Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 56b

Za jej plecami ktoś upadł ciężko na ziemię. Odwróciła głowę. Przy narożniku magazynu leżał mężczyzna w ciemnym kaftanie. Grijs stał nad nim, wspierając się mieczem o ziemię. Krew spływała mu z rozciętej brwi. Kilka kroków dalej Tempo trzymał drugiego napastnika za kołnierz. Uderzył nim o ścianę i puścił. Mężczyzna osunął się pod beczki.

Metalowe palce Tempo były wygięte pod nienaturalnym kątem.

Z drugiej strony budynku rozległ się gwizd.

— Wycofać się! — krzyknął ktoś.

Jeden z napastników przebiegł przez podwórze, mijając leżącego towarzysza. Dwóch kolejnych pomogło rannemu wstać i ruszyło w stronę przejścia między składami.

Grijs zrobił krok za nimi, ale zachwiał się i musiał oprzeć dłoń o ścianę.

Tempo nie ruszył w pościg.

— Zostaw ich — powiedział.

Eveline nie patrzyła już na uciekających. Vaelen leżał przy kole wozu.

Podniosła się z ziemi i podbiegła do niego. Kolana ugięły się pod nią, kiedy zobaczyła zakrwawiony opatrunek.

— Lordzie Vaelen.

Otworzył oczy.

— Jestem — odpowiedział cicho.

— Proszę się nie ruszać.

— Nie planowałem.

Spróbował się uśmiechnąć, ale przerwał mu kaszel. Eveline położyła dłoń na jego ramieniu. Drugą chciała przycisnąć materiał do rany, lecz palce drżały jej tak mocno, że nie potrafiła utrzymać płótna.

Z nosa spadła jej kolejna kropla krwi. Zostawiła ciemną plamę na koszuli Vaelena. Eveline otarła twarz rękawem.

— Eveline?

Nie odpowiedziała.

Tempo przyklęknął obok nich. Obejrzał ranę Vaelena i odsunął jej dłoń.

— Grijs, przynieś wodę i czyste płótno.

— W magazynie?

— W skrzyni przy drzwiach. Jeśli jeszcze stoi.

Grijs ruszył, trzymając miecz w lewej ręce.

Tempo rozchylił koszulę Vaelena. Przy wcześniejszym opatrunku znajdowały się dwa nowe rozcięcia. Jedno było długie i płytkie, drugie znacznie krótsze. Z tego drugiego wciąż sączyła się krew.

— Dwa razy — powiedział Tempo.

Vaelen zamknął oczy.

— Zauważyłem.

Tempo docisnął ranę złożonym materiałem. Vaelen gwałtownie nabrał powietrza.

Eveline przysunęła się, chcąc pomóc przy opatrunku, ale Tempo spojrzał na jej twarz.

— Usiądź.

— Nic mi nie jest.

— Krwawisz.

Przyłożyła rękaw do nosa.

— To przejdzie.

Tempo ujął jej nadgarstek. Metalowymi palcami poruszał ostrożniej niż zwykle.

— Co zrobiłaś Lucienowi?

Eveline spojrzała na drogę, którą uciekł.

— Nie chciałam, żeby to zrobił.

— Wierzę ci.

Grijs wrócił z wodą i płótnem. Za jego plecami na podwórzu nie było już nikogo.

Tempo puścił nadgarstek Eveline.

— Muszę się nim zająć.

Przyjęła od Grijsa czysty materiał i złożyła go tak, jak pokazał. Potem przytrzymywała bandaż, kiedy Tempo owijał nim tułów Vaelena.

Vaelen nie odzywał się przez większość czasu. Raz otworzył oczy i spojrzał na nią, ale nie zapytał o Luciena.

Grijs podniósł z ziemi porzucone ostrze, chwytając za rękojeść.

— To zabieramy?

Tempo wyciągnął rękę.

— Pokaż.

Obejrzał ciemny metal, nie dotykając krawędzi.

— Z pracowni Trist.

— Jesteś pewien? — zapytał Vaelen.

— Poznałbym ten sposób wykonania nawet bez ostrza.

Grijs owinął nóż w kawałek grubego płótna i schował do torby.

— Mogą wrócić — powiedział.

— Wrócą, jeśli Vermaar uzna, że warto — odparł Tempo. — Tego miejsca już nie możemy używać.

— Vaelen nie przejdzie daleko.

— Nie będzie szedł.

Grijs spojrzał na stos desek przy tylnym wyjściu.

— Dwie długie wystarczą na nosze.

Wstając, oparł rękę o kolano. Eveline zobaczyła, że rozcięcie nad jego okiem nadal krwawi.

— Trzeba panu to opatrzyć — powiedziała.

— Najpierw wyniesiemy jego.

— Grijs...

— Eveline. Jeszcze stoję.

Zabrzmiało to tak znajomo, że omal się nie uśmiechnęła. Nie miała jednak siły.

Tempo obejrzał wygięte palce swojej metalowej dłoni. Jeden nie chciał się wyprostować, dwa pozostałe poruszały się z oporem.

— Pomogę z deskami — powiedział, podnosząc się z trudem. — Ale trzeba będzie znaleźć kogoś, kto potrafi to naprawić.

— Nie umiesz sam? — zapytał Grijs.

— Jedną ręką?

Grijs popatrzył na jego uszkodzoną dłoń, a potem na własną, wciąż sztywną prawą rękę.

— Rozumiem trudność.

***

Stara stróżówka stała dwa składy dalej, za niskim murem, od którego odpadła większość tynku. Do środka prowadziły jedne drzwi, a okno wychodziło na zarośnięty ogród. Wewnątrz znajdowały się ława, niewielki piecyk i posłanie z kilku worków.

Najpierw przywiązali do dwóch długich desek poprzeczki z rozbitej skrzyni i rozpięli na nich płaszcz Grijsa. Eveline układała deski, a Tempo zaciągał węzły. Gdy skończyli, wspólnie przenieśli Vaelena na nosze.

Droga do stróżówki zajęła im więcej czasu, niż Eveline się spodziewała. Z przodu szli ramię w ramię Tempo i Grijs. Tempo niósł prawą deskę, Grijs lewą, każdy w jedynej sprawnej ręce. Eveline trzymała tylny koniec i po kilkunastu krokach przestała czuć palce. Dwa razy musieli się zatrzymać. Za drugim Vaelen zacisnął dłoń na brzegu deski i poprosił o chwilę odpoczynku.

Kiedy wreszcie ułożyli go na posłaniu, Tempo ponownie sprawdził opatrunek. Materiał był wilgotny, ale krwawienie osłabło.

— Nie wygląda na to, żeby rana miała go teraz zabić — powiedział. — Ciemna stal zrobi jednak swoje. Będzie gorączka. Możliwe, że straci przytomność.

— Na jak długo? — zapytała Eveline.

— Tego nie wiem. Ktoś musi przy nim zostać przez noc.

Grijs usiadł przy stole. Eveline przemyła mu rozciętą brew i założyła niewielki opatrunek. Nie protestował, choć kilkakrotnie próbował odwrócić głowę ku drzwiom.

— O świcie idę po księżniczkę — powiedział, kiedy skończyła.

Tempo podniósł wzrok znad uszkodzonej dłoni.

— W tym stanie?

— Znam drogę.

— Pytałem o twój stan.

— Wiem, o co pytałeś.

Grijs zaczął sprawdzać zawartość torby.

— Florentina mogła już dotrzeć do ojca — powiedziała Eveline.

— Mogła.

— A jeśli nie chce wracać?

Grijs zatrzymał rękę.

— Wtedy przynajmniej będę wiedział, gdzie jest.

Eveline nie próbowała go przekonywać.

Tempo sprawdził zasuwę i zasłonił okno płótnem.

— Warty po kolei — powiedział. — Do rana nikt nie wychodzi bez potrzeby.

Grijs przytaknął.

Eveline przyniosła wodę do posłania Vaelena. Pomogła mu się napić, podtrzymując kubek, ponieważ ręka nadal mu drżała. Gdy odstawiła naczynie, zauważyła, że obserwuje jej twarz.

— Krwawiłaś — powiedział.

— Już przestałam.

— Tempo mówił...

— Tempo mówi bardzo dużo.

Kącik ust Vaelena drgnął.

— Zdarza mu się.

Eveline poprawiła złożony płaszcz pod jego głową. Nie odsunął jej ręki.

— Powinien pan odpocząć.

— Zamierzałem.

— To proszę wreszcie spróbować.

Przymknął oczy. Eveline siedziała jeszcze chwilę przy posłaniu, dopóki jego oddech się nie uspokoił.

***

Nocą w stróżówce zrobiło się chłodno. Grijs zajął miejsce przy drzwiach, a Tempo próbował wyprostować uszkodzony palec metalowej dłoni. Przy każdym ruchu mechanizm wydawał cichy zgrzyt.

Eveline siedziała na ławie, trzymając dłonie na kolanach. Nie drżały już tak mocno.

— Chciałam, żeby przestał — powiedziała cicho. — Tylko tyle.

— I przestał. — Tempo nie podniósł wzroku znad dłoni. — Vaelen mówił mi o zbroi Stratega. Tam też chciałaś tylko, żeby puścił.

— To nie było to samo.

— Nie było.

Eveline przypomniała sobie ból za oczami, kiedy dotknęła fotela w zamkowej pracowni. Potem palce Luciena na bliźnie. Nie kazała mu jej dotykać. Chciała tylko, żeby przestał patrzeć na nią i na Vaelena.

On też tak robi.

— Kogo miał na myśli?

— Nie wiem, co dokładnie mu zrobiono — odpowiedział Tempo. — Ale w Veyr widywałem kiedyś ludzi z taką twarzą.

— Strateg?

— Możliwe.

Przypomniała sobie Luciena przyciskającego ostrze do własnej twarzy i krew, której nie potrafiła zatrzymać.

Nie wiedziała, czy gdyby ponownie znalazła się w podobnej sytuacji, zdołałaby powstrzymać własne pragnienie.

Vaelen leżał nieruchomo, przykryty płaszczem. Jedną dłoń trzymał na brzegu posłania. Była to ta sama dłoń, którą przez cztery lata podawał jej przedmioty do wyceny, wskazywał błędy w księdze i przestawiał ceny, żeby ją zirytować.

Eveline podniosła się z ławy.

Vaelen otworzył oczy, kiedy usiadła obok jego posłania. Przez chwilę patrzył na nią bez słowa. Potem przesunął dłoń, robiąc jej nieco więcej miejsca na brzegu posłania.

Eveline została.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania