Pokaż listęUkryj listę

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 4 (Część 3)

Artur nie był zadowolony z faktu, że tak późno wrócili, lecz Kasei i Ed uspokoili go. Złotowłosy tęsknił za łóżkiem, jednak nie było dane mu się normalnie wyspać. Nie mógł zasnąć długo, choć czuł ogromne zmęczenie. Gdy już zasnął, nie był to spokojny sen; ciągle się wiercił, pocił się i wydawał z siebie ciche dźwięki; śnił mu się jego okaleczony brat, potem Jan, którego znaleźli w zniszczonym domu i jego przyjaciel Matevigo, który brutalnie go zaatakował. Jakby tego było mało, zaczął również śnić mu się bożek, a także krew… dużo krwi, i martwy Hemv. Wrócił do niego ten moment, kiedy po raz pierwszy w życiu kogoś zabił. I wtedy ujrzał pewną złotowłosą kobietę, o zielonych oczach. Jej włosy były zaplecione w warkocz, ubrana była w złotą zbroję. Patrzyła ona wprost na Eda, gdy nagle powiedziała „zawiodłeś mnie”. Po jego twarzy spłynęły łzy, zaczął szlochać cicho przez sen. Nagle otworzył gwałtownie oczy i wziął kilka głębokich oddechów, starł pot z czoła i łzy z policzków.

Był już ranek, to nieco poprawiło mu humor. Wziął ubrania, jakie odłożył na bok zeszłego wieczoru, ubrał się i usiadł na łóżku. Dłuższą chwilę myślał o tym co mu się śniło, po czym wstał na dobre i wyszedł z pokoju. Kasei siedziała przy stoliku i zjadała posiłek przyrządzony dla niej przez Artura. Widać było, że również nie spała dobrze, choć na pewno lepiej niż Edward.

– Gdzie Artur? – spytał złotowłosy.

– Powiedział, że idzie do pracy. Postara się też nam znaleźć te księgi, ale nie obiecuje. – Po tych słowach wepchnęła sobie wszystko, co było na talerzu prosto do ust, pogryzła i połknęła.

– Rozumiem. Jak na razie chodźmy do naszej ognistej Aru, twojej wielkiej fanki.

– Zazdrościsz mi, Edziu? – spytała z wymownym uśmieszkiem, po czym wstała. – I weź coś zjedz, zaraz będziesz tak chudy jak Peter.

– Później, nie mam czasu na tak przyziemne rzeczy jak jedzenie.

– Ach tak. A potem będziesz krzyczał, żeby ktoś cię nakarmił, bo wszystko boli, życie cierpieniem i w ogóle, kurduplu. – Wystawiła do niego język. - Zupełnie tak jak wtedy, jak nie jadłeś cały dzień, bo się zaczytałeś, a potem wylazłeś z tej jamy zwanej biblioteką i krzyczałeś właśnie te słowa.

– No cóż, jeżeli się to powtórzy, to wtedy mnie nakarmisz. – Uśmiechnął się.

– PO MOIM TRUPIE!

~

Goro ubrał się w specjalne ubranie od swojego ojca, miało one na celu chronienie go podczas walki: stalowy napierśnik, osłony na nogi i ramiona, a to wszystko schowane pod grubym, czarnym materiałem najwyższej jakości i najwyższej wytrzymałości: skóra pegaza - materiał zarezerwowany dla wojska, lecz Delaunay jako jego część mieli prawo dostać ten rarytas. Wszystko dopełniał pas, w który czarnowłosy schował swoje noże i inne „relikwie”, jakie mogłyby się mu przydać podczas walki. Był sam, czekał, aż ludzie jego ojca przybędą, by zawieźć go do bazy, w której miał czekać na informacje dotyczące reszty grających. Nie było to dla niego zbyt przyjemne, jednak uznał, że będzie cierpliwy. Ostatnią rzeczą, jaką zapakował, było naczynie z zakażoną krwią, uśmiechał się widząc je. Gdy je schował, usłyszał czyjeś kroki, ujrzał Hagana, który patrzył podejrzliwie.

– Widzę, że gdzieś się wybierasz – powiedział brązowowłosy i oparł się o ścianę. Goro zachichotał cicho.

– Taka jest wola ojca – odpowiedział.

– Och, wola ojca. A czy wpuszczenie tutaj Wyznawców Światła też było jego wolą, Goro? Sądziłem, że to ty zajmujesz się obroną tego domu i jego mieszkańców. A jednak, wtargnęli tu, a teraz nie ma tutaj dwóch ludzi, którzy powinni tu być!

– Do czego zmierzasz? – Uśmiechnął się obrzydliwie.

– Nie bądź durny! – wykrzyczał Hagan. – Co Yvon tam robiła?! Jak mogłeś pozwolić, by się tam znalazła?

– Odpowiedź jest prosta, kazałem jej. – Zaśmiał się, Hagan zamarł. – Gdy ja starałem się odpędzić stąd tych fanatyków, ten bachor plątał się rozhisteryzowany pod nogami, przeszkadzała mi. Więc powiedziałem jej, żeby poszła sprawdzić co z ojcem, bo tylko do tego się nadawała. A to, że się zaraziła? No smutne, ale tak to już bywa.

– Ty gnoju… Własną siostrę…

– Nie obchodzi mnie to kim jest, w moich oczach zawsze będzie bezużyteczna, żadnego pożytku z niej nie będzie dla rodu Delaunay. Tak samo z ciebie i wielu innych bachorów, jakie tu mieszkają. Ani ty ani ona nie jesteście magami, nie posiadacie także znamienia, więc nie możecie używać demonicznych broni. Jesteście niczym pasożyty.

– A ty, śmieciu? Używasz magii? Nie. Choć masz znamię, rzadko widzę, byś skutecznie z niego korzystał. Jesteś dokładnie tak samo bezużyteczny jak my.

– Ach, Haganie. Ja przynajmniej zrobiłem cokolwiek, by przydać się rodzinie. Ćwiczyłem ponad siły, uczyłem się walki, kiedy ty razem ze swoją siostrzyczką nie robiliście nic, a tylko ośmieszaliście ojca. Szkoda, że wtedy ciebie nie było. Mógłbyś zdechnąć razem ze swoją matką i siostrzyczką.

Brązowowłosy rzucił się w stronę Goro i uderzył go z całej siły w twarz. Czarnowłosy uśmiechnął się, po czym również zadał Haganowi cios, bili się, każdy z nich dawał radę sobie nawzajem zadać ciosy, Goro w pewnym momencie sięgnął do pasa i wyciągnął z niego nóż, jakim naciął Haganowi policzek, ten wtedy kopnął go w brzuch. Goro uderzył twardo o ścianę.

– Jak widać… aż tak bardzo nie jestem bezużyteczny, ech? – spytał drwiąco Hagan.

– Nadal za słabo. – Goro wyciągnął więcej noży i przygotował się do rzucenia ich w Hagana. Jednak wtedy do pomieszczenia weszli trzej ludzie jego ojca.

– Mistrzu Goro? – spytał jeden z nich. Czarnowłosy spojrzał z pogardą na brązowowłosego, po czym schował noże.

– Nieważne, zwykła sprzeczka między… braćmi. – Uśmiechnął się i wyszedł na zewnątrz. Wsiadł na pegaza, którego mu przyprowadzono, tuż za nim wsiadł Prasz. Reszta jego eskorty siedziała na zwykłych koniach. Hagan odwrócił się i odszedł, gniew w nim wzrastał.

– Heh, poszedł sobie – zadrwił Goro. – Gdzie reszta?

– Czekają na ciebie w naszym docelowym miejscu, mistrzu – odpowiedział jeden z nich.

– Ech, no dobrze. Prowadźcie, zanim ten idiota wpadnie na pomysł śledzenia nas.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • TheRebelliousOne 2 tygodnie temu
    No i lecimy dalej! :D
    Pięknie opisany koszmar "Złotowłosego". Widać, że te ostatnie wydarzenia mocno się na nim odcisnęły, a kwestia morderstwa oraz to, że nie umie o nim zapomnieć pozwala przypuszczać, że to nie będzie ostatni taki czyn w jego życiu. Kto wie, może nawet pójdzie w ślady Anakina ze świata Star Wars i "stanie się dokładnie tym, co przysięgał zniszczyć"... :P Znowu rozmowa Edzia Debila i Kasei wywołuje uśmiech na twarzy. Niby to przypomina typową historię "from hate to love", ale jednak nie nudzi mnie. No i powrócić Goro! Kłótnia z Haganem mocna, spodziewałem się bijatyki między nimi, choć nie wiem czemu... może dlatego, że cały czas mam w głowie Goro z Mortal Kombat, kiedy Twój "wchodzi na scenę"... :P Zostawiam zasłużone 5 i czytam dalej.

    Pozdrawiam ciepło :)

    PS.: W końcu minął mój mały kryzys! Czas wrócić do w miarę regularnego pisania! :D
  • Clariosis 2 tygodnie temu
    Widzę, że masz swoje teorie co do tego, co może stać się z Edwardem i szczerze powiedziawszy, bardzo mnie to cieszy. :)
    Oho, już drugi raz jak ktoś po cichu insynuuje, że właśnie wygląda to na jakąś iskierkę między nimi. Kto wie, kto wie w końcu? Hehehehe. ;) Ja wiem, ale nie powiem. ;)
    Widzę, że Goro coś najbardziej intryguje czytelników i zwracają na niego największą uwagę. To też mnie cieszy, choć szczerze powiedziawszy, nie przewidywałam tego w ogóle gdy to wszystko pisałam. Ale w sumie to dobrze, bo naprawdę mnie ciekawi jak z biegiem historii będziesz do niego podchodził. :)

    Ano, właśnie jestem po lekturze! Musisz mi jednak wybaczyć, ale spóźnię się z komentarzem, bo zdrowie postanowiło zakpić ze mnie po raz kolejny i czuję się tak rozkojarzona, że nawet pisanie tego komentarza sprawia we mnie uczucie, że "nic się nie klei". A teraz ograniczanie ruszania się po powietrzu i przede wszystkim zamknięty basen, który perfekcyjnie kojąco na mnie działa w takich sytuacjach, wszystko podkopuje... ):

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania