Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 3 (Część 5)

Do wschodu słońca zostało jeszcze kilka godzin. Noc sprzyjała poszukiwaniom, szli razem wzdłuż pustej ulicy, była ich czwórka, trzy dziewczyny, jeden chłopak. Przodem szła dziewczyna średniego wzrostu, miała długie i proste czerwone włosy, jej oczy przypominały kolorem ogień: żółty tonował się z pomarańczowym i czerwonym. Nosiła białą koszulkę, na którą zarzuconą miała granatową kurtkę, czarne spodnie i wiązane buty sięgające nieco za kostki. Karnację miała śniadą, a na twarzy widniały piegi, była liderką całej grupy. Za nią szła wyższa dziewczyna, najstarsza z grupy, jej włosy były blado-fiołkowe i proste, sięgały do ramion. Jej oczy były koloru bladej czerwieni i miały wyraz powagi, a skórę miała bardzo jasną. Z głowy wyrastała jej para białych lisich uszu, odziana była, podobnie do liderki, w czarną kurtkę, pod którą nosiła białą bluzkę, przylegające czarne spodnie, które ukazywały całkowicie kształt jej zgrabnych nóg, i wojskowe, również czarne buty, zapinane paskami, zamiast sznurowane. Na rękach nosiła również czarne rękawice odkrywające place, prawą rękę wyciągała w przód, używała magii. Za nią szła najniższa z grupy dziewczyna, miała, podobnie do najstarszej, bardzo jasną cerę i czarne kręcone włosy, bardzo puszyste i grube, wystawały z nich niebieskie królicze uszy. Oczy miała szare, z czego pod lewym widniały dwie gwiazdki wyglądające jak tatuaż. Jej ubranie składało się z niebieskiego swetra z golfem, czarnych spodni i butów. Na końcu szedł chłopak, najwyższy z grupy, nieco młodszy od dziewczyny o fiołkowych włosach. Miał puszyste ciemnobrązowe włosy oraz parę jasnobrązowych, lisich uszu. Jego oczy były oliwkowe, a skóra śniada. Nosił na sobie kraciastą zieloną koszulę i granatowe spodnie, jego buty były szare i wiązane, a przez ramię przerzuconą miał torbę. Podążali uliczką, która oświetlona była słabym światłem latarni. Nagle uszaści na usłyszany dźwięk nastawili uszu, a liderka odwróciła wzrok, ich oczom ukazał się brązowy kot, najzwyklejszy dachowiec. Odetchnęli, prócz czarnowłosej, która natychmiast rzuciła się w stronę kocura i złapała go.

– Eris, co ty wyrabiasz? – spytała fiołkowowłosa.

– JAK TO CO? – krzyknęła zdenerwowanym tonem. – To pewnie jakiś szpieg! Jakaś broń naszego wroga! Albo jakiś mag! – Zaczęła szarpać kotem, który miauczał i syczał. Czerwonowłosa objęła kota magią, po czym wyrwała go z rąk Eris i przybliżyła do siebie. Wzięła go w ręce i zaczęła oglądać.

– Nie, to zwykłe zwierzątko – powiedziała i odstawiła kota na ziemię, który szybko uciekł. – Jak zawsze twoje podejrzenia okazały się nieprawdziwe.

– Pff. – Obraziła się Eris. – A Kyoko to co, znalazła coś w końcu? Przecież jest taka wspaniała i w ogóle.

– Opanuj się – odpowiedziała spokojnie fiołkowowłosa. – Jeśli będziesz tak krzyczeć, to nigdy nic nie wyczuję.

– Ach, więc znowu wszystko moja wina?!

Nie odpowiadając na to, lisica po prostu westchnęła i poszła dalej, a za nią liderka i chłopak. Eris pogniewała się jeszcze chwilę, pomruczała coś pod nosem i poszła za nimi. Szli kilka minut, gdy znowu pojawił się problem. – Hej… – Westchnął brązowowłosy. – Wiem, że to głupie…

– Hm? – spytała czerwonowłosa.

– …Ale jestem strasznie głodny, a w torbie nic już więcej nie ma. – Uśmiechnął się niewinnie i położył dłoń na brzuchu. Cała reszta grupy zamarła.

– No oczywiście, bo musiałeś wszystko już zeżreć, Lorenzo! – Wkurzyła się Eris. – Ej no! Jestem chłopcem, to muszę zjeść trochę więcej! – zaprotestował.

– Będziesz niedługo gruby! – dogryzła czarnowłosa.

– Nigdy, ponieważ nerwy, jakie mi zadajesz sprawiają, że ciągle chudnę!

– Zabiję cię!

– SPOKÓJ! – wykrzyczała liderka. – Jeśli nie przestaniecie się kłócić, to ktoś nas znajdzie! To żadna zabawa!

– Dobrze, Aru… – odpowiedzieli na raz.

– Spokojnie mistrzu, na pewno niedługo znajdziemy pieczęć – pocieszyła ją Kyoko.

– Mam taką nadzieję… – Westchnęła Aru. – A jedzenie załatwimy później. Na boga, minęło dopiero kilka godzin, a już wszystko zjedliście…

– Jesteśmy niedaleko stolicy, a tam prowiantu będzie dużo. – Fiołkowowłosa znowu skupiła magię i wznowili wędrówkę. Minęło pół godziny, gdy nagle Kyoko wpadła na trop many. Grupa ucieszyła się i zaczęli za nią ochoczo podążać. Nagle zatrzymali się przy jakimś domu, nie wyglądał na opuszczony, co szybko zgasiło ich entuzjazm.

– To co teraz? – spytał Lorenzo.

– Brać łomy i się włamywać… – prychnęła Eris.

– No cóż, przyznam ci rację. – Pokiwała głową Aru. – Bo serio musimy się tam włamać.

– Jednak jesteście na sto procent pewne, że tam jest pieczęć? Może nie warto ryzykować… – dopytywał się brązowowłosy.

– Warto ryzykować, Lorenzo. To, w co weszliśmy, jest tego warte. – Aru razem z Kyoko zaczęły majstrować magią przy drzwiach. W końcu udało im się je otworzyć, weszli jeden po drugim do środka, próbując być jak najbardziej cicho. Nie wiedzieli, czy mieszkańcy są obecni czy nie, więc musieli być ostrożni. Nagle im wszystkim zrobiło się bardzo duszno.

– Chyba to jednak to. – Ucieszyła się czerwonowłosa. Eris postanowiła podjąć się zadania znalezienia pieczęci, gdyż była najbardziej wyćwiczona i najmniejsza z nich wszystkich: przeszła szybkimi, lecz cichymi krokami przez korytarz domu, Kyoko wskazywała jej gestami dłoni gdzie ma iść. Eris otworzyła drzwi od pokoju, do którego nakazała jej wejść fiołkowowłosa. Zobaczyła tam śpiącego na łóżku otyłego mężczyznę, na ziemi leżało dużo butelek po alkoholu. Czarnowłosa wyraziła mimiką twarzy bardzo duże obrzydzenie i irytację, lecz weszła do pokoju. Zgrabnymi, praktycznie artystycznymi ruchami omijała butelki, rozglądała się po pokoju, było w nim duszno. Okno nad łóżkiem było szeroko otwarte, ale nie pomagało to w zwalczeniu tej duchoty. W końcu ujrzała jakiś kształt na samym szczycie półki z książkami. Połknęła ślinę, po czym zaczęła stawiać stopy na półkach i delikatnie wspinać się. Miała nadzieję, że to naprawdę pieczęć, lecz im wyżej wchodziła, tym trudniej się jej oddychało. Złapała za dziwny obiekt i uśmiechnęła się, lecz nagle jedna z jej stóp ześlizgnęła się i upadła na sam dół. Była przerażona, szybko spojrzała na łóżko, lecz mężczyzna śpiący na nim ani drgnął. Odetchnęła. Ominęła ponownie butelki, po czym wróciła do grupy, dając im zwój.

– Widzicie, jaka jestem wspaniała? – Zadarła nosa Eris.

– I musiałaś się o coś przy okazji obić, słyszeliśmy. – Uśmiechnęła się Aru, Eris zaczerwieniła się, skrzyżowała na piersiach ręce i odwróciła głowę, oczywiście jak zawszę prychnęła.

– Koleś i tak jest pijany, więc się nie obudził – powiedziała ze zdenerwowaniem w głosie czarnowłosa. Aru otworzyła zwój, który rozbłysnął, a na jej dłoni pojawiła się liczba sześć.

– No proszę, moja ulubiona liczba! – Zaśmiała się liderka.

– Więc teraz oficjalnie jesteśmy w grze! – Ucieszył się Lorenzo.

– Teraz tylko znaleźć resztę grających, albo poczekać do finału – dodała Kyoko. – Choć sądzę, że im mniej konkurencji tym lepiej. Jednak tak jak ustaliliśmy, bez żadnych niehonorowych ruchów, prawda, mistrzu?

– Oczywiście, postanowiliśmy to od początku. – Pokiwała głową Aru. – Dobrze, więc… Teraz do stolicy.

– Tak! Wreszcie coś zjem! – Lorenzo uśmiechnął się szeroko.

– Obżartuch – warknęła Eris. Nagle jednak coś się zmieniło. Zaczęli czuć ponownie duszącą aurę, lecz nieco bardziej ciężką.

– Bożek? – spytał Lorenzo, cała grupa przybliżyła się do siebie.

– Nie – zaprzeczyła Kyoko. – To coś innego…

Nagle ściana przed nimi została zniszczona. Ukryli twarze w dłoniach, a gdy kurz opadł, ujrzeli kobietę siedzącą na pegazie, wokół którego wirowała czarna magia. Sam pegaz miał białą sierść, czarną grzywę, mocno czerwone oczy i dwie pary skrzydeł. Kobieta za to była ubrana na biało, w zapinaną koszulkę z krótkimi rękawkami i w długą, białą spódnice. Patrzyła na nich i śmiechała się straszliwie. Miała krótkie brązowe włosy, jasną skórę i brązowe oczy.

– Ma magicznego pegaza!! – wykrzyczał Lorenzo.

– Na dodatek jakiegoś dziwnego! – dodała Eris, która schowała się za nim. Kobieta z maniakalnym uśmiechem pokazała im dłoń, na której widniała liczba pięć. Aru zdenerwowała się.

– To czarna magia – powiedziała poważnie Kyoko. – Nie damy rady, powinniśmy się ewakuować, natychmiast!

– Co?! Ale mieliśmy walczyć! – wykrzyczała Eris.

– UCIEKAMY, TERAZ! – nakazała Aru, po czym rzuciła we wroga kulami ognia, ogłuszyło to przybyszkę na chwilę, skorzystali z tego, by się wycofać.

– Magia ognia?! – Śmiała się brązowowłosa. – Nieźle! Słyszałam, ze ostatnio jest z nią coś słabo!

Uciekali, a przeciwnik wyleciał na pegazie i powoli ich doganiał. Widząc to, Eris wpadła w panikę. Kyoko i Aru zaczęły skupiać magię, złapały się za ręce.

– LORENZO, ERIS, ŁAPCIE SIĘ NAS, SZYBKO! – wykrzyczała fiołkowowłosa. Lorenzo chwycił Eris za nadgarstek, wyskoczył i złapał w ostatniej chwili rękę swojej mistrzyni. Magia błysnęła, zniknęli. Pegaz zatrzymał się twardo na ziemi, zaczął rżeć. Brązowowłosa kobieta zaczęła głaskać go po pysku.

– Spokojnie Karia, spokojnie… – szeptała do niej z uśmiechem. – Niedługo znajdziemy tych tchórzy.

Pegaz znowu rozłożył swoje cztery skrzydła: dwa były wielkie, kolejne dwa wyrastały tuż przy nich i były o wiele mniejsze, po czym wzbił się w powietrze, ku nocnemu niebu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Godu miesiąc temu
    W końcu znalazłem chwilę, aby przeczytać kolejną część ^^ Jest ciekawie, "turniej" bożka pozwala wprowadzić wielu nowych bohaterów do narracji, choć muszę przyznać, że przy tak długich przerwach od czytania nieco trudno się w nich połapać (bo coś mi świta, że te imiona Aru i Kyoko już na pewno wcześniej padły xD). No i mamy czarną magię, to sformułowanie pada chyba po raz pierwszy w opowiadaniu. Czy czarna magia to to samo, co magia krwi, o której była mowa w poprzednich rozdziałach i którą zabił się Jan, czy jakiś inny rodzaj zakazanych praktyk?
  • Clariosis miesiąc temu
    W razie czego dopytuj, to przypomnę. :) Nie każdy ma taką pamięć jak ja, że nawet jak czytał coś 5 miesięcy temu to jak wróci to pamięta praktycznie wszystko, hehehe.
    Aru i Kyoko pojawiają się dopiero w tej scenie, więc może pomyliłeś z kimś innym - z czasem może się już połapiesz. ;) Ale tak, czarna magia pojawia się po raz pierwszy, ale na Twoje pytanie pozwolę sobie na razie nie odpowiadać zbyt szczegółowo - wszystko będzie wyjaśnione. Jak na razie dopowiem jedynie tyle, że czarna magia, choć sama w sobie nie jest zbyt szlachetna, nie jest zakazana. No, przynajmniej, dopóki ktoś wie co robi. :) Bo w przypadku naszej tajemniczej przybyszki z pegazem na pewno nie jest to używanie tego typu magii w kontrolowanych warunkach. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania