Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 58a

Drzwi otworzyły się na wąski korytarz. Grijs wszedł pierwszy, z mieczem w dłoni, a Eveline podążyła za nim. Za ich plecami metalowa płyta wsunęła się we framugę i złote linie zgasły.

Korytarz kończył się w dawnych składach zamkowych. Między kamiennymi filarami ustawiono świeże skrzynie ze znakiem rady Kadenu, a wzdłuż ścian biegły przewody znikające pod posadzką. Na jednej ze skrzyń leżały narzędzia. Eveline dostrzegła ślady butów w pyle, lecz zanim zdążyła przyjrzeć się im bliżej, zza filara dobiegły kroki.

Grijs zgasił latarnię i pociągnął Eveline między skrzynie. Przykucnęła za najniższą, skąd przez szczelinę między deskami widziała wejście do korytarza.

Z rozwidlenia wyłonili się dwaj mężczyźni z lampami. Pierwszy miał szary płaszcz zapięty pod szyją, drugi krótką kurtkę i szeroki pas z narzędziami.

— Tutaj — powiedział ten w płaszczu.

Jego towarzysz podszedł do drzwi i przyjrzał się płytce przy framudze.

— Otwarte od strony szlaku. Przecież zamknęliśmy tę odnogę.

— Zamknęliśmy.

— Więc kto przeszedł?

Mężczyzna w płaszczu uniósł lampę. Na jego metalowej plakietce widniał znak, który Eveline widziała już w grocie. Nosił go człowiek z torbą pełną ksiąg, ten sam, który zablokował za nimi drzwi.

— Pani chce wiedzieć, kto otworzył — powiedział. — Sprawdź połączenie.

Drugi wyjął z pasa wąski przyrząd i przyłożył go do zamka. Coś cicho stuknęło.

— Nieuszkodzony.

— Zostań tu. Nikogo nie przepuszczaj.

Mężczyzna w płaszczu odszedł w stronę rozwidlenia. Jego towarzysz przysunął skrzynię do ściany, usiadł na niej i postawił lampę u stóp.

Grijs odczekał, aż kroki ucichną.

— Tamtędy nie wrócimy — szepnął.

Eveline widziała strażnika kilka kroków od drzwi. Trzymał przyrząd na kolanach, co jakiś czas przykładając go ponownie do płytki.

— Tak szybko?

— Tempo nas ostrzegał.

Spojrzała na przewody biegnące wzdłuż ścian. Nie wiedziała, dokąd prowadziły.

Grijs schował miecz i wskazał schody na przeciwległym końcu składu. Przeszli między filarami, korzystając z cienia wysokich skrzyń. Strażnik nawet nie podniósł głowy.

***

Schody prowadziły do pomieszczenia zastawionego beczkami i workami mąki. Za drzwiami ktoś przesuwał ciężki garnek. Kobieta domagała się czystych talerzy, a kilka osób odpowiadało jej jednocześnie.

Grijs uchylił drzwi. Eveline rozpoznała spiżarnię, przez którą wcześniej prowadzono ją do podziemi.

Na półkach stały gliniane naczynia, a pod ścianą piętrzyły się kosze z warzywami. Dalej, w kuchni, cztery kobiety pracowały przy długim stole. Jedna kroiła mięso, druga obierała cebulę, a pozostałe układały pieczywo na tacach. Dwóch chłopców przenosiło misy do sąsiedniej sali.

— Jeszcze sześć półmisków! — zawołała kobieta przy piecu. — I gdzie to masło?

— Sama przynieś, skoro ci tak pilno — odparła jedna z kucharek, nie przerywając krojenia.

— Mam zostawić mięso na ogniu?

— Możesz poprosić posła. Podobno zostaje na kolacji, więc pewnie ma czas.

Kilka kobiet roześmiało się krótko.

Eveline cofnęła się za regał. Grijs stanął przy drzwiach prowadzących do dalszej części spiżarni.

— Jeszcze nam każą podawać do stołu — narzekała młodsza kucharka. — A ludzi coraz mniej.

— Z pralni nikogo nie dostaniesz. Wennę zabrali rano.

Eveline zacisnęła palce na krawędzi regału.

— Za co tym razem? — zapytała kobieta krojąca mięso.

— Ten mały od obierek powiedział, że posłała dziewczynę do piwniczki. Przyszli z pisarzem i kazali jej iść. Nawet fartucha nie pozwolili zdjąć.

— Przecież ona wszystkich gdzieś posyła. Taka jej praca.

— Powiedz to dowódcy.

Kobieta przy piecu uderzyła łyżką o brzeg garnka.

— Dosyć gadania. Te misy same się nie napełnią.

Eveline pamiętała dłonie Wenny przesuwające się po sukni Florentiny i to, że kucharka nic wtedy nie powiedziała.

— A tę dziewczynę znaleźli? — zapytała młodsza kucharka.

— Tę z grzywką? Nie. Podobno uciekła z zamku.

— To kto wczoraj nosił wodę do króla?

— Tina, ta druga od Wenny. Przyszedł po nią człowiek od książek, z papierem od dowódcy.

— To niech nam teraz oddadzą kogoś z królewskiej służby. Nie będę sama dźwigać półmisków na górę.

— Idź i poproś. Zobaczymy, co ci odpowiedzą.

Eveline odnalazła wzrokiem Grijsa. Florentina dotarła do ojca.

W kuchni rozległ się trzask tłuczonego naczynia, a zaraz potem przekleństwo. Grijs wykorzystał zamieszanie i ruszył ku drzwiom na drugim końcu spiżarni. Zanim zdążył do nich dotrzeć, klamka poruszyła się po drugiej stronie.

Do środka wszedł chłopiec z pustym koszem. Na widok obcych zatrzymał się z otwartymi ustami. Grijs dopadł go, zanim zdążył krzyknąć, przycisnął do ściany i zasłonił mu usta dłonią. Kosz upadł na podłogę.

Chłopiec szarpnął się gwałtownie. Mógł mieć najwyżej dwanaście lat. Był drobny, z rękami zaczerwienionymi od pracy. Próbował odsunąć dłoń Grijsa, ale nie dał rady.

Eveline przypomniała sobie jeńca w komórce i dłoń Grijsa naciskającą jego zranione kolano.

— Grijs.

Nie rozluźnił uścisku.

— Proszę go puścić.

— Jeszcze nie.

Chłopiec ponownie się szarpnął. Grijs przycisnął go mocniej do ściany, a Eveline podeszła bliżej.

— Proszę.

— Narobi krzyku, zanim dojdziemy do schodów.

— Nie możemy go tu zostawić.

Grijs zerknął na drzwi do kuchni. Ktoś wołał o cebulę i kroki zbliżały się do spiżarni.

— Zdejmę rękę — powiedział cicho. — Nie krzycz.

Chłopiec skinął głową.

Grijs powoli odsunął dłoń, nadal trzymając go za ramię. Chłopiec łapał powietrze, patrząc to na niego, to na Eveline.

— Możesz iść — powiedziała.

Grijs wypuścił jego ramię.

Chłopiec zawahał się, po czym chwycił kosz i przemknął obok nich do kuchni.

— Zaraz ich sprowadzi — powiedział Grijs.

— Wiem.

Grijs otworzył tylne drzwi, przez które wcześniej wszedł chłopiec, i przepuścił Eveline do wąskiego korytarza. Drzwi zamknęły się za nimi.

Nie zdążyli dojść do pierwszego zakrętu, kiedy z kuchni dobiegł krzyk chłopca. Grijs przyspieszył.

***

Minęli skład opału i weszli na schody dla służby. Grijs znał drogę, choć dwukrotnie musieli zatrzymać się na podeście, żeby przeczekać przechodzących ludzi.

Eveline nie znała tej części zamku. Ściany pozostały tu nieotynkowane, a wąskie okna wychodziły na wewnętrzne dziedzińce. Za mijanymi drzwiami słyszała stukanie naczyń i odgłosy przesuwanych mebli.

— Tędy prowadziłem wartę, kiedy król przyjmował gości — powiedział Grijs. — Nie życzył sobie strażników na głównych schodach.

— Teraz by mu nie przeszkadzali.

— Teraz nikt go nie pyta.

Na górnym podeście rozległy się kroki. Grijs zatrzymał Eveline przy ścianie.

Zza zakrętu wyszedł starszy służący z niewielką tacą. Miał siwe włosy, ciemną kamizelkę i pęk kluczy przy pasie. Na widok Grijsa niemal upuścił naczynia.

— Grijs?

Grijs przyłożył palec do ust. Służący obejrzał się w stronę schodów i podszedł bliżej.

— Król? — zapytał Grijs.

— Jest przy nim księżniczka. Poznałem ją, choć kazali nazywać ją Tiną.

— Możemy do niej dotrzeć?

— Chodźcie.

Służący ruszył pierwszy, niosąc tacę przed sobą. Przeszli wąskim korytarzem do drzwi ukrytych za ciężką zasłoną. Mężczyzna otworzył je kluczem i wprowadził oboje do niewielkiej garderoby.

Stały tu wysokie szafy i kufry, a na drewnianym stojaku wisiały płaszcze z królewskim herbem. W przeciwległej ścianie znajdowały się drugie drzwi, częściowo zasłonięte parawanem.

— Nikt tu teraz nie zagląda — powiedział służący. — Możecie zostać.

Od strony schodów dobiegły podniesione głosy. Służący nadstawił ucha.

— Szukają kogoś z kuchni.

— Zostanę na schodach — powiedział Grijs do Eveline. — Nie wyprowadzaj Florentiny na korytarz, dopóki nie wrócę.

— A jeśli tu przyjdą?

— Spróbuję ich zatrzymać.

Grijs ruszył do wyjścia, lecz zatrzymał się jeszcze na progu.

— Trzy razy. Tak zapukam.

Służący odsunął parawan, odsłaniając wąską szczelinę między drzwiami a framugą.

— Stąd zobaczysz królewskie łoże — powiedział cicho.

Eveline poczekała, aż obaj wyjdą. Służący zamknął za sobą drzwi na klucz. Została sama w garderobie.

Przez szczelinę widziała część dużego łoża, wysokie okno i stojącą obok misę z wodą. Król leżał pod jasną kołdrą, nieruchomy, z głową zwróconą ku oknu.

Przy nim siedziała młoda kobieta w prostym fartuchu. Poprawiała poduszkę, ostrożnie unosząc głowę chorego.

Florentina.

Przy kominku stał mężczyzna w brązowym płaszczu, z torbą pełną ksiąg przewieszoną przez ramię. Eveline cofnęła się nieco, żeby nie odsłonić twarzy. Mężczyzna zamknął torbę i wyszedł z komnaty. Florentina została przy ojcu. Eveline zaczekała, aż ucichną jego kroki, i znów zajrzała przez szczelinę.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania