach. Wyglądała jakby próbowała się tłumaczyć, lecz ten rzucił się na nią bez namysłu. Wtedy to od tyłu dostał czymś w głowę, tracąc przytomność. A gdy się obudził ujrzał swojego ojca, który nie był z niego zadowolony. Po skończonej walce pochował ją sam, wraz z innymi członkami jej rodziny. Nienawidził ich. Ale ją kochał szczerze. I nigdy nie zapomniał oczu tej kobiety, która stała nad jej martwym ciałem – to silne, przeszywające spojrzenie wryło się w jego duszę, objawiając mu się w najgorszych koszmarach.

Ze wspominania wytrąciło go pukanie do drzwi. Założył nogę na nogę, siedział na fotelu.

– Czego? – spytał ostro.

– Panie Goro, mamy ważną informację.

– Wchodź. – Do pokoju wszedł uzbrojony wojownik. Uklęknął przed Goro na jednym kolanie. – Mam nadzieję, że kogoś w końcu znaleźliście? Mam dosyć siedzenia w tej dziurze i nic nierobienia. Bożek musi się ze mnie nabijać.

– N-Nie, jeszcze nikogo nie znaleźliśmy, panie.

– Świetnie – odparł poirytowany. Pomieszczenie w jakim siedział było małe i oświetlane świecami, cała kryjówka znajdowała się pod ziemią i była raczej skromnych rozmiarów, wystraczająca jednakże, by pomieścić tutaj ludzi, którzy zostali mu dani od ojca. – Sprzątną mi życzenie sprzed nosa, jeżeli dalej będziecie się tak opierdalać!

– …Mamy wiadomość od Enzernów – powiedział nagle wojownik, nie wiedząc jak dokładnie zareagować na jego gniew.

– Eznernowie? – Podniósł brew do góry. – A czego oni chcą?

– Chcą byśmy znaleźli panienkę Haley. Podobno zbiegła z domu kilka dni temu.

Goro wstał i wziął głęboki wdech. Podszedł do wojownika, który ukłonił wtedy nisko głowę.

– Co za kobieta! – Westchnął. – Z taką prędkością jaką macie to nawet jej nie znajdziecie! Dobra, szukać jej, kto wie co jej strzeliło do łba. Nie chcę mieć z Enzernami żadnych kłopotów, więc po prostu znajdźcie tą gówniarę i oddajcie ją im. I ruszyć w końcu dupska i znaleźć mi graczy!

Wtedy wyprowadził nogą cios, kopiąc wojownika w twarz, ten zachwiał się. Zacisnął wargi, po czym wstał, ukłonił się i wyszedł. Goro zrezygnowany opadł na fotel. Po chwili przyszedł Prasz, który przyniósł mu herbaty. Czarnowłosy popatrzył na to krzywo, po czym wziął kubek od szopa.

– Nadal nic, mistrzu? – spytał chłopiec, siadając na ziemi obok fotela.

– Nadal nic – odpowiedział. – Miejmy nadzieje, że nie zgnijemy w tej cholernej dziurze. Po co trenowałem tyle lat? By teraz tu siedzieć? Ojciec też jest momentami wkurwiający.

– Jestem pewien, że niedługo pokażesz im swoją potęgę! – powiedział, próbując go pocieszyć. Goro znowu odetchnął, starając się wyciszyć emocje.

– Tak, Praszu. Jeszcze im wszystkim pokażę.

~

Grupa trzymała się razem jeszcze kilka minut. Postanowili rozdzielić się przy bibliotece. Ed uznał, że to będzie również idealna okazja by zwrócić książki Arturowi. Wszedł do biblioteki, a Artur prawie padł na zawał zaglądając do worka jaki złotowłosy mu dał, ten jednak niewzruszony tylko podziękował i wyszedł. Pomarańczowowłosy wyjrzał przez okno, by śledzić Eda jeszcze przez chwilę wzrokiem, gdy to nagle dostrzegł Kyoko. Wtedy chyba faktycznie dostał zawału, zabrał worek z książkami i uciekł do chronionego działu.

Przed rozejściem, Haley poinformowała ich o swojej wadzie wzroku, Eris znalazła w tym powód by rozpętać kolejną kłótnie, jednak Kyoko w porę jej przerwała.

Rozdzielili się, Aru razem z Haley szukały śladu magii wśród wysokich budowli, Ed stał na straży. Eris i Kyoko starały się cokolwiek znaleźć przy blokach mieszkalnych, Lorenzo i Kasei oddalili się nieco, szukając przy targach. Kyoko poczuła nagle coś, lecz bardzo słabo. Przywołała do siebie Lorenzo z Kasei zaklęciem namierzania. Gdy przyszli, zajadali się bułkami z nadzieniem, Eris wrzasnęła w furii, lecz wtedy lis podał jej torbę z resztą pieczywa, królica zabrała ją i prychnęła. Podążali za tym niepewnym tropem, gdy nagle cała czwórka poczuła nieprzyjemne drapanie w gardle. Przerazili się, mieli tak gdy Catherin i Ivory używały czarnej magii. Kyoko badała to dokładniej.

– Czarną magię trudno pomylić z jakąkolwiek inną… jednak ciężko poczuć w niej echo użytkownika. Dlatego nie jestem w stanie stwierdzić, do jakiego maga należy ta – mówiła, wyciągając dłoń w różne strony.

– Znowu jakiś szaleniec? A może zarażony przez tą idiotkę? – spytała Eris.

– Nie jest tak ciężka, to raczej jakiś czarnoksiężnik. Mam tylko nadzieję, że umie ją kontrolować. Czarna magia najczęściej tkwi w magu od urodzenia, trudno ją nabyć. Jednak jeżeli mag z takim darem jej nie kontroluje, powstaje coś takiego jak pegaz kanibalki…

– Co jest nie tak z tą Yodiarą?! – odezwał się fenek. – Sama czarna magia, kanibale, mordy…

– To się dzieje w każdym miejscu – odparła Kyoko. – Na przykład wojna Nihorii i Wojcy pięć lat temu, bunt światła w Kivveo, złodzieje… to nie jedyne przypadki. Ciągle są jakieś zamachy, mordy i kłótnie

– Racja… – odpowiedziała niechętnie rudowłosa. – Może odniosłam takie wrażenie, bo mieszkam w spokojnej wiosce… Nie, jestem w błędzie, u nas ciągle tylko złodzieje i złodzieje… Buntu światła nie pamiętam… Wojnę z Wojcą… tylko skrawki. Byłam wtedy w końcu dzieciaczkiem! Heh… Może opowiem wam teraz swoją historię? To chyba dobra okazja.

– Hm… Dobrze. Mów, a my będziemy słuchać. Prawda? – Biała lisica spojrzała na swoich dwóch kompanów, który próbowali sobie nawzajem wyrwać bułki z rąk. Gdy poczuli na sobie jej wzrok, uspokoili się.

– Tak! – powiedział Lorenzo i wepchnął pieczywo do ust.

– Ja… Eh! Też posłucham. – Odpowiedziała zrezygnowana Eris.

– Więc… Pewnego razu, gdy byłam zagubiona, moim oczom ukazała się pewna piękna kobieta w złotej zbroi, która modliła się nad ciałami poległych żołnierzy. I nad swoimi, jak i nad wrogami…

~

– Siostrzyczka Sand wróciła! – Ed wrzeszczał i biegł, Peter trzymał Casandrę za rękę i chował się za nią.

– Nie biegaj tak, bo wpadniesz do morza! – upominała go staruszka. Przybyli do portu, przy którym zatrzymał się statek. Wychodzili z niego żołnierze i witali z dziećmi, rodzicami i partnerami. Złotowłosi posmutnieli, ale nagle rozpromienieli, gdy tylko ujrzeli czarnowłosą, wysoką kobietę.

– Siostrzyczko! – zawołali jednocześnie i wybiegli się w jej stronę. Przytuliła ich mocno.

– Witaj w domu – powitała ją Casandra.

– Witaj, babciu. Dziękuję za opiekę nad nimi.

– Ależ to drobiazg. W końcu Peter to mój uczeń, a Ed zawsze mi pomoże, gdy tylko tego potrzebuję. – Staruszka uśmiechnęła się, a jej rodzona wnuczka odwzajemniła to.

– Och, a co to? – spytał nieśmiało Peter i wskazał na koszyczek, który trzymała Emerald Sand. – Rusza się!

Czarnowłosa puściła ich, a koszyk uniosła magią do góry. Dłonią ściągnęła chustę, Ed i Peter zajrzeli do środka.

– To… kot? – spytał starszy chłopiec.

– To fenek! – powiedział Peter i wyciągnął zwierzątko z koszyka. Fenek był wyraźnie przestraszony. – To zwierzak-człowiek!

Złotowłosy mocno przytulił go do siebie, fenek zrelaksował się w jego objęciach. Ed z ciekawości pociągnął go za ogon, fenek wnet wyskoczył z rąk Petera i rzucił się z kłami i pazurami na Edwarda, który próbował go odepchnąć.

– ACHHH! ZABIERZCIE TO! – wrzeszczał, trzymając zwierzę w dłoniach, lecz daleko od swojej twarzy. Ono szarpało się, lecz po chwili odpuściło ze zmęczenia. – To nie było miłe! – zganił go Peter. – To jeszcze dziecko! Przeproś!

– Ech, dobra! – Ed pocałował fenka w czoło w ramach przeprosin. Ten zarumienił się.

Emerald popatrzyła na chłopców uważnie.

– Będziesz jej mistrzem – zwróciła się do Eda, ujawniając wreszcie płeć broni. – Dbaj o nią i szkol ją. Nazywa się Kasei, to po Nihornijsku znaczy Mars, czyli Ares. Czyli imię Gormilijskiego, ognistego boga wojny.

– Mistrzem… – Zastanowił się. - To znaczy, że muszę ją nauczyć walczyć? I… pisać, czytać, tak…?

Emerald zaśmiała się, widząc jego zakłopotanie. Fenek wyrwał się z rąk Eda, przemieniając się w małą, rudowłosą dziewczynkę, ubraną w żółtą sukieneczkę. Spojrzała na niego gniewnie, marszcząc czoło.

– Es stupido! – powiedziała. Ed podniósł brew do góry.

– Co ona powiedziała?

– Że jesteś głupi. - Emerald Sand zachichotała. Ed zagotował się.

– Że co?!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Johnny2x4 4 miesiące temu
    Jest dobrze. Wszystko na swoim miejscu. Czekam na więcej :)
    P.S Reklama - zapraszam do siebie :D
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Bardzo mnie to cieszy! Jeżeli chcesz czytać więcej nie czekając na updaty na opowi, to zapraszam do linku na dysku google, jest w opisie. Są tam też między innymi ilustracje. ;)

    Z przyjemnością skorzystam z zaproszenia, bo nawet miałam zamiar wkrótce przewertować Twoją twórczość. :) Ale jak jeszcze jest oficjalne zaproszenie, to się porządnie postaram, zapewniam. ;) Powinnam z komentarzami przyjść pod koniec tygodnia, bo teraz będę 3 dni absolutnie wycięta z życia (wstawanie o 5:30 do roboty, a wracam o 22!), ale będę miała w pociągu czas czytać, więc w sam raz, by kilka porządnych komentarzy przygotować. :) No to see you soon!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania