Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 53

Do spiżarni zeszli tymi samymi schodami, którymi Eveline wracała poprzedniego dnia. Mężczyzna w brązowym płaszczu szedł pierwszy, niosąc lampę. Za Eveline postępował strażnik pisarza, z dłonią opartą na rękojeści miecza.

W kuchni przygotowywano już południowy posiłek. Przy stołach pracowały cztery kobiety, a dwóch chłopców wnosiło drewno do pieca. Nikt nie zatrzymał ich, kiedy minęli worki z mąką i przeszli do spiżarni.

Mężczyzna przeszedł między półkami do drzwi bez klamki, odsunął deskę i pociągnął za żelazny uchwyt. Za drzwiami zaczynały się schody w dół. Na ich końcu, w wąskim korytarzu, stały metalowe drzwi, przy których Eveline poprzedniego dnia przyłożyła rękę do zamka.

Przybysz postawił lampę na posadzce i położył dłoń na metalowej płycie przy framudze. Przez kilka sekund przytrzymywał palce na gładkiej powierzchni. Nic się nie wydarzyło. Spróbował ponownie, przesuwając rękę nieco wyżej.

— Nie działa? — zapytał strażnik.

— Działa. Nie dla mnie.

Odsunął się od płyty, robiąc miejsce Eveline.

— Przyłóż dłoń.

Wykonała polecenie. Metal był chłodny. Pod palcami wyczuła delikatne drżenie, a wzdłuż wąskiej prowadnicy przesunęła się złota linia.

Wewnątrz drzwi coś stuknęło. Płyta cofnęła się w ścianę, odsłaniając ciemne przejście.

Mężczyzna podniósł lampę.

— Proszę za mną.

Eveline zauważyła zmianę w jego głosie. Strażnik ruszył tuż za nią, nie zdążył jednak przekroczyć progu. Drzwi zaczęły się zamykać i musiał cofnąć nogę, żeby nie przytrzasnęła jej ciężka płyta.

— Hej!

Uderzył pięścią w metal.

— Otwórzcie!

Mężczyzna wyjął z torby niewielką metalową plakietkę i przyłożył ją do płyty od wewnątrz. Złota linia przy framudze zgasła.

Eveline spróbowała otworzyć drzwi. Pod jej dłonią pojawiło się światło, ale zaraz zniknęło.

— Zablokował pan zamek.

— Strażnik jest po bezpiecznej stronie drzwi.

— Pisarz polecił mu mnie pilnować.

— Niedługo do niego pani wróci.

Zza drzwi dobiegł głos strażnika, który domagał się wpuszczenia. Mężczyzna zapewnił go, że dziewczyna wróci pod jego opiekę, lecz nie odblokował przejścia.

Eveline pozostała przy zamku.

— A jeśli nie zechcę iść dalej?

— Przyszła pani tutaj z własnej woli.

Uniósł lampę i zaczekał. Eveline spojrzała na wygaszoną płytę. Nie miała dokąd się cofnąć, więc ruszyła za nim.

Korytarz prowadził w dół. Ściany były tu gładsze niż w naturalnej grocie, a pomiędzy kamiennymi płytami biegły cienkie metalowe listwy. Przejście wyprowadziło ich do groty. Mężczyzna minął wielką skałę i zatrzymał się we wnęce między dwiema metalowymi skrzyniami, przed drzwiami, z których poprzedniego dnia wyszedł z książkami.

Tym razem nie sięgnął do zamka. Poczekał, aż Eveline przyłoży dłoń do płyty. Złote światło przebiegło po jej krawędzi, a drzwi rozsunęły się na boki.

Za nimi znajdowała się obszerna pracownia.

Pośrodku pomieszczenia, na niewielkim podwyższeniu, stał fotel o szerokim oparciu, metalowych podłokietnikach i obręczy zamocowanej nad zagłówkiem. Eveline widziała już niemal takie samo urządzenie w Białej Sali w Veyr. W tamtej sali obręcze ruszyły, kiedy Lucien dotknął panelu.

Tutaj od podstawy fotela prowadziły przewody do metalowych skrzyń ustawionych wzdłuż ściany. Kilka z nich było otwartych. W środku leżały płaskie pojemniki podobne do tego, który mężczyzna wynosił poprzedniego dnia. Na ich wiekach wybito znak rady Kaden.

Przybysz odstawił lampę na stół.

— Proszę bliżej.

Eveline zatrzymała się przy blacie, na którym leżały księgi, zapisane drobnym pismem arkusze i kilka niewielkich narzędzi.

— Do czego to służy?

— Do podtrzymywania połączenia z tym, co znajduje się pod zamkiem. Nie udało nam się uruchomić go w całości.

Eveline przyjrzała się przewodom biegnącym ku ścianie. Jeden znikał pomiędzy kamiennymi płytami, w stronę groty.

Obeszła stół. Przy ścianie znajdowała się szafa z szufladami, a obok niej półka na dokumenty. Na jednej z otwartych ksiąg widniała kolumna dat i wykaz kolejnych dostaw.

Niektóre pozycje rozpoznawała: szkło, drut, mosiężne obejmy, części zamawiane przez warsztaty. Inne opisano samymi numerami. Przy kilku wpisach widniał znak rady, taki sam jak na pojemnikach.

Na ostatniej stronie znalazła dopisek wykonany innym atramentem.

Dla króla.

Niżej zapisano datę i liczbę trzech pojemników.

Eveline przypomniała sobie Florentinę siedzącą w izbie pisarza. Księżniczka była przekonana, że jej ojciec pozostaje pod opieką medyka, ale nie wiedziała, na czym polega leczenie ani dlaczego nie dopuszczano do niego najbliższych.

— Te rzeczy trafiają do komnat królewskich?

Mężczyzna podszedł i zamknął księgę.

— Widziałam już jeden z pojemników — dodała. — Wynosił go pan stąd wczoraj.

Przesunął księgę na drugi koniec stołu.

— Proszę podejść do fotela. Chciałbym sprawdzić, czy reaguje na pani obecność.

Eveline przyjrzała się metalowym podłokietnikom. W Białej Sali widziała podobne mocowania, a Vaelen ostrzegał ją przed uruchamianiem tamtych urządzeń bez jego wiedzy.

— Nie usiądę w nim.

— Nie proszę, żeby pani siadała.

Mężczyzna podszedł do niewielkiego pulpitu i dotknął jednego z przełączników. Przy podstawie fotela zapaliły się dwa niebieskie punkty.

— Wystarczy stanąć obok.

Eveline obeszła podwyższenie, zatrzymując się po przeciwnej stronie fotela. Punkty nadal świeciły. Z bliska widziała drobne pęknięcie na metalowej obręczy, a także ślady napraw przy jednym z przewodów.

— Gdzie jest medalion? — zapytał mężczyzna.

Eveline znieruchomiała.

— Jaki medalion?

— Srebrny. Z Archen.

Medalion nosiła Florentina, schowany pod suknią.

— Nie mam go.

— Kto go ma?

— Dlaczego pan pyta?

Mężczyzna przez chwilę przyglądał się jej twarzy.

— Pani będzie chciała panią zobaczyć.

Eveline nie zdążyła zapytać, o kim mówi. Jeden z niebieskich punktów zgasł, a ze skrzyń pod ścianą dobiegło ciche stukanie. Przybysz odwrócił się do pulpitu i przesunął przełącznik, lecz drugi punkt również zgasł.

— Proszę się nie ruszać.

Wzdłuż przewodu prowadzącego do ściany zaczęło przesuwać się złote światło. Dotarło do miejsca, w którym metal znikał między kamiennymi płytami, i rozeszło się na cienkie odnogi. Jedna z nich biegła przez złotą żyłę Aderu.

Eveline poczuła ucisk za oczami.

Znała już ten ból. Poprzedniego dnia pojawił się, kiedy zbliżyła się do przewodów w grocie. Tym razem narastał szybciej. Cofnęła się, lecz nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Odruchowo chwyciła oparcie fotela, żeby nie upaść.

Mężczyzna coś powiedział, lecz nie zrozumiała słów.

Złota żyła rozjaśniła się.

Przez kilka uderzeń serca miała wrażenie, że nie jest sama. Nie usłyszała głosu ani nie zobaczyła żadnej postaci. Czuła jedynie czyjąś uwagę skierowaną ku sobie, tak wyraźną, że odwróciła głowę w stronę ściany.

Ucisk nasilił się. Przypomniała sobie starą głowę za szkłem, którą widziała we śnie. Oderwała rękę od fotela i zatoczyła się o krok.

Światło w żyle przygasło, a ból zaczął ustępować.

Mężczyzna klęczał już przy jednej ze skrzyń. Zdjął jej osłonę i próbował odłączyć przewód, którego końcówka świeciła teraz mocniej od pozostałych.

— Proszę odejść od fotela — rzucił, nie odwracając głowy.

Eveline wycofała się w stronę stołu.

Przybysz zaklął cicho. Z wnętrza skrzyni wydobył się zapach rozgrzanego metalu. Sięgnął po narzędzie, odsunął jedną z obejm, lecz stukanie wewnątrz urządzenia przyspieszyło.

— Niech pani otworzy drzwi!

Eveline spojrzała na przejście, a potem na mężczyznę.

— Zamknął pan drogę powrotną.

— Blokada nie powinna już działać. Urządzenia tracą zasilanie.

Z wnętrza skrzyni buchnęło gorące powietrze. Przybysz cofnął rękę, po czym sięgnął po kolejne narzędzie.

— Jeśli to się przepali, stracimy wszystko. Proszę wracać do strażnika.

— A jeśli drzwi się nie otworzą?

— Wtedy proszę wrócić. Nie mam teraz czasu tego sprawdzać.

Eveline podeszła do stołu. Przy zamkniętej księdze, tuż za plecami mężczyzny, leżał wąski arkusz, odpis kilku ostatnich dostaw. Sięgnęła po niego w chwili, gdy przybysz odwrócił głowę w stronę pulpitu. Zamarła. Jego wzrok przesunął się po przełącznikach i wrócił do skrzyni.

Na dole arkusza widniał ten sam dopisek, który zauważyła wcześniej.

Dla króla.

Złożyła papier i wsunęła go do torby, zasłoniętej własnym płaszczem.

Dopiero kiedy podeszła do drzwi, mężczyzna odezwał się jeszcze, nie odwracając głowy:

— Pisarz odda mi panią, kiedy przyjdę z poleceniem. Wiem, gdzie pani szukać.

Eveline nie odpowiedziała. Przyłożyła dłoń do metalowej płyty. Złota linia rozbłysła, a skrzydła rozsunęły się na boki.

Wyszła do groty.

Drzwi zamknęły się za nią. Z wnętrza pracowni dochodził jeszcze odgłos uderzania metalu o metal.

Znalazła drogę z powrotem bez lampy. Przy jednym z zakrętów złote linie w ścianie dawały dość światła, by widzieć nierówności posadzki. Dalej prowadziła rękę po kamieniu, aż dotarła do przejścia prowadzącego do spiżarni.

Linia przy framudze, wcześniej zgaszona, świeciła słabo, przerywanym światłem.

Eveline przyłożyła dłoń. Drzwi otworzyły się z cichym trzaskiem.

Po drugiej stronie stał strażnik.

— Gdzie tamten?

— Został przy urządzeniach. Coś się zepsuło.

— Jeszcze chwila, a poszedłbym po pisarza.

Strażnik spróbował zajrzeć w głąb przejścia, lecz drzwi zaczęły się zamykać.

— Miał pan pilnować mojego powrotu — przypomniała Eveline.

— Właśnie widzę.

Odwrócił się w stronę spiżarni i polecił jej iść za sobą.

W kuchni panował większy ruch niż wcześniej. Dwóch służących niosło ciężki garnek, a starsza kobieta krzyczała na chłopca, który przewrócił kosz z warzywami.

Strażnik przeprowadził Eveline pomiędzy stołami. Na dziedzińcu musieli zwolnić, ponieważ przez bramę wyjeżdżał duży wóz załadowany workami i koszami. Na bocznej desce widniał znak zamkowej pralni.

Eveline zatrzymała się.

— Dalej — ponaglił ją strażnik.

Wóz minął wartowników i skręcił na drogę prowadzącą ku miejskim składom. Przy bocznej furcie stał mężczyzna w ciemnym płaszczu, z podróżną torbą przewieszoną przez ramię.

Dopiero kiedy odwrócił się w stronę stajni, Eveline rozpoznała jego twarz.

Lucien de Rhen.

Nie zawołała go. Strażnik szedł obok niej, a na dziedzińcu znajdowało się zbyt wielu ludzi.

Lucien zamienił kilka słów ze stajennym, który wyprowadził mu konia. Dosiadł go i po chwili wyjechał przez furtę, kierując się za wozem pralni.

— Znasz go? — zapytał strażnik.

— Widziałam już kiedyś.

— Tutaj?

— Nie.

Strażnik nie pytał dalej.

W izbie pisarza zastali Florentinę siedzącą przy stole. Przed nią stał kubek wody, a obok leżała złożona chustka.

Pisarz odłożył pióro na widok wracającej Eveline.

— A tamten człowiek?

— Został w podziemiach — odpowiedział strażnik. — Drzwi zamknęły się przede mną. Dziewczyna wyszła sama.

— Miałeś jej pilnować.

— Nie mogłem wejść. Uderzałem w drzwi, ale nikt mi nie otworzył.

Pisarz zwrócił się do Eveline.

— Co się wydarzyło?

— Pokazałam mu przejście. Potem zaprowadził mnie do pracowni. Jedno z urządzeń przestało działać, więc kazał mi wracać.

— A sam został?

— Próbował je naprawić.

Pisarz przyjrzał się jej torbie.

— Czy coś stamtąd wyniosłaś?

— Nie.

Przez chwilę patrzył na nią bez słowa, po czym sięgnął po protokół.

— Zapiszę, że strażnik utracił nad tobą nadzór, a ty wróciłaś bez człowieka, któremu pozwoliłem cię wypytać. Sprawdzę twoje zeznania, kiedy się zjawi.

Eveline poczekała, aż skończy pisać.

— Czy mogę usiąść?

— Możesz. Ale do wyjaśnienia sprawy nie opuścisz tej izby.

Florentina odsunęła dla niej krzesło. Eveline usiadła, ostrożnie układając torbę przy swoich nogach.

Pisarz wrócił do dokumentów, a strażnik zajął miejsce przy drzwiach.

— Była tu przełożona? — zapytała Eveline cicho.

Florentina skinęła głową.

— Przyszła przed południem. Poprosiłam, żeby wysłała wiadomość do składów. Nie chciała wiedzieć, dla kogo.

— Widziałam wóz pralni. Wyjeżdżał przez bramę.

— Tam miała być wiadomość.

Eveline przypomniała sobie Luciena wsiadającego na konia. Ruszył tą samą drogą, zaraz za wozem.

— Lucien też wyjechał.

Florentina uniosła głowę.

— Dokąd?

— Za wozem. Jeśli trafi do składów, znajdzie Grijsa.

— A Grijs jest przy Vaelenie.

Pisarz wstał i podszedł do szafy, odwracając się do nich plecami. Eveline wyjęła arkusz i rozłożyła go na kolanach, pod krawędzią stołu.

— Zabrałam to z pracowni.

Florentina pochyliła się nad papierem.

Na arkuszu widniały daty, numery pojemników i znak rady. Przy ostatniej dostawie ktoś dopisał dwa słowa.

Dla króla.

— Ojciec — powiedziała Florentina. Przesunęła palcem wzdłuż ostatniego wpisu. — Do niego wpuszczają tylko medyka i tego człowieka.

— Nie wiemy, co mu podają ani czy mu pomagają.

— Właśnie dlatego muszę się z nim zobaczyć.

Eveline złożyła arkusz i schowała go z powrotem do torby. Opowiedziała Florentinie szeptem o pracowni: o fotelu takim jak w Białej Sali, o świetle w przewodach, o bólu za oczami i o tym, że przybysz pytał o medalion. O głowie ze snu nie wspomniała.

— Muszę ostrzec Vaelena.

Florentina zerknęła ku strażnikowi.

— Nie wypuszczą cię stąd.

— Może uda mi się jeszcze przekazać wiadomość przez przełożoną.

— Pomogła nam raz. Nie obiecała niczego więcej.

— Spróbuję.

Florentina odłożyła chustkę, którą dotąd obracała w dłoniach.

— Ja nie wracam.

Eveline spojrzała na nią.

— Człowiek z książkami może po ciebie przyjść. Pytał o medalion.

— Mój ojciec jest tutaj.

— Nie możesz zostać sama z tymi ludźmi.

— Nie zamierzam dobrowolnie z nimi nigdzie iść. A jeśli dowódca mnie wezwie, powiem mu, kim jestem.

Eveline pochyliła się ku niej.

— Tino, jeśli odkryją, kim jesteś, nie będę mogła ci pomóc.

— Wiem.

— Spróbuję wydostać się stąd przed wieczorem.

— A ja zostanę.

Pisarz kończył kolejny dokument. Strażnik stał przy drzwiach. Eveline schowała arkusz głębiej do torby. Pod mankietem rękawa wyczuła szpilkę.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania