Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 5 (Część 4)

Musiał uważać, by ojciec go nie nakrył, gdy zbliżał się do pokoju Goro. Hagan wiedział, że przygotowanie do bitwy jest niezwykle ważne, ale sam nie posiadał zbyt dobrej broni. Wiedział również, że w tym domu jest schowane to, czego potrzebuje. Odsunął delikatnie drzwi i wszedł bezszelestnie do środka, dosyć szybko się rozejrzał, gdyż ogarniał go niepokój i strach przed przyłapaniem. Odetchnął głęboko raz, drugi, po czym podszedł bliżej półek i szafy, w których to Goro trzymał swoje bronie. Brązowowłosy starał się dosyć szybko ocenić, które z nich najbardziej się nadają, jednak jak przypuszczał, jego brat-rywal zagarnął większość najlepszych. Nie miał zbyt dużo czasu; wziął dwa noże i jeden miecz, który zdawał mu się najsolidniejszy. Przejechał delikatnie dłonią po ostrzu miecza, nieco się przez to zranił. Był to jednak powód do zadowolenia, gdyż dowodziło, iż miecz nie jest tępy. Zabezpieczył oręż i wyszedł z pokoju. Nawet, jeśli był wieczór, musiał uważać. Zamknął drzwi najciszej jak się tylko dało, lecz kątem oka dostrzegł, że ktoś przy nim stoi. Zerwał się ze strachu, lecz jego serce uspokoiło się na widok młodej dziewczynki.

– Co tutaj robisz? – spytała Alana. Hagan odwrócił od niej wzrok.

– Muszę na trochę wyjechać.

– Naprawdę? Najpierw Goro, a teraz ty… – mruknęła smutno. Brązowowłosy podszedł do brunetki i pogłaskał ją po głowie.

– Niedługo wrócę – powiedział. – A wtedy… zobaczysz. Przyprowadzę Yvon do domu, wygnam Goro, z ojcem też sobie poradzę… Teraz wszystko się zmieni, obiecuję ci to.

– Naprawdę? – spytała nieśmiało.

– Tak. Nie będziecie już smutne przez nich. Tylko… muszę coś zrobić. Dlatego poczekaj na mnie, dobrze?

– Dobrze. – Uśmiechnęła się. – I ani słowa ojcu?

– Dokładnie, ani słowa.

– Skoro wyjeżdżasz… to jak już będziesz u Yvon… możesz jej powiedzieć, że za nią tęsknię?

– Oczywiście – powiedział nieco smutno. – A teraz zmykaj, zanim ojciec nas przyłapie.

– Dobrze! Będę na ciebie czekać! I pamiętaj, obiecałeś! – Zaśmiała się, po czym odbiegła. Hagan szybko zaczął iść w stronę sali treningowej. Zostawił tam wcześniej pokrowiec na miecz i elementy ochraniające. Założył je na swoje ciało, po czym zakrył brązową, skórzaną kurtką i beżowymi spodniami, jednocześnie wspominając twarze swoich sióstr i matki.

„To nie jest walka tylko o życzenie” – pomyślał. – „To walka o honor mojej rodziny. To walka… o szczęście moich najbliższych. I jeśli zawiodę… niech mnie szlag trafi.”

Kiedy już odpowiednio się przygotował, pod osłoną nocy zabrał swojego konia, po czym wyruszył w stronę Rebellar. Musiał jeszcze porozmawiać z Yvon, zanim ruszy do walki. Musiał ją… przeprosić.

~

– Co to w ogóle ma być… – jęknęła Eris, która przeglądała puste sakiewki. Cała grupa przebywała w kryjówce Aru. – WYDALIŚCIE NA TEGO DEBILA WSZYSTKO, CO MIELIŚMY?!

– No cóż, szlacheckie ubrania nie należą do najtańszych – powiedziała Kyoko.

– ALE PRZECIEŻ TO BYŁ OGROM PIENIĘDZY! – wysyczała w odpowiedzi, po czym złapała garnitur jaki kupiono Lorenzo. Był aksamitny w dotyku, o barwie orzecha z akcentem ciemniejszego brązu, przypominał motywem nieco noszoną przez niego koszulę, gdyż również był kraciasty. Kupiono mu również buty, krawat i białą koszulę pod marynarkę, równie delikatną w dotyku. – Niesamowite, nie pamiętam, kiedy ostatnio dotykałam taki materiał…

– Ach, więc jednak się podoba? – spytał z wymownym uśmiechem Edward.

– Zamknij się śmieciu, bo zaraz pozbawię cię języka – odpowiedziała. – Jednak nie trzeba było tyle wydawać na coś, co Lorenzo i tak ponosi jeden dzień!

– Przygotowanie musi być jak najlepsze – powiedziała ponownie Kyoko. – Poza tym, jeśli zostanie to w nienaruszonym stanie, możemy zwrócić.

– Wierzysz w to? – Zachichotała wrednie. – Lorenzo jak zwykle zawali.

– Wcale, że nie! – zaprzeczył gwałtownie. – Przecież musimy mieć za co kupić jedzenie, więc muszę zadbać o zwrot tego!

– BO ZALEŻY CI NA JEDZENIU TYLKO, ZNAM CIĘ, DEKLU!

Wtedy w głowę Eris coś uderzyło. Czarnowłosa z furią w oczach odwróciła się. Ujrzała Ivory, która trzymała w dłoni dość gruby patyk.

– Nie wolno tak mówić do Lorenzo! – powiedziała z dziecinną, niezadowoloną miną, po czym zasłoniła sobą Lorenzo, nieudolnie, gdyż była przy nim bardzo mała.

– Nie będziesz mi mówić co mogę, a czego nie mogę mówić! – wydarła się równie dziecinnie Eris.

– SPOKÓJ! – krzyknęła tym razem Aru. – Zamiast się drzeć, lepiej przejdźmy do realizacji planu. Lorenzo, przebierz się.

Czerwonowłosa podała mu ubrania. Ten przyjrzał im się, po czym spojrzał na całą grupę i uśmiechnął nieśmiało. Wszyscy zrozumieli, odwrócili się do niego plecami, by mógł się rozebrać. Lorenzo rozpiął najpierw koszulę, ściągnął ją z ramion i elegancko złożył. Nagle poczuł się nieco nieswojo. Kącikiem oka dostrzegł, że Ivory podgląda go z wymownym uśmieszkiem, lecz po chwili szybko odwróciła się. Lis zrobił się cały czerwony na twarzy, czuł zawstydzenie, ale jednocześnie było mu również, z jakiegoś powodu, bardzo miło…

Gdy już zmienił ubranie, pozwolił im odwrócić się. Wszyscy zareagowali bardzo entuzjastycznie na jego widok, garnitur bardzo mu pasował.

– No, przyznam, że nieźle wyglądasz – skomentowała pozytywnie Eris, ku zdziwieniu wszystkich. – Ale spróbuj tylko go zniszczyć, a przysięgam, że cię zabiję.

– Eris, nie leci ci krew miesięczna, że tak ciągle napięta jesteś? – spytał Edward z wrednym uśmiechem. Czarnowłosa spojrzała na niego wzrokiem krwiożerczej bestii.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania