Opowiw *** Coś Bagienne
Coś 乃凡Gノモ几几e
Dawny tekst znacznie zmieniony, ale i tak nie wiem, o co w tym biega, tak naprawdę
Pewien człowiek, wiedząc, że to jego ostatnia godzina na tym padole, podchodzi na dłuższą odległość, bo nie chce umrzeć tak jak żył, tylko kopnąć w kalendarz, jako odmieniony. Skoro stwór mieszka w bagnie, to może zgłębił prawdziwy sens.
Ponadto przybyły, pragnie posiąść szacunek i poważanie, chociażby w żółtych ślepiach, przyczepionych wzrokiem, do obrośniętego parszywymi szuwarami, łba. Skoro do tej pory, nie miał okazji zaznać nawet takowych, to cóż to za ryzyko. No przecież, żadne.
A nuż widelec–(którymi był często dźgany, na 90% z własnej winy)–wyjdzie na to, że to jakieś dobro bagienne, co może pomóc, czemuś zaradzić, lub nawet jakąś nagrodę, po zejściu zaserwować lub nawet więcej.
Stwór potrząsa wystawionym łbem, nad swój wciągający poziom rozwoju i hipnotyzuje przybysza smrodem. Gościu nie może uciec, tylko musi czuć. Owe Coś, zaczyna człowieka czytać. A im dłużej czyta, tym szybciej następuje rozkład książki.
Jednakowoż człowiek wierzy i ma wrażenie, że coraz większą miłością pochwalną, Bagienny go obdarza. Chociażby dlatego, że słuchający nie bierze dupę w troki z lęku jakiegoś, nie wrzeszczy niczym opętany, obwiniając wszystkich wokół, tylko uczestniczy odważnie w procederze, a ponadto długą gałązką, Cosiowi czuprynę z wodorostów rozczesuje, bo splątana i żywotna, niczym bąbelki w szampanie, z nadzieją wystrzelenia korka.
Bagienny na dobroczyńcę głaskającego, poważnie spogląda, tak potwornie wdzięcznie i z takim nasileniem cuchnącego wzroku, że w końcu oglądany ma pewność, że zdobył przychylność i poważanie, w oczach stwora, który nagle…
… kończy czytać ostatni rozdział, więc wychodzi z bagna i wciąga... prochy.
Wraca w gęste odmęty, mając więcej sił. Uprawia seks bagienny z Uroczą Syrenką Bagienną i nagle połowiczny koniec procederu. A zatem odprowadza ukochaną na brzeg i zaczyna ją czytać.
~
O świcie, kiedy krople rosy, pieszczą żyłki w zaułkach drżących liści, czeka jak ten głupi, jakby deczko skołowany. Nie wie dokładnie na co, lecz bagno wygania na brzeg, magicznie mlaskające dźwięki, gdy promień słońca, buszuje ciepło, we wnętrzu wilgotnej roślinności.
Komentarze (10)
5, pozdrawiam 😄
Chciałem teraz bardziej uniwersalnie:)↔Pozdrawiam😄
A coś Ty tutaj wymodził... jakiegoś Wodnika szuwarka, i jeszcze zaznaczasz, że sam nie wiesz o co tak właściwie chodzi, hmmm?
No, ale OK... spróbuję rozłożyć Cię/tzn tekst na te tzw czynniki półpierwsze.
Gdybyś choć raz w całym tekście uwzględnił/oprócz szuwarów jakąś inną kwitnącą roślinność, to ja na ten tychmiast - zrobiłabym/nawet bez magicznej różdżki simsalabim... i jako biedroneczka wszamałabym z rozkoszą, te przędziorki, mszyce i inne czerwce, które na pewno wokół bagna mieszkają.
Przecież w bagnie są różne inne cudeńka, o których sam wspominasz = np. Bagienna syrenka z którą coś tam/tego tam... no, i to jest jakiś pozytyw/chociaż krótki, bo znowu zaczynasz bagnić odmiennie.
Ale zaraz, zaraz czy Ty wszedłeś w bagno z książką w rękach... toć przecież kartki będą posklejane i opuścisz pewnie parę interesujących rozdziałów... i co powiesz tej odprowadzonej na brzeg = do zobaczenia?
Kicaj słuchy:
A w górze słoneczko i miły zefirek
i zielsko rozrasta się sielsko.
Na zielsku nenufar, a nad nim motylek
z tą swoją słodyczą anielską. lala la la laaa
😘😘😘-:3)))~☆~💥~☆~♡🎀
czegoś w coś. Słodki wierszyk, dla słuchów kicanych💥-:3)))~😘~💥~😘~♡🎀
U mnie było kiedyś podobnie z tekstem. Tzn→nie zniknął ze spisu, bo miejsce oczekiwało.
Aż pod długim czasie, zaistniał w owym😘
Też prawie wcale nie zrozumiałem, więc spoko:)
Pozdrawiam😄
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania