Sklep rzeczy utraconych - rozdział 57b
Tempo wysłuchał ich przy stole w stróżówce. Vaelen spał pod płaszczem, a przy piecyku stał garnek z wodą, którą ktoś zdążył już zagotować.
— Jeszcze jeden książę — mruknął Tempo, kiedy Grijs wspomniał o Mauritsie. — Ilu ich właściwie jest?
— Coraz mniej — odpowiedział Grijs.
Eveline nie uśmiechnęła się.
— Musimy wrócić do miasta. Wenna i Florentina nadal są w zamku.
— Nie wejdziesz tam — powiedział Tempo, odkładając kawałek metalu, którym próbował naprostować wykrzywiony palec. — Po tym, co się stało, będą cię szukać przy każdej bramie.
— Grijs nie zna przejścia przez pralnię.
— Nie muszę z niego korzystać — wtrącił Grijs.
— Pana też mogli widzieć przy magazynie.
Tempo odsunął od siebie narzędzia.
— Oboje zostajecie.
— Mógłbyś zacząć od drogi Kompanii — odezwał się Vaelen z posłania.
— Powinieneś spać — powiedział Tempo, obracając się ku niemu.
— Próbowałem. Rozmawiacie wystarczająco głośno, żeby obudzić połowę Kadenu.
— Ta droga nie jest bezpieczna.
— Żadna nie jest.
Grijs wciąż stał przy stole. Eveline nie zdjęła płaszcza.
— Najpierw sprawdzicie bramę — powiedział w końcu Tempo. — Jeśli was nie przepuszczą, jest jeszcze stare przejście pod wzgórzem.
— Jakie przejście? — zapytał Grijs.
— Dawniej woziliśmy tamtędy towary dla zamkowego szafarza.
— Przemycaliście je — zauważył Vaelen.
— Szafarz płacił dobrze i nie zadawał pytań. My też nie.
— Oczywiście.
Eveline wyjęła z kieszeni złożoną kartkę, na której w pracowni Tempo przerysowała trakt do składów pod Kadenem. Tempo rozłożył ją na stole i dorysował przy końcu linii niewielki prostokąt.
— Tutaj kończyła się droga dla wozów. Za ostatnim składem jest stara rampa. Pod deskami znajdziecie kamienną płytę z oznaczeniem Kompanii. Dalej towary przewoziliśmy małymi wózkami, aż pod zamek.
— W podziemiach widziałam ślady takich wózków — powiedziała Eveline. — Niedaleko groty Aderu.
— Korytarz rozgałęzia się pod wzgórzem — powiedział Tempo, przesuwając palcem po kartce. — My korzystaliśmy z odnogi prowadzącej do dawnych składów zamkowych. Drugiej nie używaliśmy.
— Chyba prowadzi do groty — powiedziała Eveline.
— Możliwe. Nigdy tam nie zaglądaliśmy.
— Wystarczy nam wejście do zamku — powiedział Grijs, przyglądając się mapie.
— Pod warunkiem, że nie zamknęli go od tamtej strony — odparł Tempo.
Eveline chciała zapytać, kiedy ostatnio ktoś korzystał z przejścia, ale Vaelen ją uprzedził:
— Panno Vale, proszę tu podejść.
Usiadła na brzegu posłania.
— Grijs mówił, że drzwi pod zamkiem otwierały się przed panią.
— Wystarczyło przyłożyć dłoń.
— Te zamki powinny otwierać się tylko przed członkami rodziny Trist.
— Ale ja nie jestem z tej rodziny.
— Dlatego chciałbym zrozumieć, dlaczego zamek panią rozpoznał.
Wróciło do niej wspomnienie złotej linii, która przebiegła pod jej palcami w podziemiach zamku.
— Zamki dają znać, kiedy ktoś ich używa — odezwał się Tempo od stołu. — W Veyr wystarczyło jedno otwarcie. Tutaj zakładałbym to samo.
— Najpierw brama — powiedział Grijs, składając kartkę. — Jeśli nie przejdziemy, wrócimy do składów.
— Przy rozwidleniu trzymajcie się lewej strony. To droga do zamku — dodał Tempo, podając mu latarnię i zapas świec.
Grijs schował latarnię do torby.
Eveline siedziała jeszcze przy Vaelenie. Spodziewała się, że każe jej zostać, ale zamiast tego wskazał kartkę w dłoni Grijsa.
— Grijs zna miasto, pani zna przejścia. Nie mam niczego lepszego do zaproponowania.
— Nie będzie mnie pan zatrzymywał?
— Czy kiedykolwiek odniosłem w tym sukces?
— Nie.
— W takim razie nie widzę powodu, żebyśmy oboje tracili czas.
Uśmiechnęła się lekko.
— Jest pan wyjątkowo rozsądny jak na człowieka z gorączką.
— Proszę tego nie rozpowiadać.
***
Eveline zapięła płaszcz. Przy drzwiach zatrzymała się jeszcze na chwilę przy posłaniu Vaelena.
— Postaramy się wrócić przed nocą.
— Proszę nie wyceniać własnego życia zbyt nisko, panno Vale.
— A ile jest warte?
— Obawiam się, że nie stać mnie na taką transakcję.
Nie znalazła odpowiedzi od razu.
— Proszę już iść — powiedział Vaelen. — Grijs nie będzie czekał wiecznie.
— Do zobaczenia, lordzie Vaelen.
— Do zobaczenia.
***
Do bramy Kadenu dotarli po kwadransie. Już z daleka Eveline zauważyła, że coś się zmieniło. Przed przejazdem stały dwa rzędy strażników. Wozy zatrzymywano jeden po drugim, a ludziom kazano zdejmować kaptury i pokazywać dokumenty.
Na murze, tuż obok ogłoszeń królewskich, wisiał duży arkusz papieru. Eveline zatrzymała się za grupą robotników i rozpoznała własną twarz.
Rysunek przedstawiał młodą kobietę z grzywką. Pod spodem widniało jej nazwisko.
Eveline Vale.
Niżej zapisano, że jest poszukiwana w związku ze śmiercią następcy tronu Vermaaru. Za informacje prowadzące do jej zatrzymania wyznaczono nagrodę.
— Mogę spróbować sam — powiedział Grijs.
— Nie dostanie się pan do pralni.
— Mogę dotrzeć do Wenny przez kogoś innego.
Eveline wskazała przejazd. Dwóch strażników właśnie wyciągało młodą kobietę z wozu. Jeden trzymał przed sobą rysopis, drugi odgarniał jej włosy z czoła.
Kobieta protestowała. Woźnica krzyczał, że straci cały dzień. Dopiero po dłuższej kontroli pozwolono jej wrócić na wóz.
Za bramą kolejny patrol sprawdzał przechodniów przy wejściu do uliczki prowadzącej na zachód.
— Tam jest droga do pralni — powiedziała Eveline.
Grijs wskazał zamknięte wrota dalej w murze.
— A kuchnia?
— Wejście gospodarcze. Spróbujmy.
Przeszli wzdłuż zabudowań, z dala od głównego traktu. Przy wąskiej ulicy, którą poprzednio dowożono żywność, stały dwa wozy. Robotnicy czekali obok nich, ale nikt nie rozładowywał towaru.
Na bramie wisiała tablica z królewską pieczęcią.
Dostawy wstrzymano do odwołania.
Jeden ze strażników odwrócił głowę w ich stronę. Grijs pociągnął Eveline za rękaw.
— Wracamy.
Nie protestowała. Dopiero po minięciu ostatnich zabudowań ponownie obejrzała się na mury. Drogi, którymi jeszcze wczoraj potrafiła dostać się do zamku, były niedostępne.
Pozostała droga Kompanii.
***
Starą rampę znaleźli za ostatnim składem, na zboczu porośniętym chwastami. Deski były spróchniałe, ale kamienne podpory nadal trzymały się mocno. Pod jedną z nich Grijs odnalazł płytę z trzema wyrytymi literami.
P.K.P.
Grijs wsunął miecz w szczelinę przy krawędzi płyty.
— Pomóż mi.
Razem odsunęli kamień na tyle, żeby odsłonić wąskie schody. Z dołu dobiegł chłód i zapach mokrej ziemi. Grijs zapalił latarnię. Zeszli ostrożnie, a potem przesunęli płytę z powrotem na miejsce. Korytarz był niski, ale szeroki na tyle, żeby zmieścił się w nim niewielki wózek. Na kamieniach widniały dwa głębokie ślady kół.
Grijs skierował światło ku ścianie. Przy podłodze leżały świeże odłamki drewna, a w zagłębieniu między kamieniami tkwił kawałek sznura. Dalej odciski kół przecinały wilgotny piasek.
Poszli wzdłuż śladów. Korytarz opadał łagodnie, później skręcał pod wzgórze. Po kilkunastu minutach dotarli do rozwidlenia.
— W lewo — powiedział Grijs.
Eveline zatrzymała się przy wejściu do prawego tunelu. Ślady wózków prowadziły właśnie tam, a na jednej ze ścian dostrzegła znajomy znak trzech odnóg.
— Ktoś nadal korzysta z drogi do groty.
Grijs przyjrzał się śladom i przysłonił latarnię dłonią. Przez chwilę nasłuchiwał.
— Tym bardziej nie powinniśmy tu stać.
Ruszyli lewym korytarzem.
Kilka zakrętów dalej droga skończyła się przed metalowymi drzwiami. Miały ten sam ciemny połysk co płyty w Veyr, a pośrodku znajdowało się zagłębienie wielkości dłoni. Zaprawa wokół framugi była jaśniejsza od kamienia.
Grijs spróbował poruszyć skrzydło, ale drzwi nawet nie drgnęły. Obejrzał zawiasy, a potem wsunął ostrze w szczelinę przy progu.
Metal zgrzytnął o metal.
— Nie otworzę ich.
Eveline przyjrzała się płycie. Nie było na niej klamki ani widocznego zamka. Tylko miejsce na dłoń.
— Jeśli to otworzysz, mogą się dowiedzieć, gdzie jesteśmy — powiedział Grijs, chowając miecz.
Nie wiedziała, kto otrzyma sygnał ani ile czasu minie, zanim ktoś po nich przyjdzie.
W zamku została Florentina. Wenna również tam była, nie wiedząc, że strażnicy mogą w każdej chwili przyjść po nią. Jeśli Tempo miał rację, za tymi drzwiami znajdowało się przejście pod zamek.
— Eveline?
— Wiem.
Podeszła do metalowej płyty.
Grijs odsunął się, dając jej miejsce.
Eveline wyciągnęła rękę, lecz zatrzymała ją tuż nad metalem. W końcu przyłożyła dłoń do zagłębienia. Przez moment nic się nie wydarzyło. Potem spod jej palców wybiegła cienka złota linia. Rozdzieliła się na kilka odnóg i przesunęła po powierzchni metalu.
W głębi ściany coś szczęknęło. Drzwi ustąpiły.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania