Opowiw *** Ⱳęժɾóաƙɑ ղɑ Տեożƙօաą Ɠóɾę
Tbs
Wchodzi na stożkową górę po spiralnym trawersie. Oklepany zachód słońca wyświetla na obłokach, jelenia na rykowisku. Wizję rozwiewa lecący samolot.
Wędrowiec zauważa i wyczuwa przed sobą, jakąś maszkarę na kształt człowieka. Stoi na krawędzi, przodem do przepaści i strasznie cuchnie. Trudno dostrzec szczegóły, gdyż zmierzch pomału zapada, a ponadto strzępki mgły, ni stąd ni zowąd, zaczynają szybować wokół, niczym szare motyle, chaotycznie zasłaniając lub nie, szczegóły tutejszego krajobrazu.
Jakby szósty zmysł podpowiada, co należy zrobić. A zatem nic dziwnego, iż przechodząc obok maszkary, uderza ją w plecy i spycha ze ścieżki.
W tej samej chwili ma wrażenie, iż skrawek jakiegoś ciężaru, właśnie z niego spada. Odczuwa większą lekkość i łatwiej mu iść.
Niestety. Po jakimś czasie, zauważa kontury następnej. O ile z pierwszą, było łatwo i przyjemnie, to z tą, nie idzie mu tak łatwo. Jest silniejsza, przeciwstawna i jeszcze bardziej, kusząco cuchnie. Pomimo tego, acz trochę niechętnie, spycha ją z krawędzi.
W tej samej chwili ma wrażenie, iż zostaje uwolniony, od skrawka następnego ciężaru.
Odległość od celu znacznie zmniejszona, gdy ponownie zauważa, następną postać, po ciemniejszej stronie góry. Jednakowoż po raz pierwszy w czasie wspinaczki, odczuwa przemożne zdziwienie.
Na krawędzi stoi raczej kobieta, gdyż kształty, które właśnie odsłonił strzępek mgły, mówiąc oględnie, nie odstraszają. Wręcz przeciwnie. Jednak wewnętrzny głos po raz wtóry podpowiada, że należy ją zepchnąć.
Nie wie co uczynić. Stoi jakiś czas, zdezorientowany. Dlatego wybiera opcję pośrednią. Mija, idąc dalej.
Wierzchołek jest dosłownie na wyciągnięcie ręki, lecz tym razem, prawdziwe monstrum stoi na krawędzi i tak samo jak poprzednie, przodem do przepaści. Pomimo, że już prawie ciemno, mgła jakby szyderczo, odkrywa większość szczegółów.
Gdy staje za cuchnącym stworem, pragnąc go zepchnąć, ten nagle spogląda do tyłu. Wędrowiec ma wrażenie, że twarz jest mu znana.
I właśnie w tej chwili, czuje popchnięcie...
Komentarze (15)
Liny, czekan i na szczyt bez smrodu xd
Pozdrawiam serdecznie.
Rok↔Dzięki:)↔No tak, ale czasami trudno skompletować "nawet tyle":)↔Pozdrawiam?:)
Dekaos. + trening xd
Rok↔Trening?↔To ja już poczekam na reinkarnacje. Podobno mam być kozicą.
Poza tym wyjdzie taniej:)
Mnie łatwiej, jestem horoskopowym koziorożcem.
A i Rukiem xd
Rok↔Jak jeszcze→Rukiem, co może złapać koziorożca i pofrunąć z nim na wierzchołek...:))
Dekaos Dondi, no ba, jest moc:) Żmije rozgniatam, niebo skrzydłami zasłaniam, a na złych ludzi spuszczam ciężkie kamienie xd
Pobóg, dzięki za podanie inspiracji. XD
Rok↔Dzięki za ciężkie kamienie, a inspiracji na Opowi. przemożny dostatek:))
Dekaos Dondi, to tylko kamyczki były xd
Inspiracji do kamienowania trochę tu się znajdzie, ale Ty jesteś jednym z ostatnich w kolejce he he.
Rok↔To dobrze, iż w ostatnich, bom trwożnie struchlał. Mam jeszcze trochę czasu... chyba?
na szansę, by nie zostać trafionym w ciemię?
Dekaos, spokojnie, w realu mam ksywkę: leń. Niesłusznie, zwyczajnie lubię porządek, dopracowanie, długą przyjemność xd
Tekst z potencjałem, bizarro jak nic, można było więcej z niego wyciągnąć, ale i tak jest spoczko. Czytało się tak, że hej! ;-)
Maciekzolnowski↔Wiem, że można było więcej wyciągnąć, ale chciałem - szczególnie zakończenie - zostawić niedopowiedziane:)↔Pozdrawiam?:)
Tajemnicze, klimatyczne, filozoficzne opowiadanie. Inne niż większość.
5, pozdrawiam ?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania