Sklep rzeczy utraconych - rozdział 61
Wenna zatrzymała się na końcu korytarza i przyłożyła ucho do drzwi. Po drugiej stronie ktoś przesunął ciężki przedmiot po posadzce. Zaczekała, aż hałas ucichnie, po czym uniosła skobel.
— Tędy.
Weszli do wąskiego pomieszczenia, w którym pachniało sadzą i starym drewnem. Pod ścianą stały kosze z węglem, a nad nimi wisiały żelazne pogrzebacze. Wenna zamknęła drzwi, wsunęła zasuwę i zdjęła z głowy przekrzywiony czepek. Próbowała wyprostować zgniecioną koronkę, lecz w końcu odłożyła go na kosz.
— Dwadzieścia trzy lata pracowałam w tym zamku — powiedziała. — Nigdy nie miałam kłopotów ze strażą. A teraz nawet rzeczy nie pozwolili mi zabrać.
— Porozmawiam z Florentiną. Może uda się…
— Nie chcę już niczego od księżniczki.
Wenna usiadła na niskim stołku i podciągnęła rękaw. Na nadgarstku miała czerwony ślad po palcach strażnika.
— Nie mam dokąd wrócić, Eveline.
Grijs, który dotąd nasłuchiwał przy drzwiach, odsunął zasuwę.
— Palacze niedługo przyjdą po węgiel. Nie możemy tu zostać.
Wenna opuściła rękaw.
— Przy kuchni nikogo teraz nie wpuszczają do spiżarni. Rano odesłali nawet jednego z kuchcików.
— Sprawdzę — odparł Grijs.
Eveline podniosła się razem z nim, ale Wenna była już na nogach.
— Znam krótszą drogę. Chodźcie.
Poprowadziła ich przez drugie wyjście, ukryte za wysokim koszem, do korytarza dla służby. Za zakrętem Eveline zobaczyła żołnierzy. Dwóch stało pod drzwiami spiżarni, trzeci siedział naprzeciwko z kuszą opartą o kolano. Obok drzwi przybito świeży papier z zamkową pieczęcią. Eveline zdążyła przeczytać kilka wierszy, zanim kusznik odwrócił głowę.
Mężczyzna wysoki, jasnowłosy. Rozcięta brew. Prawa ręka niesprawna lub uszkodzona.
Grijs schował ranną rękę pod płaszcz i cofnął się za narożnik.
— Pisarz? — szepnęła Eveline.
— Albo strażnik.
Wrócili do pomieszczenia przy piecach. Wenna postawiła wiadro z wodą i znalazła kilka kawałków suchego chleba.
— Szukają mnie — powiedział Grijs, zamykając drzwi. — Przez spiżarnię nie przejdziemy.
Wenna odłożyła chleb, który właśnie dzieliła.
— Merten wywozi dziś popiół za miasto. Znam go od lat. Jeśli jeszcze nie odjechał, może mnie zabrać. Za kilka monet nie będzie pytał.
— Spróbujemy — powiedział Grijs.
— Wszystkich nie przewiezie. W beczce zmieści się jedna osoba. Druga może iść przy wozie, jako pomocnica.
— Nie pojadę z tobą.
Eveline spojrzała na niego.
— Mogą cię rozpoznać nawet bez tego opisu.
— W takim razie nie będę się pokazywał strażnikom.
— Muszę znaleźć Mertena, zanim załadują ostatnie beczki — powiedziała Wenna.
— A jeśli zatrzymają cię przy bramie? — zapytała Eveline.
— Merten nie pierwszy raz wywozi coś, czego nie powinien.
Grijs wyjął zza pasa kawałek papieru.
— Potrzebuję, żebyś zaniosła wiadomość do stróżówki przy składach. Zastaniesz tam naszych ludzi.
Wenna zawahała się, więc Eveline wyjęła sakiewkę. Zostało w niej niewiele monet. Położyła je na pokrywie kosza.
— Weź. Przy składach dostaniesz coś do jedzenia i będziesz mogła odpocząć.
Wenna policzyła pieniądze i zabrała połowę.
— Tyle powinno wystarczyć na przejazd. Resztę zatrzymaj.
Grijs przysunął sobie pustą skrzynkę, oparł o nią papier i zaczął pisać lewą ręką. Eveline podała Wennie adres stróżówki i opisała Tempo, którego powinna tam zastać. Tymczasem Grijs zapisał wiadomość o Florentinie, ujawnieniu jej tożsamości przed dowódcą i dopisku w księdze pisarza przy przepustce numer sto osiemnaście.
— Dopisz jeszcze o zamku w podziemiach — przypomniała Eveline. — Otworzył się pod moją dłonią. Tempo powinien wiedzieć.
— Byłaś jeszcze w podziemiach? — zapytała Wenna.
— Znalazłam tam stare przejście.
Wenna pokręciła głową, lecz nie wypytywała dalej. Wyjęła ze starego kosza wypłowiałą chustę i zaczęła ją wiązać, podczas gdy Grijs kończył pisać.
— Przekażesz to wyłącznie Tempo — powiedział, składając kartkę. — Jeśli lorda Vaelena nie będzie można obudzić, nie czekaj na niego.
Wenna wzięła od niego kartkę.
— A wy?
— Ja zostaję — odpowiedział Grijs. — Eveline pojedzie z tobą.
— Nie pojadę.
Grijs spojrzał na nią znad skrzynki.
— Florentina kazała nam odnaleźć Wennę. Zrobiliśmy to.
— A ty nadal musisz wrócić po księżniczkę. Nie przejdziesz przez spiżarnię, a innego przejścia nie znasz.
— Możesz mi je opisać.
— Mogę ci je pokazać. W podziemiach jest kilka odnóg i łatwo pomylić drogę.
Wyjaśniła mu, jak wcześniej zeszła ze składu bielizny w zachodnim skrzydle do groty, skąd można było przedostać się do tunelu Kompanii i wyjścia przy składach.
Grijs odłożył ołówek.
— Pokażesz mi drogę. Potem wracasz do składów.
— Najpierw musimy tam dotrzeć.
Grijs chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz Wenna podniosła ze stołka fartuch.
— Jeśli zaraz nie wyjdę, Merten odjedzie beze mnie.
Grijs wziął od niej kartkę, rozłożył ją na skrzynce i dopisał na dole: Jeśli będziesz musiał wejść do zamku, omiń spiżarnię. Przy rozwidleniu skręć w prawo, do groty.
Wenna schowała wiadomość za podszewkę rękawa. Grijs podał jej jeszcze niewielki nóż, który po obejrzeniu wsunęła za pas.
Na koszu leżał pozostawiony wcześniej czepek. Wenna nie zabrała go.
Zanim wyszła, powiedziała im jeszcze, kiedy skład bielizny w zachodnim skrzydle pozostaje bez nadzoru. Czyste prześcieradła wynoszono stamtąd po południu, a klucz zostawiano w zamku do końca ostatniego obchodu.
— Tylko uważajcie na młodą służącą, która tam sprząta. Czasem zostaje dłużej.
— Wenna — odezwała się Eveline, gdy kobieta była już przy drzwiach. — Dziękuję.
— Chcę już stąd wyjść, Eveline. Tylko tyle.
Eveline odsunęła się, żeby zrobić jej miejsce. Wenna wyszła, nie oglądając się za siebie.
***
Na piętrze nad dawną izbą palaczy znajdował się strych, gdzie przechowywano zużyte kosze i zapasowe deski. Przez wąskie okno wychodzące na dziedziniec gospodarczy widać było bramę i kawałek drogi biegnącej wzdłuż murów.
Eveline przykucnęła pod parapetem. Na dole robotnicy ładowali beczki na niski wóz. Woźnica w brudnym kaftanie kłócił się z jednym z nich, pokazując palcem na uszkodzone koło. Po chwili podeszła Wenna, ubrana w stary fartuch i chustę zakrywającą włosy.
Merten wysłuchał jej, rozłożył ręce, a potem wyciągnął dłoń. Wenna wsunęła mu monety w palce.
Mężczyzna schował je do kieszeni i rozejrzał się po dziedzińcu. Potem zdjął pokrywę z beczki stojącej na skraju wozu i wyjął ze środka skrzynię pełną popiołu, dopasowaną do jej ścian i sięgającą do połowy beczki. Wenna weszła do beczki i skuliła się na dnie. Merten wsunął skrzynię z powrotem i nakrył beczkę, nie dociskając pokrywy.
Kiedy robotnicy wrócili z kolejnymi beczkami, pomogli mu przesunąć ją w głąb ładunku, między inne.
Eveline próbowała zapamiętać, która to była. Po chwili wszystkie beczki wyglądały tak samo.
Merten wspiął się na kozioł. Wóz ruszył powoli w stronę bramy.
Przed przejazdem stało czterech żołnierzy. Dwóch sprawdzało beczki na innym wozie, trzeci rozmawiał z kobietą prowadzącą osła. Czwarty zatrzymał Mertena.
Woźnica podał mu dokument. Strażnik przeczytał kilka wierszy i obszedł wóz. Zdjął pokrywę z beczki stojącej najbliżej, wziął od drugiego żołnierza włócznię i wbił drzewce w popiół. Nad wozem uniósł się szary pył.
Eveline zacisnęła palce na krawędzi parapetu.
Strażnik zdjął drugą pokrywę i znów pchnął. Potem przesunął się wzdłuż burty i sięgnął do beczki stojącej głębiej. Żeby się do niej dostać, musiał oprzeć kolano o koło.
Za Mertenem czekały już dwa wozy z drewnem. Od strony wartowni ktoś krzyknął, żeby nie blokować przejazdu.
Strażnik wbił włócznię jeszcze raz, w beczkę w środku ładunku. Wyciągnął drzewce, otrzepał je z popiołu i oddał Mertenowi dokument.
Wóz przejechał pod bramą.
Eveline śledziła go wzrokiem. Na zakręcie za murem Merten poprawił lejce. Żadna z beczek się nie poruszyła. Potem wóz zniknął za budynkiem stajni.
— Widziałeś, w którą trafił? — zapytała.
— Nie.
Grijs odsunął się od okna i poprawił płaszcz na rannym ramieniu. Eveline pozostała przy parapecie, choć wozu nie było już widać.
Zeszli ze strychu, gdy na dziedzińcu zaczęto przygotowywać następny transport. Przy piecach zrobiło się tłoczniej. Palacze przenosili węgiel, a służące wynosiły wiadra z brudną wodą.
Przy schodach dwie kobiety rozmawiały nad ciężkim koszem z bielizną.
— Księżniczka siedzi przy królu — mówiła starsza. — Ale nikogo z dawnych do niej nie wpuszczają.
— Nawet pokojówek?
— Przysłali inne. Chodźmy już, jeszcze ktoś usłyszy.
Grijs ruszył dalej, a Eveline podążyła za nim. Wciąż pamiętała starego służącego, którego pozostawili w rękach żołnierzy, chłopca od obierek i strażnika, który nie potrafił podnieść się z posadzki.
— A tamten służący? — zapytała Eveline.
— Nie mogliśmy go zabrać.
— Nawet nie spróbowaliśmy.
Grijs zatrzymał się.
— Chciałaś, żebym zostawił was z Wenną i wrócił po niego?
Eveline nie odpowiedziała. Grijs ruszył dalej, a ona poszła za nim.
***
Do składu bielizny prowadziły schody na końcu zachodniego korytarza. Zgodnie ze wskazówkami Wenny zaczekali, aż dwie służące wyniosą ostatni kosz i oddalą się w stronę pokojów służby.
Grijs sprawdził korytarz. Minęli otwarte drzwi składu, zza których pachniało krochmalem i wysuszonym płótnem. Dalej stał drewniany regał, którego bok częściowo zasłaniał niskie drzwi. Spod progu ciągnęło chłodem.
Eveline skierowała się ku nim. Schody prowadziły stromo w dół. Kamienne stopnie były nierówne, a na ścianach pozostały ślady po dawnych uchwytach na pochodnie. Grijs zamknął za nimi przejście i wyjął niewielką latarnię.
Na dole korytarz rozdzielał się na trzy przejścia. Nad nimi wyryto znak, który Eveline rozpoznała od razu: pojedynczą kreskę rozchodzącą się na trzy strony.
— Prawe prowadzi do groty. Poznasz je po śladach kół.
Grijs przybliżył latarnię do znaku i obejrzał wyżłobienia w kamieniu. Kiedy ruszyli dalej, zwracał uwagę na kolejne zakręty i oznaczenia pozostawione na ścianach.
Powietrze było chłodniejsze niż w zamku. Gdzieś w oddali kapała woda, a pod stopami chrzęścił drobny piasek naniesiony na kamienie.
Przy jednym z rozwidleń Grijs zatrzymał się i obejrzał za siebie drogę, którą przyszli. Eveline wskazała mu nierówną posadzkę przy prawej ścianie, po której można było rozpoznać ostatni zakręt. Przyjrzał się kamieniom, nim ruszyli dalej.
Wreszcie korytarz rozszerzył się i przeszedł w naturalną grotę. Z ciemności wyłaniały się niskie skalne występy, a dalej znajdowała się odnoga prowadząca ku tunelowi Kompanii.
Eveline wskazała przejście.
— Tamtędy dojdziesz do starego wyjścia przy składach.
Grijs uniósł latarnię, oświetlając boczną wnękę. Za występem skalnym znajdowały się metalowe drzwi.
— A te?
— Nie musisz przez nie przechodzić.
— Sprawdzę, czy odnoga jest drożna.
Ruszył w głąb tunelu, oglądając ściany i posadzkę, a Eveline została przy skalnym występie.
Wtedy w bocznej wnęce pojawił się słaby blask.
Znała te drzwi. Ich metalową powierzchnię przecinały cienkie złote linie. Poprzednio musiała przyłożyć do nich dłoń, aby mechanizm zareagował.
Teraz linie świeciły same.
Eveline podeszła bliżej. Nie dotknęła jeszcze metalu, a blask przesunął się wzdłuż wyrytych wzorów, rozdzielając się na coraz cieńsze odnogi. Pod powierzchnią drzwi rozległo się ciche stuknięcie.
Zatrzymała rękę.
W głębi skały poczuła znajome drżenie Aderu. Tym razem nie przypominało jednak zwykłego przepływu, który wyczuwała w pobliżu dawnych urządzeń. Miała wrażenie, że coś po drugiej stronie zwróciło się ku niej.
Mimo to jej dłoń znów przesunęła się w stronę metalu.
— Eveline?
Głos Grijsa dobiegł z tunelu. Nie odpowiedziała od razu. Złote linie połączyły się w jeden wzór, a potem przygasły.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania