Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 60

Starszy służący zatrzymał się na podeście schodów i wskazał wąskie przejście między dwiema ścianami.

— Za izbą rachunkową skręcicie w lewo. Kancelaria jest na końcu korytarza, przy zachodniej wieży.

Grijs zajrzał za róg.

— A pan?

— Muszę wrócić. Jeśli zauważą, że mnie nie ma, zaczną szukać.

— Dziękuję — powiedziała Eveline.

Służący poprawił pęk kluczy przy pasie.

— Podziękujesz, kiedy stąd wyjdziesz.

Ruszył na górę, ale po kilku stopniach odwrócił się jeszcze.

— Nie pokazujcie się przy głównej klatce. Posłali tam dodatkowych ludzi.

Grijs zaczekał, aż jego kroki ucichną, po czym poprowadził Eveline w głąb przejścia.

W izbie rachunkowej ktoś głośno liczył worki z mąką. Przez uchylone drzwi widziała dwóch mężczyzn stojących nad otwartymi księgami. Jeden kreślił coś na tabliczce, drugi odczytywał liczby z arkusza. Nie podnieśli głów, kiedy przechodzili.

Dalej korytarz zwężał się i skręcał za kamienny filar. Przy rozwidleniu stał strażnik. Grijs zawrócił, zanim tamten podniósł głowę, i poprowadził Eveline dłuższą drogą obok składu płócien. Eveline naciągnęła chustkę głębiej na czoło.

— Obsadzają wszystkie przejścia.

— Spóźnili się z tym — odparł Grijs.

Ruszył pierwszy. Eveline dogoniła go dopiero przy następnych drzwiach.

— Puściłaś chłopca — powiedział.

Wiedziała, o którego chodziło.

— Nie chciałam, żebyś zrobił mu to samo co jeńcowi.

Grijs zatrzymał się.

— Tamten człowiek wiedział, kto na nas czekał.

— Trzymałeś go za kolano, dopóki nie zaczął mówić.

— Zaczął.

Grijs obejrzał się w stronę korytarza.

— A chłopiec widział nas obu. Wie, którędy weszliśmy. Jeżeli trafi do dowódcy, powie mu wszystko, zanim ten zdąży podnieść głos.

— Miałam pozwolić ci go zatrzymać?

— Krzyknął, zanim doszliśmy do zakrętu.

Grijs otworzył drzwi prowadzące do następnego korytarza.

— Teraz musimy zabrać Wennę, zanim ktoś ją zapyta, komu jeszcze pomagała.

Kancelaria mieściła się za izbą rachunkową, w niskim pomieszczeniu z dwoma zakratowanymi oknami. Na ścianach wisiały półki z księgami i pękami dokumentów przewiązanych sznurkiem. Przy biurku siedział znajomy pisarz.

Kiedy zobaczył Eveline, odłożył pióro.

— Ty.

Grijs wszedł za nią i zamknął drzwi. Pisarz zerknął na jego miecz.

— Jeśli przyszedłeś mnie zabić, źle wybrałeś chwilę. Do południa muszę oddać trzy rejestry.

— Szukamy kobiety z kuchni — powiedział Grijs.

— W takim razie powinniście pójść do kuchni.

— Zabrali ją rano — powiedziała Eveline, podchodząc do biurka. — Nazywa się Wenna.

Pisarz odsunął krzesło.

— Ty miałaś być pod strażą.

— Byłam.

— A teraz przychodzisz tutaj?

— Chcemy wiedzieć, gdzie ją zamknęli.

— Nie mogę wam pomóc.

— Może pan — powiedział Grijs.

Zrobił krok w stronę biurka. Pisarz obejrzał się na zamknięte drzwi, potem na miecz u jego boku. Grijs się nie zatrzymał.

Eveline dostrzegła otwartą księgę pod ręką pisarza. Rozpoznała układ kolumn: data, rodzaj dokumentu, numer, osoba odbierająca. Taki sam rejestr widziała wcześniej, kiedy przyniosła mu kolację. Na stronie znajdowało się kilka wpisów dotyczących zachodniego skrzydła. Jeden z nich miał numer sto osiemnaście.

— Grijs, zaczekaj.

Podeszła bliżej.

— Przepustka Hessela.

Pisarz natychmiast położył dłoń na księdze.

— Odsuń się.

— Przedtem było tutaj jego nazwisko.

— Nadal jest.

Rzeczywiście. Podpis lorda Hessela widniał obok odcisku pieczęci, ale w sąsiedniej rubryce dopisano kilka słów drobniejszym pismem. Atrament miał ciemniejszy odcień, a ostatnia litera zachodziła na linię oddzielającą kolumny.

— Tego wcześniej nie było — powiedziała.

— Nie pamiętasz nawet, co zeznawałaś przedwczoraj.

— Pamiętam, że przepustkę odnowiono dwanaście dni przed naszym przybyciem. Odbiorcą był dostawca ksiąg. A tutaj ktoś dopisał, że dokument wydano na pańskie polecenie.

Pisarz zamknął księgę.

— Wyjdź.

Grijs pozostał przy biurku.

— Nie przyszliśmy z powodu przepustki — powiedział.

— To po co o niej rozmawiacie?

Eveline przyjrzała się pisarzowi. Pod paznokciem wskazującego palca miał zaschnięty atrament, ale nie tak ciemny jak ten, którym poprawiono wpis.

— To nie pańskie pismo?

Mężczyzna nie odpowiedział.

— Jeśli ktoś sprawdzi księgę, uzna, że to pan wydał przepustkę.

Pisarz wstał.

— Nie mam zwyczaju przyjmować rad od kobiet, które uciekają spod straży.

— Człowiek w brązowym płaszczu posługiwał się tym dokumentem. Widziałam, jak pokazywał go panu, kiedy przyszedł po Tinę.

Pisarz odsunął zamkniętą księgę na koniec biurka.

— Nie wiem, kto poprawił wpis. Wczoraj wieczorem był jeszcze taki, jak go sporządziłem. Rano znalazłem dopisek.

— Zgłosił pan to?

— Komu? Człowiekowi, który przynosi polecenia opatrzone pieczęcią Hessela?

Przy drzwiach rozległy się szybkie kroki. Pisarz spojrzał na drzwi, potem na zamkniętą księgę i nic nie powiedział. Ktoś przeszedł dalej.

— Jeśli dowódca zechce wiedzieć, kto wydał tę przepustkę, zapyta mnie — powiedział pisarz. — A Hessel może twierdzić, że nigdy nie polecał jej wystawić. Czego właściwie ode mnie chcesz?

— Wenny.

Pisarz popatrzył na Eveline, potem na Grijsa.

— Jest zatrzymana w izbie przy dolnym wejściu do zachodniej wieży. Dowódca kazał jej pilnować. Podobno pomagała jednej z poszukiwanych kobiet.

— Można ją stamtąd zabrać? — zapytał Grijs.

— Nie na wasze życzenie.

Eveline wskazała zamknięty rejestr.

— A na pańskie?

Pisarz roześmiał się krótko.

— Mam wypisać polecenie uwolnienia zatrzymanej? Żeby dowódca mógł jutro dołożyć je do pozostałych dokumentów?

— Wenna widziała przepustkę człowieka od ksiąg — powiedziała Eveline. — Nie raz.

Pisarz nie odpowiedział. Spojrzał na księgę, potem przysunął do siebie czysty arkusz.

— Dowódca przesłucha ją po obchodzie — powiedział. — Ja zrobię to wcześniej.

— Tutaj? — zapytał Grijs.

— Tutaj. Pod strażą. — Pisarz zanurzył pióro. — Dwóch ludzi, takie są rozkazy. I nie myślcie, że pozwolę ją stąd zabrać.

Napisał polecenie doprowadzenia Wenny do kancelarii w celu uzupełnienia protokołu. Przyłożył pieczęć, odczekał, aż atrament wyschnie, po czym złożył arkusz i wsunął go do kieszeni.

— Wyjdziecie stąd przede mną. Dowódca dowie się, że tu byliście, kiedy skończę z Wenną.

— O dopisku też — powiedziała Eveline.

Pisarz nie odpowiedział.

Grijs otworzył drzwi. Za pierwszym zakrętem przystanęli. Pisarz minął wylot korytarza, nie oglądając się, i jego kroki oddaliły się w stronę wieży. Eveline ruszyła z Grijsem w przeciwną stronę.

Grijs znał dolne przejścia przy wieży. Skład opału znaleźli za niskimi drzwiami przy schodach. W środku pachniało węglem, mokrym drewnem i starym popiołem. Grijs odsunął worek oparty o ścianę i zajrzał przez wąski otwór nad kamienną półką.

— Tam jest izba straży.

Eveline stanęła obok.

Za otwartymi drzwiami na ławie siedziała Wenna. Ręce miała wolne, ale przy wejściu stało dwóch strażników. Trzeci rozmawiał z kimś w korytarzu.

Nie wyglądała na ranną. Jej fartuch był brudny, a włosy wysunęły się spod czepka. Kiedy jeden ze strażników podszedł bliżej, odsunęła się na koniec ławy.

Z korytarza dobiegł znajomy głos pisarza.

— Na polecenie kancelarii. Trzeba uzupełnić jej zeznania.

— Dowódca kazał ją zatrzymać — odpowiedział strażnik.

— I nadal będzie zatrzymana. Chcę ją tylko przesłuchać.

Rozwinął dokument. Strażnik obejrzał pieczęć, lecz nie przepuścił go od razu.

— Zaprowadzimy ją, ale dowódca się o tym dowie.

— Proszę mu powiedzieć — odparł pisarz. — Czekam przy schodach.

Eveline usłyszała odgłos zamykanych drzwi. Grijs cofnął się od otworu.

— Jeśli zaczną sprawdzać, stracimy okazję.

— Pisarz nie będzie czekał bez końca.

Zajrzała jeszcze raz. Trzeci strażnik został przy izbie. Dwaj pozostali wyprowadzili Wennę na korytarz. Jeden szedł przed nią, drugi za nią.

Grijs wskazał drzwi składu opału.

— Za zakrętem będą musieli przejść obok nas.

— I co wtedy?

Wyjął miecz na kilka cali z pochwy.

Eveline położyła dłoń na jego ręce.

— Nie tutaj.

— Nie zamierzam pytać ich o pozwolenie.

— Przy schodach jest pisarz. Jeśli usłyszy walkę, wezwie straż.

Grijs wsunął miecz z powrotem.

— Masz lepszy pomysł?

Eveline obejrzała drzwi. Na zewnętrznej stronie wisiała tabliczka z napisem „Skład opału”. Pod nią ktoś przybił drugą, mniejszą: „Nie zastawiać przejścia”. Drzwi otwierały się do środka, a tuż obok stał ciężki wózek z workami.

Przesunęła jeden worek na podłogę.

— Pomóż mi.

Grijs nie pytał. Chwycił drugi koniec wózka i razem ustawili go tuż przy wejściu.

Kiedy usłyszeli zbliżające się kroki, Eveline otworzyła drzwi i wypchnęła wózek na korytarz. Koło uderzyło o kamienny próg. Jeden z worków spadł, a jego zawartość rozsypała się pod nogami prowadzącego strażnika.

— Uważaj! — krzyknął mężczyzna.

Eveline cofnęła się, udając, że próbuje zatrzymać wózek.

— Przepraszam! Kazali mi wynieść opał!

Strażnik podniósł nogę, otrzepując but. Drugi, idący za Wenną, złapał ją za ramię.

Grijs wyskoczył zza drzwi i uderzył pierwszego strażnika rękojeścią miecza w skroń. Mężczyzna osunął się na wózek, przewracając go na bok.

Drugi puścił Wennę i sięgnął po broń, ale Eveline popchnęła w jego stronę ciężki worek. Zachwiał się, a Grijs złapał go za kołnierz i wciągnął do składu.

Rozległ się głuchy odgłos uderzenia o drewno.

— Wenna! — zawołała Eveline.

Kobieta stała przy ścianie, patrząc na leżącego strażnika.

— Ty?

— Chodź.

— Co wyście zrobili?

Spod włosów strażnika spłynęła na kamień cienka strużka krwi. Eveline uklękła przy nim. Pierś unosiła się płytko i nierówno. Nie otworzył oczu, kiedy dotknęła jego ramienia.

Grijs wyszedł ze składu.

— Żyje — powiedział. — Idziemy.

Eveline podniosła na niego wzrok. Grijs nie odwrócił swojego.

Wenna nie ruszyła się.

— Pomogłam wam wyjść z kuchni. Dzisiaj przyszli po mnie. A teraz mam z wami uciekać?

— Florentina kazała nam cię odnaleźć — powiedziała Eveline.

— Gdzie ona jest?

— Przy ojcu. Powiedziała straży, kim jest.

Wenna zbladła.

Z końca korytarza dobiegł okrzyk. Grijs złapał Wennę za ramię i poprowadził obie kobiety przez skład opału do bocznego przejścia. Eveline zatrzymała się tylko po to, żeby przymknąć drzwi. Za nimi rozległ się hałas przesuwanego wózka.

Wenna szła szybko, co chwilę oglądając się za siebie.

— Dokąd mnie prowadzicie?

— Najpierw musimy wydostać się z tego skrzydła — odpowiedziała Eveline.

— A potem?

Nie wiedziała.

Grijs zatrzymał się przy schodach, unosząc rękę. Z góry dochodziły głosy strażników.

— Nie tam — powiedział.

Skręcili w wąski korytarz biegnący za izbą rachunkową. W połowie drogi z przeciwnej strony schodziło dwóch żołnierzy. Grijs pchnął kobiety do wnęki za kamiennym filarem.

Strażnicy prowadzili między sobą starszego służącego. Jeden z żołnierzy niósł jego pęk kluczy.

— Kto ci kazał otworzyć garderobę?

Służący nie odpowiedział.

— Dowódca zakazał ją otwierać.

Strażnik szarpnął go za rękaw.

— Jemu odpowiesz.

Służący potknął się na stopniu. Żołnierz poderwał go w górę. Eveline zrobiła krok w ich stronę, ale Grijs zastąpił jej drogę.

— Nie.

— To przez nas.

— Wiem.

Żołnierze minęli wnękę. Starszy służący miał głowę opuszczoną. Nie zauważył Eveline, choć znajdowała się zaledwie kilka kroków od niego. Wenna dotknęła jej rękawa.

— Co się stało?

— Pomógł nam dostać się do królewskiej komnaty — powiedziała Eveline.

— I dlatego go zabrali?

Grijs zaczekał, aż żołnierze znikną za zakrętem.

— Dowódca wie już, że dziewczyna z rysopisu nie opuściła zamku — powiedział. — Będzie sprawdzał każde przejście.

Eveline nadal patrzyła w pusty korytarz.

— Musimy coś zrobić.

— Teraz mamy pod opieką Wennę.

— Nie powiedziałam, żebyśmy ją zostawili.

— Dowódca będzie chciał wiedzieć, komu jeszcze otwierał drzwi. Na razie potrzebuje go żywego.

Z góry dobiegł dźwięk otwieranych drzwi. Grijs wychylił się zza filara, sprawdzając drogę.

— Musimy iść.

Wenna ruszyła za nim. Eveline została jeszcze przy filarze.

Przypomniała sobie, jak na schodach służący poprawiał pęk kluczy przy pasie. „Podziękujesz, kiedy stąd wyjdziesz”. Teraz klucze niósł żołnierz. Eveline naciągnęła chustkę na czoło i ruszyła za pozostałymi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania