Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 62

Metalowe drzwi rozjarzyły się ponownie. Złote linie przebiegły od krawędzi ku środkowi, a gdzieś za nimi szczęknął mechanizm. Eveline cofnęła dłoń, której nie zdążyła jeszcze przyłożyć do metalu.

Drzwi uchyliły się.

Z tunelu dochodziły kroki Grijsa. Był jeszcze daleko. Eveline spojrzała w tamtą stronę. Otworzyła usta, żeby go zawołać. Zza drzwi dobiegł szum wody, ten sam, który słyszała w tamtej wizji, i zanim zdążyła się zastanowić, przekroczyła próg.

Nie przeszła nawet kilku kroków, gdy drzwi zamknęły się za nią. Odwróciła się i nacisnęła gładką powierzchnię obok zamka. Nie znalazła ani klamki, ani szczeliny.

— Grijs!

Przyłożyła ucho do metalu. Nie usłyszała odpowiedzi. Złote linie zgasły.

Zaczekała, nasłuchując kroków po drugiej stronie. Grijs wiedział, którędy przyszli, więc powinien ją odnaleźć. Gorzej, jeśli spróbuje otworzyć drzwi siłą.

Eveline ruszyła korytarzem. Pracownię rozpoznała od razu. Stał tu ciężki fotel z metalową obręczą, a wzdłuż ścian ciągnęły się stoły i szafy z urządzeniami. Lampa nad jednym z blatów paliła się bladym światłem.

Przy fotelu zatrzymała się dłużej. Poprzednio obręcz była wykrzywiona, a jedno z mocowań pęknięte. Teraz metal znów tworzył równy okrąg. W miejscu naprawy pozostało jaśniejsze pasmo, starannie wygładzone, choć wyraźne dla kogoś przyzwyczajonego do oglądania starych przedmiotów. Na stole leżały drobne narzędzia i metalowe opiłki.

Pod ścianą stały skrzynie. Podczas poprzedniej wizyty znajdowały się w nich trzy pojemniki, tyle, ile zapisano w księdze przy słowach Dla króla.

Teraz były dwa.

Sprawdziła sąsiednią skrzynię, potem następną. Trzeciego nie znalazła. Na dnie pierwszej pozostał prostokąt wolny od kurzu.

Podniosła jeden z pojemników i obejrzała zamknięcie. Nie dostrzegła śladów naruszenia. Odłożyła go na miejsce.

Z głębi pracowni dochodził jednostajny szum. Za szafami ciągnęło się przejście, którym poprzednio nie poszła.

Korytarz opadał łagodnie. Ściany były wilgotne, a powietrze chłodniejsze niż w pracowni. W kamieniu biegły złote żyły. Rozjaśniały się, gdy obok nich przechodziła, i przygasały za jej plecami.

Na końcu znajdowały się otwarte drzwi. Za nimi rozciągała się wysoka sala. Pod sklepieniem przebiegały grube przewody, częściowo ukryte w skale. Wzdłuż ścian schodziły ku metalowej podstawie ustawionej pośrodku pomieszczenia. Nad nią znajdował się przezroczysty cylinder.

Wewnątrz była ludzka głowa.

Eveline zatrzymała się w progu. Widziała to miejsce podczas wizji, daleko stąd, a po przebudzeniu nie potrafiła powiedzieć, czy wydarzyło się to naprawdę. Teraz czuła chłód kamienia pod stopami i zapach wilgoci zmieszanej z czymś ostrym, przypominającym rozgrzany metal. Z góry dobiegał szum wody spadającej gdzieś za ścianą.

Weszła do sali. Głowa należała do starego mężczyzny. Skóra na skroniach była cienka i blada, włosy siwe, a z karku i potylicy wychodziły przewody połączone z podstawą cylindra. Powieki pozostawały zamknięte.

Złote linie na posadzce rozbłysły.

Mężczyzna otworzył oczy.

— Wróciłaś.

Głos rozległ się w sali, choć jego usta poruszyły się ledwie dostrzegalnie.

— Ostatnim razem kazał mi pan odejść.

— Wtedy nie mogłaś mi pomóc.

Eveline obejrzała się ku przejściu. Nadal było otwarte.

— To pan otworzył drzwi?

— Tak.

— Mój towarzysz zaraz wróci. Proszę go wpuścić.

— Nie potrzebujemy go.

— Ja mogę go potrzebować.

— Nic mu nie grozi. Kiedy skończymy, otworzę ci wyjście.

Przy jednej ze ścian stał stół z cienkimi metalowymi płytkami. Kilka z nich miało nacięcia na krawędziach, podobne do zapisów z Veyr.

— Nie wiem nawet, kim pan jest.

— Dowiesz się, jeśli zajdzie taka potrzeba.

— A kto o tym zdecyduje?

Mężczyzna nie odpowiedział. Eveline zaczęła oglądać jedną z płytek, ale usłyszała:

— Księżniczka wróciła do ojca.

Odłożyła ją.

— Skąd pan wie o Florentinie?

— Unieważniła przepustki rady. Ludzie, którzy przynosili królowi książki, nie mogą już wejść do jego komnat. Ci, których nie wpuścili, przychodzą tutaj.

Spojrzała na niego. Takiej odpowiedzi się nie spodziewała.

— Do pana?

— Do pracowni.

Eveline pomyślała o naprawionej obręczy i brakującym pojemniku. Jeśli ci ludzie mieli dostęp do pracowni, mogli nadal korzystać z urządzeń ukrytych pod zamkiem, nawet jeśli Florentina zamknęła przed nimi drzwi królewskich komnat.

— W skrzyni brakuje jednego pojemnika. Tego oznaczonego „Dla króla”.

— Zabrano go.

— Co w nim było?

— Nie wszystko, co trafia do królewskich komnat, przeznaczone jest dla króla.

Eveline zacisnęła usta.

— Florentina jest bezpieczna?

— Na razie. Ale ludzie, którym odebrała dostęp do ojca, nie zostawią jej w spokoju.

— Więc muszę do niej wrócić.

— Mogę jej pomóc.

Eveline popatrzyła na przewody przytwierdzone do podstawy cylindra.

— W jaki sposób?

— Ludzie, którzy chcieliby jej przeszkodzić, nie musieliby już stanowić zagrożenia.

— Chce ich pan zabić?

— Nie powiedziałem tego.

— Ani temu zaprzeczył.

Przy podstawie cylindra rozjarzyła się cienka czerwona kreska.

— Chciałabyś, żeby księżniczka była bezpieczna?

— Oczywiście.

— A czego chcesz dla siebie?

Eveline odsunęła się od stołu. Nogi miała zdrętwiałe, choć stała tu dopiero chwilę.

— Teraz nie o mnie chodzi.

— Zawsze odpowiadasz w ten sposób?

Nie wiedziała, co powiedzieć. W ostatnich dniach myślała o Florentinie, Wennie, Vaelenie i ludziach, których zostawili w zamku. Nie miała czasu zastanawiać się nad własnymi sprawami.

— Chciałam poznać swoją przeszłość — odpowiedziała w końcu.

— Nadal chcesz?

Eveline spojrzała na cylinder. Byłoby łatwiej odpowiedzieć, gdyby pytał o coś konkretnego. O człowieka, który ją niósł, albo o brakujące wspomnienia.

— Nie wiem.

Mężczyzna nie okazał zdziwienia.

— Kiedyś wiedziałaś?

Eveline pomyślała o sklepie. O księdze zamówień, odgłosie dzwonka nad drzwiami i Vaelenie, który potrafił godzinami spierać się z nią o cenę rzeczy wartej kilka srebrników. Przez cztery lata uważała tamto życie za zwyczajne. Dopiero kiedy je straciła, zaczęła wracać do niego myślami.

— Miałam pracę, którą lubiłam oraz ludzi, których znałam.

— Chciałabyś tam wrócić?

— Nie mogę. Wszystko się zmieniło.

Gdzieś w podstawie cylindra cicho stuknął mechanizm.

Eveline przesunęła palcem po krawędzi stołu.

— Przez cztery lata pracowałaś dla człowieka, który wiedział o tobie więcej, niż ci mówił — odezwał się mężczyzna.

Eveline podniosła głowę.

— Co pan wie o Vaelenie?

— Wiem, że ukrywał przed tobą prawdę.

— Sam się do tego przyznał.

— Czy powiedział ci, dlaczego cię zatrudnił?

Eveline poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku.

Pamiętała dzień, w którym zaczęła pracę. Przez całą zimę chodziła tamtą ulicą codziennie. Kartka z ogłoszeniem wisiała w oknie sklepu tylko tego jednego dnia. Ani wcześniej, ani później jej nie widziała. Vaelen przyjął ją wtedy bez wahania, jak każdego, kto szukał pracy. Cztery lata później trudno było jej oddzielić tamto pierwsze spotkanie od wszystkiego, co wydarzyło się później.

— Nie wiem, do czego pan zmierza.

— Można doprowadzić do spotkania dwojga ludzi, nie zmuszając żadnego z nich do niczego.

Eveline przez chwilę nie poruszyła się.

— Sugeruje pan, że ktoś nas ze sobą zetknął?

— Pytam, czy zmieniłoby to coś dla ciebie.

— Najpierw musiałabym wiedzieć, czy to prawda.

— A gdyby była?

Pomyślała o wspólnych kolacjach na zapleczu, kłótniach o rachunki i wieczorach, kiedy zostawała dłużej, choć mogła już wrócić do domu.

— Niech pan przestanie.

— Jeszcze niedawno nie przyszłoby ci do głowy pytać, dlaczego Vaelen cię zatrudnił.

Eveline oparła dłonie o stół.

— Bo pan mi to podsunął.

— Tak.

— Niedawno powstrzymałaś człowieka, który chciał cię skrzywdzić — powiedział.

Eveline znieruchomiała.

— Skąd pan o tym wie?

— Byłaś wtedy połączona z Aderem.

Przypomniała sobie magazyn, twarz Luciena i krew spływającą po jego policzku. Widziała, jak przyciska ostrze do własnej skóry, chociaż nie kazała mu tego robić.

— Nie wiedziałam, co się stanie.

— Chciałaś, żeby przestał i tak się stało.

— Skrzywdziłam go.

— Żałujesz, że go powstrzymałaś?

— Nie, ale nie chciałam, żeby zrobił sobie krzywdę.

— A jednak ją zrobił.

Mężczyzna poruszył ustami, lecz nie rozległ się żaden głos. Czerwona kreska przy podstawie cylindra rozdzieliła się na trzy krótsze.

— A gdyby ktoś wcześniej sprawił, że właśnie tego zapragnęłaś?

— Nie musiałam go nienawidzić, żeby chcieć się obronić.

Jeden z przewodów zadrżał przy podstawie.

— Skąd wiesz, że to był twój wybór?

Eveline nie odpowiedziała.

Wróciła myślami do magazynu. Pamiętała strach, gniew i pragnienie, żeby Lucien przestał zagrażać jej towarzyszom. Nie pamiętała chwili, w której zdecydowała, co ma się z nim stać. Dłonie miała lodowate.

— Nie wiem — przyznała.

Przy podstawie cylindra zapalił się kolejny czerwony znak.

— A pan potrzebuje mojej pomocy — powiedziała Eveline.

— Tak.

— Do czego?

— Fotel w pracowni naprawiono dla ciebie. Kiedy wrócisz, usiądziesz w nim.

Eveline pomyślała o jaśniejszym paśmie na obręczy.

— A co dostanę w zamian?

— Imiona. Ludzi, którzy chcą skrzywdzić twoją księżniczkę, i tego, który zabrał pojemnik. Resztę zrobisz sama.

— A teraz?

— Teraz dostaniesz coś za darmo. Ci, których nie wpuszczono z książkami, wejdą z czymś innym. Niech księżniczka sprawdza wszystko, co wnoszą do jej ojca. Nie tylko książki.

Eveline spojrzała na przewody biegnące od cylindra w głąb ścian.

— Sam pan stąd nie wyjdzie. Ja tak.

Mężczyzna milczał.

— Dlatego pytał pan, czego chcę. Chciałby pan, żebym zapragnęła tego samego co pan.

— Chciałbym wiedzieć, czy to możliwe.

Eveline spojrzała ku drzwiom.

— Musi mi pan powiedzieć, co chce zrobić.

Czerwone znaki zapulsowały mocniej.

— A jeśli księżniczka nie będzie miała czasu czekać?

— Nie wiem, co wtedy zrobię.

Mężczyzna zamknął oczy.

Wysoko nad nimi zaszumiała woda. Jeden z przewodów naprężył się gwałtownie, a przy podstawie cylindra zapaliły się kolejne czerwone znaki.

Eveline poczuła wilgoć pod nosem. Otarła twarz wierzchem dłoni i zobaczyła krew.

Ból za oczami pojawił się niemal natychmiast, najpierw tępy, później tak ostry, że musiała oprzeć się o stół.

Złote linie na posadzce rozświetliły się pod jej stopami.

— Przestań!

Cofnęła się, ale światło przesunęło się razem z nią, docierając do nóg stołu.

Mężczyzna poruszył głową. Przewody naprężyły się, a przy jego skroni pojawiła się ciemna smuga. Jeden z czerwonych znaków zgasł, po nim następny.

Eveline przycisnęła rękaw do nosa.

— To pan robi?

— Nie sam. Sama podtrzymujesz połączenie.

— Nie dotykam niczego.

— Nie musisz. Przestań sięgać.

Zamknęła oczy. Skupiła się na zimnym kamieniu pod butami, szumie wody i ciężarze własnego ciała. Próbowała nie myśleć o Florentinie ani mężczyźnie uwięzionym za szkłem.

Ból zaczął ustępować.

Kiedy otworzyła oczy, czerwone znaki świeciły już słabiej. Ciemna ciecz spływała od skroni mężczyzny ku metalowej podstawie, a jego usta poruszały się przez chwilę bez głosu.

— Nie zrobiłam tego świadomie — powiedziała.

— Wiem.

Eveline cofnęła się od cylindra.

— Proszę otworzyć drzwi.

Mężczyzna przyglądał jej się jeszcze przez moment.

— Wrócisz.

— Nie obiecałam tego.

Mężczyzna nie odpowiedział.

Za jej plecami rozległ się szczęk mechanizmu. Drzwi do korytarza uchyliły się.

Eveline ruszyła ku wyjściu, podtrzymując zakrwawiony rękaw przy twarzy. Na progu obejrzała się jeszcze raz. Głowa pozostawała nieruchoma. Jeden czerwony znak nadal świecił przy podstawie cylindra.

Wyszła. W pracowni nadal paliła się lampa nad stołem. Naprawiony fotel stał tam, gdzie wcześniej, a w skrzyni leżały dwa pojemniki.

Eveline przeszła korytarz, opierając się chwilami o ścianę. Ból osłabł, ale nogi miała ciężkie jak po długim marszu.

Drzwi do groty otworzyły się, gdy do nich podeszła. Grijs stał po drugiej stronie. Trzymał latarnię w lewej dłoni. Ze świecy w latarni został krótki ogarek. Przy jego butach leżał nóż. Na metalu obok zamka widniały świeże rysy.

— Gdzie byłaś?

— W pracowni.

Grijs chwycił ją za ramię, mocniej, niż było trzeba, i dopiero po chwili puścił. Przyjrzał się zakrwawionemu rękawowi i podał jej czysty kawałek płótna.

— Co ci się stało?

— Krew z nosa, ból za oczami. Już przechodzi.

Eveline przyłożyła płótno do twarzy.

— Jak długo mnie nie było?

— Kilka godzin.

Spojrzała na latarnię.

— To niemożliwe. Rozmawiałam tylko przez chwilę.

— Siedziałem przy tych drzwiach.

Usiadła na kamiennym występie. Grijs podniósł nóż i wsunął go do pochwy.

— On tam jest — powiedziała. — Człowiek połączony z Aderem. Ten, którego widziałam we śnie, kiedy uciekliśmy z Veyr.

Grijs obejrzał zamknięte drzwi.

— Czego chciał?

Eveline złożyła zakrwawione płótno.

— Wie, że Florentina unieważniła przepustki rady. Ludzie, których nie wpuszczono, przychodzą do pracowni. Jeden z pojemników zniknął.

Grijs spojrzał w stronę korytarza prowadzącego do zamku.

— Jeśli to prawda, nie możemy zostawić jej samej.

— Wiem. I jeszcze jedno. Florentina musi sprawdzać wszystko, co wnoszą do króla. Nie tylko książki.

Grijs skinął głową.

— Dasz radę iść?

Eveline podniosła się. Zachwiała się lekko, ale zdążyła oprzeć dłoń o skałę.

— Tak.

Grijs ruszył pierwszy, oświetlając im drogę.

Przy rozwidleniu Eveline obejrzała się w stronę metalowych drzwi. Złote linie zgasły, a ciemna powierzchnia niczym nie różniła się od tej, którą widziała wcześniej.

Nie powiedziała Grijsowi o propozycji głowy.

Teraz musieli odnaleźć Florentinę.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania