Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 56a

Eveline zatrzymała się w drzwiach magazynu. Na podwórzu zapadał zmierzch, a między niskimi budynkami zalegały już długie cienie. Vaelen stał kilka kroków od wejścia, z dłonią opartą na boku. Naprzeciw niego, przy pustym wozie, czekał Lucien de Rhen.

— Przyznam, że liczyłem na lepsze powitanie — powiedział Lucien, rozkładając ręce. — Tyle czasu, Valerianie. A ty nawet się nie ucieszyłeś.

Roześmiał się i przesunął palcami po bliźnie biegnącej od policzka ku skroni. Wokół niej skóra była blada, miejscami niemal przezroczysta. Pod powierzchnią przebiegały cienkie, ciemne żyłki, których Eveline nie widziała podczas ich spotkania przy zamkowej bramie.

— Wiesz, co jest najgorsze w leżeniu pod żelastwem? Człowiek ma mnóstwo czasu na myślenie. O wszystkim, czego nie zdążył zrobić. O ludziach, którzy się odwrócili. O tobie myślałem najwięcej. Powinieneś czuć się zaszczycony.

— Myślałem, że zginąłeś. Tam, pod obręczą.

Uśmiech zniknął z twarzy Luciena.

— Myślałeś?

Powtórzył te słowa ciszej, po czym roześmiał się tak gwałtownie, że musiał oprzeć dłoń o burtę wozu. Eveline zauważyła, że Vaelen wciąż przyciska dłoń do rany. Nie patrzył już Lucienowi w oczy, tylko na ciemne żyłki przy jego skroni.

Lucien uśmiechnął się szerzej.

— Poznajesz? — Pochylił głowę. — Twój brat.

Eveline poczuła chłód na plecach. Lucien przeniósł na nią wzrok. Przez moment przyglądał jej się bez słowa, po czym dotknął własnego policzka.

— A ty nadal masz ładną twarz — powiedział niemal czule.

Vaelen zrobił krok w jego stronę.

— Eveline, wracaj do środka.

— Niech zostanie! — Lucien nagle podniósł głos. — Przecież ledwie przyszła. Nawet nie zdążyliśmy się przywitać.

Wyciągnął spod płaszcza długi nóż. Ostrze było ciemne, pozbawione połysku. Eveline rozpoznała metal, którym raniono Vaelena w Veyr.

Lucien przyjrzał się ostrzu z wyraźnym zadowoleniem.

— Ładne, prawda? Twój brat powiedział, że mi się przyda. — Obrócił nóż. — Opowiedział mi też o Valerianie. Ciekawe, ile jeszcze zapomniałeś o sobie wspomnieć.

Uniósł nóż w stronę Vaelena.

— Długo cię szukałem. Najpierw myślałem, że ta mała zaprowadzi mnie prosto do ciebie. Ale nie. Musiałem czekać, aż wyjdzie z miasta. Potem wystarczyło iść za nią i tym jej strażnikiem.

Spojrzał na Eveline z niechęcią.

— Ale nie przyszedłem dla ciebie.

Znowu patrzył na Vaelena.

— Pamiętasz, jak na mnie spojrzałeś? Pod tą obręczą. A potem się odwróciłeś.

— Lucien, nie mogłem wtedy…

— Nie przerywaj mi!

Ostrze drgnęło w jego dłoni. Oddychał szybko. Po chwili dotknął blizny.

— A potem miałem już tylko to — powiedział ciszej.

Za plecami Eveline zatrzeszczało drewno. Grijs i Tempo odrywali ostatnie deski zasłaniające tylne wyjście. Lucien usłyszał ten sam dźwięk. Uśmiechnął się, nie odrywając wzroku od Vaelena.

Za magazynem rozległ się krzyk.

— Tempo! Z lewej!

Eveline obejrzała się. Z wnętrza dobiegł huk przewracanej skrzyni, a potem szczęk metalu.

— Co zrobiłeś? — zapytał Vaelen.

Lucien wzruszył ramionami.

— Ja? Nic wielkiego. Vermaar bardzo chce dostać naszą małą morderczynię. Uznałem, że możemy sobie nawzajem pomóc.

Spojrzał na Eveline i pokręcił głową.

— Zabić księcia... Kto by pomyślał? A taka niewinna buzia.

— Ona nikogo nie zabiła — powiedział Vaelen.

Lucien przycisnął palce do blizny.

— Ja też kiedyś miałem niewinną buzię.

Za magazynem ktoś krzyknął ponownie. Lucien nawet nie spojrzał w tamtą stronę.

— Oni wezmą ją. Ja wezmę ciebie. Prosty układ.

— Nie dostaną jej.

Lucien zamrugał.

— Wiem — powiedział spokojnie.

Podniósł nóż.

— I tym razem nie pozwolę ci się odwrócić.

Eveline zacisnęła palce na framudze. Za magazynem walczyli ludzie, którzy przyszli po nią.

Przy narożniku pojawił się mężczyzna w ciemnym kaftanie, trzymający krótką broń. Za nim biegł drugi, próbując przedostać się wzdłuż ściany. Pierwszy zdążył zrobić zaledwie dwa kroki, zanim coś uderzyło go z boku. Zniknął za narożnikiem, a chwilę później rozległ się krzyk i trzask łamanych desek.

— Eveline! — zawołał Grijs z wnętrza. — Do środka!

Ruszyła ku drzwiom, ale Lucien przeciął jej drogę. Vaelen sięgnął pod płaszcz. Wzdłuż lufy pistoletu błysnęła niebieska linia. Rozległ się wystrzał. Eveline osłoniła twarz. Kiedy opuściła rękę, Lucien stał przy wozie. Na drewnie za jego plecami widniał świeży odprysk.

— Następny trafi — powiedział Vaelen, nadal mierząc do niego.

Lucien obejrzał uszkodzoną burtę.

— Jeszcze niedawno strzelałeś lepiej.

Ruszył. Eveline nie zobaczyła dokładnie, jak pokonał dzielącą ich odległość. Vaelen cofnął się i uniósł broń, ale Lucien uderzył w jego nadgarstek. Pistolet upadł na kamienie. Vaelen chwycił go za ramię, zanim ostrze dosięgło jego piersi. Szarpali się tuż przy wozie. Vaelen odepchnął Luciena i próbował odsunąć się w bok, lecz ból zatrzymał go w pół ruchu. Przycisnął rękę do żeber. Ciemne ostrze przecięło koszulę tuż nad starym opatrunkiem.

Vaelen zachwiał się, ale odpowiedział ciosem w twarz. Głowa Luciena odskoczyła, a on sam musiał cofnąć się o krok. Eveline przez moment uwierzyła, że Vaelen odzyska przewagę.

Lucien wyprostował się i przesunął językiem po zakrwawionej wardze.

— Nadal potrafisz. — Uśmiechnął się. — A już zaczynałem się martwić.

Za magazynem trwała walka. Ktoś krzyknął, żeby nie wchodzić do środka pojedynczo. Eveline usłyszała głos Tempo, a zaraz potem suchy trzask, którego nie potrafiła rozpoznać.

Na koszuli Vaelena pojawiła się ciemna plama.

— Nie musisz z nim walczyć! — zawołała Eveline.

Nie wiedziała, do którego z nich kieruje te słowa.

Lucien zaatakował ponownie. Vaelen uniknął pierwszego ciosu, przy drugim przechwycił nadgarstek przeciwnika. Jednak gdy Lucien szarpnął się i zmienił kierunek natarcia, Vaelen cofnął się zbyt wolno. Ostrze weszło pod żebra, tuż przy wcześniejszej ranie.

Vaelen wypuścił powietrze i osunął się na jedno kolano.

— Vaelen!

Lucien wyrwał nóż. Vaelen sięgnął jeszcze w stronę pistoletu, ale ręka odmówiła mu posłuszeństwa. Eveline chwyciła deskę opartą o ścianę magazynu. Była ciężka i nieporęczna, lecz nie szukała innej broni. Z całej siły uderzyła Luciena w plecy. Zatoczył się, po czym odwrócił ku niej.

— Ty!

Eveline zamachnęła się ponownie. Lucien przechwycił deskę i szarpnął ją ku sobie. Nie puściła dostatecznie szybko. Straciła równowagę, a kiedy uderzył ją ramieniem, upadła na kamienie. Deska potoczyła się pod wóz. Lucien stanął nad nią. Ciemne nitki wokół blizny sięgały już od skroni ku żuchwie. Skóra między nimi była napięta i zaczerwieniona.

Przykucnął i chwycił ją za podbródek.

— Wiesz, ile razy widziałem tę twarz, kiedy zamykałem oczy?

Przesunął kciukiem po jej policzku. Eveline odsunęła głowę, lecz mocniej zacisnął palce.

— Ludzie przestają patrzeć ci w oczy. Widzisz, jak próbują nie zauważać.

Puścił jej podbródek i dotknął blizny. Przez moment nie odzywał się, wpatrzony we własne palce.

— A ty pewnie nawet o tym nie myślałaś.

Eveline spróbowała odsunąć się na łokciach. Lucien złapał ją za włosy i zmusił do pozostania na miejscu.

— Najpierw ty — powiedział cicho. — Tak będzie sprawiedliwie.

Przyłożył ostrze do jej policzka. Za jego plecami Vaelen usiłował podnieść się przy kole wozu. Krew przeciekała mu między palcami, a ręka, na której się wspierał, ugięła się pod jego ciężarem.

— Zostaw ją — powiedział.

Lucien nie odwrócił głowy.

— Jeszcze będziesz miał okazję popatrzeć.

Zimna krawędź ostrza przesunęła się po policzku Eveline. Nie przecięła skóry, ale Lucien przytrzymał ją wystarczająco długo, by zrozumiała, co zamierza zrobić. Spróbowała złapać go za nadgarstek,lecz depchnął jej dłoń.

Vaelen leżał nieruchomo przy wozie. Kamień pod jej dłonią był ciepły. Eveline poczuła znajomy ucisk za oczami. Początkowo słaby, podobny do bólu, który pojawił się w pracowni pod zamkiem. Potem narastał tak gwałtownie, że przestała wyraźnie widzieć twarz Luciena.

Nie. Chciała, żeby odsunął ostrze. Żeby przestał patrzeć na nią i Vaelena, zajął się czymkolwiek innym.

Lucien znieruchomiał.

Nie cofnął noża, lecz jego palce rozluźniły się na włosach Eveline.

— Co...

Puścił ją.

Eveline odsunęła się na bok i podparła rękami. Lucien wciąż patrzył w miejsce, gdzie przed chwilą leżała. Powoli podniósł wolną dłoń do policzka. Dotknął blizny.

Przesunął po niej palcami, od żuchwy ku skroni, a potem wrócił do miejsca, w którym skóra była najgrubsza. Nacisnął.

Pod paznokciami pojawiła się krew.

— Nie ty... — wyszeptał.

Odwrócił ku Eveline twarz. Po raz pierwszy dostrzegła w jego oczach strach.

— On też tak robi.

Eveline nie rozumiała. Chciała, żeby Lucien odszedł, żeby zostawił Vaelena i przestał dotykać własnej twarzy. Nie potrafiła jednak pozbyć się ucisku za oczami.

Lucien przyłożył ostrze do twarzy.

— Nie! — krzyknęła.

Przeciągnął ciemną stalą od policzka ku skroni. Krew spłynęła mu po szyi.

Lucien zachwiał się, ale nie wypuścił noża. Wpatrywał się w zakrwawioną krawędź, oddychając szybko. Następnie przyłożył ją do twarzy ponownie.

— Przestań! — zawołała Eveline.

Tym razem ciął krócej, głębiej.

Krzyknął.

Nóż wypadł mu z ręki i uderzył o kamienie.

Przez chwilę stał pochylony, z dłonią przy policzku. Ciemne żyłki wokół starej blizny były niemal czarne, a nowa rana pozostawała otwarta. Spomiędzy palców kapała mu krew.

Eveline próbowała wstać, ale musiała oprzeć się o burtę wozu. Z nosa spadła jej kropla krwi.

Lucien spojrzał na nią.

— Czym ty jesteś?

Cofnął się, nie odrywając dłoni od policzka. Odwrócił się i pobiegł między magazynami. Poruszał się nadal szybko, ale nierówno. Raz uderzył ramieniem o narożnik budynku, nie zwalniając nawet na chwilę. Eveline chciała zawołać za nim. Nie potrafiła wydobyć głosu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania